sack-306772_640

W świecie z betonu

Ostatnio obiecałem wpis fundamentalny, więc dzisiejszy taki właśnie będzie. Tematyka na pozór nie wydaje się związana z ogólną tematyką bloga, jednak sprawa jest na tyle istotna (a wiedza na ten temat może jeszcze mniej „popularna” niż wiedza o mechanizmach rynku nieruchomości), że postanowiłem ją opisać w niniejszym wpisie. 

Często dywagujemy na temat cen mieszkań, stóp procentowych, dostępności kredytu i innych tego typu rzeczy, tymczasem to są wszystko… pierdoły :) Prawdziwe problemy ukryte są u podstaw całego systemu, o czym właśnie będzie dzisiejszy wpis.

Dla części czytelników przedstawione tu informacje nie będą niczym nowym (pewnie dla tej części, która w ogóle na tym blogu nie znalazła niczego nowego, a czyta nas jedynie z braku ciekawszych rzeczy do roboty ;) jednak mam pewne obawy, że znajdzie się sporo osób, dla których poruszone w tym wpisie tematy będą co najmniej zaskakujące.

Ale do rzeczy…

Jedną z najważniejszych i najbardziej popularnych teorii, które przetaczają się przez większość naszych wpisów jest ta, zgodnie z którą na rynku mieszkaniowym (ale oczywiście nie tylko na nim) „bez kredytu nic by się nie stało, co się stało„.

Przyjrzyjmy się zatem, jak to jest właściwie z tym kredytem. Zobaczymy, skąd bierze się kredyt, kto na tym zarabia (choć to wydaje się oczywiste ;) do czego to wszystko prowadzi i co właściwie można z tym zrobić.

Na początek link do filmu, który powinien być absolutnie niezbędną pozycją dla każdego dorosłego człowieka (brzmi to bardzo poważnie, ale nie ma w tym żadnej przesady). Powinno się go puszczać w szkołach oraz po, albo nawet i przed głównym wydaniem wiadomości na wszystkich stacjach ;) Niespecjalnie byśmy żałowali nawet „zmarnowanego” na to czasu antenowego, kosztem „Tańca z jazdami”, czy innego „Voice of pokemons” ;)

Jeśli ktoś jeszcze nie oglądał, to może sobie obejrzeć po przeczytaniu wpisu, albo przed jego przeczytaniem – trudno powiedzieć, jak będzie lepiej, bo w tym momencie wpis przecież jeszcze nie powstał ;)

Jeśli kogoś zainteresowała ta tematyka, bardzo polecamy także część drugą (w polskiej wersji dostępną akurat w kawałkach):

A teraz przedstawimy wszystko własnymi słowami… ;)

Na początek najważniejsze pytanie, które stawiają także autorzy powyższych filmów – czy wiesz, skąd się biorą pieniądze? Jeśli wiesz, nie musisz dalej czytać (chociaż może i tak warto, bo może dowiesz się czegoś, o czym jeszcze nie wiesz). Jeśli nie wiesz, to niestety musisz czytać dalej ;)

Ludziom wydaje się czasem, że to rząd tworzy pieniądze (przy okazji tej tematyki w dowolnych „wiadomościach” telewizyjnych zawsze widzimy piękne sterty banknotów drukowane jakąś magiczną drukarką, albo 5-złotówki wybijane w mennicy). Niektórym się wydaje, że pieniądze tworzy NBP (tu konkurs dla czytelników – proszę powiedzieć, kto jest właścicielem NBP oraz wskazać formalne/prawne uzasadnienie). Niektórzy myślą nieco bardziej abstrakcyjnie… że pieniądze są tworzone przez pracę, tudzież na skutek rozwoju gospodarki (nie wskazując „bezpośredniego” twórcy tych pieniędzy). Jak wiemy (lub nie), wszystkie tego typu teorie są błędne.

O ile od dużej biedy można jakoś tam bronić teorii, że bank centralny tworzy pieniądze (ciągle słyszymy o drukowaniu dolarów przez FED, czy Euro przez EBC), o tyle skala tej działalności jest praktycznie zupełnie nieistotna (o czym przekonamy się w dalszej części wpisu na przykładzie NBP).

Nim jednak zajmiemy się odpowiedzią na nasze kluczowe pytanie (skąd się biorą pieniądze), musimy poznać kilka definicji (definicje są naszego autorstwa, więc można się śmiało do nich przyczepić ;) Definicje te są bardzo proste i bardzo ważne, więc warto je zrozumieć i zapamiętać:

Depozyt – dobro, które deponent (właściciel) składa u depozytariusza („magazyniera”) z reguły w celu bezpiecznego przechowywania oraz łatwiejszego zarządzania. Depozytariuszem często jest bank lub jakaś inna instytucja zapewniająca ochronę (sejf) lub usługi kasowe (przelewy, płatności itd.).

Istotą klasycznego depozytu (wywodzącą się jeszcze z prawa rzymskiego) jest jego ciągła i natychmiastowa dostępność. Idea ta jest ściśle powiązana z najbardziej naturalnym sposobem przestrzegania depozytu – skoro idę i wpłacam do banku pieniądze, to robię to po to, aby te pieniądze były do mojej dyspozycji w dowolnym czasie, w dowolnej formie (wypłata gotówki z bankomatu, wykonanie przelewu/płatności elektronicznej itd.), a korzystam z usług banku, bo zapewnia on ochronę i dodatkowe usługi (przelewy), których nie jestem w stanie w prosty sposób wykonać za pomocą gotówki.

Rozróżniamy dwa typy depozytów:

Depozyt prawidłowy – dobro oznaczone co do tożsamości (jak to zrozumiale brzmi ;) Z depozytem prawidłowym mamy do czynienia wtedy, kiedy odbierając ów depozyt od depozytariusza otrzymamy dokładnie ten sam obiekt. Najprostszym przykładem jest złożenie depozytu do skrytki w banku – bank nie sprawdza, co mu przekazujemy i na nasze żądanie oddaje nam dokładnie to, co włożyliśmy do skrytki. Dostajemy więc z powrotem dokładnie to, co zdeponowaliśmy.

Depozyt nieprawidłowy – dobro oznaczone co do ilości i jakości (znowu zrozumiale ;) Depozyt nieprawidłowy różni się tym od prawidłowego, że w momencie jego odbioru nie dostajemy dokładnie tego samego obiektu, lecz coś, co jest zgodne co do ilości oraz jakości z tym, co początkowo zdeponowaliśmy. Wynika to z faktu, że sposób przechowywania tego rodzaju depozytów uniemożliwia zwrot dokładnie tego samego obiektu. Najprostszym przykładem depozytu nieprawidłowego jest depozyt pieniężny – jeśli wpłacimy do banku 100 złotych, a potem zechcemy je wypłacić, to dostaniemy też 100 złotych, ale najpewniej będzie to inny banknot niż ten, który pierwotnie przynieśliśmy (rzecz jest jeszcze bardziej oczywista w przypadku wpłat/wypłat elektronicznych). Ponieważ dla nas każde 100 złotych jest równoważne, to nie ma nic złego w tym, że dostaniemy „nieco inne” 100 złotych niż wpłaciliśmy.

Należy jednak pamiętać, że istotą obu typu depozytów jest ich natychmiastowa dostępność dla deponenta (jest to bardzo ważne, bo będziemy do tego faktu wielokrotnie wracać w tym wpisie). Z tej natychmiastowej dostępności (oraz z naturalnego rozumienia depozytu) wynika fakt, że mimo przekazania depozytu depozytariuszowi (bankowi) to deponent (klient) pozostaje właścicielem depozytu. Złożenie depozytu (zarówno prawidłowego jak i nieprawidłowego) nie pociąga za sobą żadnej formy zmiany własności – właścicielem pozostaje deponent.

Ponieważ depozytariusz przyjmuje depozyty i zapewnia im ochronę (oraz często dodatkowe usługi typu realizacja płatności), to oczywistym jest, że należy mu się za to wynagrodzenie.

Pożyczka – przekazanie dobra, należącego do jednej strony transakcji (pożyczkodawca), w celu użycia przez drugą stronę transakcji (pożyczkobiorcę) – dobro to musi zostać zwrócone w czasie określonym w umowie pożyczki. Pożyczka jest co do zasady różnym pojęciem od depozytu, ponieważ pierwotny właściciel dobra traci jego natychmiastową dostępność (możliwość rozporządzania) na czas określony w umowie na rzecz drugiej strony transakcji. Przykładowo – jeśli pożyczę sąsiadowi 100 złotych i umówię się z nim, że odda mi te 100 złotych za tydzień, to w ciągu tego tygodnia owe 100 złotych jest dla mnie niedostępne, bo dostępne jest dla mojego sąsiada. W przypadku depozytu rzecz ma się zgoła inaczej – jeśli złożę depozyt u sąsiada w wysokości 100 złotych zgodnie z tradycyjną definicją (ciągła dostępność), bo drzwi do jego mieszkania mają lepsze zamki niż do mojego, to owe 100 złotych ciągle jest dla mnie dostępne – mogę w każdej chwili iść i odebrać je sąsiadowi. Jednocześnie sąsiad nie może korzystać ze zdeponowanych u niego 100 złotych, bo inaczej łamałby podstawową zasadę naszej umowy, czyli możliwość odebrania przeze mnie depozytu w dowolnym momencie.

Jak widzimy, w przypadku depozytu prawo do zarządzania/dysponowania nim pozostaje przy pierwotnym właścicielu, tymczasem w przypadku pożyczki prawo do dysponowania dobrem przechodzi (na z góry określony czas) na pożyczkobiorcę.

Pieniądz – dobro uznawane za środek wymiany gospodarczej, w którym wyrażona jest wartość rzeczywistych dóbr podlegających wymianie. Pieniądz umożliwia porównywanie wartości dóbr, których w inny sposób praktycznie nie dałoby się porównać (ile worków pszenicy warte jest leczenie kanałowe zęba? ;) Pochodną funkcją umożliwiania wymiany handlowej jest zachowywanie wartości przez pieniądz w czasie (co pozwala na dokonanie nie tylko wymiany teraźniejszej, ale także wymiany dzisiejszych dóbr na przyszłe).

Najważniejsze cechy pieniądza:
– powszechnie akceptowany
– trwały
– przenośny
– podzielny
– trudny do podrobienia
– z ograniczoną podażą

Agregaty pieniężne – miary ilości pieniądza w gospodarce, zgodnie z którymi za pieniądz uznaje się aktywa, które można szybko wymienić na gotówkę (bez zauważalnej utraty wartości). Podstawowych agregatów pieniężnych jest kilka (różnią się zakresem aktywów uznawanych za pieniądz w ramach danego agregatu), my skupimy się na agregacie M1, który obejmuje następujące formy pieniądza:

– pieniądz gotówkowy (banknoty i monety)

– depozyty płatne na żądanie (co praktycznie odpowiada sumarycznemu stanowi naszych kont w banku)

oraz M2, który dodatkowo zawiera:

– depozyty o terminie zapadalności do 2 lat oraz depozyty z terminem wypowiedzenia do 3 miesięcy (w praktyce lokaty)

Ilość pieniądza w ramach danego agregatu zmienia się w czasie i pozwala na określenie, czy podaż pieniądza w gospodarce rośnie, czy maleje (agregat M2 jest fajny, bo obejmuje to, co jest „naturalnie” uznawane za pieniądz przez typowego człowieka, który tylko ogląda tvn i nad niczym się nie zastanawia ;)

Inflacja – tu jest pewien problem, bo definicji inflacji jest kilka i nie są one ze sobą tożsame. My za inflację uznajemy jej najbardziej klasyczną formę, czyli wzrost ilości pieniądza w obiegu (moglibyśmy powiedzieć: wzrost wartości opisanego przed chwilą agregatu M1/M2). Dla przykładu… jeśli w gospodarce mamy 1 bln złotych, a w kolejnym roku mamy 1.1 bln, to inflacja wynosi wg naszej definicji 10% rocznie.

Aktualnie próbuje się przeforsować inne rozumienie inflacji – wg źródeł rządowych/bankowych inflacja to po prostu wzrost cen. Tymczasem takie postawienie sprawy jest bardzo podejrzane. Inflacja rozumiana tak, jak rozumiemy ją my (wzrost ilości pieniądza) prowadzi zawsze do wzrostu cen (ceny po pewnym czasie dostosowują się do nowej ilości pieniądza w obiegu, pomijając ewentualny wzrost produktywności), ale tych zjawisk nie można utożsamiać. Po pierwsze dlatego, że wzrost cen różnych dóbr w bardzo różny zależy od wzrostu ilości pieniądza (a dokładnie zależy od tego, w jaki sposób oraz w jakich obszarach gospodarki pojawił się nowy pieniądz w pierwszej kolejności). Po drugie, nie bardzo wiadomo, jak właściwie zdefiniować wzrost cen. Obecnie rząd próbuje używać tzw. inflacji CPI, czyli wzrostu cen dóbr i usług konsumpcyjnych. Tymczasem tak się nie da :) Bo cały ten wskaźnik zależy od doboru dóbr/usług, których ceny chcemy badać (tzw. koszyk inflacyjny). Dobór ten zmienia się w czasie i to (o dziwo ;) w kierunku tego, żeby inflacja wyszła jak najmniejsza (w USA oficjalna inflacja CPI wynosi 1.7%, tymczasem liczona wg koszyka z lat 80-tych oraz dla artykułów, które kupuje typowa rodzina, wynosi około 10%). Dochodzi do absurdu, zgodnie z którym chociażby ceny elektroniki zawsze spadają, a tymczasem kiedyś za „standardowy” telewizor CRT 21″ płaciliśmy trochę ponad tysiąc złotych, a teraz za „standardowe” LCD 42″ płacimy 2 tysiące – standard się po prostu zmienia wraz z postępem technologicznym i trudno tu coś sensownie powiedzieć o zmianie cen. Odzież i obuwie to moja ulubiona kategoria zaliczana przez GUS do koszyka inflacyjnego – w tej sekcji ceny prawie zawsze spadają, a „adasiów” czy innych „najków” jakoś nadal nikt za darmo nie rozdaje. Koszyk inflacyjny tworzy się tak, żeby wyszło dobrze (czyli metodą politechniczną ;) dlatego trudno uznać to za jakiś miarodajny wskaźnik (pomijam już dalsze fanaberie typu „inflacja bazowa”, która powstaje poprzez wyłączenie z koszyka np. cen żywności i energii :)

Próba zdefiniowania inflacji jako wzrostu cen zawsze prowadzi do absurdu. Weźmy chociażby ceny mieszkań, które wzrosły o jakieś 100% w ciągu 2 lat (2006-2008) – mieszkanie jest zdecydowanie największym życiowym wydatkiem dla większości osób i zmiana ceny ma dla nich dużo większe znaczenie niż to, że chleb kosztował 2 zł, a po dwóch latach 2.2 zł. 

Dlaczego jeszcze (pomijając niemożność manipulacji) rządzący nie lubią inflacji wg klasycznej definicji (wzrost podaży pieniądza) przekonamy się w dalszej części wpisu.

Deflacja – tu sytuacja jest dokładnie taka sama, jak z inflacją, tylko na odwrót ;) Dla nas deflacja to spadek ilości pieniądza w obiegu (sytuacja spotykana mniej więcej tak często, jak spotkanie z Yeti… i nie mam tu na myśli pseudo terenówki Skody ;) Wg „nowoczesnej” definicji deflacja to spadek cen dóbr i usług, z którym wszyscy na świecie ostatnio walczą, mimo że nic takiego nie ma miejsca. Rzekomym problemem deflacji jest to, że spadają ceny, przez co spadają zyski firm, potem spadają wynagrodzenia, więc ceny spadają dalej i spirala się nakręca. Oczywiście jest to absurd – zyski firm wynikają z różnicy cen ich produktów oraz kosztów. Skoro spadają ceny, najpewniej spadają też koszty, więc zysk firmy wcale nie musi się zmniejszyć. A nawet, jeśli zyski spadną, a za nimi wynagrodzenia pracowników, to ich siła nabywcza się nie zmieni, bo będą mogli korzystać z niższych cen innych produktów (za mniejszą ilość pieniędzy będą mogli nabyć tę samą co wcześniej liczbę tańszych produktów). Argument o tym, że wskutek deflacji ludzie odkładają zakupy też jest bez sensu – ludzie kupują chociażby takie srajfony, czy srajpady, mimo że po dwóch latach ich wartość dramatycznie spadnie. Ba… ludzie nawet mieszkania kupują, mimo że ich wartość spada ;) A już w ogóle niemożliwym jest sobie wyobrazić, żeby ludzie zaczekali z kupnem chleba, bo za miesiąc będzie tańszy powiedzmy o 1 grosz…

Inflacja oraz deflacja rozłożone równomiernie na całą gospodarkę nie wpływają na realne dochody – w przypadku inflacji proporcjonalnie rosną płace i ceny, ale „zdolność nabywcza” pozostaje bez zmian. W przypadku deflacji ceny i płace proporcjonalnie spadają, ale „zdolność nabywcza” także pozostaje bez zmian. Oczywiście inflacja/deflacja nie jest rozłożona równomiernie – wzrost ilości pieniądza zawsze pojawia się punktowo. Ci, którzy są najbliżej tego punktu, odnoszą korzyści z inflacji (mają do dyspozycji więcej pieniędzy, zanim ceny zdążą wzrosnąć), a ci, którzy są najdalej, tracą. Świetnym przykładem są właśnie ceny mieszkań – ponieważ wzrost ilości pieniądza w sektorze mieszkaniowym na skutek powszechnego udzielania kredytów mieszkaniowych był ogromny (o wiele większy niż w całej gospodarce), to najwięcej zyskali deweloperzy, którzy byli pierwszymi „odbiorcami” nowego pieniądza. Ponieważ podaż mieszkań nie jest elastyczna, to wzrost ilości pieniądza na rynku mieszkaniowym (inflacja wg naszej definicji) spowodował wzrost cen mieszkań (co, niestety, nie znalazło odzwierciedlenia w GUS’owskiej inflacji CPI).

W tym wpisie dowiemy się, dlaczego banki centralne i rządy tak dzielnie walczą z deflacją (której nie ma) oraz dlaczego każdy bank centralny ma wyznaczony cel inflacyjny, czyli jego zadaniem jest prowadzenie do ciągłego wzrostu cen (spadku siły nabywczej naszych pieniędzy). A pamiętajmy, że inflacja jest niczym innym jak podatkiem nałożonym na posiadaczy pieniędzy – co za różnica, czy rząd zabierze nam w podatkach 5% naszych pieniędzy, czy o 5% wzrosną ceny – w obu przypadkach efekt będzie dokładnie taki sam (będziemy mogli kupić 5% mniej). 

Inflacja jest zyskiem emitenta pieniądza, a stratą posiadaczy pieniędzy… pechowo posiadacze pieniędzy są w ogromnej większości tego nieświadomi ;)

Lichwa – wg klasycznej definicji jest to pobieranie odsetek od pożyczonych pieniędzy (przy czym pieniądze w tym przypadku można rozumieć bardzo szeroko). Lichwa była jednym z najcięższych grzechów w trzech głównych religiach (chrześcijaństwo, islam, judaizm; najpewniej także w wielu innych), za które groziła kara śmierci lub ekskomunika. Ciężki kaliber tego procederu oraz tak duże zainteresowanie nim przez „ustawodawcę najwyższej instancji” w każdej z religii bierze się z faktu, że lichwa jest uznawana za formę kradzieży, która stanowi jedno z podstawowych zagrożeń dla całości społeczeństwa (o randze tego zjawiska świadczy chociażby fakt, że jedynym miejscem w Piśmie Świętym, w którym Jezus używa siły, jest wypędzenie bankierów ze świątyni – ich działalność musiała być więc z punktu widzenia ówczesnej kultury wyjątkowo szkodliwa). Podstawowym problemem lichwy, a zarazem przesłanką za tym, że nie różni się od kradzieży, jest wykorzystywanie słabszych przez silniejszych, którzy wykorzystując swoją przewagę majątkową są w stanie zmusić innych do płacenia im nieadekwatnej do kosztów stawki za użyczenie pieniędzy. Dodatkowo, w kulturach starożytnych pieniądz uznawany był jedynie za środek wymiany dóbr – zabronione było osiąganie zysków z samego faktu posiadania pieniędzy (każdy zysk miał wynikać z pracy).

W dzisiejszych czasach pojęcie lichwy zostało nieco zmodyfikowane wraz z powszechnym przyzwoleniem na pobieranie odsetek od pożyczonych pieniędzy – aktualnie za lichwę uznaje się jedynie pobieranie odsetek w nieuzasadnionej wysokości, przy czym owa nieuzasadniona wysokość ustalana jest z reguły arbitralnie (w Polsce, zgodnie z ustawą antylichwiarską, jest to 4-krotność stopy lombardowej NBP, czyli aktualnie 12% rocznie). Należy przy tym zauważyć, że zapisy tego rodzaju ustaw obchodzone są na przeróżne sposoby (prowizje, ubezpieczenia, dodatkowe opłaty), co powoduje, że typowy kredyt konsumpcyjny w banku ma w tej chwili oprocentowanie w okolicach 30% rocznie (dla tzw. „chwilówek” oprocentowanie, a dokładnie RRSO, jest w ogóle „kosmiczne”, bo wynosi nawet kilka tysięcy procent).

Kredyt bankowy (za Wikipedia) umowa (…) pomiędzy bankiem a kredytobiorcą. Bank zobowiązuje się udostępnić określoną kwotę na określony cel oraz czas, a kredytobiorca zobowiązuje się wykorzystać kredyt zgodnie z jego przeznaczeniem oraz zwrócić pobraną kwotę wraz z należnym bankowi wynagrodzeniem (…).

Podstawowa (ale nie najważniejsza, o czym później) różnica pomiędzy kredytem a pożyczką jest taka, że kredyt może dotyczyć tylko pieniędzy, natomiast pożyczka może dotyczyć czegokolwiek. Można pożyczyć sąsiadowi samochód, natomiast nie można mu udzielić kredytu w formie samochodu (dlaczego tak jest, zobaczymy dalej). Dodatkowo, przyglądając się bliżej definicji kredytu, należy zwrócić uwagę na to, że „bank zobowiązuje się udostępnić określoną kwotę” – jak widać, w przypadku kredytu, po stronie banku mamy jedynie obietnicę/zobowiązanie do dostarczenia pieniędzy, a nie żadne rzeczywiste pieniądze (mimo że w praktyce wiele osób uznaje te dwie rzeczy za tożsame).

I tu powoli przechodzimy do meritum (tyle tekstu już wyprodukowaliśmy, a meritum wciąż nie ma ;) 

Skoro znamy już podstawowe potrzebne nam pojęcia, czas zobaczyć, ile właściwie mamy pieniędzy w Polsce.

Na początek ilość gotówki oraz stan naszych kont w banku (agregat M1):


Jeśli dodamy do tego lokaty, wychodzi mniej więcej tak (M2):

Konia z rzędem temu, kto mi tu znajdzie jakąś sensowną deflację ;)

Widać, że w Polsce podaż tego, co ludzie uznają za pieniądz, wynosi około 1bln PLN (znakomitą większość lokat można rozwiązać w dowolnym momencie, więc w praktyce są to pieniądze dostępne na żądanie dokładnie tak samo, jak na rachunku bieżącym).

Na razie nie ma w tym jeszcze niczego ciekawego – trochę ciekawiej zaczyna się robić wtedy, kiedy sprawdzimy, ile w Polsce jest gotówki (najpewniej przeciętny obywatel spodziewałby się, że będzie dokładnie tyle samo):


Na wykresie z lewej, na lewej skali widać, że w obiegu (łącznie z kasami banków) mamy około 120mld PLN w formie gotówki. Tymczasem łącznie w bankach trzymamy prawie 8 razy więcej (wartość agregatu M2 pomniejszona o gotówkę)! Jak to możliwe, że wpłaciliśmy do banku 8 razy więcej niż istnieje fizycznych pieniędzy? I jak to możliwe, że bank obiecuje nam (w postaci salda na rachunku) wypłatę gotówki w wysokości około 900mld, kiedy w obiegu jest tylko 120 mld? Dodatkowo, należy pamiętać, że spośród tych 120mld w gotówce tylko nieznaczna część znajduje się w bankach (reszta po prostu sobie krąży wśród ludzi).

Widać, że coś tu śmierdzi :) Banki mówią nam, że mamy u nich 900mld złotych i obiecują je nam wypłacić, kiedy tylko będziemy chcieli, tymczasem gotówka, którą dysponują i którą mogą nam wypłacić, stanowi mniej niż 10% tych obietnic.

Nim wyjaśnimy pokrótce, jak to jest możliwe, spójrzmy na kilka bardzo ważnych konsekwencji tego stanu rzeczy:

1. Banki z definicji nie są w stanie zrealizować swoich obietnic (czyli wypłacić nam pieniędzy, które mamy w nich na rachunkach) – gdyby tylko 10% klientów poszło w tym samym momencie po swoje pieniądze, banki musiałby skapitulować zwyczajnie z powodu tego, że żądania wypłaty przekraczają fizyczną ilość gotówki w systemie.

2. Banki są w stanie permanentnego bankructwa – jak zobaczyliśmy, banki nie są teoretycznie w stanie spełnić swoich zobowiązań wypłaty gotówki na żądanie. Powinno się więc uznać, że są bankrutami. Nie dzieje się tak tylko dlatego, że prawo umożliwia, a wręcz wspiera tego rodzaju działalność. Uzasadnienie jest takie, że na ogół mało kto pobiera pieniądze z banku… a jak już pobierze, to najczęściej ktoś inny wpłaci z powrotem, więc w normalnych warunkach bank nie musi spełniać obietnicy wypłaty wszystkich pieniędzy. To jest bardzo śliska sprawa… bo to, że coś (w normalnych warunkach) być może nie nastąpi, wcale nie oznacza, że na takim założeniu da się zbudować stabilny system. 

Wyobraźmy sobie taką sytuację – załóżmy, że kupiłem Rudej naszyjnik, ale jej się średnio podoba, więc powiedziała, że mam go na razie schować do szafy, a ona go sobie ubierze, jak ją najdzie ochota (sic!). Pomyślałem sobie tak…skoro jej się nie podoba, to raczej nigdy nie najdzie jej ochota… sprzedam więc ten naszyjnik, a pieniądza zainwestuję w jakieś mieszkanie na wynajem (bo Bartek mówi, że to taki super interes ;) Ruda będzie szczęśliwa, że naszyjnik jest w szafie i może go sobie założyć, kiedy chce. Ja będę szczęśliwy, że Ruda jest szczęśliwa… naszyjnika jej oddawać nie będę musiał, bo ufam, że po niego nie przyjdzie, a jednocześnie pieniądze z mieszkania na wynajem będą płynęły do mnie szerokim strumieniem (dodatkowo jeszcze mieszkanie będzie zyskiwało na wartości, bo nieruchomości przecież nigdy nie tanieją ;) 

W tym układzie wszyscy będą szczęśliwi… do momentu, kiedy zajdzie ta niespodziewana sytuacja, w której Ruda zechce jednak założyć naszyjnik – przyjdzie do mnie i poprosi o niego. Co jej wtedy powiem? „Hmm… wiesz, Kochanie, nie mam naszyjnika, ale zamiast tego możesz dostać mieszkanie”. Czy Ruda się ucieszy? Pewnie niespecjalnie, bo na temat kupowania mieszkań na podobne zdanie do mojego ;) Poza tym, ciężko będzie jej założyć na szyję mieszkanie… Sytuacja może być jednak jeszcze gorsza! Ponieważ mam mieszkanie, to, jeśli Ruda zechce na naszyjnik trochę poczekać, mogę je sprzedać i odkupić naszyjnik. Fajnie… ale co, jeśli mieszkanie straciło na wartości, a pieniądze z wynajmu przejadłem w formie swoich ulubionych wafelków? Nie zdołam odkupić naszyjnika i tyle będzie z naszej wielkiej miłości… ;)

3. System musi walczyć z gotówką – jak zobaczyliśmy przed chwilą, największym zagrożeniem dla systemu jest jednoczesne żądanie wypłaty gotówki przez dużą liczbę klientów (tzw. run na bank). Ponieważ takie żądanie jest teoretycznie niemożliwe do spełnienia, to są tu dwie opcje – natychmiastowe ogłoszenie bankructwa przez wszystkie banki lub… ustawowe ograniczenia w dostępie do gotówki. Rządy z reguły wybierają tę drugą opcję (testowaną niedawno na Cyprze w formie ograniczenia wypłat z bankomatów, zakazu wywozu gotówki poza granice kraju itd.). Aby jednak zawczasu do tego nie dopuścić, rozwija się wszelkie rodzaje transakcji bezgotówkowych (przelewy, karty płatnicze, karty zbliżeniowe, NFC itd.), ograniczając przy okazji maksymalną wysokość transakcji bezgotówkowych (takie ograniczenia są już w krajach UE, np. w Grecji, Włoszech, Francji i wynoszą 500-1500 Euro). Jeśli uda się wyeliminować całkowicie gotówkę z obiegu (takie pomysły są już chociażby w Szwecji), to zniknie odwieczne zagrożenie dla systemu – run na bank przestanie być możliwy (oczywiście nadal pozostanie opcja elektronicznego runu na bank, czyli przelanie wszystkich środków do innych banków, jednak tego rodzaju „elektroniczny” problem może zostać łatwo rozwiązany przez bank centralny lub rząd i nie zagrozi systemowi jako całości). Dodatkowo, całkowita eliminacja gotówki umożliwi znaczne powiększenie kontroli państwa nad obywatelem – jeśli tylko poglądy (np. na rynek mieszkaniowy ;) jednego czy drugiego nie będą odpowiadały linii rządowej, to można będzie zablokować takiemu wywrotowcowi dostęp do konta i będzie właściwie pozamiatane.

Skoro znamy już konsekwencje, to czas teraz zobaczyć, jak tak absurdalny system może działać w praktyce. Nie będziemy się cofać do historii, aby wyjaśnić początki systemu – dla zainteresowanych wszystko jest w zalinkowanych na początku wpisu filmach – warto się z nimi zapoznać, bo znacznie ułatwiają zrozumienie naszych dywagacji.

Aktualny system bankowy (praktycznie na całym świecie) opiera się na rezerwie cząstkowej. Rezerwa cząstkowa oznacza w skrócie, że bank (depozytariusz) nie musi przechowywać złożonego w nim depozytu w całości. 

Dla przykładu… znalazłem na ulicy 100 złotych (no dobra… Ruda znalazła, bo ma dużo lepszy wzrok ode mnie;) i idę wpłacić je do banku, bo w banku pieniądze są przecież bezpieczne, a z kieszeni mogą zginąć ;) W systemie rezerwy 100-procentowej (całkowitej) bank bierze moje 100 złotych i chowa je w skarbcu. Kiedy przyjdę odebrać swój depozyt (a na to w dowolnym momencie pozwala moja umowa z bankiem), bank wyjmie stówkę (niekoniecznie dokładnie tę samą) ze skarbca i mi ją odda. Uczciwe, nie? 

Tymczasem w systemie rezerwy cząstkowej bank weźmie moje 100 zł i nie schowa ich do skarbca. 3.50 zł wpłaci do NBP w formie rezerwy obowiązkowej (stopa rezerwy obowiązkowej w Polsce wynosi właśnie 3.50%), a resztę… no cóż – z resztą będzie mógł zrobić co chce, np. pożyczyć Rudej. Na razie nie ma w tym jeszcze niczego dziwnego – w końcu jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że nasze pieniądze pracują dla nas ;)

Do banku przyjdzie więc Ruda i pożyczy od niego „moje” 96.50 zł, obiecując że odda, wraz z odsetkami. Dzięki tym odsetkom bank będzie miał na wydatki, służbowe beemki dla prezesów itd. 

Jednak widać tu trzy podstawowe problemy. 

Po pierwsze, bank właśnie „rozdysponował” moją stówkę, więc co będzie, jak przyjdę ją odebrać? Otóż… to nie jest problem, bo bank zakłada, że nie przyjdę jej odebrać (nie ma to jak proste rozwiązanie skomplikowanego problemu ;) Ponieważ takich jak ja czy Ruda jest wielu (chociaż ona akurat jest wyjątkowa ;) to ktoś przyniesie stówkę, ktoś inny zabierze; ten, który pożyczył i zabrał pewnie też wpłaci do banku i jakoś to się wszystko zrównoważy (ponieważ transakcje gotówkowe odchodzą do lamusa, to może nawet nikt żadnej stówki nie wypłaci, bo po co, skoro łatwiej jest zapłacić elektronicznie). Jak widać, jest tu teoretyczny problem, ale system zakłada, że problem ten nie występuje w praktyce.

Drugi problem jest nieco gorszy – Ruda, pożyczając „moje” 96.50 zł, obiecała, że odda je z odsetkami. Zakładając, że na świecie jest tylko ta 1 stówka, to jak ona ma tego dokonać? Pożyczając pieniądze z banku planowała je na coś wydać… jeśli więc całość wydała, to potem musi z powrotem zarobić, żeby oddać. Tyle tylko, że musi zarobić więcej niż wydała (bo ma jeszcze odsetki do spłaty). Ponieważ w systemie jest tylko to, co wydała, nie jest w stanie zarobić więcej. Jedyną szansą na ratunek jest to, aby wyciągnąć coś ode mnie (pamiętajmy, że saldo mojego rachunku w banku wciąż wynosi +100 zł). Niby nie ma w tym specjalnego problemu – zrobi mi jakąś dobrą kolację i oddam jej trochę ze swojej stówki, żeby miała na odsetki… ale problem pojawi się w nieco bardziej skomplikowanym przypadku. 

Załóżmy, że Ruda nie jest ostatnim ogniwem całej tej pożyczkowej zabawy… załóżmy, że 96.50, które pożyczyła, wpłaciła do banku, bo akurat nie miała ciekawszych pomysłów (wiem… trudno uwierzyć w to, że kobieta nie miała pomysłu na wydanie dowolnej kwoty ;) Wpłaciła do banku 96.50 zł, bank tradycyjnie przelał z tego 3.5% do NBP, a resztę pożyczył dalej. Załóżmy, że każdy następny pożyczkobiorca postąpił tak samo. Jaki będzie tego efekt? Efekt będzie taki, że wszyscy razem wpłacą do banku prawie 2860 zł (suma malejącego szeregu geometrycznego). Ponieważ cała ta kwota z wyjątkiem mojej znalezionej stówki jest pożyczona, trzeba będzie zwrócić bankowi prawie 2760 zł wraz odsetkami. I właśnie z tymi odsetkami będzie problem… o ile można by zwrócić cały kapitał, bo da się go (teoretycznie) zarobić, o tyle… skąd wziąć na odsetki? Można oczywiście wykorzystać moją stówkę, ale co wtedy, kiedy odsetki będą wyższe niż cała moja stówka? W końcu moja stówka starczyłaby na oprocentowanie całej pożyczonej kwoty w okolicach 3.6%… a jeśli oprocentowanie będzie wyższe, to co wtedy? Otóż wtedy nie da się spłacić długu – jedyne, co można zrobić, to znaleźć sposób na wygenerowanie większej ilości pieniędzy (jak to zrobić, przeczytamy za chwilę).

Widzimy tu, dlaczego klasyczna deflacja jest zabójcza dla tego systemu i dlaczego inflacja jest z tym systemem nieodłącznie związana.

Na razie widzieliśmy dwa problemy – problem z tym, że w systemie rezerwy cząstkowej nie da się spełnić obietnic wypłaty gotówki (zwrotu depozytów) oraz z tym, że odsetki od długu wymagają ciągłego powiększania puli pieniędzy. Jednak można by uznać, że są to jakieś tam nieistotne problemy praktyczne. 

Trzeci problem jest problemem fundamentalnym. Zauważmy pewną bardzo ważną rzecz – na początku istniała w całym systemie tylko 1 znaleziona stówka. W momencie, w którym wpłaciłem ją do banku, zaczęły się dziać rzeczy dziwne. Przyszła Ruda i pożyczyła 96.50 zł – dostała taką kwotę (do ręki lub na swój rachunek) i mogła nią dowolnie rozporządzać. Jednak mimo tego, że ona dostała „moje” 96.50 (bo czyje, skoro żadne inne pieniądze nie istniały?), na moim koncie nadal jest 100 zł. Kredyt dla Rudej nie wpływa w żaden sposób na stan mojego konta – niby dlaczego miałby wpłynąć, skoro ja wpłaciłem stówkę w formie depozytu płatnego na żądanie (pamiętamy definicję depozytu nieprawidłowego) i mogę nadal swoim kontem dowolnie rozporządzać? Ja mogę rozporządzać 100 zł na koncie, Ruda może rozporządzać 96.50 zł – jak to możliwe, skoro istnieje fizycznie tylko 1 stówka? To jest właśnie magia systemu rezerwy cząstkowej – ponieważ bank (zgodnie z prawem) nie musi trzymać w formie fizycznej całości depozytów (tylko jego nieznaczną część), to ma on w praktyce możliwość kreacji pieniądza z niczego – taki właśnie było w tym przypadku. Zauważmy, że mówi się… Ruda pożyczyła od banku 96.50. Ale to nie mogła być klasyczna pożyczka, bo pożyczka wymaga przekazania fizycznej własności, tymczasem bank nie był właścicielem żadnych pieniędzy (wszak jedyna stówka istniejąca na świecie należy do mnie!). Bank udzielił Rudej kredytu… czyli zobowiązał się, że dostarczy jej 96.50 zł, jeśli ona tego zażąda, a na razie po prostu dopisze jej te 96.50 zł do rachunku. Ponieważ ludzie uznają stan swojego rachunku za pieniądz (wszak mogą dokonać z niego przelewu, albo wypłacić gotówkę i w ten sposób zapłacić za jakieś dobra), to bank najzwyczajniej w świecie stworzył dodatkowe pieniądze (96.50 zł) dla Rudej. Po tej jednej operacji w systemie istnieje już nie 100, a 196.50 zł. Pytanie co w tym złego? Po pierwsze to, że taki system jest z definicji inflacyjny – w jednym momencie podaż pieniądza wzrosła o prawie 100%! Po drugie, bardzo podejrzane jest to, że bank może ot tak sobie tworzyć nowe pieniądze (jeśli tylko ktoś chce je pożyczyć). Po trzecie i najważniejsze, bank pobiera procent od stworzonych pieniędzy… od pieniędzy, których nigdy nie miał!

Ludzie myślą, że bank obraca ich pieniędzmi, które wpłacają na konta i w ten sposób udziela kredytów. Większość nie dostrzega tego oczywistego faktu, że w momencie, w którym bank udziela nowego kredytu, nikomu nie ubywa pieniędzy z konta, za to komuś (kredytobiorcy) przybywa! 

Można tu przyjąć dwie interpretacje działania, którego dokonuje bank. Obie są jednak sprzeczne z rozsądkiem i naturalnym prawem własności, a po chwili zastanowienia okazują się dokładnie tym samym:

1. Bank formalnie nie pożycza pieniędzy, które są u niego zdeponowane, lecz tworzy nowe pieniądze „z powietrza” w postaci kredytów. Ponieważ proces udzielania kredytu nie wpływa w żaden sposób na dostępność pieniędzy dla wszystkich aktualnych deponentów banku, a bank nie pożycza także własnych pieniędzy, bo jego kapitał własny jest wielokrotnie mniejszy od sumy udzielonych kredytów, to można uznać, że pieniądze są po prostu tworzone z niczego w momencie udzielania kredytu. Głównym ograniczeniem co do liczby udzielonych kredytów (pomijając wymogi kapitałowe itd.) jest stopa rezerwy obowiązkowej – udzielenie kredytu polega na dopisaniu odpowiedniej kwoty do rachunku kredytobiorcy, a to oznacza, że taki kredytobiorca staje się jednocześnie deponentem w banku, przez co bank musi mieć odpowiednią kwotę złożoną w banku centralnym (zgodnie z wysokością stopy rezerwy obowiązkowej). W skrócie można napisać, że bank może udzielić kredytu w wysokości 100 zł, jeśli na jego rachunku w banku centralnym znajduje się 3.5 zł.

2. Bank nie kreuje pieniędzy z powietrza, lecz pożycza pieniądze, które zostały w nim zdeponowane. Ta interpretacja jest nieco bardziej skomplikowana. Wg niej bank wykorzystuje fakt istnienia rezerwy cząstkowej w taki sposób, że nie zapewnia 100-procentowej dostępności depozytów, które są do niego wpłacane, lecz dostępność wymaganą przez stopę rezerwy obowiązkowej (czyli w Polsce 3.5%). Na pierwszy rzut oka nie ma tu żadnej kreacji pieniądza – ja wpłacam stówkę do banku, bank wpłaca do NBP 3.50 zł, a resztę pożycza – pożycza więc mój depozyt, złożony w banku. Problem jest jednak taki, że mi się wydaje, że nadal mam 100 zł (bo tak jest napisane na moim koncie), a pożyczkobiorcy, który dostał kredyt z „mojego” depozytu, wydaje się, że ma 96.50 zł. Obaj możemy dokonywać transakcji ze swojego konta pod warunkiem, że wpłaty/wypłaty się mniej więcej równoważą (dla całości systemu bankowego będzie to prawda, dopóki nie zechcemy jednocześnie wypłacić całej gotówki). Nie ma tu formalnie kreacji pieniądza z powietrza, ale efekt nadal jest inflacyjny (była tylko jedna stówka, a teraz możemy obracać już 196.50). Dodatkowo, w tej interpretacji bank dokonuje oszustwa – wykorzystuje mój depozyt (moją własność), którą ma mi zwrócić na żądanie w dowolnej chwili do udzielenia kredytu (w tym wypadku można by nawet mówić o pożyczce), przez co nie jest już w stanie wypełnić swojego zobowiązania względem mnie – liczy na to, że ja po prostu tego nie zażądam.

W obu przedstawionych interpretacjach mechanizmu udzielania kredytu/tworzenia pieniądza przez banki mamy złamanie podstawowych praw własności i oba są w naszej ocenie działaniami przestępczymi (mimo że zezwala na nie aktualne prawo). Udzielenie kredytu przez bank powoduje inflację (wzrost podaży pieniądza), co oznacza zmniejszenie siły nabywczej wszystkich aktualnych posiadaczy pieniądza – tymczasem dowolna umowa pomiędzy dwiema stronami (bank-kredytobiorca), która wyrządza krzywdę stronie trzeciej (wszyscy posiadacze pieniędzy) jest z definicji nieważna. Jeśli nawet przyjąć, że bank nie tworzy pieniędzy, a tylko pożycza depozyty, to taka działalność jest przywłaszczeniem przez bank depozytu i złamaniem umowy klasycznego depozytu nieprawidłowego, której podstawowym elementem jest pełna dostępność depozytu dla deponenta. Kto z nas wpłaciłby pieniądze na konto w banku, gdyby pani w kasie powiedziała, że pieniądze te czasem będą dla nas dostępne, a czasem nie? Ludzie trzymają pieniądze w bankach, bo wierzą, że niczym to się nie różni od trzymania w skarpecie – stąd i stąd można je natychmiast wyciągnąć. Tymczasem bank wie, że tak to nie działa i że nie jest w stanie spełnić wszystkich swoich zobowiązań dotyczących depozytów – umowa, w której dwie strony mają tak skrajnie różne interpretacje, jest z definicji nieważna.

Idąc dalej tym tropem… skoro bank zakłada, że nie będzie musiał zwrócić powierzonych mu depozytów (i tak się zachowuje, obracając nimi), to oznacza, że je sobie najzwyczajniej w świecie przywłaszcza (skoro nie planuje ich oddać, to może nimi dowolnie rozporządzać – czym to się różni od prawa własności?).

Czasami twierdzi się, że depozyt złożony w banku nie jest depozytem w klasycznym rozumieniu tego określenia (co już samo w sobie jest podejrzane), tylko oznacza pożyczkę udzieloną bankowi, przez co bank może dowolnie dysponować powierzonymi mu pieniędzmi. Jest to oczywista nieprawda, bo pożyczka zawiera w sobie konkretną datę zwrotu oraz uniemożliwia pożyczkodawcy korzystanie z pożyczonego dobra (prawo do dysponowania przechodzi na pewien czas na pożyczkobiorcę). Tymczasem pieniądze wpłacane na konto w banku nie mają żadnego określonego terminu zwrotu, bo są dostępne na żądanie, przez co deponent ma możliwość dysponowania nimi w dowolnym momencie (nawet w przypadku lokat dostępność prawie zawsze jest natychmiastowa). Istotą pożyczki jest fakt, że dostępność dobra przechodzi na określony czas z jednej strony umowę na drugą (pożyczając samochód sąsiadowi traci się dostępność tego samochodu), tymczasem dla kwot na rachunkach bankowych/lokatach przeniesienie dostępności nie zachodzi, bo dostępność dla deponenta zostaje zachowana.

Jak widać, system rezerwy cząstkowej generuje bardzo wiele problemów, a sam w sobie przeczy podstawowym prawom własności (przeczy także zdrowemu rozsądkowi). W systemie rezerwy cząstkowej mamy niemożliwe do wypełnienia umowy klient-bank, skutkujące kreacją pieniądza, a co za tym idzie inflacją, czyli okradaniem wszystkich posiadaczy pieniądza. Dodatkowo, pobieranie procentu od wytworzonych pieniędzy przez banki prowadzi do teoretycznej niemożliwości spłaty całego zadłużenia ze względu na to, że suma odsetek do spłaty jest większa niż pierwotna ilość „prawdziwych” pieniędzy. Prowadzi to do spirali nieskończonego, ciągle rosnącego zadłużenia. Dlatego też większość rządów i banków centralnych walczy z deflacją, której nie ma i musi generować inflację w odpowiedniej wysokości (zbyt niska inflacja także może wykończyć system).


Wszystkie te problemy wynikają ze złamania przez system bankowy podstawowej zasady depozytu nieprawidłowego – nie może być tak, że jedna rzecz (określona pula pieniędzy) jest dostępna jednocześnie dla pierwotnego właściciela oraz dla kogoś jeszcze. Jakich interpretacji by nie używać, system oparty na rezerwie cząstkowej zawsze będzie niezgodny z podstawowym prawem własności. Oczywiście banki czerpią z tego procederu ogromne zyski (korzystają na tym także rządy, które mogą się zadłużać, nawet nie zakładając, że kiedykolwiek spłacą swoje długi). Wszak co może być lepszym interesem niż pobieranie procentu od pieniędzy, których się nie posiada?

Dodatkowo, banki, które mają możliwość kreacji pieniądza poprzez kredyt, mają także możliwość zmniejszania podaży pieniądza – praktyce zjawisko to zachodzi niezmiernie rzadko, bo grozi szybkim upadkiem całego systemu finansowego, jednak już samo spowolnienie tempa zwiększania ilości pieniądza potrafi wywołać kryzys (przykładem jest chociażby ostatni kryzys finansowy z 2008 roku, który zaczął się niedługo po tym, jak FED podniósł stopy procentowe, wywołując krach na amerykańskim rynku nieruchomości).

Dzięki możliwości kreacji pieniądza banki stały się dominującym elementem gospodarki – w tym układzie nie jest dziwne, że 5 z 20 firm wchodzących w skład indeksu WIG20 to banki. A jak wiemy, banki niczego nie produkują… poza pieniędzmi oczywiście :)

Dawno temu mieliśmy wymianę barterową (jedno dobro za inne). Później rozwój handlu spowodował wykorzystanie nieco bardziej abstrakcyjnej formy wymiany z użyciem pieniędzy (np. złota). Dalej mieliśmy pieniądz papierowy, na początku wymienny na złoto (co było podstawą jego sukcesu). Później pojawiły się waluty papierowe niewymienne na złoto – praktycznie każda z nich zakończyła swój żywot w wyniku hiperinflacji. Teraz mamy coś jeszcze bardziej niedorzecznego, jak obietnice bankowe dostarczenia pieniędzy, których nie da się (teoretycznie) wymienić nawet na pieniądz papierowy (gotówkę), nie wspominając już o czymś bardziej realnym, typu złoto. To wszystko każe zadać pytanie nie o to, czy aktualny system się kiedyś przewróci tylko o to, kiedy to się stanie. Może będzie tak, że ludzie zrozumieją, że są oszukiwani… chociaż pewnie będzie tak, jak zawsze – system nie oparty na niczym, w którym pieniądze można generować w dowolnej ilości, upadnie tak, jak upadały wszystkie tego typu systemy w historii.


Niektórzy twierdzą, że standard złota rozwiązałby wszystkie problemy, ale to nie jest do końca prawda. Podstawowym problemem jest przestrzeganie zasad depozytu nieprawidłowego – nawet w systemach, w których waluta była wymienialna na złoto, dochodziło do kreacji pieniądza mniej więcej w ten sam sposób, w jaki dochodzi do niego teraz. Tylko system 100-procentowej rezerwy jest w stanie zapewnić, że pieniądz w postaci depozytu będzie dostępny tylko 1 osobie na raz. Jeśli dodatkowo taki system opierałby się na czymś, czego nie można „doprodukować” w dowolnej ilości (czyli na czymś, co spełniałoby wszystkie niezbędne właściwości pieniądza), wtedy mielibyśmy szansę na stabilność oraz uczciwość.

Co ciekawe, tego typu rozwiązania istnieją na świecie, chociażby w formie bankowości islamskiej – zgodnie z jej ideą nie można obracać czymś, czego nie jest się właścicielem (nie można więc udzielać kredytu „z powietrza”, ani z depozytów kogoś innego), nie można także pobierać jakichkolwiek odsetek od pożyczek, bo jest to uznawane za lichwę. Dzięki takim rozwiązaniom system ten jest odporny na kryzysy, bo depozyty mają zawsze pełne pokrycie i żaden bank nie może po prostu stwierdzić, że pieniądze, które deponenci mają na rachunkach, po prostu nie istnieją. Jednocześnie nadwyżki kapitału są inwestowane przez ludzi nie jako znane nam oprocentowane lokaty, tylko jako udziały w bezpośrednich inwestycjach w gospodarkę (coś w duchu funduszy inwestycyjnych).

Taki system jest uczciwy, przewidywalny i motywujący do pracy – nie da się osiągać zysków z samego faktu posiadania pieniędzy. Zysk może wynikać tylko z rzeczywistej pracy lub (ryzykownej) inwestycji w rzeczywistą gospodarkę.

W takim systemie nie doszłoby też do bańki na rynku mieszkaniowym na taką skalę, jaką mamy obecnie w Polsce.

Kto wie… może dzięki temu, że najpopularniejszym imieniem męskim w Oslo jest Mohammad, a w wielu miejscach w Niemczech, czy Francji rodzi się więcej dzieci pochodzenia muzułmańskiego niż „rdzennego”, to system bankowości islamskiej zwycięży kiedyś nasz przeżarty chciwością i spekulacją system rezerwy cząstkowej? ;) Może banki, jako organizacje przestępcze, przestaną istnieć? :) Ech… trzeba mieć marzenia!

PS. Koniecznie obejrzyjcie chociaż pierwszą część „Money as debt”.

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Ryszard
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

napisz cos o sobie chociaz raz ;)

Michal Krasowski
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Zakładając poprawność chłoszonych tez i argumentacji autora zupełnie sensownym rozwiązaniem wydaje się wzięcie jak największego kredytu na jak najdłuższy okres spłaty i spokojne czekanie aż inflacja której wszak nie mogę uniknąć rozwiąże problem jego spłaty.

Proszę o komentarz gdzie popełniłem błąd rozumowaniu jako że nie wydaje się być to rozwiazanie zgodne z myślą przewodnią bloga.

skollitah
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Pamiętaj, że kredyt wraz z odsetkami, tym większymi, im większy kredyt, zaczniesz spłacać tu i teraz, a nie w bliżej nieokreślonej, hiperinflacyjnej przyszłości. Bez sensownego prawa upadłościowego dla osób fizycznych, a takiego nie ma w Polsce, kredyt może cię zniszczyć dużo wcześniej, niż uratuje Cię inflacja.

W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Pewnie, że można wziąć kredyt i liczyć na cud, ale… dlaczego do takiego cudu miałoby dojść? Pana kredyt będzie aktywem banku – bank nie pozwoli sobie tak łatwo na to, żeby jego aktywo stało się bezwartościowe. Poza tym, wysoka inflacja jest zabójcza dla kredytobiorcy. Pamiętajmy, że nawet, jeśli płaca nadąży za inflacją (a tak się z reguły nie dzieje), to pożyczając wysoką kwotę bankructwo jest prawie pewne. Przykład: zarabiamy 3 tys. zł miesięcznie i bierzemy kredyt na 300 tys., na 30 lat, licząc, że inflacja spłaci go za nas. Doczekaliśmy się inflacji… powiedzmy 15% – stopy procentowe wynoszą 20%. Co… Czytaj więcej »
Michal Krasowski
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Dziękuję za naświetlenie scenariusza wysoko-inflacyjnego..To co miałem na myśli pisząc ze "inflacja rozwiąże problem spłaty kredytu" to nie scenariusz wysoko inflacyjny a fakt ze, zgodnie z myślą przewodnia artykułu, "prawdziwa" inflacja (mierzona wzrostem M2) będzie większa niż koszty kredytu w odpowiednio długim terminie. Weźmy wiec na przykład wartość 300.000 przez ostatnie 5 lat..Skoro M2 wzrosło z ~0,7 do ~1 bln PLN to znaczy ze inflacja mierzona M2 wyniosła ~41% w ujęciu 5 lat (~7% rocznie) – znacznie więcej niż inflacja mierzona CPI (cel inflacyjny 2,5% +-1%) Stopa referencyjna NBP, czy oscylujący na podobnych poziomach WIBOR wyniosły w podobnym okresie zdecydowanie… Czytaj więcej »
sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Propsy za poruszenie tematu – widzę że coraz więcej ludzi dostrzega ten absurd :)

Ja od swojej strony mogę jeszcze polecić:
a) http://www.youtube.com/watch?v=iFDe5kUUyT0 – fajny, krótki (po amerykańsku) zrobiony dokument
b) https://www.youtube.com/watch?v=lvH2yQbc108 (długi ale naprawdę warto)
c) I część filmu Zeitgeist Addendum która porusza ten sam temat co Money as Debt

Dodatkowo też polecam do refleksji:
https://www.youtube.com/watch?v=QPKKQnijnsM

Spidi84
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Długi wpis ale nie mam dzisiaj (teraz) na niego siły.
Pokrótce widzę że jest o długu, rezerwie cząstkowej i kreacji pieniądza z powietrza – także konkret.
Dziabnę go z rańca :)

Stefan
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Obecny system bankowy działa bardzo dobrze, a autor ulega trollom, które czasami głoszą chore tezy. Umiarkowana inflacja jest potrzebna, bo zniechęca ludzi do spoczywania na laurach, pobudza do działania, zapełnia luki inwestycyjne czy to w nieruchach, depozytach lub giełdzie. Bez "kreacji" pieniądza nie byłoby pożyczek w ogóle – skąd niby bank miałby pieniądze? Przeciętny kowalski mógłby tylko pomarzyć o kupnie nieruchomości a gospodarka nie rozwijałaby się. Dochodziłoby do dramatycznej kumulacji kapitału u nielicznej grupy społecznej i w efekcie nieuchronnej rewolucji. Warto przemyśleć głębiej scenariusze zanim zacznie się krytykować rzeczy co by nie mówić – sprawdzone.

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Hmm… Myślisz, że to co Cię wewnętrznie pobudza do działania to inflacja ? Jak nie było systemu bankowego ludzie siedzieli i umierali z głodu bo nie chcieli nic polować, nic budować, poznawać świata ? Ludzie by się nie rozwijali ? Ja mam chęć do poznawania świata – i uwierz mi, jak z zapartym tchem sprawdzam coś w encyklopedii czy idę do zoo i czytam tabliczki o zwierzętach to wynika to z mojej chęci poznania świata a nie z chęci zysku i zarobienia na tym. Einstein był motywowany inflacją ? Pytania retoryczne… Obecny system bankowy prowadzi do zniewolenia, ja to ogarniam… Czytaj więcej »
xellos540
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@Stefan Przy normalnym prawie budowlanym przeciętny Kowalski by sobie zbudował parterową chatę za 2 razy mniejsze pieniądze, a kto wie, może nawet i piętrowy dom. @sing dst Piszesz, że można by płacić samemu za służbę zdrowia, jakby nie zabierano w podatkach. Co do zasady się zgadzam (podoba mi się takie rozwiązanie), ale co najmniej połowa ludzi to debile i by nie potrafiła odłożyć na emeryturę, na służbę zdrowia czy na edukację dzieci. A najpewniej grubo ponad 90% nie potrafiłaby odłożyć na tyle, żeby we wszystkich trzech przypadkach dać radę. "Nie potrafiłaby" oznacza w tym momencie brak chęci lub mózgu. W… Czytaj więcej »
W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@Stefan sing dst świetnie odpowiedział w temacie inflacji. Kto powiedział, że umiarkowana inflacja jest potrzebna? Keynes? ;) Złoto było pieniądzem przez tysiące lat i (z reguły) inflacji na nim nie było, a świat jednak szedł do przodu. To nie pieniądze/polityka monetarna tworzą dobrobyt – tworzy je praca, pomysłowość, a co za tym idzie wzrost produktywności.System finansowy powinien być przede wszystkim uczciwy – rezerwa cząstkowa tego warunku nie spełnia.Podaż pieniądza wcale nie musi rosnąć… a już na pewno nie musi rosnąć przez kredyt. Można by przecież rozdać ludziom po tysiaku i też byłaby umiarkowana inflacja – czy tak nie byłoby prościej… Czytaj więcej »
Stefan
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@W domach z betonu.
Nie chodzi o to żeby rozdawać. Kredyt biorą ci, których na to stać, są w stanie coś przez niego wyprodukować. Przykro mi, że tego nie rozumiesz. Generalnie system, który zachęca do zbytniego oszczędzania sprzyja stagnacji. Umiarkowana inflacja jest motorem gospodarek. Weźmy obecną sytuację. Ludzie zniechęceni małą stopą zwrotu z depozytów idą na rynek nieruchomościowy. Inwestują – wynajmują, czynsze spadają, młodzi ludzie są bardziej mobilni, tworzą, obsadzają miejsca pracy. Itd itp.

xellos540
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

"zachęca do zbytniego oszczędzania"

Kto namawia do "zbytniego" oszczędzania? Czy to taki standard? Ktoś użył argumentu "Xxx" to my dodamy do niego na początku słówka "zbytnio", "bardzo" czy (brrr) "na pewno" i już kontrargument jest. A to, że to zwykłe kłamstwo i manipulacja to co tam… Ważne, żeby ludzie nie mogli kupić samochodu tylko musieli pożyczyć samochód na kredyt.

A tak w ogóle, to może byś tak odpowiedział na 4 pytania zawarte na końcu wiadomości poprzednika, co?

Hanczar
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@StefanZałóżmy że jest doskonały fałszerz ( w jakiś sposób wszedł w posiadanie dokładnych kopi maszyn i farb z wytwórni papierów wartościowych ). Drukuje 100 mln zł w banknotach.Pożycza to swoim znajomym (oni też swoim znajomym) którzy kupują za to domy, samochody, zakładają firmy. Po 10 latach wartość tych pożyczek oddają z odsetkami(powiedzmy 10%).Fałszerz w ramach dobrego serca niszczy 100 mln w banknotach (niekoniecznie swoich, ale tych zrobionych przez niego i tak nikt nie odróżni), zatrzymuje sobie tylko odsetki. Pytania: czy i kto na tym stracił? czy pomogło to gospodarce? jeżeli to pomogło to w jaki sposób zachęciło to fałszerza do niespoczywania… Czytaj więcej »
PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Oj autorze, autorze. Brniesz w ślepe zaułki, schodzisz z prostej drogi i wkraczasz w ciemny las. Już było o Korwinie, teraz krytyka systemu opartego na pieniądzu fiducjarnym… to na prawdę ma niewiele wspólnego z nieruchomościami. Uprasza się o utrzymanie higieny bloga.

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Ja myślę trochę inaczej, podobnie jak autor.
To co się dzieje w nieruchomościach to przede wszystkim pierdoły i tak naprawdę rezultat tego co się dzieje w systemie bankowym. Nie można analizować rzetelnie i badać lub antycypować ceny nieruchomości bez analizy źródła tych zmian.
Stąd bardzo dobrze oceniam ten wątek, który zaproponował autor.

xellos540
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Nie, no jasne. Mechanizm kredytu i mechanizm pobierania pieniędzy z konta, ma nikły wpływ na rynek, w którym całkiem niedawno głównym sposobem na "kupienie" mieszkania był kredyt 130% LtV, a bardzo niedawno był to kredyt 100% LtV (i tym razem na pseudomieszkanie).

Naprawdę żadnego związku z bankiem a rynkiem mieszkaniowym.

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

To na ile ma opiewać maksymalny kredyt to są już regulacje na poziomie nadzoru bankowego, a nie istota systemu opartego na rezerwie cząstkowej. Negacja całego systemu to nihilizm, utopia. To jak mówienie że się jest mądrzejszym od kilku pokoleń ekonomistów. To taka sama dziecinada jak twierdzenie że lekiem na całe zło jest Korwin :)
W moich oczach autor tylko traci na wiarygodności takimi wpisami.

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

To co się dzieje w nieruchomościach to nie pierdoły tylko gra popytu i podaży.
Kształtowanie się cen tłumaczy teoria podażowa wyceny aktywów. Głównym czynnikiem jest demografia. Poniżej zwięzła analiza Banku Rozliczeń Międzynarodowych na temat cen nieruchomości w obliczu starzenia się społeczeństwa:
http://www.bis.org/publ/work318.pdf

xellos540
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

"twierdzenie, że lekiem na całe zło" ty celowo wyolbrzymiasz czy jesteś nieświadomy tego co piszesz? Lekiem na całe zło Korwin na pewno nie jest. Nawet jak gość byłby całkowicie niezrównoważony psychicznie, to sądzę, że więcej może nam pomóc niż zaszkodzić.

Wracając do tematu: to powiedz mi jeszcze, że system rezerwy cząstkowej (względem systemu rezerwy całkowitej) nie ma wpływu na liczbę udzielanych kredytów mieszkaniowych (która wraz ze średnią/maksymalną wartością kredytu wpływa na rozmiar zadłużenia w sektorze mieszkaniowym).

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Ma, jak również ma wpływ na dużą podaż kredytów dla deweloperów budujących mieszkania. Wniosek: podaż kredytu jest większa we wszystkich gałęziach gospodarki, co powoduje większą produkcję dóbr i wyższy PKB.

Podstawy ekonomii.

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@PeCet Prawa popytu i podaży są jasne i logiczne – czasami tylko nielogiczne mogą być próby zaburzenia lub sztucznego sterowania tymi prawami. Natomiast system monetarny bazujący na rezerwie cząstkowej jest nielogiczny, niemoralny – a nielogiczność nie wynika z opinii czy idei, tylko z równań matematycznych które się nie spinają :) Czyli w przypadku systemu rezerwy cząstkowej nie są to równania tylko nierówności. Naturalnie będąc tu i teraz trzeba grać w tę grę żeby przeżyć, ale posiadanie wiedzy i dostrzeganie absurdów tego świata jest w gestii ludzi myślących, inteligentnych o otwartych umysłach, którym z powodu posiadania tej wiedzy niestety często łatwej… Czytaj więcej »
W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@PeCet Taka ładna ksywka, a takie dziwne rzeczy wypisujesz. Od kiedy to rozwój gospodarczy bierze się z kredytu? Aaa… no tak, od czasów Keynes'a ;)Inwestycje nie biorą się znikąd – biorą się z oszczędności, które ludzie inwestują, bo im się wydaje, że to dobra droga. Rozdawanie kredytu na lewo i prawo (a właściwie to tylko na lewo, bo gdyby rozdawać wszystkim, to nie byłoby specjalnego problemu) powoduje "punktową inflację" i sztuczne wydłużenie procesu produkcji, które prowadzi do powstania nierentownych inwestycji (co wynika ze sztucznego zaniżenia stopy procentowej). Dlaczego po bumie kredytowym zawsze bankrutują deweloperzy? Bo im się wydaje, że ludzie… Czytaj więcej »
Stefan
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@W domach z betonu

A czy bankructwo jest czymś bardzo złym? Nie ma idealnego i w 100% przewidywalnego biznesu. Wolny rynek to ewolucja i konkurencja. Kto nie nadąża, popełnia zbyt dużo błędów to odpada – jak w naturze. Deweloperom nic się nie wydaje, ich wiedza na temat przyszłości rynku jest bardzo dobra. Na pewno wiedzą więcej niż my. Poza tym jeśli ktoś chce bankrutować, żeby ukraść, to ekonomia nie ma nic do tego, a raczej niedoskonałe prawo i jego egzekucja.

xellos540
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
No jak około połowa* klientów kupujących towar pierwszej lub drugiej potrzeby (bo takim jest dach nad głową) jest zagrożonych bankructwem, to dla ciebie to jest dobre? Nie lubię się powtarzać, ale tutaj akurat mi to nie przeszkadza – zdolność do zaciągnięcia kredytu powinna być zależna od (dobrej jakości) testu IQ i wiedzy ekonomicznej. Wtedy możesz sobie bankrutować. Pozwalam ci nawet osobiście bankrutować za wszystkie ludy świata i każdego z osobna. I tak na zakończenie. Dla ciebie kupno mieszkania (zwykła konsumpcja), to jest biznes? Dobrze zrozumiałem? *około 30% to transakcje gotówkowe, więc na kredyty zostaje 70%. Większość z nich ma wysokie… Czytaj więcej »
PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
xellos540
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Z okazji tego linku proponuję autorowi bloga być na czasie i powiedzieć kilka słów o przewidywanym wpływie tego zjawiska na inne zjawiska, takie jak: podaż mieszkań, licytacje komornicze i stabilizacja.

k-dek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

a bloger StojeiPatrze, zwraca uwagę na stopy % w Szwajcarii, więc problem hipotek może w Polsce "w moment" urosnąć do rangi "zamachu stanu" na "własność mieszkań" (szybko okaże się kto wynajmując mieszkanie od banku jest na "swoim")

http://stojeipatrze.blogspot.com/2014/10/skutek-niskich-stop-rosnaca-banka-na.html

Marian
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Mam wrażenie, że proces redukcji cen mieszkań będzie powolny i stopniowy. Właśnie nałożenie się tych kilku czynników na cały rynek spowoduje w długim terminie nieodwracalne skutki: koniec dopłat, wzrost stóp tak w Szwajcarii jak i u nas, demografia. To kombo zdrowo namiesza, ale to jeszcze kilka ładnych lat.

W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@xellos540

Na razie to nie będzie miało znaczenia – najwięcej kredytów RnS mieliśmy w latach 2010-2012. Czyli dopiero od 2018 zacznie pojawiać się problem, ale też nie od razu – w końcu każdy kredytobiorca przetrzyma jakiś czas wzrost raty o prawie 100%.
Także na pewno do 2018 zdążę o tym napisać ;)

Coingeddon
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Autor twierdzi, że upadek z pewnością nastąpi, pytanie tylko kiedy. I to mówimy tu o totalnym upadku, którego jeszcze historia nie doświadczyła! Nie, nie mówimy tu o kryzysie z roku 2008 czy innych kryzysach, w czasie których giełdy spadały o 50-80%, żeby w kolejnych latach odbić się o 200-600%. To już jest budowanie spiskowych teorii dziejów. Jakie jest prawdopodobieństwo takiego zdarzenia to niech sobie każdy sam odpowie. Jeśli chodzi o nieruchomości to na tym blogu można znaleźć sporo mądrych poglądów, ale to jest jakiś absurd. System działa jak działa. Jedni skupiają się na tym, że jest amoralny bo chcą zostać zbawicielami… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
dlaczego takie poglądy w runie akcyjnym pojawiają się zawsze pod koniec hossy a nie w dołkach i nawet w trakcie ich trwania ? czyli wzrosły giełdy o 200 – 600% ( bądź dokładny zatem 300 % w usa od dołka z 2009 i tylko 30 % od szczytu z 2007 a jakie 600% i gdzie ? w europie ?. Ostatnie spadki na wall street pożarły budowanie rocznego szczytu w 3 tygodnie – odreagowanie rzecz normalna jakie mamy teraz. Niemiecka giełda odchorowała tak samo i ma problem z odreagowaniem a polskiej giełdzie gdzie kupić chcecie nieruchomości chyba nie trzeba komentować jak… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
mający na celu pobudzanie gospodarki. Im bardziej starzejące społeczeństwo, automatyzacja stanowisk pracy, brak wzrostu pensji z powodu limitowania jej poprzeczkami i programami, spadające odczyty demograficzne, wydłużanie wieku do emerytury ( pisałem kiedyś młodzi i duże wśród nich bezrobocie z racji zasiedzenia stanowisk pracy i musu spłaty rat przez ich rodziców do 67 r życia a nie jak kiedyś 50 i wio na emerytkę zatem blokowanie młodym pracy i wylewanie na rynek pensji limitowanej minimami ), brak ustawy co do upadłości konsumenckiej to warunki jasne i czytelne, że to nie to samo co pobudka wyżu w latach 90 i zmiany ustrojowe.… Czytaj więcej »
Stefan
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Panie Marku, płace reguluje wolny rynek. Pracownik jest towarem tak jak chleb czy mieszkanie i podlega normalnym prawom popytu i podaży. Nie ma jakieś specjalnej grupy interesów propagującej zamordyzm. Inflacja w Polsce była, bo była pesja inflacyjna – tj małe moce przerobowe, brak podaży, słaba złotówka, niskie ceny w porównaniu z zachodnimi. Teraz rynek się uregulował, inflacja siadła.

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

zatem główne pytanie zadam:

czy mamy obecnie wolny rynek gdzie reguluje się go limitami pensji minimalnej?

Brak presji wzrostu płac inflacyjnie = brak szybkiej spłaty kredytu = długie męczące spłacanie, czyli co miesiąc rata i tak do zaorania i zestarzenia się z nie wiadomo jakimi problemami ( i byle bez nich ) po drodze a potem bo emerytura próg daleko przed nami to hipotek odwrócona = jałmużna i taki twój żywot człowieka poczciwego. Złote koło XXI wieku :)

W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@Coingeddon Jak to historia nie doświadczyła takiego kryzysu? Doświadczyła przecież wielokrotnie – papierowa waluta, problemy z długiem, drukowanie (coraz szybsze)… skądś to znamy? Znamy wiele przykładów… nawet niedawno taki był w tym kraju, kiedy PLZ musiał ustąpić pola PLN ;) Historia uczy, że żadna waluta "papierowa" nie miała zbyt długiego żywota – waluta elektroniczno-papierowa to pewna modyfikacja, ale bardzo nieznaczna. Dlatego dziwię się, że ten upadek/kryzys będzie dla kogoś zaskoczeniem. Rządy nie lubią przyznawać się do bankructwa – wolą zadrukować problem. Tyle, że to się nigdy nie udaje. Nie wiem, gdzie tu teoria spiskowa – pamiętajmy, że kto nie zna… Czytaj więcej »
Coingeddon
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@marek: Pomyliłem się. Znalazłem wykres i źle pamiętałem, miałem na myśli wzrosty o 900% przez kilkanaście lat:

Jak sam zauważyłeś warto patrzeć na historię i ten wykres pokazuje że kiedy byś nie zainwestował to najbardziej prawdopodobne jest że byś zarobił (prosta matematyka). Ja zacząłem inwestować na amerykańskiej giełdzie w 2011 roku. Moja kasa, moje ryzyko (uważam, że ryzyko mniejsze niż inwestycja w mieszkanie w Polsce). Narazie się opłaciło. Ta wielka korekta, którą przewidziałeś to było -10%, a teraz S&P 500 jest tylko -2.7% od szczytów więc radzę sprawdzić aktualne dane. W połowie tego roku większość akcji sprzedawałem. Ostatnio kupowałem jak spadało i sprzedałem po ostatnich wzrostach. Teraz mam tylko usd u brokera i zastanawiam się co zrobić, czy narazie wycofać usd z giełdy i wymienić na złotówki (swoją drogą usd/pln też zdrożało) czy znowu kupić jakieś akcje.

Zawsze może być duża korekta czy nawet crash. Nie jestem żadnym ekspertem, nikt nie jest w stanie powiedzieć co będzie jutro nawet noblista z ekonomii. Jednak gdyby teraz miałby być crash na amerykańskiej giełdzie to byłoby to pierwszy raz w historii bo nie ma recesji w amerykańskiej gospodarce itd.

Pozdrawiam i życzę udanego pomnażania majątku i mniej pesymizmu :).

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Marek pamiętaj trend is your friend. Dont fight it. Nie łudź się że wiesz więcej i jesteś mądrzejszy niż rynek i że wiesz kiedy jest górka a kiedy dołek. Gdybyś był to byś tu nie pisał.

a wszystkim czytającym radzę ostrożnie podchodzić do wszelkich treści i nie traktować żadnego z komentatorów jako wyroczni.

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
to samo możesz zadać jako pytanie do analityków, którzy regularnie coś prognozują. Gdyby wiedzieli to by nie pisali i mówili. Prawda? a jednak robią swoją robotę mniej lub bardziej szkodliwie dla słuchających. Póki jesteś młody i masz energię śmiało korzystaj i doświadczaj – jak pisałem na swoim ciele najlepsze lekcje. Nikt ci tego nie da tak do zrozumienia jak poczucie własnego błędu no ale co ja tam wiem. Młodzi wiedzą lepiej to samo kiedyś wyznawałem jak byłem młody i jurny :) Napisałem w czerwcu jak widzę rynki i dużo się nie pomyliłem jak dotąd. Spytaj tych co pokupowali i potracili… Czytaj więcej »
sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@marek Ja myślę że 5% to dużo przesadzona liczba – jeżeli patrzeć w perspektywie jednego roku to może znajdzie się taka liczba, jeżeli w całej swojej przygodzie z inwestycjami to już wątpię :) Kto wygrywa ? Ten kto ma kapitał – czyli np. Goldman Sachs który podpiął się światłowodami pod nowojorską giełdę aby mieć najkrótszy czas dostępu do systemu transakcyjnego i aby liczba transakcji na sekundę była jak najwyższa. Zatrudnia setki matematyków i programistów którzy piszą algorytmy, które na samych daytradingach zarabiają miliony dolarów – a takim maluczkim wydaje się że "coś przewidzieli", że "wyczytali" z fundamentów czy techniki :)… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
no racja przede wszystkim duże banki inwestycyjne a reszta to dawcy no ale nie mogę nikomu zaburzać jego własnego planu i doświadczania tego. Każdy musi wypróbować sam oczywiście jeśli chce bo większość to oleje z racji hazardu i wszystko w temacie. Pozostają młodzi ambitni niedoświadczeniu w ich mniemaniu młode wilki co wykiwają wielki instytucje aby ony dały im zarobić. Takich ludzi nie przekonasz wszak sam nim kiedyś byłem i sporo bolało zanim się jako tako straty poodrabiało – jako tako czytelnicy jako tako. polecam wpis mojego znajomego http://stojeipatrze.blogspot.com/2014/10/skutek-niskich-stop-rosnaca-banka-na.html szwajcaria i skutek niskich stóp co ma wpływ na raty we franku… Czytaj więcej »
skollitah
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@sing dst

W dziedzinie HFT Goldman nie jest pionierem, ani pewnie nawet głównym graczem. Zapoznaj się z takimi firmami jak Citadel, czy GETCO.

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@skollitah – ja nie twierdzę że jest głównym graczem :) To był przykład <:

marcinm33
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Na początek wielkie dzięki dla autora za wspaniałe wpisy jakie dla nas zamieszcza na tym blogu. W świetle zbliżającego się nieuchronnie końca systemu bankowego jaki znamy, mam pytanie do autora co robi obecnie ze swoimi oszczędnościami? Skarpeta, czy jednak mocno krytykowane banki?

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Marcin dobre banki przyszły rok to wybór tego na trzymanie gotówki – w poprzednim poście autora czyli co od 2016 wchodzi w życie dotyczy bankructw banków. Nie ma co przekolorowywać jakimś armagedonem świat się kręci i kręcić będzie, i będzie się jakoś żyć. Przecież bez cenowych spekulacji też się kiedyś żyło i było dobrze. Także nie ma powodów do paniki. Młodzież optymistycznie nastawiona i tak trzymać. Wypadkowe się zdarzają no ale to już nasza lekcje :)

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@marek – które to są dobre banki ?

Ogólnie przychylam się do pytania (które już zresztą kiedyś zadałem) – dzielić kapitał na X mniejszych i wkładać do wielu banków żeby w razie bankructwa BFG wypłacił kwotę zbliżoną jak najbardziej do 100% ? Złoto, platyna – jeżeli tak, to gdzie kupować kruszec (emonety.pl ?), gdzie go przechowywać (skrytka bankowa, bank ziemi?) – Jakie są Wasze doświadczenia.

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
na pewno podzielić kapitał na mniejsze stawki. Tak oklepane stwierdzenie jak dywersyfikacja powinno znaleźć miejsce. Zatem określić trzeba ile procent ( to już własne uznanie ) i w takiej kolejności jaką wymieniłem przynajmniej na przełom 2015/2016 i potem zobaczyć jak wydeklaruje się nam jaśniej sytuacja rynkowa: gotówkę żywą w skarpetce, gotówkę na lokatach bądź rachunkach dobrze oprocentowanych,pozostają też metale ( jak złoto co osobiscie uważam, że wielu co kupiło w 2011 na szczycie obecnie je wyprzedaje a kupuje akcje zatem złoto powinno jako tako wracać do łask ) ,waluty obce, akcje silnych spółek ( nawet w bessie takie występują ),… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

niestety mój punkt widzenia nie zawiera nieruchomości jakie mają swoją re-bańkę na zachodzie i ziemi rolnej jaka galopuje w górę bo od 2016 legalnie będzie można sprzedać je zachodnim rolnikom oraz akcji giełdowych ( w większości ), których wyceny nie są warte inwestowania na długie lata.

W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@marcinm33

Co robię z oszczędnościami? Hmm… za młody jestem, żeby mieć oszczędności, no i za wynajem muszę płacić, więc dorabiam właściciela ;)

A tak na poważnie, to nie wiem, co by tu odpowiedzieć – nic specjalnego nie robię, bo wszystko jest teraz bardzo drogie, a system jeszcze działa. Jak USA albo Szwajcaria podniesie stopy, to pewnie coś zrobię. Na razie wypisuję głupoty na blogu ;)

marcinm33
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

czyli na razie mimo wszystko banki, bo system jeszcze działa:)

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@W domach z betonu

Rozumiem że "za młody jestem, żeby mieć oszczędności" to taki rozbudowany eufemizm ? Pod którym się kryje coś w stylu: "Ruda za dużo wydaje, żeby mieć oszczędności" :P

arabel
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

akurat zakup gruntów rolnych to najlepsza inwestycja , ceny łąk około 16.000-20.000/hektar , dopłaty ok. 2300/hektar.
czyli ponad 10% zwrotu w rok czasu, nie licząc wzrostu wartości takiego gruntu… jeszcze 5 lat temu takie grunty było można wyhaczyć po 8tyś/hektar-12tyś
zakupione grunty 5 lat temu przynoszą w 5 letnim okresie ponad 100% zwrotu z inwestycji, czasami jest to o wiele większy zwrot. Kto mi powie gdzie lepiej zarobie w równie łatwy sposób…

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

zarobisz jak odsprzedaż a teraz może wirtulanie sobie symulować ile mógłbyś mieć jakbyś kupił x czasu kiedyś. Kup i czekaj na kupca i wtedy zgłoś się, że zrealizowaleś zyski sprzedając komuś ziemię. Tak się zarabia a nie symulacje co by było gdyby !

Marian
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Aż mi się skojarzyła stara opowieść o "Gawle Giskorskim" :-D :
http://www.twonuggets.com/content/inwestowanie-w-las

arabel
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Ta opowieść jest nadal aktualna, bo nadal dopłacają do zalesiania, 15 lat, ale taki las będzie miał prawdziwą wartość dopiero po 30-40 latach ? a po 15 z czegoś żyć trzeba, ciężko znaleźć kupca na las po 15 latach, a grunty rolne to zupełnie inna bajka.
Kiedyś ludzie się burzyli, a teraz nawet fundusze inwestycyjne kupują grunty rolne pod dopłaty, a Ci co się bulwersują mają co najwyżej mieszkania na wynajem ze zwrotem 2% ;)

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
sing takie decyzje powinny zostać przeprowadzone w 2015 gdyż nowe reguły wejdą w życie od 01.01.2016. W poprzednim wpisie znajdziecie linki do opisu możliwych zagrożeń i prawdopodobieństwa skutków jakie mogą wywołać. Po pierwsze limity depozytów jakie są bezpiecznie zostały uchwalone 11.03.2009 czyli 3 dni po dołku i szczycie hossy z 2007 roku. Ustanowiły one pierwszą linię wsparcia i wzbudziły zaufanie a to dało fundament to tego co teraz od 2016 będziemy mieć czyli już legalne bankructwa tych co w latach restrukturyzacji czy reform i poprawy bilansów 2009-2014 i 2015 nie podołali celom i będą zmuszeni być przejęci przez innych graczy… Czytaj więcej »
sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@marek

"W poprzednim wpisie znajdziecie linki do opisu możliwych zagrożeń i prawdopodobieństwa skutków jakie mogą wywołać" – możesz podać linki – nie mogę odnaleźć

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
wklepałem tutaj ( jak ustalili kiedy wejdzie w życie – grudzień 2013, był komunikat na wp ale nie na głównym pasku wiadomości – 1 link i drugi link to już u kogoś co i jak się je ale czy jego interpretacja będzie ok – zazwyczaj jak będzie wychodzi po wdrożeniu w życie i potem zdziwienie jak dlaczego tak się stało – tutaj jednak uprzedzenie w świat ustawowo poszło a nie jak z instytucjami pokroju amber gold, że stało się no i teraz możecie sobie odzyskać figę z makiem – przy okazji unikać wysokich procentów para banków KNF ostatnio publikuje takie… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
o tym, że są rozbieżności może też np tutaj http://stojeipatrze.blogspot.com/2014/10/wykres-dnia-rekordowy-odpyw-z-funduszy.html Wygląda to trochę jak chwilowa kapitulacja byków. Mamy największy odpływ funduszy w historii. Odpływ jest wręcz większy niż w latach 2008 (Lehman Brothers) znajomy bloger wskazuje na odpływ funduszy akcyjnych i to większy jak przed lehman brothers po czym 3 dni później prasa inwestorów serwuje nam takie coś jako okazja !!! na zakupy tanich akcji !! ( po tylu latach wzrostu !! ) – ok wiem, że to szum medialny ale artykuły tego typu pokroju nie pojawiają się na darmo: http://pulsinwestora.pb.pl/3904858,38924,po-przecenie-czas-wybrac-sie-na-zakupy Wydaje się, że osiągnęliśmy już dno. Indeksy w Europie… Czytaj więcej »
jasio0987
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

"mimo przekazania depozytu depozytariuszowi (bankowi) to deponent (klient) pozostaje właścicielem depozytu"
Jest to nieprawda – przepisy o depozycie nieprawidłowym odsyłają do przepisów o umowie pożyczki, a ta prawo własności przenosi. Zatem jest dokładnie odwrotnie i co za tym idzie cały wpis jest oparty na tej fałszywej przesłance.

W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
We wpisie przedstawiłem klasyczne definicje podstawowych pojęć typu depozyt, czy pożyczka. Istotą depozytu jest stała jego dostępność (a dokładnie dostępność dobra o identycznej ilości i jakości) – wszystkie te warunki spełniają aktualne wkłady w bankach. Na takich też warunkach ludzie składają depozyty w banku (czy ktoś wpłaciłby na konto pieniądze wiedząc, że oddaje je bankowi na własność?). Domyślam się, że banki działają zgodnie z prawem, więc prawo opisuje pewnie jakieś przedziwne konstrukcje, które miałyby uzasadnić potraktowanie depozytu jako pożyczki – tyle tylko, że to jest logicznie niemożliwe. Rząd może nazwać kota psem, ale biedny kot od tego nigdy psem się… Czytaj więcej »
PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

To jest bardzo proste. Bank zapisuje depozyty w bilansie po stronie pasywnej. Kredyty zaś są aktywami banku.

jasio0987
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Art. 845 kc Uzasadnienie ekonomiczne tego rozwiązania jest takie, że przechowawca nie otrzymuje wygrodzenia za to przechodzi na niego prawo własności rzeczy. I nie wiem co to są definicje klasyczne – rozumiem, że każdy może sobie jakaś stworzyć, nazwać ją klasyczną a jak się coś w rzeczywistości nie zgadza to nazwać to oszustwem i dorobić do tego teorię spiskową. Pytanie tylko po co ?Nie wiem jak inni klienci banków – nie znam wszystkich i nie wypowiadam się w ich imieniu – ale ja doskonalę zdaję sobie sprawę że wpłacając gotówkę w kasie banku pozbywam się jej własności. Zresztą jeśli ktoś… Czytaj więcej »
xellos540
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

A ja rozumiem bez żadnych trudności, że "definicja klasyczna" odnosi się do właściwości depozytów w czasach, w których je wymyślono/upowszechniono, gdyż dla takich właściwości je stworzono. Jest to opisane we wpisie.

W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@xellos540 Dzięki za świetną odpowiedź! :) Dodam jeszcze coś od siebie. Co do Art. 845., to brzmi on tak:"Jeżeli z przepisów szczególnych albo z umowy lub okoliczności wynika, że przechowawca może rozporządzać oddanymi na przechowanie pieniędzmi lub innymi rzeczami oznaczonymi tylko co do gatunku, stosuje się odpowiednio przepisy o pożyczce (depozyt nieprawidłowy). Czas i miejsce zwrotu określają przepisy o przechowaniu." Jeżeli przechowawca może rozporządzać, to nie jest to depozyt, tymczasem w przekonaniu klienta jest to właśnie depozyt – można się spierać o definicje, ale depozyt (w starożytności… i w logice) składa się po to, aby mieć do niego pełny dostęp.… Czytaj więcej »
W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@Komentujący

Miałem nadzieję, że pod tym wpisem będzie sporo komentarzy i przebijemy wynik z poprzedniego ;) W końcu jeśli ten blog zawiera jakąś wartość, to znaczna jej część jest właśnie w komentarzach – jest w nich dużo więcej poglądów (czasem skrajnie różnych od moich), niż w samych wpisach. To dzięki Wam można się u nas wielu rzeczy dowiedzieć i sam się wielu dowiaduję.

A co do tematyki wpisu, która się niektórym nie podoba – no cóż… zawsze mieliśmy buntowniczą naturę, więc im więcej namawiania na zmianę kierunku, tym mniejsza na to szansa ;) I pewnie o Korwinie będzie więcej ;) ;)

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Nie chodzi o moje sympatie czy antypatie polityczne a o samą istotę nie mieszania się do polityki – poza opisami działania programów rządowych. Rozumiem że popularność tego bloga uskrzydla ale… może by założyć innego bloga gdzie będzie polityka a tutaj skupić się tylko na nieruchach :)

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

do 2016 jeszcze rok ale stres testy banków są co jakiś czas i na świeżo:

http://www.biztok.pl/gospodarka/sadny-dzien-dla-bankow-dwa-polskie-oblaly-stress-testy_a18376

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Nie ma tu co prawda Polski ale analiza jest (dla anglojęzycznych):
http://www.frbsf.org/economic-research/files/wp2014-23.pdf

Tutaj skrótowa analiza raportu przez Łaszka:
http://biznes.pl/magazyny/nieruchomosci/skutki-eksplozji-kredytow-mieszkaniowych,5662218,magazyn-detal.html

Toughwork4U
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

W związku z tym, że w perspektywie paru lat zamierzam zmienić mieszkanie na większe, oszczędności trzymam na lokatach. Nawet jeżeli w odniesieniu do rzetelnego koszyka inflacyjnego moje oszczędności tracą, to w odniesieniu do mieszkań – zyskują na wartości ;)

HansKlos
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Problemów z rezerwą cząstkową jest kilka i wynikają one zasadniczo z tego, ze połączono w bankach funkcje lokaty kapitału z funkcją depozytu i należałoby te funkcje rozłączyć, natomiast NBP żadnych rezerw czastkowych nie przechowuje, a jedynie banki raportują, że owe rezerwy posiadają.-) Sa zresztą kraje, gdzie żadne rezerwy czastkowe nie sa wymagane. Wtedy ograniczeniem na emisję pieniądza jest zdolność kredytowa ludnosci, a w Polsce ona powoli dochodzi do sciany.

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Nic nie dochodzi do ściany, tylko wręcz przeciwnie. Polska dopiero się rozkręca kredytowo. Zadłużenie konsumentów w PL wynosi 60% naszego PKB, podczas gdy np w Danii jest to 200%.
Na świecie przebiega proces delewarowania ale u nas trwa lewarowanie;)
Dlatego pogłoski o krachu w Polsce są przedwczesne.

k-dek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Poniedziałek to dobry dzień na naganianie :D http://www.bankier.pl/wiadomosc/Obowiazkowy-wklad-wlasny-zmniejszy-szanse-na-kredyt-3225528.html Jak widać po tabelce liczba i wartość kredytów hipotecznych cały czas spada, pomimo najniższych stóp % i pomimo, że to jest przecież najlepszy czas na wzięcie kredytu ze względu na przyszły wymagany 10% wkład własny.Widać chyba, że nie ma fizycznie z czego wywołać wzrostu pędu ku kredytom. Główny powód to najprawdopodobniej niedoszacowanie skali emigracji lub fakt, że pomimo najniższych stóp %, są osoby, które i tak nie są w stanie przeskoczyć progu "zdolności kredytowej".Zarówno jeden jak i drugi czynnik jest raczej nieodwracalny, ani ludzie nie zaczną wracać do kraju (wręcz będą jeszcze… Czytaj więcej »
Hanczar
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
W tekście jest błąd odnośnie rezerwy cząstkowej. No jeżeli się myle to proszę o naprostowanie ;)> Tymczasem w systemie rezerwy cząstkowej bank weźmie moje 100 zł i nie schowa ich do skarbca. 3.50 zł wpłaci do NBP w formie rezerwy obowiązkowej (stopa rezerwy obowiązkowej w Polsce wynosi właśnie 3.50%),> a resztę… no cóż – z resztą będzie mógł zrobić co chce, np. pożyczyć Rudej.Ten framgent sugeruje że od każdego depozytu do NBP wpłacane jest 3.5 zł, a to nie jest prawdą. Trzeba by wskazać moment w kórym ta rezerwa obowiązkowa jest zwracana przez NBP z powrotem bankowi. A to nie… Czytaj więcej »
W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Przeczytałem 4 razy i nadal nie widzę, gdzie jest ten błąd w tekście ;) Prosiłbym o dokładniejszy opis.

W przypadku rezerwy 90% bank mógłby pożyczyć Rudej tylko 10 złotych (a nie 96,50).

Wyliczenia aktywów/pasywów się generalnie zgadzają (poza tym, że Rudej nie da się pożyczyć 100 zł przy rezerwie cząstkowej większej od zera). Problem pojawia się tu:

"W momencie gdyby autor lub Ruda chcieli wypłacić swoją stówe, bank by im tą gotówkę wypłacił"

Gdybyśmy oboje przyszli z Rudą po swoją gotówkę, to jak bank by ją nam wypłacił, skoro istnieje tylko jedna stówka?

Hanczar
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
> Przeczytałem 4 razy i nadal nie widzę, gdzie jest ten błąd w tekście ;) Prosiłbym o dokładniejszy opis.(…)> Tymczasem w systemie rezerwy cząstkowej bank weźmie moje 100 zł i nie schowa ich do skarbca. 3.50 zł wpłaci do NBP w formie rezerwy obowiązkowej (stopa rezerwy obowiązkowej w Polsce wynosi właśnie 3.50%), > a resztę… no cóż – z resztą będzie mógł zrobić co chce, np. pożyczyć Rudej.Jak bank pożyczy Rudej 96,50 (kredyt+depozyt dla Rudej), to nadzór sprawdza księgi i woła "hola" : 196,5 zł w depozytach a tu w rezerwie bylo tylko 3,5 zl wplacone – więc doplacamy brakujace… Czytaj więcej »
sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Marian
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

"Kłopoty z kredytami mają często osoby po czterdziestce, które pożyczyły na dom ponad 500 tys. zł. Banki będą sprzedawały ich długi."
"Badaniu zostały poddane zobowiązania na łączną kwotę przeszło 51 mln zł."

Coś mała ta sumka.

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

to jest tylko próba do testów statystycznych ;)

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Baardzo ciekawy komentarz dot. możliwego umocnienia się króla Franka (suzerena Franka;) : http://stooq.pl/n/?f=923804 Czytamy: "Przy pozytywnej decyzji możemy zobaczyć na parze CHF/PLN na początku nawet czwórkę. Cena czterech złotych wydaje się czymś odległym, zwłaszcza przy dzisiejszym 3,50. Jednakże kiedy większość z ponad 700 tysięcy Polaków zaciągała kredyt w Szwajcarskiej walucie przebicie ceny 2 złotych miało być mało prawdopodobne. A zatem decydując się na kredyt w sierpniu 2008 roku przy kursie na poziomie 1,95 patrząc na dzisiejszy poziom można śmiało ocenić tą decyzję za strzał sobie w stopę." "Silne umocnienie franka może wprowadzić rzeszę ludzi w potężne problemy związane z obsługą… Czytaj więcej »
Marian
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Temat w komentach już był nieco ruszony. Generalnie poczekałbym jednak do końca listopada, bo póki co w sondażach jest 44% do 39% na korzyść zwolenników tych zmian. Ale to sondaże, a wiadomo jak z sondażami bywa. Tak czy owak – na miejscu frankowców (i nie tylko) przyglądałbym się tematowi – może być ciekawie.

Marcin
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Ja bym chętnie teraz wziął kredyt we franku, a nie w złotówkach bo generalnie LIBOR niski, więc nawet jak podskoczy do 5 zł. to ja stratny nie będę, a przecież szansa na spadek kursu też jest.

Marcin
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Od pewnego czasu nurtuje mnie jedna kwestia w sprawie kredytów we frankach (obcych walutach). Może ktoś z was zna odpowiedź. Czy banki w Polsce (i wielu innych krajach) pożyczały franki ? Czy też jest tak, że banki pożyczały złotówki, a jedynie kredyt jest rozliczany we franku. No bo tych kredytów było bardzo dużo i rodzi się pytanie skąd Polskie banki wzięły franki? Raczej nie z lokat, od NBP można pożyczyć tylko złotówki, czy bank centralny Szwajcarii pożyczał polskim bankom te pieniądze ? Czy też banki szwajcarskie to robiły, ale czy byłyby one skłonne bankom innych krajów pożyczać tak ogromne sumy?… Czytaj więcej »
sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@Marcin – mnie to samo nurtuje. De facto to są kredyty denominowane we franku, bank tak naprawdę pożyczył ludziom PLN, ale przeliczył w dniu podpisania umowy (czy uruchomienia kredytu) PLN na CHF. Wydaje mi się że mogą to być czysto gamblerskie umowy. Nie sądzę, żeby bank kupował franki – bo po co ? Skoro frank był na historycznych minimach opłacało się trochę hazardu. To że teraz nie ma umów również jest bardzo dziwne, chociaż można to uzasadniach odgórnymi regulacjami narzuconymi bankom. To że frank jest teraz na takim poziomie, nie można wykluczyć że nie będzie na poziomie około 5zł przez… Czytaj więcej »
Marcin
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@sing dst jeśli jest tak, że kredyty są tylko denominowane to byłby to przekręt stulecia. Natomiast ja osobiście chciałbym wówczas wyciągnięcia konsekwencji wobec osób które twierdzą, że obecne wstrzymanie kredytów w innych walutach jest dla dobra kredytobiorców, bo nie znosze jak ktoś mi kłamie w twarz. Co do wymiany pieniędzy na CHF, to dla banku taki zakup nie jest kosztem, bo bank spreadu nie płaci, albo płaci bardzo mały.

jasio0987
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Bank nie może ponosić ryzyka walutowego przy udzielaniu kredytu. Czyli zawsze musi pożyczyć franki chociażby przez np. swap walutowy.
Nikt nie udzielił by bankowi pożyczki na taki procent w złotówkach – dlatego był frank, potem na mniejszą skalę euro.
Frank owszem wzrósł, tylko zapominasz, że wcześniej spadał.

W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Ciekawi mnie kwestia tego swapu walutowego – skoro bank musi pożyczyć franki, żeby było na kredyt dla Kowalskiego i ma z tego powodu dokonać swapu (czyli wymienić złotówki na franki), to… jak ma na tym zarobić, skoro od złotówek przed chwilą "zeswapowanych" musi płacić stawkę +-WIBOR, a Kowalski płaci znacznie niższy LIBOR? A jeśli bank jakoś inaczej musi "załatwić" franki niż przez swap… to kto mu teraz pożyczy te franki na 0%?

Dexter
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Kredyt to nic innego jak przesunięcie konsumpcji z przyszłości do teraźniejszości. Po co czekać, tracić czas, odkładać by coś kupić za kilka lat skoro można ją mieć tu i teraz. Za ten przywilej oczywiście płaci się prowizję i odsetki. Nie zgodzę się co do artykułu, że banki kreują pieniądze z "powietrza". Przecież udzielając kredytu mają w zabezpieczeniu np. nieruchomość, czyli coś namacalnego.

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@Dexter – mylisz pojęcia. Zabezpieczenie to jedno, podaż pieniądza to drugie. Bank zwiększa podaż pieniądza, a zabezpieczeniem tej podaży jest teoretycznie nieruchomość. Pieniądz jest tworzony. Nowy pieniądz. Teoretycznie można by powiedzieć, że sam kredyt mógłby być czymś dobrym co rzeczywiście mogłoby w pewnych warunkach i przy bardzo ograniczonym rozdawnictwie działać stymulująco. Można by rzec, że podaż pieniądza jest generowana tu i teraz i dodawane są pieniądze do puli które nie mają pokrycia w zasobach, ale przy pozytywnych wypadkach (udana inwestycja, generacja zasobów) i spłacie kredytu ten "pusty pieniądz" ma już pokrycie w "dobru" wygenerowanym dzięki niemu. Czyli rynek się stabilizuje… Czytaj więcej »
jasio0987
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Nieruchomość nie jest zabezpieczeniem nowego pieniądza – tylko wpływa na oprocentowanie kredytu.
Zabezpieczeniem nowowykreowanego pieniądza jest zobowiązanie kredytobiorcy, który musi go oddać z odsetkami. Bank w końcu nie handluje nieruchomościami tylko pieniędzmi.

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@jasio0987 – nieruchomość jako zabezpieczenie to skrót myślowy – zabezpieczać ma w razie niewywiązania się z umowy przez kredytobiorcę. Myślę, że to dla wszystkich czytając tego bloga jest raczej logiczne.

xellos540
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@Dexter

Twierdzenie, że "pieniądze 'są' bo ktoś obiecał je oddać", kojarzy mi się ze stwierdzeniem "mieszkanie 'jest' bo ktoś obiecał, że na dziurze w ziemi wybuduje budynek". W dziurze w ziemi nie można zamieszkać dopóki się na niej budynku nie wybuduje. Tak samo nie można wszystkich pożyczonych/zdeponowanych w gotówce pieniędzy oddać klientom banku, dopóki kredyty nie zostaną spłacone. Piszesz:

"Kredyt to nic innego jak przesunięcie konsumpcji z przyszłości do teraźniejszości."

Ja to widzę odwrotnie:

"Kredyt to nic innego jak przesunięcie istnienia pieniądza z teraźniejszości do przyszłości"… chociaż wmawia się ludziom, że ten pieniądz istnieje już.

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@xellos540 – właśnie ten pieniądz ("pusty") istnieje już, w momencie powstania zobowiązania kredytowego, natomiast jego odzwierciedlenie w pracy, zasobach, ogólnie rzecz ujmując w "gospodarce" jest przesunięte w przyszłość.
Stąd inflacja.

Stefan
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Dexter
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Pozwolę sobie zamieścić wypowiedź "DarSow" (http://independenttrader.pl/274,czy_bank_moze_wypowiedziec_kredyt_hipoteczny.html) Odnośnie kredytów na zakup domu/mieszkania bardziej podoba mi się system amerykański, gdzie zabezpieczeniem jest tylko dom/mieszkanie, które się kupuje. Zadołowałem w życiu to oddaję klucze i nie mam kredytu. Gdyby tak było w Polsce, to wiele osób, które pobrały kredyt w chf mogłyby się uwolnić oddając bankowi nieruchomość. Kredyty inwestycyjne są potrzebne, ale kredyty konsumpcyjne również. Oczywiście te ostatnie trzeba brać z głową na rzeczy rzeczywiście użyteczne i potrzebne.Uwaga, bo to bardzo ważne. Dlaczego ECB stara się ze wszystkich sił ułatwić bankom udzielanie kredytów? Ano dlatego, że każdego dnia, każdego tygodnia, każdego miesiąca mnóstwo… Czytaj więcej »
Dexter
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Bank udziela kredytu z puli płynnych środków, którymi dysponuje. Powiedzmy, dla uproszczenia, że są to depozyty i lokaty, może być również kapitał własny (jeżeli chciałby udzielić kredytu, a nie ma płynnych środków, to może je pożyczyć z banku centralnego, vide ułatwienia ECB dla banków w strefie euro w tym zakresie). Z chwilą udzielenia kredytu bank ma obowiązek odprowadzić do banku centralnego tzw. rezerwę obowiązkową, dzisiaj jest to 3,5% wartości kredytu. Rezerwa pełni funkcje ostrożnościowe – płynność i wypłacalność banku. bank centralny obniżając poziom rezerwy obowiązkowej zachęca banki do akcji kredytowej, a podwyższając zniechęca. To jeden z mechanizmów wpływania na podaż… Czytaj więcej »
Dexter
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Policzmy. Bank ma aktywów kredytowych (udzielonych kredytów) na kwotę 200.000 + 120.000 = 320.000, ma też środki zdeponowane w NBP na kwotę 7000 + 4200 = 11.200,ma wolną gotówkę 200.000 (z kapitału własnego) – 200.000 (pierwszy kredyt) – 7000 (rezerwa od pierwszego kredytu) + 200.000 (powrót pieniędzy z kredytu) – 120.000 (drugi kredyt) – 4200 (rezerwa od drugiego kredytu) + 120.000 (powrót pieniędzy z kredytu) = 188.800.Łącznie jest 520.000.A po drugiej stronie bilansu (pasywa):zobowiązania względem depozytariuszy 200.000 + 120.000 = 320.000,kapitał własny 200.000.Łącznie też jest 520.000. Czy teraz widać kreację pieniądza?Na początku bank miał aktywów i pasywów po 200.000 pln… Czytaj więcej »
sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@Dexter

"[…] System ten wespół z rozwojem technologii pozwolił na wydobycie z nędzy miliardów ludzi. […]"

Zabiło mnie to.

Dexter
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@ sing dst
Może użył jej dla podkreślenia wagi sprawy o jakiej pisze. Mimo wszystko jest to jakiś inny głos w tej sprawie. Można prześledzić całą konwersację bezpośrednio na tamtym blogu.

Marcin
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
"Jeśli wpłacę 100zł, bank pożyczy komuś 96,5 to w obiegu jest 196,5" – nie, nie jest w obiegu 196,5 zł., tylko 96,5zł, bo pierwsza osoba dostanie swoje pieniądze dopiero kiedy do banku wróci 96,5 zł i NBP odda 3,5 zł . Banki wcale nie tworzą pieniędzy. Bank bierze pieniądze od jednej osoby i pożycza innej – te same pieniądze, nigdzie nie powstaje żadna nowa złotówka. Tym samym wykresy odnośnie alternatywnej (innej niż ta podawana w mainstreamowych mediach) inflacji są do niczego bo to one właśnie zakładają, że zapis na koncie w banku to istniejący pieniądz, a tak nie jest.Istniejący pieniądz… Czytaj więcej »
xellos540
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

"Istniejący pieniądz to wyłącznie ten o którego utworzeniu zdecydował NBP"

Ta jasne… Może NBP barteru jeszcze zabroni?

"zapis na koncie w banku niekoniecznie jest pieniądzem"

Jak ja robię przelew z mojego konta (na którym złotówek przecież nie ma, bo pożyczyły je Marciny, Marcinkiewicze czy ktoś tam jeszcze) i dostaję produkt do domu, to to jest zwykła sprzedaż, a zapis na koncie spełnia tu rolę pieniądza. Problem jest też to, że robimy z zapisu na koncie pieniądze, mimo że zapis na koncie nie jest "trwały", "trudny do podrobienia" czy "z ograniczoną podażą".

W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@Marcin Gdyby tak uzmysłowić ludziom, że zapis na koncie niekoniecznie jest pieniądzem, wielu byłoby bardzo zdziwionych ;) I na drugi dzień mielibyśmy pewny run na bank – skoro ktoś przelał na konto swoją wypłatę (zgodzisz się, że to pieniądze?), to czemu nagle pieniądze przestały być pieniędzmi? I dlaczego za te "nie-pieniądze" można np. sobie kupić mieszkanie (co podobno jest ostatnio bardzo popularne… wyjmujemy "nie-pieniądze" z lokat i inwestujemy w mieszkania na wynajem ;) Bank formalnie nie bierze pieniędzy od jednej osoby (ode mnie) i nie pożycza innej (Rudej) – z tej prostej przyczyny, że pierwsza osoba (ja) ciągle może dysponować… Czytaj więcej »
Marian
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

a w USA hossa trwa w najlepsze.
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Tylko-Fed-moze-zahamowac-wzrosty-w-USA-7220569.html
short sqeeeeeze.
U nas mamy szanse na wspaniałą kombinację spadających cen nieruchomości i wzrost zatrudnienia i pensji :)

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Program skupu aktywów qe4 został wygaszony dziś przez FED o 19:00

"A range of labor market indicators suggests that underutilization of labor resources is gradually diminishing" : FOMC

dziękuje… :)

Marian
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

SiP "wykrakał" dziś z rana :-) .

Coingeddon
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Dolar/Złoty +1.5% od wczoraj!! Yeaaaaa!

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

a tutaj dla ziemniaków po paru latach wzrostu

http://finanse.wp.pl/kat,1033695,title,Agencja-Nieruchomosci-Rolnych-sprzedaje-ziemie-Trzeba-sie-pospieszyc-zanim-zdrozeje,wid,16994661,wiadomosc.html

tak agencja ostrzega przed wzrostem i każdy zarobi na tym interesie – normalnie dobre wujki super interesy podsuwają na szczytach baniek cenowych nic tylko brać na kredyt i czekać aż niemiec kupi i się na nim zarobi – pierdu pierdu ziemniaki, Kto sprzedał zarobił a reszta chce drogo jeszcze opchnąć chętnym ziemniaczkom.

Dexter
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Ja gdybym miał jakieś dobro które wiem, że zdrożeje to wolałbym siedzieć cicho po to by zgarnąć większą kasę później. A ten szanowny profesorek niech naciska na ustawodawcę jeśli nie chce by cudzoziemiec kupił ziemię w Polsce. Wszędzie w około wszechogarniająca głupota wśród elit.

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Oczywiście, że największe zyski daje coś o czym się nie mówi albo piętnuje jako złe a najniższe zyski daje coś co jest bardzo popularne i reklamowane.
Największy smród zawsze jest najwyżej tylko, że pokolorowany medialnie i przypudrowany z usmiechem na ustach. Nasze elyty zazwyczaj grają taki mecz na jaki pozwala ktoś wyżej.

Coingeddon
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Zgadzam się, znienawidzony bull market na rynku amerykańskim jest najlepszym przykładem z ostatnich lat.

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Hahhaa dokładnie tak Coin…
psy szczekają a karawana jedzie dalej ;)

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

odkąd na blogu o tym szczekacie a wystarczy na was dwóch popatrzeć i na wykresy od paru miesięcy rzeczywiście karawan jedzie dalej. Oby z wami i najlepszymi dla was zarobkowymi doswiadczeniami. Chłopcy nadają a konkretów nie podają. Wykresy pozostawiam realsitom a nie nadętym optymistom :)

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
coś wpisze z okresu kiedy ostrzegłem o robieniu szczytów na indeksach ale panowie polecli giełdy zachodnie ( ku przestrodze ) i że hossa twa. Rozumię 10-15% spadki i straty na długich pozycjach jako oznaka karawany, która jedzie i zarabia – cud miód wykresy jakie pokaże na końcu wszystko pokazują jakie to zarobki można mieć od paru miesięcy na runie akcyjnym. Nie wiem jaką misje macie ale kupujcie tym bardziej korzystają inni, którzy już swoje dawno zarobili nie krzycząc lata temu, że jest hossa ważne, ze widać ja teraz jak i w nieruchomościach i w cenach ziemi jaką poleca agencja –… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
i od tematego momentu jak ktoś by was posłuchał o tej hossie takie zyski ma z indeksów ( oczywiście spadki 10-15% rozumię nie ruszają was) zatem gratuluje zarobków w hossie bo rośnie i się zarabia – no laik to widzi gołym okiem na wykresie. Banka na mieszkaniach w warszawie – tak jest i nad wisła jest i w usa na giełdzie. A u nas panowie na giełdzie co mamy obecnie? pisanie o hossie jest dla mnie nad wyraz dziecinne bez argumentów i konkretów. Zatem pokaże wykresy i opinie, ze hossa trwa i zarabiamy proszę w skali roku i paru miesięcy… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

czerwona linia na wykresie i jej punt start z lewej to oznaczenie kiedy ostrzegłem, że hossa się kończy a to byl wpis poczatkiem lipca jaki wygrzebałem z bloga i linie przedłużyłem do dzisiaj. Nalezało pozbyć się akcji wtedy i zagrać krótkie – tyle w temacie a nie propagowanie hossy no ale młodość ma ten optymizm, za który się płaci słono zatem płaccie jesli hossujecie a jeśli robicie coś specjalnie tutaj pogardzam !

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@marek i inni…

Mam prośbę, wpisujecie jakieś wyrwane z kontekstu rzeczy dotyczące jakiejś gamblerki na akcjach. W ogóle temat nie z tego artykułu a już w ogóle nie z tego bloga. Macie blogi dotyczące akcji – proszę idzcie tam się mądrować w tych tematach. Bo straciłem już kilka dobrych minut na czytanie jakiejś wypociny po czym nie doszukałem się w niej żadnego związku z nieruchomościami lub tym artykułem.

marek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

sing dst – rynek akcyjny jest powiązany z nieruchomosciami to siec naczyn połaczonych i gamblerka. Ze swojej strony zamykam temat i kierunkowskazy. Kto wie o co chodzi i umie czytać wykresy na pewno gratulować może kupujacym akcje wigoru w traceniu kasy od lipca. Gratulacje i the end tego tematu.
Koniec hossy akcyjnej = koniec hossy wycenowej na nieruchach i ziemi.

c99
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Sorki za off topic
Marku, a jakie jest twoje zdanie na temat metali (AU/AG) – jakiś czas temu może pochopnie kupiłem (20 %) trochę fizycznych metali w sumie jestem na zero, ale tak się zastanawiam czy trzymać to czy może sprzedać i wrzucić ponownie na lokacie niech rośnie (docelowo kasa miała być na mieszkanie jak ceny znormalnieją). Trochę słyszy się o zakończeniu QE i że dolar to teraz tylko w górę, a złotko to poniżej 1000$ ma spaść? Jakie jest twoje zdanie na temat metali?
Z góry dzięki za odpowiedź.

pawel
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Skoro dolar bedzie szedl w gore, a zloto w dol to na zlotowki i tak Twoja kwota bedzie taka sama. A 20% w zlocie jest dobrym zabezpieczenim na obecne czasy. Patrz ostatni stress test bankow, gdzie okolo 25% bankow oblalo.
Z tym koncem QE to poczekajmy :) niebawem pewnie wystartuje Q4, a jak nie to mega zjazdy na gieldach.

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@Marek

Czy szczyty wszechczasów na kontrakcie amerykańskim wyglądają jak początek bessy? Nie staraj się na siłę szczytów szukać. To nigdy nie wychodzi. Jest powiedzenie: Wall Street jest usłana grobami tych, którzy mieli rację za wcześnie ;)
Wiem o czym mówię, bo też nie jestem świeżakiem. W 2007 uporczywie celowałem krótkimi w szczyt;) gdybym nie celował, a poczekał i wszedł jak już się zaczął wodospad, miałbym szanse zarobienia kilku milionów (na pewno bym nie wytrzymał psychicznie i zamknął pozycje za wcześnie). To była moja pierwsza hossa. Od tego czasu wiele się nauczyłem.

Leszek Kaszubowski
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
> Bank udzielił Rudej kredytu… czyli zobowiązał się, że dostarczy jej 96.50 zł, jeśli ona tego zażąda, a na razie po prostu dopisze jej te 96.50 zł do rachunku. Ponieważ ludzie uznają stan swojego rachunku za pieniądz (wszak mogą dokonać z niego przelewu, albo wypłacić gotówkę i w ten sposób zapłacić za jakieś dobra), to bank najzwyczajniej w świecie stworzył dodatkowe pieniądze (96.50 zł) dla Rudej. To była pożyczka? Czyli Ruda zobowiązała się, że po pewnym czasie te 96.50 zł odda do banku (Ruda ma więc te 96.50 zł zarówno na rachunku jak i na kredycie, w sumie daje to… Czytaj więcej »
Tom Tomal
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

wydaje mi sie, ze dzielicie wlos na czworo.
prosze odpowiedziec na pytanie.
czy w takim dzialaniu banku jest mozliwe zeby ze "zdeponowanego" 100zl klienci mogli obracac kwota wieksza niz 100zl.
bo wydaje mi sie ze w tym jest problem, ze mozna obracac wieksza iloscia gotowki niz zdeponowano.

Toughwork4U
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Nikt tu niczego na czworo nie dzieli. Naprawdę udzielenie kredytu czy pożyczki przez bank powoduje kreację pieniądza. Ten dodatkowy, wytworzony przez bank pieniądz JEST DŁUGIEM pożyczkobiorcy. "Pieniądz jako dług" – ten tytuł wszystko tłumaczy. Na starcie pożyczkobiorca nie ma nic, a potem nagle staje się "bogatszy" o pożyczoną kwotę, w systemie pojawiają się dodatkowe pieniądze, które zaczynają krążyć. Im więcej długów, tym więcej pieniędzy, za którymi te długi stoją. Taki "dłużny" pieniądz jest obietnicą dłużnika złożoną pod zastaw przyszłych dochodów. Dłużnik wydaje dzisiaj pieniądze, które zarobi jutro, pojutrze, albo nawet za dziesięć lat.

W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@Leszek Kaszubowski Skoro Ruda może dysponować swoim pożyczonym 96,50, a ja mogę dysponować swoją stówką (kto nam zabroni, skoro mamy to na rachunkach – umowa z bankiem mówi, że możemy dowolnie korzystać z "naszych" pieniędzy), to znaczy, że pieniędzy do dyspozycji jest w tej chwili 196,50. Bank po prostu stworzył 96,50 w formie depozytu (Rudej) płatnego na żądanie, a jak wiemy, ludzie traktują to jako pieniądz (można za to spokojnie np. kupić kartę kredytową w banku – bank, jak wiemy, akceptuje tylko pieniądze ;) To, że istnieje teraz kredyt do spłacenia, nie ma wpływu na ilość pieniędzy w systemie –… Czytaj więcej »
jasio0987
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@W domach z betonu:Jako pisałem już – nie jest to prawda, umowa depozytu nieprawidłowego wyraźnie mówi, że własność gotówki przechodzi na bank i ten może nią dysponować. W zamian klient dostaje obietnice otrzymania gotówki z powrotem. Jest to całkowicie logiczne i większość ludzi nie ma z tym problemu. Wskazałem podstawę prawną i uzasadnienie ekonomiczne tego rozwiązania.Popada Pan w typowy błąd stuprocentowców – Ruda i Pan posługujecie się innym pieniądzem, a nie ta samą stówką. Albowiem wpłacając stówkę do banku pozbył się Pan jej własności, a zamian jest Pan wierzycielem banku. Proponuję wyeliminować z całego procesu bank i zobaczy Pan, że tak… Czytaj więcej »
Tom Tomal
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

no bez jaj. co za roznica czyja ta setka jest ? efekt koncowy sie liczy. czyli wiecej kasy w obiegu.
bank nie kreuje ? no jak to nie, a kto cala operacje dokonuje ? czy bez banku cos takiego moglo by byc mozliwe ? bo ja bym do pierdla od razu za takie machlojki trafil (rozmnazanie pieniedzy).
procent tez bank za kreacje pieniadza bierze :)

Leszek Kaszubowski
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Ilość pieniędzy w obiegu się nie zwiększyła. Zwiekszyła się ilość pieniędzy teoretycznie dostępnych dla klientów banku (w praktyce umowy dyspozycji mogą być niemozliwe do natychmiastowej realizacji gdy brak gotówki w banku, w końcu po to właśnie jest rezerwa w NBP), ale równoczesnie zwiększa się ilosć pieniędzy, którzy klienci są bankowi winni. Pierwszy właściciel może w teorii dysponować kwotą 100 zł (w praktyce jeśli będzie chciał tą całą kwotę z banku odebrać, bank może być zmuszony do obebrania najpierw pieniędzy z rezerwy NBP i pożyczonej kwoty od Rudej, żeby całą kwotę oddać), Ruda może dysponować 96.50 zł z banku. Ale do… Czytaj więcej »
jasio0987
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
@Leszek Kaszubowski:Oczywiście, że pieniądze dla Rudej zostały utworzone. Fakt, że Ruda jest winna bankowi nie likwiduje pieniądza dłużnego, który powstał. Eliminując z procesu bank wystarczy sobie wyobrazić, że podpisuje Pan weksel na 100zł nie mając ani grosza gotówki przy sobie. Następnie tym wekslem płaci Pan w sklepie. Jest Pan oczywiście winien sklepikarzowi 100zł, co nie zmienia faktu, że wykreował Pan nowy pieniądz dłużny, który istnieje do chwili jego spłaty. P.S. I to jest też przykład dla Tom Tomala – bank sam z siebie żadnych pieniędzy nie wykreuje, ktoś musi najpierw zdeponować w nim pieniądz, potem ktoś musi wziąć kredyt. Bank… Czytaj więcej »
Leszek Kaszubowski
Gość
2 lata 29 dni temu
Wystarczy zamienić w procesie bank na osobę i od razu widać, że nie jest to takie oczywiste.Ktoś dał 100 zł na przechowanie np. teściowej (która własnych pieniędzy pilnuje dobrze, więc i pieniędzy zięcia przypilnuje ;-), teściowa z tych pieniędzy 3.50 schowała do pudełka pod łóżkiem, a 96.50 obiecała pożyczyć Rudej – znajomej z klatki, której już zaczyna brakować do pierwszego (zawsze oddaje długi po wypłacie). Czy teściowa stworzyła z powietrza pieniądze? Niby w obiegu pojawiło się więcej pieniędzy (część w postaci pieniędzy dłużnych), ale sumaryczna kwota pieniędzy rzeczywistych i dłużnych (weksli/obietnic zwrotu pożyczki) sie nie zmieniła. Zięć nie ma nic… Czytaj więcej »
jasio0987
Gość
2 lata 29 dni temu

@Leszek Kaszubowski
1. Nie stworzyła pieniędzy z powietrza tylko z depozytu.
2. Ruda ma 96.50 gotówki, nie ma żadnych "-96.50 pieniędzy dłużnych" – proszę nie dodawać do siebie zobowiązania i gotówki, bo nie chodzi tu o liczenie wartości czyjegoś majątku, tylko o policzenie ile pieniądza jest w obiegu. Pieniądzem jest to czym można płacić – dlatego nie ma czegoś takiego jak "-96.50 pieniądza dłużnego" – to jest zobowiązanie Rudej, które pieniądzem nie jest. Pieniądzem jest to co pożyczyła od teściowej. Dlatego doszło do kreacji pieniądza.

W domach z betonu
Gość
2 lata 22 dni temu
@jasio0987 Widzę, że w kwestii kreacji pieniądza przez bank się zgadzamy – proces udzielania kredytu powoduje kreację nowych pieniędzy (to jest oczywiste – wystarczy spojrzeć na stan konta Rudej, który to stan uległ zwiększeniu, jednocześnie zmniejszeniu NIE uległ stan mojego konta). Ale czy bank jest pośrednikiem? Hmm… powiedziałbym, że jest czynnikiem sprawczym całego procesu. Bez banku taka operacja byłaby niemożliwa na skalę, z którą mamy obecnie do czynienia. Przykład z wekslem jest fajny, ale trochę błędny – mogę sobie wypisać weksel i iść zapłacić nim w Biedronce, ale… Biedronka nie przyjmie ode mnie tego weksla (niby dlaczego miałaby mi zaufać?).… Czytaj więcej »
Leszek Kaszubowski
Gość
2 lata 22 dni temu
1. Zgadzam się. Dlatego uznałem za błędne zdanie z artykułu: Bank formalnie nie pożycza pieniędzy, które są u niego zdeponowane, lecz tworzy nowe pieniądze "z powietrza".2. Jeżeli pieniądz jest tym, czym można płacić, to na końcu tylko Ruda i NBP posiadają pieniądze (w kwotach 3.50 i 96.50), pozostali mają tylko zobowiązania innych, że oddadzą im pieniądze. W praktyce takimi właśnie zobowiązaniami mozna płacić (w końcu czym jest informacja, że na rachunku w banku mamy określoną kwotę – to zobowiązanie banku, że może tą kwotę nam wypłacić lub przekazać w naszym imieniu komuś innemu, podobnie umowa pozyczki/kredytu – to nasze zobowiązanie,… Czytaj więcej »
sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

"Złoto i wolność gospodarcza są niepodzielne. Bez standardu złota nie istnieje żadna możliwość ochrony oszczędności przed ich utratą w wyniku inflacji. (…) Zadłużenie państwa to tylko inne określenie ukrytego odbierania majątku. Złoto stoi temu wszystkiemu na przeszkodzie i samo w sobie jest gwarantem własności i praw własności." – Alan Greenspan (wieloletni szef FED)

Stefan
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Twierdzenie starego dziadka. Złoto nie jest do niczego potrzebne a jego wartość ma znaczenie psychologiczne i przemijające.

anna.d
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@Stefan: Jasne. Nieprzemijające są nieruchomości, zwłaszcza kupowane na kredyty bo taniej nie będzie. To jest real a nie psychologia. I nie przemija.

W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Złoto miało wartość przez jakieś 4 tys. lat… aktualne "waluty" niezwiązane ze złotem, istnieją, realnie rzecz biorąc, od nieco ponad 40 (zerwanie linku dolara ze złotem). Co tu się wydaje być bardziej przemijające? Zwłaszcza, że system oparty na złocie (ale z rezerwą 100-procentową) nigdy nie doznał problemów "systemowych", tymczasem nasze super nowoczesne waluty są właściwie w permanentnym kryzysie.

Stefan
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

I słusznie, że waluty nie są powiązane ze złotem i kruszec jak każdy inny towar jest wyceniany przez rynek.

jasio0987
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@W domach z betonu:
Nie jest prawdą, że system kruszcowy nigdy nie doznał problemów systemowych – wystarczy sobie poczytać o tzw. rewolucji cen w XVIw. (kiedy to Hiszpanie przywozili złoto z Ameryki). Ceny towarów wzrosły kilkukrotnie.

Stefan
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@jasio

No tak, nadpodaż pieniądza kruszcowego spowodowała inflację. Nic w przyrodzie nie ginie ;)

Hanczar
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@jasio0987
> (…) Ceny towarów wzrosły kilkukrotnie.
Warte odnotowania jest że podczas tej rewolucji cenowej w XVIw. ceny towarów wzrosły 5-krotnie w ciągu ponad 100 lat – z szokującą inflacją średnioroczną wynoszącą 1,5%… Nie wiem czy znajdzie się jakaś współczesna waluta która w okresie 10lat byłaby poniżej tego progu problemów systemowych ;) banki centralne tak nas dzielnie przed tak niską inflacją bronią :)

Lukasz Kardas
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Spidi84
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Marek W. – Imperium kontratakuje! ;)

http://wyborcza.biz/finanse/1,108340,16882168,Jakich_domow_szukaja_Polacy_.html#BoxBizTxt

Śmiałe tezy, niebanalne wywody i ta porażająca grafika ;)

(szok – zwykły Kowalski chce dom poniżej 200 tys. – no jak tak można w ogóle!)

W domach z betonu
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Znowu jakieś dyrdymały portalu ogłoszeniowego… nazwisko Marka chyba tylko po to, żeby rzecz rozreklamować ;)

Ci pseudo milionerzy z domami pod Warszawą są prześmieszni – nie dlatego, że żądają takich cen, tylko dlatego, że pewnie w znakomitej większości wierzą w swoje ceny.

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Z tymi domami w Polsce to jest w ogóle nieporozumienie. Nabudowało sie tego chaotycznie, z dala od rozsądnej komunikacji, bez planu. Jest syf. Jeden dom tu, następny pod zupełnie innym kątem na działce po skosie… to są konsekwencje chłopków małorolnych i tego poszatkowania pól, braku planów zagospodarownia i jakiegoś niedowłady systemu. Większość tych domów to przestarzałe technologicznie, nieenergooszczędne gnioty-gargamele. Wewnątrz często bieda albo styl przaśny. Na serio poniżej 1mln zł w okolicy Warszawy nie ma domu w którym chciałbym zamieszkać. Musiałbym sam sobie zbudować… sam dom w technologii pasywnej o pow. 150m to jakieś pół miliona. Do tego działka, wyposażenie.… Czytaj więcej »
Marian
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Sporo prawdy. Mój znajomy poszedł inną drogą. Ma niewielką działeczkę 15 m od jeziora. Doprowadzono tam prąd i kanalizację. Stwierdził, że nie będzie budował gniota-gargamela, bo co z tym potem zrobić, do tego pewnie dzieci będą się kłócić o spadek, więc szkoda zdrowia. Ściągnął sobie domek holenderski, wersja całoroczna, podwójne szyby, jakieś tam docieplenie, kaloryfery w każdym pomieszczeniu. Ogrzewanie gazowe. Ma to to 11 x 3,7 m, dla dwójki ludzi spokojnie wystarczy. W środku to co trzeba: dwie sypialnie, dwie łazieneczki, kuchnia, kominek gazowy, spory salonik. Ogólnie ze względu na wpasowanie tego w plan prostokąta zagospodarowanie powierzchni jest zdecydowanie lepsze… Czytaj więcej »
Marcin
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@PeCet ja to bym się na Twoim miejscu tak na dom pasywny nie rzucał. Raczej prawdziwych domów pasywnych się w Polsce nie buduje, więc będziesz królikiem doświadczalnym. A jak się zagłębiłem w necie i przyjrzałem temu co różne firmy oferują jako domy pasywne, to po prostu sprzedają domy z komponentów gotowych, gdzie główne materiały to płyta pilśniowa, styropian, wełna mineralna i drewno na konstrukcję i nazywają to domami pasywnymi, żeby sobie sprzedaż poprawić. Ja wolę jednak coś z cegły, zwłaszcza, że o projekt domu energooszczędnego nie jest trudno.

Stefan
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@Marcin

Dom pasywny może być z dowolnego materiału, Kryterium pochodzi z ilości energii potrzebnej do ogrzania czegoś takiego. Czyli działka lekko nachylona na południe, brak okien na północ, rekuperacja, odzysk ciepła z ziemi. Materiały potaniały i w sumie można i warto zabawić się w coś takiego jak komuś się chce.

Marcin
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@Stefan, problem polega na tym, że takich domów się w Polsce nie buduje i wciąż będziesz królikiem doświadczalnym. Jak przeglądałem projekty architektoniczne domów, to nie ma problemu o projekt domu energooszczędnego i cena budowy jest akceptowalna, natomiast pasywnych w ogóle nie widziałem. A to oznacza, że musiałbyś mieć indywidualny projekt , to kosztuje no i znajdź architekta i budowlańca którzy będą umieli taki dom zaprojektować.

PeCet
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

http://domy.procyon.com.pl/realizacje/mapa

tu masz doświadczoną firmę, która postawiła już kilka chałup w Skandynawii. Skandynawowie jak wiadomo wybredni jeśli chodzi o jakość więc chyba to najlepsza reklama. Fakt chałupy drogie. W Niemczech takie budownictwo jest dofinansowane, przez co koszty budowy są tylko 10% wyższe niż normalnie. U nas to jest 20% i więcej… faktycznie trzeba się zastanowić czy gra warta świeczki.

Stefan
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@Marcin

A czy to ważne jak się nazywa? Między domem energooszczędnym a pasywnym różnica jes niewielka. Chodzi po prostu o dom ekonomiczny w utrzymaniu – czyli w praktyce prosta stodoła albo klocek prostopadłościan.

Marcin
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@Marian Dom z dykty i drewna, bez właściwej wentylacji, izolacji, bez fundamentów, o kiepskiej jakości stawiany na terenach nieprzewidzianych pod budownictwo mieszkaniowe, bez potrzebnej do życia infrastruktury np. na ROD lub terenach rekreacyjnych faktycznie nie jest gniotem-gargamelem w porównaniu ze zwykłymi domami.

Marian
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Chyba nie zrozumiałeś tego co napisałem. Bywa.

K.O.
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Profesor w formie i bardzo trafnie (dużo wartościowej treści przeszło cenzurę:)

http://biznes.pl/forum/cuda-na-rynku-czyli-urzednicy-rozdaja-pieniadze,0,1399737,0,czytaj.html

Dexter
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Wyżej zamieściłem głos w sprawie pewnego człowieka. Dziś kolejny, zupełnie odmienny. Ocena tego, który z nich jest tym bliższym prawdy pozostaje kwestią do rozważenia. Nie posiadam żadnej olbrzymiej wiedzy. Kieruje się rozumem, analizuję i oceniam fakty na tyle na ile on mi pozwala. Zapewne nie ma idealnego rozwiązania, ponieważ sam człowiek nie jest idealny. Mimo wszystko o wiele bardziej skłaniam się ku p. G. B.

https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=oUgZKYczR3A
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Q1GSpkYXyR4
https://www.youtube.com/watch?v=QEhoo82LH1k
https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=pcvOMD68s1A

k-dek
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Dzisiejszy telegram od PZFD:

Będzie drożej STOP Konrad Płochocki STOP

http://serwisy.gazetaprawna.pl/nieruchomosci/artykuly/832936,dluzsza-rekojmia-to-wyzsze-ceny-mieszkan.html

"Dłuższa rękojmia" dołącza do szacownego grona niezbitych dowodów na to, że ceny nieruchomości muszą iść w górę :)

Przypomnijmy wcześniejsze:
1. Rachunek powierniczy.
2. Zmiana przepisów technicznych dot. energii z zewnątrz.
3. Waląca się "wielka płyta".
4. Rosnąca podaż, która wbrew ekonomii i zwykłej logice wpływa na stabilizację cen zarówno na pierwotnym jak i wtórnym rynku nieruchomości, a po stabilizacji jak wiemy zawsze są wzrosty :)

Niemal co poniedziałek człowiek uczy się czegoś nowego…

Ryszard
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Mam pytanie do autora bloga, czy jest szansa na wpis dot. jakości oferty na rynku nieruchomosci (przekrojowo)Zagadnienia, ktore mnie by interesowaly:1/ Fajnie zlokalizowane mieszkania z super rozkładem ale w kamienicach rok produkcji 1900-1920. Czy warto cos takiego kupowac (nie wiadomo ile to postoi jeszcze? Np. Czytalem wywiad z jakims architektem, ze uwielbia mieszkac w kamienicy bo okna sa duze i wiecej swiatla slonecznego jest. 2/ Jak uniknac wtopy przy zakupie nieruchomosci pt. super budynek nowy od deva, super mieszkanko ale wszystko slychac co sie dzieje u sasiada na dole i na gorze. Sciany ciensze niz w wielkej plycie. Kolezanka wpakowala… Czytaj więcej »
Tom Tomal
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

jestes normalny, to 95% mieszkajacych tu ludzi jest powalona i kupuje w ciemno.
ja wynajmuje mieszkanie z 2008r. nie ma piwnic , latem jest tak goraca ze nie da sie wytrzymac (okna w mieszkaniu po 1 stronie).
wywietrzniki w oknach z auto regulacja, ktora nie dziala – zima normalnie dziura w oknie, trzeba zaklejac tasma bo inaczej zamarznac mozna.
przy smietnikach od cholery much…
w pionie wentylacyjnym slychac wszystko – a to jset salon w ktorym spimy, masakra

a ludzie kupili i narzekaja, 30 lat sie beda kazdego lata kisic w 30 stopiowym upale.

sing dst
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@Tom Tomal – we Wrocławiu może ? :) Jeżeli tak to powiedz od jakiej to felernej inwestycji trzeba się trzymać z daleka :)

Tom Tomal
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

nie, to Swarzędz pod Poznaniem, budownictwo agrobexu osiedle przy ul grudzinskiego :)
nie wiem jak inne ich inwestycje, ale ta to kompletna porazka.

Ryszard
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Ja tez Wroclaw. Witam. Czuje sie troche jak na forum anonimowych wynajmujacych ;)

sing dst
Gość
2 lata 29 dni temu

@Ryszard – hehe. Jest w tym trochę prawdy :)

Spidi84
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Marek W. – http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,16908071,Ceny_mieszkan_stoja__teraz_najwazniejsza_dostepnosc.html#BoxBizTxt

Ewidentnie wrócił z dłuższego urlopu.
Tak czy owak już nie rośnie tylko stoi :)

Spidi84
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Albo u mnie coś netem albo coś z blogiem bo nie mogłem dodać komentarza do swojej wypowiedzi poprzedniej i temu wleciało tu…

Ryszard
Gość
2 lata 29 dni temu

http://wyborcza.biz/finanse/1,108340,16905687,Szef_J_W__Construction__Czas_duzych_upustow_cen_mieszkan.html

"..w jakimś stopniu spadki cen wykreowały media" :))) Autor bloga powinien czuc sie winny ;-)

k-dek
Gość
2 lata 29 dni temu

Józka zaczęła już mierzić bierność naganiaczy pokroju HB, OF, REAS, Emmerson itd i sam zakasał rękawy i pobiegł do Gazety, oświadczyć wszystkim, że "Taniej nie będzie" :D

Wojciechowski chciał być jak Abramowicz m.in. drużyna piłkarska, jacht, a to zwykły wieśniaczek straganowy, co nie różni się mentalnie od cwanej przekupy na targu, która wije się jak piskorz wciskając marnej jakości marchewkę, czy inny szczypior.

Widziałem wywiady, z Józefem i ręce mi opadły, od poziomu rozmowy.

PeCet
Gość
2 lata 29 dni temu

Haha znakomite!

sing dst
Gość
2 lata 29 dni temu
Patrząc na wszystkie Wasze komentarze dotyczące kreacji pieniądza, dodam moje myślenie również w oparciu o Wasze argumenty. 1. To że żadne nowe pieniądze nie są tworzone – jest prawdziwym argumentem. 2. To, że zwiększa się liczba pieniędzy w obiegu – też jest prawdziwym argumentem. Czy powyższe dwa twierdzenia są ze sobą sprzeczne ? Otóż moim zdaniem niekoniecznie. Rozwinę oba punkty poniżej: ad 1. Rzeczywiście można użyć takiej przewrotnej logiki i jest ona prawdziwa. System zakłada, że ktoś oddając pieniądze w depozyt "na chwile oddania ich nie potrzebuje", więc normalnie leżałyby i "nie pracowały w gospodarce" – więc bank pożycza na… Czytaj więcej »
Marek Whisky
Gość
2 lata 29 dni temu
Tom Tomal
Gość
2 lata 29 dni temu

nie ma sie co czarowac. prawie kazdy system jest po to zeby kogos okrasc.
bankierzy pozyczaja kase z powietrza na procent i tak gola, gola, gola pozyczkobiorcow :)
i to conajmniej podwojnie, raz z tych indywidualnych, a drugi raz pozyczajac wyimaginowane pieniadze panstwom (a odsetki od marzen trzeba placic)
mnie za taki proceder od razu zamkneli by do pierdla, ale ja to za maluczki jestem.

Toughwork4U
Gość
2 lata 29 dni temu

No to ja odpowiem również linkiem:
http://www.rybinski.eu/2014/11/swiat-ujemny/

Mózg człowieka przyzwyczajony jest do myślenia w kategoriach nominalnych: 8% > 5%, a 5% > 3%. W rzeczywistości ekonomicznej to jednak nie działa, 3% w 2015 roku być może = 8% w 2007 roku.

k-dek
Gość
2 lata 28 dni temu

http://serwisy.gazetaprawna.pl/nieruchomosci/artykuly/833888,czesc-pieniedzy-na-program-mieszkanie-dla-mlodych-przepadnie-w-tym-roku.html

Poważna (?) gazeta i przedrukowuje takie bzdury naganiaczy z RynekPierwotny…:(

"Co można zrobić?
Aby przeciwdziałać niewykorzystaniu środków przeznaczonych na MdM w 2014 roku należy tymczasowo podwyższyć współczynnik mnożnikowy z 1,1 na 1,3 – 1,4 przy zachowaniu monitoringu wykorzystania środków. W razie zbyt szybkiego wykorzystywania środków i pozostającej na rynku dużej liczby mieszkań gotowych zasadnym będzie zmniejszanie wskaźnika mnożnikowego."

Spidi84
Gość
2 lata 28 dni temu

http://www.domosfera.pl/wnetrza/1,94387,16911519,Jak_sie_mieszka_na_8_m_kw____MIKROSKOPIJNE_MIESZKANIE_.html#BoxLS3img

Proszę jakie luksusy! Całe 8 metrów….
Świat ujemny ? o_O

(40 metrowa klita przy tym to faktycznie apartament :P )

Stefan
Gość
2 lata 28 dni temu

Banki odnotowały spadek popytu na kredyty mieszkaniowe w III kw. 2014 r., do czego – w ich opinii – przyczyniło się głównie korzystanie przez klientów z alternatywnych źródeł finansowania nieruchomości – podał Narodowy Bank Polski

PeCet
Gość
2 lata 28 dni temu
sing dst
Gość
2 lata 27 dni temu
A ja się boję, że nie starczy mieszkań i nie załapię się na kredyt :( W Polsce szacuje się przecież, że brakuje nawet do 5mln mieszkań. Pan Kowalik jako jeden z nielicznych szacuje to bardzo dobrze. Wyciąga logiczne wnioski:a) skoro mamy postępujący niż demograficzny (ubytek średnio 200tys. mieszkańców miast między 2014-2020 prognozowany przez raport GUS z października)b) dosyć niskie zarobki zarobki w Polsce (nie średnia, mediana)c) ucieczka młodych na zachódd) strasznie zmniejszająca się baza potencjalnych kupujących w wieku 15-64 lata (również raport GUS)e) strach przed 10% wkładem własnym (wzrost o 5%) który praktycznie wykluczy 99% kupującychf) malejącą w statystykach podaż… Czytaj więcej »
Coingeddon
Gość
2 lata 27 dni temu

Zapomniałeś o "problemie blokowisk z wielkiej płyty". Autor tego tekstu jest kabareciarzem :)

sing dst
Gość
2 lata 27 dni temu

No tak :) Kolejny kluczowy argument <: Zresztą tam kilka innych kwiatków było również :)

A ja swój wpis trochę skwasiłem bo miał być w 100% ironią, a część "argumentów" była prawdziwa a część z sarkazmem (czyli punkty e,f,g). To nie FB i nie da się edytować :D

Tak czy siak Kowalik moim nowym idolem.

k-dek
Gość
2 lata 27 dni temu

w sumie można skasować całość posta i podpiąć pod komentarz od nowa

Toughwork4U
Gość
2 lata 18 dni temu
Dopiero dziś znalazłem wolną chwilę, żeby przeczytać tekst z załącznika. Nie jest z tym tekstem tak źle, wnioski na poziomie podstawowym są prawidłowe: zdecydowana większość mieszkańców Polski nie może sobie pozwolić na zakup mieszkania po obecnych cenach rynkowych. Oddaje to nawet sam tytuł artykułu. Brak jest mieszkań dla ubogich. Autor nie podaje (być może rzeczywiście tego nie dostrzega), że bogaci i zamożni Polacy już niedługo nie będą potrzebowali nowych mieszkań, ponieważ ich liczba nie będzie znacząco rosła. Natomiast nie ma szans, aby w rozsądnym terminie ceny spadły na tyle mocno, aby na zakup mieszkania mogli sobie pozwolić ludzie o skromnych… Czytaj więcej »
PeCet
Gość
2 lata 27 dni temu
Tymczasem Ronson w wynikach za 3Q ujawnia rentowność inwestycji Młody Grunwald w Poznaniu, dostępnej w ramach MDM. Jest to jedynie 6,5% i za mało aby Ronson osiągnął zysk netto… Czy można z tego wysnuć wniosek, że deweloperzy taniej nie będą budować? Że jedyną konsekwencją spadku popytu będą bankructwa firm deweloperskich, konsolidacja rynku i w efekcie mniejsza podaż, ale nie obniżki cen nowych mieszkań? Dostosowanie cenowe może zachodzić poniżej pewnej granicy tylko na rynku wtórnym. Wtedy takie mieszkania sprzedawane są poniżej kosztu odtworzeniowego. Teoretycznie ceny na rynku wtórnym spaść mogą do zera. Natomiast na rynku pierwotnym graniczną wartością w długim terminie… Czytaj więcej »
Marcin
Gość
2 lata 27 dni temu

Tylko gdybam ale obstawiam, że mamy do czynienia z tzw. optymalizacja podatkową. Tzn. Taki deweloper jak Ronson wyprowadza zyski za granicę np. do raju podatkowego. Wówczas w sprawozdaniu zoptymalizowane zyski stają się kosztem i stąd niska rentowność w papierach.
Ponadto w gospodarce wolnorynkowej każda firma powinna dążyć zawsze do ograniczania swoich kosztów, nie zysków. Więc cena powinna być obniżana poprzez obniżkę kosztów działalności, a więc jest pole do obniżek.

Marcin
Gość
2 lata 27 dni temu

Ponadto jakoś dwa kilometry dalej, poza magiczną granicą miasta Poznania, da się budować mieszkania taniej niż 5000 / m2 to dlaczego nie da się na "Młodym Grunwaldzie"???

MaryJan
Gość
2 lata 27 dni temu

Jeśli już czytamy to może warto zwrócić uwagę na pewien zapis "Niekorzystnie na wyniki spółki wpłynęły również koszty sprzedaży i OGÓLNEGO ZARZĄDU, które pomimo zdecydowanego spadku przychodów, wzrosły z 5,7 mln PLN w 2Q’14 do 6,1 mln PLN w 3Q’14. Przełożyło się to na pogorszenie wskaźnika SG&A/przychody do 22,6%.". Może zamiast dzielić się dywidendą z akcjonariuszami lepiej dać sobie sowite premie, które również wchodzą w cenę m2 mieszkania.

PeCet
Gość
2 lata 27 dni temu
No ok MaryJan ale skoro już czytamy to zauważ że rentowność brutto osiedla Młody Grunwald wynosi 6,9%. a Koszty sprzedaży i ogólnego zarządu to na poziomie całej spółki i nie mają nic do rzeczy dla rentowności brutto osiedla… Takie są fakty. Ronson jedzie na stracie od jakiegoś czasu i ma nadzieje na wyjście na plus w następnym roku. Między bajki należy włożyć rentowności rzędu kilku dziesięciu procent. Faktem jest, że deweloperzy wchodzą z nowymi projektami, podaż rośnie, rentowności są jakie są. Jeśli obowiązkowy wkład 10% spowoduje znaczny odpływ klientów, wielu deweloperów popłynie. Ale ceny na rynku pierwotnym poniżej pewnych poziomów… Czytaj więcej »
k-dek
Gość
2 lata 27 dni temu
Uuu…"mimo wszystko MDM ma sens, bo zwiększa podaż mieszkań…" – moim zdaniem błąd w stwierdzeniu, MdM owszem zwiększa, ale POPYT i to na sztucznie zawyżonym poziomie cenowym – samo zastosowanie mnożnika 1,1 w stosunku do Wartości Odtworzeniowej – którą podają sami deweloperzy! – to niepotrzebne podbijanie programu socjalnego. I to w sumie bez względu na to, czy limity dopłat są powyżej średnich cen, czy poniżej w danym regionie. Jest to nienaturalne dotowanie popytu, a to zawsze źle odbija się na cenach, dla kupujących. Pod płaszczykiem zwiększania dostępności danego towaru, płaci się za niego znacznie więcej. Na przykładzie Lublina – MdM… Czytaj więcej »
Stefan
Gość
2 lata 27 dni temu

Jest jeszcze duży potencjał po stronie redukcji kosztów operacyjnych deweloperów i zakupu gruntów. Skoro spadnie popyt na grunty to i w miastach stanieją. Za 3,5 można budować.

MaryJan
Gość
2 lata 27 dni temu
Ja uważam, że jeszcze margines jest do spadków jest, zawsze można zamiast BMW X6 jeździć czymś za 100K, wypłacić sobie 13 pensję jako prezes, a nie 2mln itd., a przy okazji może więcej by zostało w Polsce podatków zamiast w Luksemburgu. Myślę, że klitka w bloku powinna wychodzić taniej niż m2 domu, a obecnie jest zupełnie odwrotnie. żeby zobaczyć skalę kosztów mieszkania proponuję wytapetować podłogi banknotami 50zł, a wyjdzie tyle samo ile obecnie wychodzi za m mieszkania u dewelopera. W Polsce wszyscy chcieli by się dorobić za jedno pokolenie, a na Świecie fortuny powstawały pokoleniami. Mamy dopiero "25 lat wolności",… Czytaj więcej »
PeCet
Gość
2 lata 27 dni temu
k-dek
Gość
2 lata 23 dni temu

i znowu, to samo :(
http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/bomba-demograficzna-tyka-rozbroja-ja-polacy-ze-wschodu,2056715,4199#iwa_block=business_news_one&iwa_item=1&iwa_img=1&iwa_hash=90982

…a deweloperka, pędzi na wyścigi, no i oczywiście "Taniej nie będzie, kupujcie!" "Stabilizacja, kupujcie!" "Po stabilizacji będzie drożej, kupujcie!" :)
http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/707218,1155903-Nowe-inwestycje-mieszkaniowe-w-Warszawie.html

Fakt, Warszawa to jedno z nielicznych miast, które będzie napływowe, przez najbliższe lata, ale na Warszawie Świat się nie kończy…

Marek Whisky
Gość
2 lata 23 dni temu
K.O.
Gość
2 lata 23 dni temu

Darmozjadom.. czyli – Agencjom kategorycznie DZIĘKUJEMY!

http://olx.pl/oferta/komfortowe-mieszkanie-m4-warszawa-targowek-bez-darmozja-czyli-CID3-ID58YAZ.html#5fda9a8d51

Bardzo fajne ogłoszenie:)

Toughwork4U
Gość
2 lata 22 dni temu

Najbardziej oszałamia ilość pokoi wyciśnięta z takiego metrażu…

anna.d
Gość
2 lata 23 dni temu
To oczywiste, że deweloperzy będą naganiać na wyższe ceny (żałosne jest raczej to, że robią to tak nieudolnie, że błędy rozumowania widzi nawet gimnazjalista, bo to wyrażnie mówi o tym, jak traktują przeciętnego klienta – jak ćwierćinteligenta oględnie mówiąc).Problemem są raczej ci, którzy kupują "bo taniej nie będzie", robiąc masę krytyczną do odtrąbienia wzrostów (Pojedyncze przypadki nie mają raczej znaczenia). Póki będzie kogo golić, deweloperzy będą to robić. Rynek wtórny stara się być sprytny i nie stracić (bo tam się nie sprzedaje masowo, a każdy uważa swoje jedno mieszkanie za okazję na deal życia), co statystycznie przekłada się na zamarcie… Czytaj więcej »
Coingeddon
Gość
2 lata 22 dni temu

"Młodzi Polacy boją się mieć dzieci. Nie mają tego w planach przez najbliższe 10-15 lat

Aż 80 proc. młodych Polaków biorących udział w badaniu zadeklarowało, że w ciągu 10-15 lat zdecydowanie nie chce mieć dzieci lub raczej nie chce. Tylko 12% osób stwierdziło, że planuje posiadanie dzieci (odpowiedzi: Raczej tak/Zdecydowanie tak)."

http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/834790,mlodzi-polacy-boja-sie-miec-dzieci-nie-maja-tego-w-planach-przez-najblizsze-10-15-lat.html

Xx Yy
Gość
2 lata 20 dni temu

http://pulsinwestora.pb.pl/3470204,47171,atal-planuje-oferte-publiczna-i-debiut-na-gpw-na-przelomie-2014-2015
"Prezes ocenia, że projekty spółki generują marżę brutto na sprzedaży rzędu ok. 30%. Szef firmy wskazał ponadto, że do końca tego roku wyda jeszcze ok. 45 mln zł na nowe działki."

To jest niesamowite – 30% zysku – bedzie z czego obnizac :)
Szkoda, ze jeszcze troche zostalo leminow oddajacych na kazde 100k – 30k :/

Na mieszkaniu za 400k deweloper zgarnia 120k :/
Zyjemy w przejebanym kraju koledzy :/

zeroxx
Gość
2 lata 17 dni temu

Chyba rynek wtórny zaczyna pękać przed LTV90% :) no i zaczynają dostrzegać, że tylko deweloperka coś sprzedaje.
http://renews.pl/uploads/Raporty/mieszkania112014.pdf

wpDiscuz