human-652821_640

Tygodniowy przegląd prasy

Z racji trwającej przeprowadzki oraz kilku innych życiowych zmian dzisiejszy wpis będzie nieco krótszy (a kolejne mogą pojawiać się mniej regularnie). Swoją drogą, może to ucieszyć tę część czytelników, którym nie starcza zwykle cierpliwości do przebrnięcia przez całe, przydługie wywody na tym blogu. Kto wie… może nawet deweloperzy, albo HB się ucieszą, że dajemy im wreszcie chwilę wytchnienia ;)

Nim znajdziemy więcej czasu na dokończenie (a właściwie to rozpoczęcie ;) kolejnych, nieco bardziej fundamentalnych wpisów, przyjrzymy się pokrótce, co tam ostatnio słychać w mediach głównego nurtu. Bo niby słychać jak zawsze to samo (lada moment ożywienie, ceny mają wzrosnąć, a mieszkań być może zabraknie już w tym roku), to jednak standardowa propaganda podawana jest w coraz to bardziej zmyślny sposób. Nadal nie ukazał się raport Amron-Sarfin za ostatni kwartał ubiegłego roku, a szkoda – dałby nam trochę konkretnych danych o rozmiarze akcji kredytowej w końcówce roku (zobaczylibyśmy, jaką furorę robiły kredyty z LTV100%), a w serca deweloperów i pośredników wlałby nadzieję na nadejście upragnionego ożywienia na rynku, na które biedni (chociaż to słowo akurat nie bardzo tu pasuje ;) czekają już od 5 lat. Zobaczmy więc, co ostatnio napisano o ożywieniu, przyszłych wzrostach cen i o kolejnym najlepszym momencie na kupno mieszkania.

Zaczniemy od naszego ulubionego prof. Łaszka (NBP). Całość arktykułu dostępna jest chociażby tu:

http://m.biznes.pl/ozywienie-na-rynku-mieszkan-ceny-wzrosna,5602827,1,2,news.html 

Z profesorem polemizowaliśmy już na tym blogu dwukrotnie (a wcześniej, przez długi czas, zgadzaliśmy się w ogólności z jego stanowiskiem – widocznie w temacie mieszkaniowym stanowisko profesora jest dużo bardziej „plastyczne” niż nasze). W swojej najnowszej publikacji profesor jakby nie potrafi się zdecydować, jak to właściwie jest (albo będzie) z tymi mieszkaniami.

Możemy przeczytać, że ceny mają rosnąć (wszak one zawsze mają rosnąć… zwłaszcza wtedy, kiedy rosnąć nie chcą), oferta ma się zmniejszać, a jednocześnie czytamy o stopach procentowych, które też mają wzrosnąć oraz o deweloperach, którzy mają niskie koszty budowy i niezłe wskaźniki ekonomiczne, co powinno zachęcać ich do budowania. Jeśli profesor nas czyta (chociaż nie mamy aż takich ambicji), to pytamy: jak to właściwie ma być z tymi cenami mieszkań? Te (aktualnie nadal wysokie) ceny jeszcze wzrosną i deweloperzy zaczną znowu więcej budować, czy może one jednak spadną tuż po tym, jak tylko wzrosną stopy procentowe i jeszcze bardziej ograniczone zostanie maksymalne LTV (rok 2015), a deweloperzy z czasem w ogóle przestaną budować, bo nie będzie dla kogo?

Nim uzyskamy odpowiedź, przyjrzyjmy się bliżej temu, co napisał profesor.

Już sam temat jest mocny:

„Ożywienie na rynku mieszkań, ceny wzrosną”

Jak pisaliśmy wielokrotnie, przy ogromnej (z punktu widzenia wielkości historycznych) ofercie deweloperów, obniżeniu stóp procentowych do historycznych minimów oraz naganianiu na ostatni moment na kredyt z LTV100%, sprzedaż deweloperom wzrosła (skala wzrostu w drugim półroczu względem pierwszego tylko utwierdza nas w przekonaniu, że czynniki „kredytowe” miały w tym zdecydowanie największy udział). Na rynku wtórnym jakoś ożywienia nie widać… gdyby takie zaistniało, na pewno dowiedzielibyśmy się o nim z ust Bartka T., który ostatnio jakiś taki milczący się zrobił…

Czy ceny od tego wzrosną? Statystycznie w danych z końcówki ubiegłego roku na pewno, biorąc pod uwagę porównanie do końcówki działania RnS w roku 2012. Ale śmiem wątpić, czy obecne, wysokie ceny naprawdę mogą wzrosnąć w obliczu bardzo dużej podaży, nawet w warunkach (chwilowo) wyjątkowo taniego kredytu.

„Sytuacja w polskim sektorze mieszkaniowym zmierza w kierunku ożywienia. Jednak dla konsumentów lepsze jest osłabienie koniunktury, bo wtedy kupują mieszkania taniej, tańszy jest też kredyt. Problem tylko wówczas w tym, że może nie mieć pracy i nie mieć za co kupić mieszkanie, a bank może mieć kłopoty i nie udzieli kredytu”

Co do pierwszego zdania… ona już tak zmierza w tym kierunku od końca 2008 roku i jakoś zmierzyć nie może. Wspominane czynniki kredytowe z drugiej połowy ubiegłego roku rzeczywiście rozruszały sprzedaż (deweloperom), ale wraz z ich zniknięciem szanse na ożywienie mogą zniknąć bardzo szybko.

Z drugą częścią się zgadzamy (trochę). Zakupów zawsze najlepiej dokonuje się w czasach największego kryzysu. Jednak ktoś, kto w czasie kryzysu nie jest w stanie znaleźć pracy i nie ma za co kupić mieszkania, raczej nie powinien go kupować nawet w czasach prosperity. Jak wiadomo, dzięki polityce banków centralnych okresy prosperity/kryzysów przeplatają się ze sobą w odstępie kilku do kilkunastu lat.

Dalej czytamy tak:

Podstawowym sygnałem ożywienia jest szybko topniejąca nadwyżka mieszkań deweloperskich, rosnące systematycznie wypłaty kredytów i rosnąca sprzedaż mieszkań deweloperskich.”

Zgadza się. Gdyby to wszystko było wynikiem nagłej poprawy w polskiej gospodarce (albo drugiego wejścia do Unii ;) to pewnie uwierzylibyśmy w ożywienie. Na razie wierzymy jednak tylko w potęgę kredytu (niskie stopy + LTV100%), obstawiając koniec „ożywienia” najpewniej już w pierwszej połowie tego roku.

„Wpływ na tą sytuacje ma poprawiająca się sytuacja gospodarcza (rosnące dochody, mniejsze obawy o utratę pracy), jednak podstawowe znaczenie mają armaty banku centralnego, czyli niskie stopy procentowe”

Tak, stopy procentowe to podstawa (fajnie, że tu się zgadzamy). Ale poprawiająca się sytuacja gospodarcza i rosnące dochody? Hello!? Rząd przejmuje nasze przyszłe emerytury (obligacje z OFE), budżet jest nowelizowany, likwiduje się progi ostrożnościowe, a pan profesor widzi poprawę w gospodarce. No nic, może to my jesteśmy ślepi.


Na potwierdzenie dostajemy nawet wykres:

W oryginalnym artykule nie ma oznaczeń czasowych na osi poziomej, jednak sądząc po zaznaczonej sprzedaży deweloperów, dane obejmują okres od początku 2007 roku. No i fajnie… dostępność kredytowa rośnie (czyli będzie ożywienie ;) Tyle tylko, że ja polecam nieco szerszy zakres danych:

Do dostępności kredytowej mieszkań z czasów największych wzrostów cen (lata 2004-2006) jeszcze nam bardzo daleko. Pamiętajmy, że wtedy ceny startowały z bardzo niskich poziomów (stąd tak wysoka dostępność), a o światowym kryzysie nie pamiętali już nawet najstarsi górale. Teraz sytuacja wydaje się być „nieco” inna ;)

Niskie stopy procentowe zniechęcają też do trzymania pieniędzy na kontach i zachęcają do zakupów, w tym mieszkaniowych. Jeżeli polscy konsumenci mają pieniądze, to generalnie lubią kupować mieszkania i mają tendencję raczej do nadmiernych zakupów mieszkaniowych”

Tak, niskie stopy zniechęcają do trzymania pieniędzy na kontach (pewnie chodziło tu o lokaty, bo na kontach nadal ludzie trzymają pieniądze – pamiętajmy, że próba wypłaty w gotówce nawet 10% depozytów natychmiast zakończyłaby się bankructwem całego systemu bankowego). W drugiej części jest pewna niespójność logiczna – skoro polscy konsumenci mają pieniądze i lubią kupować mieszkania, to dlaczego tego nie robili przez ostatnie kilka lat? Przecież z miesiąca na miesiąc nie przybyło im tyle, żeby starczyło na mieszkanie (chociaż niektórym pewnie przybyło, ale oni nie mają wpływu na rynek). O micie klientów gotówkowych pisaliśmy wielokrotnie. Jedyna sensowna motywacja do zamiany gotówki na mieszkanie w kraju takim jak Polska mogłaby się brać tylko z obaw o powtórzenie u nas wariantu cypryjskiego – ciekawe, czy taka możliwość jest oficjalnym stanowiskiem NBP ;)

Obecnie, z powodu niskich stóp, rentowność inwestycji w mieszkanie wygląda korzystniej od depozytu bankowego, zakupu obligacji skarbowych czy nawet jest porównywalna ze stopą zwrotu z inwestycji w nieruchomości komercyjne. Pamiętajmy jednak jeszcze o ryzyku związanym z taką inwestycją, w tym zwłaszcza związanym z ochroną lokatora i płynnością odsprzedaży.”

Z tą super rentownością polemizujemy od dawna. Dla typowego mieszkania w Warszawie nam wychodzi 3 do 3.5%. Rzeczywiście minimalnie lepiej niż na lokacie u Leszka. Ale w porównaniu z pozostałymi instrumentami, tak dobrze już nie jest (chyba że ktoś policzy rentowność najmu przy takich założeniach, żeby wyszło „to, co trzeba”). O ryzyku z lokatorami i problemie (braku) płynności pamiętamy. Pamiętamy też o tym, że stopy procentowe (a wraz z nimi oprocentowanie lokat/obligacji) wzrosną być może już niedługo, a „zysk” z wynajmu raczej nie wzrośnie (bo wynajem jest i tak w Polsce bardzo drogi). Dlatego od „inwestycji” w wynajem trzymamy się zdecydowanie z daleka, robiąc nawet rzecz zupełnie przeciwną ;)

Profesor na potwierdzenie swojej tezy raczy nas też wykresem. Ponieważ nic nie wiemy o przyjętych założeniach, to nie będziemy go komentować. Jeśli ktoś ma ochotę zrozumieć, o co w nim chodzi, to śmiało – może widać na nim coś odkrywczego, czego my nie jesteśmy w stanie dostrzec ;)



Wprawdzie podstawowe wskaźniki ekonomiczne firm deweloperskich (ROE, ROA) wyglądają bardzo nieciekawie, a wskaźniki giełdowe tak złe, jak obecnie były tylko w 2008, to jednak ocena wyprzedzająca powinna być pozytywna”

Wskaźniki giełdowe są na historycznych minimach w sytuacji spodziewanego ożywienia (i znacznej poprawy sprzedaży w drugiej połowie 2013 roku). No to rzeczywiście ocena wyprzedzająca powinna być pozytywna ;) Inwestorzy giełdowi jakoś nie podzielają optymizmu profesora – kto wie, może nas czytają i dlatego nie inwestują w świetlaną przyszłość producentów wyrobów mieszkaniopodobnych w wyludniającym się kraju? ;)

Opłacalność bieżącej produkcji jest bardzo przyzwoita (Wykres 3), a tendencje zmian cen materiałów budowlanych i robocizny bardzo umiarkowane (Wykres 4), co zapewnia utrzymanie niskich kosztów w najbliższej przyszłości.”

Opłacalność produkcji deweloperów zawsze była w naszej ocenie „przyzwoita” (marża na poziomie 40% to co prawda nie to samo, co w LPP, ale i tak nadal „nieźle” ;) Koszty budowy mają być niskie w przyszłości… ale zaraz, one są przecież wysokie! Przecież tylko dlatego deweloperzy nie mogą obniżyć cen! ;)

Profesorskie wykresy wyglądają tak:


Zwłaszcza ten drugi jest fajny (znowu nie ma dat, ale widać, że dane sięgają do 2003-2004 roku). Koszty budowy wzrosły od tamtego czasu o około 1/3, a ceny mieszkań mniej więcej dwukrotnie. No… prawie proporcjonalnie ;) I ten koszt za m2 – w Warszawie 2500 złotych, co jest zgodne z naszymi dawniejszymi rozważaniami na temat kosztów budowy w wybranych inwestycjach (u nas koszty były nieco wyższe, gdyż z reguły prezentowaliśmy wartości dla wysokich, nawet kilkunastopiętrowych budynków, tymczasem dane Sekocenbudu dotyczą, zdaje się, budynku 6-piętrowego).

Główny problem – brak popytu – powoli odchodzi w przeszłość. Jak podaje REAS, deweloperzy wycofują się z powszechnych wcześniej upustów cenowych. Skutkuje to przy braku znaczących zmian cen mieszkań nowowprowadzanych na rynek obserwowanym już na rynku warszawskim wzrostem cen transakcyjnych. Oznacza to jednak, że deweloperzy za chwilę będą zwiększać produkcję i to zarówno ci, którzy mają problemy (aby pokryć straty), i ci bez problemów (żeby zarobić)”

Powiedziałbym, że głównym problemem nie jest (na razie) brak popytu – głównym problemem są ceny zupełnie nieadekwatne do możliwości Polaków. O ile w przypadku bardzo niskich stóp procentowych więcej osób łudzi się, że je stać na mieszkanie, o tyle w momencie, w którym stopy były wyższe, takich złudzeń nie było i mieliśmy do czynienia z opisywanym brakiem popytu. W tej chwili popyt się zwiększył, co mnie osobiście bardzo smuci – kredyty brane przy WIBOR w okolicach 2.7% odbiją się czkawką wielu klientom i staną się drugą, po kredytach frankowych, bardzo niebezpieczną grupą „aktywów” polskiego sektora bankowego. Fajnie, że (podobno) są te wzrosty na rynku warszawskim… Bartek się chłopak ucieszy. Niestety profesor nie podaje, o jakie wzrosty chodzi. Jeśli o te, względem końcówki 2012 roku/RnS, to słabo. A czy deweloperzy będą zwiększać produkcję, to się szybko okaże – dokładnie wtedy, kiedy przekonamy się, czy całe to ożywienie to tylko wynik ostatniego dzwonka na kredyt bez wkładu własnego, czy jednak „prawdziwe” ożywienie, w które tu nie wierzymy. Tak, czy inaczej, na miejscu deweloperów bym się trochę pospieszył – za 2 lata możemy mieć już stopy procentowe dużo wyżej i pewnie znowu pojawi się ten nieszczęsny brak popytu (o ile brak czegokolwiek może się w ogóle pojawić ;)

Jaki z tego płynie wniosek? Nie zachowujmy się tak, jakby jutro miał się zakończyć świat, zwłaszcza przy zaciąganiu kredytów i zakupach mieszkań. To, że KNF nie do końca wprowadził jeszcze rozsądne normy dotyczące bezpieczeństwa kredytów mieszkaniowych (DTI, LTV) nie oznacza, że dzisiaj kredyty musimy zaciągnąć za wszelką cenę.” 

Dokładnie. Świat się pewnie nie skończy, a branie kredytów na 100%/95%/Mdm tylko dlatego, że zaraz coś się skończy, nigdy nie było dobrym pomysłem.

Większość kryzysów bankowych, to efekt sytuacji gdy kredyty zaciągnęły osoby, które ich nie powinny dostać, lub takie osoby, które dostały kredyty o wiele za duże. Pisałem o tym tydzień temu. Często dzieje się to właśnie w sytuacji niskich stóp procentowych. Ale pamiętajmy, samo mieszkanie też kosztuje, a według danych GUS około 20 proc. budżetów gospodarstw domowych to koszty utrzymania mieszkania. Jeżeli więc bank udzielił nam kredytu przy 40 proc. DTI (udział spłat kredytów w naszym budżecie), to nasze sumaryczne wydatki na mieszkanie to już 60 proc. budżetu. Nie łudźmy się też, że stopy procentowe będą niskie przez kolejne 15 czy 20 lat spłaty kredytu.”

Ech… znowu się zgadzamy. Może poza tym, że wg profesora większość kryzysów bankowych to efekt działań klientów. Większość takich kryzysów (jeśli nie wszystkie) to wynik celowej polityki (finansowej), prowadzonej przez świadomych bankierów (ewentualnie przez rządy), której poddają się nieświadomi klienci.

Fajnie, że coraz częściej w głównym nurcie pojawia się informacja o tym, że stopy procentowe nie zawsze będą niskie. Szkoda tylko, że perspektywa jakaś taka podejrzanie długa (15-20 lat… tymczasem stopy mogą znacznie wzrosnąć o wiele szybciej).

W Polsce uwzględniając prostą kalkulację (inflacja, podatek od odsetek, marża bankowa) i historyczne doświadczenia należy się spodziewać oprocentowania kredytów hipotecznych raczej na poziomie bliższym 7 proc., a czasami wyższym, a nie jak obecnie 5 proc. To oznacza, że rata odsetkowa w naszym kredycie wzrośnie nam zapewne o 40 proc.”

Krótko, zwięźle i na temat – wzrost stóp o 2 p.p. spowoduje wzrost „całej” raty o około 25%. Warto mieć to na uwadze, ponieważ w ciągu następnych kilku lat taka sytuacja wydaje się być praktycznie pewna.

Taki mechanizm – nazywany akceleratorem finansowym – jest znany na rynkach i już niejednokrotnie produkował „cuda gospodarcze” a potem kryzysy. Nie słuchajmy więc coraz głośniejszych znowu naganiaczy kredytowych, że to ostatnia okazja. Oni wezmą pieniądze za pośrednictwo, a z kredytem zostaniemy my. To wszystko jednak jak na razie jest jeszcze bardzo odległą perspektywą, dlatego tylko życzę rozsądnych, to jest nie za drogich zakupów.”

Naganiaczy/analityków/doradców zdecydowanie nie słuchamy, bo z nimi jest jak w tym powiedzonku: „Nie pytaj fryzjera, czy potrzebne jest strzyżenie”. Szkoda, że nie bardzo wiadomo, co jest tą bardzo odległą perspektywą… jeśli chodzi o kolejny poważny kryzys, to ja bym ją taką odległą nie nazwał.

Jak widać, u profesora Łaszka panuje pewien dysonans. Z jednej strony ożywienie, dobra dostępność kredytowa mieszkań (jak się weźmie odpowiedni zakres danych ;) świetlane perspektywy przed branżą deweloperską no i ceny, które mają rosnąć, a z drugiej ostrzeżenie przed perspektywą wzrostu stóp procentowych i kolejnym kryzysem bankowym. Nie wiem, jak dla profesora, ale dla nas mieszkania są wciąż za drogie – też byśmy chętnie przytulili jakieś miłe mieszkanko na Kabatach, ale 9.5 tys. złotych za m2 wydaje się być ceną „lekko” nieadekwatną ;)

Z interesujących artykułów ostatniego czasu polecam jeszcze ten:

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Ile-kosztuje-kredyt-Mieszkanie-dla-mlodych-3051575.html

Policzono tam dla różnych przypadków, o ile droższy jest kredyt w Mdm od zwyczajnego. Dla zainteresowanych szczegółami polecam przeczytać całość, a tu zacytuję tylko jedno zdanie:

„Mimo wyższego łącznego kosztu kredyt „Mieszkanie dla młodych” jest dla profilowych kredytobiorców bardziej opłacalny niż wyłożenie środków z własnej kieszeni. Przez 30 lat zapłacą oni o około 15 tysięcy złotych więcej w postaci odsetek, prowizji i innych opłat, ale otrzymają ponad 22 tysiące złotych w postaci dopłaty.”

Jak widać, Mdm to biznes życia (szkoda, że dla banku ;) Dostajemy od siebie, podatników, 22 tys. złotych, z czego 15 tys. zgarnia bank. To się nazywa program pomocy młodym Polakom. A poparcie dla rządu wciąż większe od zera… masakra.

Jeden z komentatorów podrzucił link do fajnej mapki – jak zmieniały się ceny w poszczególnych regionach Polski, w ciągu ostatnich 7 lat. Ciekawe, czy przypadkowo, czy może jednak mniej przypadkowo, mamy tam dane dopiero od 2006 roku.

http://forsal.pl/artykuly/777759,tak-tanich-mieszkan-jak-w-2006-roku-juz-nie-bedzie-mapa-dnia.html


Nasze wątpliwości zdaje się rozwiewać już sam tytuł: „Tak tanich mieszkań jak w roku 2006 już nie będzie”.

Twierdzą tak deweloperzy (co tylko dodaje wiarygodności temu stwierdzeniu ;) Czytamy tam:

Przedstawiciele firm deweloperskich mówią, że na powrót do cen z roku 2006 nie ma szans m.in. z powodu rosnących kosztów i coraz większych wymogów technicznych jakie muszą spełniać nowe budynki w zakresie energooszczędności.”

Jak rosną te koszty widzieliśmy na wcześniejszym wykresie NBP (nawet profesor Łaszek twierdził, że teraz koszty budowy są niskie ;) Poza tym, jeszcze niedawno mogliśmy wszędzie przeczytać, że mamy już ceny jak w 2006 roku ;) Także, jak widać, branża wciąż nie może się zdecydować, co z tymi cenami. Kiedyś miały być tylko wzrosty. Potem miała być stabilizacja. Teraz, zdaje się, mamy pewien przełom – deweloperzy sami twierdzą, że ceny mogą spaść… ale tylko trochę ;)

A tak tanio, jak w 2006 roku to już na pewno nie będzie! Bo nie! :)

Tylko… po pierwsze, w 2006 roku było już w większości miast drogo (2006 był rokiem największego procentowego wzrostu cen). A po drugie… co oni tak z tym 2006 rokiem? To jakaś magiczna data? A rok 2005, 2004 albo 2003 to co? Pies?

Dla tych, którzy twierdzą, że w 2006 roku było tanio i tak „tanio” już teraz nie będzie, przypomnę nieco starsze dane, które były już pokazywane na tym blogu:

Można by powiedzieć, że w 2003 roku było tanio… ale wtedy też wcale nie było tanio! Tanich mieszkań w Polsce nigdy nie było – takie będą dopiero za 20-30 lat.

Jak widać z kilku przytoczonych artykułów, produkcja propagandowa trwa. O ile HB/OF i Emmerson trochę jakby ostatnio wyluzowali (palmę pierwszeństwa w najbardziej bezsensownych „analizach” zdaje się ostatnio przejmować WGN Nieruchomości), o tyle w głównym nurcie wciąż dominuje koncepcja ożywienia i wzrostów cen (a nawet, jak już się coś przebąknie o spadkach, to one mogą być tylko minimalne i na pewno nie doprowadzą do „taniości” z roku 2006 ;)

Pozytywny jest za to fakt, że coraz częściej wspomina się o wzroście stóp procentowych. Kto wie, może kiedyś naprawdę zaczną pojawiać się obiektywne analizy… chociaż jak wspominał jeden z komentatorów – kto chciałby za takie płacić? Banki nie, pośrednicy nie, deweloperzy też nie. Dlatego na razie takie rzeczy tylko u nas ;)

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Wielka klasa autora.

Ryszardt
Gość
Ryszardt
2 lata 9 miesiące temu

True. Ja tez dziekuje za bloga, kto wie czy nie przegralbym zycia kredytujac sie ASAP. Zabawne swoją drogą jak mało jest komentarzy, które poddawałyby pod wątpliwość tez/analiz autora. To znaczy, że prawde mowi :D

W domach z betonu
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Ja tylko piszę to, co myślę. Czyli w sumie rzeczywiście piszę prawdę ;)

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

No mówi prawdę, że tanie mieszkania będą za 20-30 lat. Ale wtedy i tak dookoła będzie tylko jeden wielki dom starców. Bardzo ubogich starców.

z17

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
dokladnie osobiscie jestem mloda osoba zyjaca w warszawie i duzo moich znajomych rozglada sie za swoim M2 i o ile ogolnie zgadzam sie z punktem widzenia autora blogu –1) ceny zaleza od dostepnosci kretydu 2) ceny beda spadac tylko czy kazdy moze sobie pozwolic na czekanie , jeszcze rok i jeszcze rok i jeszcze i czy kazdy chce mieszkac tam gdzie spadaja (skoro spadaja to chyba nikt tam mieszkac nie chce ;) ) … Czasami tez odnosze wrazenie ze autor bloga przeszacowuje koszty kredytu a niedoszacowuje koszty najmu , sam wynajmuje i place za 60m2 – 2000zł + opłaty –… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

> taki pech ze człowiek urodzil na na szczycie gorki demograficznej

na tym polega górka demograficzna, że się w niej rodzisz :)

W domach z betonu
Gość
2 lata 9 miesiące temu
@z17 Pełna zgoda. Ale zanim doczekamy za te 20, czy 30 lat bardzo tanich mieszkań, najpierw będziemy mieli drogie (bardzo drogie już mieliśmy), potem trochę za drogie, później normalne, dalej przystępne, następnie dosyć tanie, potem tanie i na koniec bardzo tanie. Pytanie, kto się w jaki moment załapie. Jeśli kogoś stać, to absolutnie nie zniechęcam do załapania się w dowolny. @AnonimowyNie wydaje mi się, żebym przeszacowywał koszty kredytu, bo dane biorę po prostu z porównywarki. A co do wynajmu… wynajmuję mieszkania w Warszawie od 7 lat (4 bardzo różne) i widziałem już sporą liczbę ofert. Nie wydaje mi się też,… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
Na szczęście to już nie czasy PRLu ani lat 90-tych, kiedy Warszawa była jedynym miejscem dającym szansę na atrakcyjną pracę. Mam nadzieję, że nasz kraj jednak będzie rozwijał się w sposób zrównoważony (model zachodni), a nie wschodnio-fasadowy (vide Rosja i jej ogromna stolica). W kraju, gdzie teraz mieszkam ludzie dojeżdżają do pracy (stolicy) po 70-80 kilometrów dziennie bo cenią sobie życie w ciszy i zieleni, a przecież niektórzy pracują z domu i nie każdy musi do pracy jeździć codziennie. Dlatego myślę, że atrakcyjność Warszawy na tle innych miast będzie się obniżać. Część moich znajomych pomieszkała w Wawie przez parę lat… Czytaj więcej »
MaryJan
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Myślę, że dużo jest takich osób co u progu kariery chciało mieć "swoje" M, choćby i na kredyt, ale minęło kilka lat, a głowa się uspokoiła i doszła do wniosku, że lepiej mieć spokojny sen. Mieszkanie za bankowe to nie jest synonim bezpieczeństwa, raczej bardziej mi przypomina chomąto:D Lepiej rozwijać się i przeznaczyć odłożone pieniądze na swój rozwój lub biznes, choć jak patrzę na decyzje rządzących to mam wątpliwości czy chcę go robić w Polsce. Dobrze, że granice się otworzyły i mamy możliwość wyboru miejsca życia w przeciwieństwie do naszych rodziców.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Dziękujemy za kolejny wpis.
Ja co kilka odcinków zastanawiam się, czy wśród deweloperów nie panuje jakiegoś rodzaju zmowa cenowa. Skoro cena metra wacha się okolicach 3 tysięcy, a cena mieszkania wacha się w okolicach 6 tysięcy, to zasady wolnego rynku powinny trochę te wartości zbliżyć do siebie.

W domach z betonu
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Może rzeczywiście jest zmowa… któż to wie. Ale nawet, gdyby jej nie było, to po co sprzedawać coś za x, skoro klient chce zapłacić (pożyczyć) 2x? ;) Kiedyś chciał zapłacić (pożyczyć) x, więc za tyle się sprzedawało. Konkurencja na rynku niby jest, ale koszt w wejścia w ten biznes jest na tyle duży (nie tylko w kwestii finansowej), że jakoś o nowych, prężnych deweloperach od dawna nie słyszałem. A szkoda.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Świetny wpis,
dzięki.
Wdzięczny czytelnik.

W domach z betonu
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Dzięki za wszystkie pozytywne komentarze. Ale negatywne też można śmiało pisać :)

MaryJan
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Dopóki będzie rzetelnie, negatywnych komentarzy bym się nie spodziewał, chyba że lobby wynajmie "klakierów", takich jacy ostatnio pojawiają się na forach. Ponad to polecam ciekawy artykuł w dzisiejszej "wyborczej" miasta przyjazne dla młodych.
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,15470232,Miasta_przyjazne_dla_mlodych__Za_wysokie_ceny_mieszkan.html

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
Moim zdaniem w ciągu najbliższych 2 lat w Warszawie/Krakowie/Wrocławiu nie ma co liczyć na znaczący spadek cen mieszkań. Sporo obecnych 25-30 latków z górki demograficznej wciąż nie kupiło swojego M i przymierza się do zakupu. Również jest całkiem spora grupa ludzi, którzy zakupiła kawalerki w trakcie "boomu" i powiększająca się rodzina wymusza rozglądanie się za większym lokum. Ceny zaczną spadać prawdopodobnie dopiero kiedy banki zaczną wymagać 20% wkładu własnego. Przy rozsądnym rodzinnym mieszkaniu rzędu 60-70m2 to jest koło 100 000 PLN a to już niemała kwota, szczególnie biorąc pod uwagę że najczęściej przeprowadzkę zaczyna się od remontu :) Chyba warto… Czytaj więcej »
midas9
Gość
midas9
2 lata 9 miesiące temu
Stan Polski za 2 lata będzie o wiele groszy niż jest dzisiaj. Warto wiedzieć, że Polska jest skazana na powolną agonie. Nie będzie zarżnięta, ale będzie eksploatowana, podobnie jak kraje post-kolonialne, kraje afrykańskie. Nie mamy następujących czynników aby wyrwać się z post-kolonializmu:-innowacyjność (w PL jest zerowa, Polska jako 40 mln naród nie ma żadnej światowej marki, żadnego produktu znanego w Europie, nie licząc ogórków kiszonych i taniej siły roboczej).-"dobra" demografia (w historii świata żaden kraj, który zwija się demograficznie nie był w stanie gwałtownie i szybko wzbogać się, a Polskę czeka "demograficzne tsunami" i co ważne nikt już tego nie… Czytaj więcej »
Mazuryn
Gość
2 lata 9 miesiące temu

ja już się nastawiłem na kupno w momencie gdy będzie potrzeba posiadania 20% wkładu własnego – więc mój target to 2017 rok ale chyba z większym nastawieniem na 2018, gdy już wszystko będzie jasne ilu rzeczywiście Polaków będzie stać na wzięcie kredytu.
Nurtuje mnie głównie jedno odnośnie MDM i tego jakie jest prawdopodobieństwo, że wielkość dopłat będzie się zmieniała w czasie.
W Gdańsku skąd jestem ogromna ilość ludzi łapie się na to dofinansowanie.
Pytanie czy w kolejnych latach nie podniosą limitów i czy nie powiększą rocznej puli do wykorzystania?
Co Panie/Panowie o tym myślicie?

Pozdrawiam
Karol

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Może i tak będzie, ale nie zmienia to faktu, że MDM dotyczy wsparcia tylko rynku pierwotnego. Po 2017r. gdy wkład własny będzie obowiązkowy na 10% a pozostałe 10% trzeba będzie doubezpieczyć to rynek wtórny będzie to mocno odczuwał. MDM pokrywa wkład własny i zabiera przekierowuje na rynek pierwotny ludzi bez wkładu własnego. Dlatego po 2017r. każda transakcja na rynku wtórnym będzie wymagała sporego wkładu własnego zwłaszcza jak ktoś będzie chciał sprzedać podniszczone mieszkanie – bo tu będą potrzebne dodatkowe środki na remont.

Mazuryn
Gość
2 lata 9 miesiące temu

"Po 2017r. gdy wkład własny będzie obowiązkowy na 10% a pozostałe 10% trzeba będzie doubezpieczyć to rynek wtórny będzie to mocno odczuwał." a to nie będzie wymagane obligatoryjnie 20%??? myślałem, ze co rok 5% do góry idziemy :)

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Przy mieszkaniu o wartości około 300 tyś do remontu – potrzebne będzie jakieś 60 tyś wkładu własnego – 30 tyś obowiązkowy wkład własny, 20 tyś remont i z 10 tyś koszty transakcji. Dodatkowo droższy kredyt bo ubezpieczenie niskiego wkładu własnego.
Przy MDM – wkład na poziomie – 35 tyś – tj. 5 tyś koszty transakcji i około 30 tyś wykończenie – i mamy nowe mieszkanie. Ceny na wtórnym powinny spaść i to mocno.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Będzie wymagane 20%. Z tym że 10% klient musi mieć gotówki, a pozostałe 10% może ubezpieczyć jako niski wkład własny.

Mazuryn
Gość
2 lata 9 miesiące temu

czyli chcecie mi powiedzieć, że
2014 – możliwość ubezpieczenia niskiego wkładu własnego
2015 – wkład własny 5% + pozostałe 5% możliwość ubezpieczenia niskiego wkładu własnego
2016 – wkład własny 10% + możliwość ubezpieczenia pozostałych 5%
2017 – wkład własny 10% + możliwość ubezpieczenia pozostałych 10%

Dzięki za odp.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Tak mi się właśnie wydaje. Nie zmienia to jednak faktu, że 10% to tez sporo. Do tego dochodzą koszty notariusza, podatki, opłaty sądowe i ewentualnie koszty remontu czy wykończenia mieszkania. To już nie te czasy gdy brano kredyty na 130%. MDM wesprze rynek pierwotny, a rynek wtórny musi konkurować ceną.

marek
Gość
2 lata 9 miesiące temu

@Midas

pełna zgoda tak to wyglada u nas jako buforem.

Lukasz Kardas
Gość
2 lata 9 miesiące temu
"Również jest całkiem spora grupa ludzi, którzy zakupiła kawalerki w trakcie "boomu" i powiększająca się rodzina wymusza rozglądanie się za większym lokum." Mógłbyś przybliżyć szczegóły takiej operacji? Tzn. na górce kupowali kawalerki po 170-180tyś, teraz podobne kawalerki stoją i "się sprzedają" przez 3-4 miesięcy po cenie 130-140tyś, a ludzie od 4-5 lat spłacają po ~1tyś zł(w sumie ~ 4lata * 12 rat = 56tyś), mamy 56tyś z czego w pierwszym okresie kredytowania tylko ~15-20 tyś kapitału. Jeśli ją sprzedadzą to 4-5 lat spłacania idzie "w kibel". I nawet nie mówię tu o frankowiczach, dla których sprzedaż mieszkania bez dołożenia kilkudziesięciu… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

"Mógłbyś przybliżyć szczegóły takiej operacji? Tzn. na górce kupowali kawalerki po 170-180tyś, teraz podobne kawaler(…)"
Ludzie najczesciej te kawalerki zostawiaja i daja na wynajem. Poki co rynek wynajmu ma sie bardzo dobrze w Krakowie/Warszawie/Wroclawiu. Kawalerke wynajmuja, a sami z dziecmi probuja kupic cos wiekszego bardziej przyszlosciowego.

"Przy rozsądnym rodzinnym mieszkaniu rzędu 60-70m2 to jest koło 100 000 PLN"
A co tu zle licze? 20% wkladu wlasnego z 500 000PLN to wlasnie 100 000 PLN. A 500 000 to cena 60-70 m2 na Warszawskim rynku mieszkaniowym w tym momencie. Przy czym nie mowie o jakis prestizowych lokalizacjach i inwestycjach.

Encjusz
Gość
2 lata 9 miesiące temu

@Anonimowy19 lutego 2014 01:59

Niewiele banków zgadza się na operację w której mieszkanie pod wynajem podnosi zdolność kredytową. Przypuszczam że jeszcze mniej jest banków które są skłonne dać kredyt osobie która ma już jeden kredyt hipoteczny. Osobiście znam jedną parę które kupiła większe mieszkanie i mniejsze wynajęła a bank czynsz najmu dodał do dochodów, przy czym poprzednie mieszkanie nie jest obciążone kredytem.
Muszę porozmawiać ze znajomym który kupił mieszkanie w 2007 roku, obecnie zarabia 5x więcej niż wtedy i wciąż nie zmienił mieszkania, podejrzewam że głównym powodem jest garb kredytowy, ale nie jestem pewien.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
Tak, zgadzam się z powyższą diagnozą sytuacji niestety, ale jest konkretne światło w tunelu na kolejny cud nad Wisłą, tym razem w wymiarze ekonomicznym . Zostało jeszcze 6 lat do 100-nej rocznicy "Cudu nad Wisłą (tego militarnego)" i to jest wystarczający czas aby we właściwy n sposób to uczcić. Co mam na myśli poniżej:Na portalu http://niewygodne.info.pl/ (i nie tylko tam) czytałem, że Polska drenowana jest prze kapitał zachodni średnio na 100mld PLN rocznie (np.: markety zwolnione z podatków, dywidendy banków, koszty logo, usług na rzecz spółek matek, córek z siedzibą poza Polską itp….). Kwota wydaje się wiarygodna i znacząca. Jak… Czytaj więcej »
midas9
Gość
midas9
2 lata 9 miesiące temu
Tak, trzeba o tym pisać, gdzie tylko można! Musimy być świadomi, że Polska jest obecnie nie rządzona, ale ADMINISTROWANA! A to jest zasadnicza różnica. Dla gospodarki Niemiec – jedynej silnej gospodarki w Europie, Polska ma być buforem pomiędzy Niemcami, a Rosją. Tylko tyle…Tania siła robocza, dużo niewolników z kredytami na 30 lat (aby za bardzo nie miał kto fikać i robić rewolucji i "nawracać" niewolników). Rosjanie też się cieszą jak Polska jest słaba, tak było jest i będzie! Co z tego jak ceny mieszkań spadną i spadać będą w ciągu najbliższych 5-10 lat, skoro razem z tym spadkiem cen, będzie… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

I na popracie tez o drenowaniu gorący news z interii :) :

Czołowe banki Portugalii zanotowały w ubiegłym roku straty przekraczające 2 miliardy euro. To najgorsze wyniki w historii.

Z realiami kryzysu już trzeci rok z rzędu najgorzej radzi sobie właściciel Banku Millennium, BCP, którego straty sięgnęły tym razem prawie 750 milionów euro. Prezesi firmy mogą się jednak pochwalić dobrymi wynikami na rynkach zagranicznych – w Polsce, Mozambiku i Angoli. Na ponadpółmiliardowym minusie zamknęły rok także państwowa Generalna Kasa Depozytowa i Banco Espirito Santo, tuż za nimi jest bank Banif.

Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/gieldy/news/portugalia-zniknelo-prawie-cwierc-tysiaca-oddzialow-bankow,1994035,1844?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

I kolejny tylko z dzisiaj przykład drenażu – ile trzeba więcej przykładów aby zdać sobie sprawę, że jesteśmy Republiką Bananową Europy:

O koncesję na wydobywanie miedzi ze złoża pod Głogowem wystąpiła polska KGHM. Tymczasem resort środowiska w rządzie Tuska, prawo do eksploatacji wartego około miliard dolarów złoża, przyznał w niejasnych okolicznościach spółce Leszno Copper – kontrolowanej przez kanadyjski fundusz Lumina Capital Limited Partnership, a zarejestrowanej w Luksemburgu. Jej dyrektorem generalnym jest Stanisław Speczik, który do 2004 r. zajmował stanowisko prezesa KGHM.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Tylko uściślę: nie było żadnego "cudu nad Wisłą" – tylko normalne zwycięstwo. Normalne – wskutek dobrego przygotowania taktycznego, może trochę szczęścia… Żaden cud.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Przecież to metafora tj. wtedy się dało mimo bardzo mało sprzyjających okoliczności to i teraz też się da – poprostu trzeba w to uwierzyć, a jak wiara da tchnienie w działanie.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Polska zmienia się z roku na rok. Widać, że pięknieje. Niestety beton mentalny ciężko zmienić tak szybko jak zmienia się np. chodnik.
Polsce trzeba zmiany w głowach ludzi w podejściu do życia. Tutaj jeden drugiemu wilkiem. Niestety dopóki na szczytach władzy tak jest jak jest dopóty nic się nie zmieni.
A z mieszkaniami, jak ktoś nie potrzebuje to niech się wstrzyma. W końcu puszczą developerom zwieracze.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

W Polsce potrzeba zmiany mentalności a tej nie da się zmienić każdy chce mieć swoje i dlatego na pęknięcie bańki bym nie liczył.
To samo z deweloperami-ci doskonale wiedzą jak to działa i dopóki banki nie zakręcą kurka z ekstremalnie tanim pieniądzem korekty na rynku nie będzie a powolne spadki podsycane rządowymi programami typu RNS i MDM

Bartosz Schubert
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Ktoś się orientuje może czy istnieją przykłady realizacji projektów "deweloperskich" – mieszkań w zabudowie wielorodzinnej realizwoanych nie przez deweloperów a przez odsoby prywatne . chodzi mi o sytuację w której np. 10 rodzin zawiązuje stoważyszenie/spólkę ? które buduje bloczki wielorodzinne w których potem wszyscy mieszkają (w końcu odpada wtedy marża dewelopera … )

MaryJan
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Kiedyś analizowałem ten temat i myślę, że byłaby spora szansa na sukces, ale nie było odzewu ze strony ludzi. Może to był efekt braku zaufania do siebie potęgowany polską mentalnością. Jednakże nie poddaję się, szczególnie jak czytam wpisy na blogu. Wierzę, że kiedyś uda się skrzyknąć grupę ludzi, przecież każdy ma jakieś zdolności jeden jest budowlańcem, drugi adwokatem, trzecie pracuje w handlu etc. Każdy ma jakieś zdolności i przy odrobinie organizacji da się zorganizować cały proces budowy ewentualnie remontu.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Nie liczyłbym na to. gdyby to było możliwe, to już by było pełno takich spółek. Spójrz co się dzieje we wspólnotach mieszkaniowych.
Szybko by sie okazało, że ktoś buchnął kasę i kolejna afera.
Jeśli ktoś na czymś zarabia to bierze odpowiedzialność i tego pilnuje.

Artur Schubert
Gość
2 lata 9 miesiące temu

A może za granicą .. bez "polskiego piekiełka" ktoś tak robi ? Ciekawe dlaczego firmy budowlane się tym nie zajmują …

Artur Schubert
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Chyba ktoś coś w tym stylu robi http://www.openspace.iks-net.com.pl/ we Wrocławiu metr w cenie 2100 i wspólny remont (jeżeli dobrze zrozumiałem idee)

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

jak dla mnie DRAMAT , nie dość że górka demograficzna aktualnie przemija to większość z nad ubrana w kredyty 30-letnie.
Pewnie wielu analityków to przewidziało i zainwestowało w te wzrosty. Jedynie co mnie ciekawi czy w innych państwach podobnie z demografią, bo przecież tam run na hipoteki był identyczny jak u nas albo i większy

k-dek
Gość
2 lata 9 miesiące temu
http://serwisy.gazetaprawna.pl/nieruchomosci/artykuly/778922,raport-z-rynku-nieruchomosci-rekordowo-niskie-oprocentowanie-kredytow.html …no niech mi ktoś wytłumaczy ten bełkot :D "Jeśli wiadomo, że wszystkie odłożone pieniądze pójdą na wkład własny i koszty transakcyjne, warto na starcie złożyć wniosek o kredyt na wartość mieszkania wraz z kosztami wykończenia. Nie pojawi się później potrzeba zaciągania pożyczek gotówkowych, które są dużo droższe. Można też sprawdzić, czy wartość kupowanej nieruchomości nie jest wyższa niż cena jej zakupu. Jeśli tak będzie i bank weźmie to pod uwagę, to różnica między wyceną nieruchomości a ceną zakupu może być potraktowana jako wkład własny. Np. gdy na wycenie widnieje kwota 300 tys. zł a na umowie zakupu 270 tys.… Czytaj więcej »
k-dek
Gość
2 lata 9 miesiące temu
Kupując duże mieszkanie w CHF lub dom, zakładając, że nic nam się w życiu złego nie przytrafi co doprowadziłoby do zaprzestania spłaty (taki optymizm w zasadzie musi toważyszyć przy zaciąganiu kredytu w dowolnej walucie), że w Szwajcarii "zawsze" będą stopy % szurały po dnie wykresówże kurs CHF/PLN nie zaszaleje do absurdalnych wartości (a na przestrzeni lat, może okazać się, że w stosunku do siły nabywczej złotówki, wartość CHF zejdzie do rozsądnych wartości, tak aby nawet kredyt nadpłacić lub zamienić mieszkanie/dom na inny bez większej straty) …do póki nie wyjdziemy z tego interesu, tzn, nie zrealizujemy straty, która jest na dzień… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Jeżeli chodzi o dyskusje to może by gdzieś umieścić jakieś forum? I komentarze do artykułów żeby automatycznie tworzyły nowy wątek na forum, tak jak jest to zrobione na wielu portalach (gazety albo bankiera, żeby daleko nie szukać)

Lukasz Kardas
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Parę słów od analityka, więc jednak rośnie ;)

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Mieszkania-w-Polsce-o-10-drozsze-niz-rok-temu-3065280.html

analiza bez żadnych danych źródłowych.

Moim Skromnym Zdaniem
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Już dawno przestałem wchodzić na bankier.pl. Niestety portal zszedł na psy i kto zapłaci, może tam umieścić bzdury nie z tej ziemi…

k-dek
Gość
2 lata 9 miesiące temu

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,15501442,_Doradca__doradzil_tak__ze_kredyt_urosl_dwukrotnie_.html?biznes=lublin#BoxBizTxt

No cóż, nie wiem czy to nie jest początek końca odłamu imperium p.Leszka (LC Corp) czyli OpenFinance, Getin / (Metro) / Noble Bank

Jeszcze nigdy nie było tak dobitnego artykułu piętnującego "doradców"
Myślę, że dzisiaj zaufanie do firm wymienionych w artykule, spadło potężnie, nie tylko w kwestii udania się do oddziału, ale również w wyciąganiu wniosków z pokrętnych analiz m.in. nt. rynku nieruchomości.

Co innego fora i blogi internetowe co innego artykuł na pierwszej stronie portalu.

p.Leszek chyba zakwestionował kilka faktur za banery i ogłoszenia we wszystkich kanałach Agory S.A. – no to ma ostrzeżenie :D

Lukasz Kardas
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Uwaga Expert się wypowiada!!!

http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/707218,1089201-Czy-mieszkania-moga-byc-tansze.html
Szkoda, że oprócz słów nic więcej tam nie ma (danych), a sekudna szperania w internecie obnaża
kim jest ekspert i dla jakiej firmy pracuje.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
A co sądzicie o tym raporcie:http://www.nbp.pl/publikacje/rynek_nieruchomosci/ceny_mieszkan_12_2013.pdf Proszę zwrócić uwagę na str 12 na tabelkę numer 1 – ostatnia rubryka – ilość transakcji gotówkowych – pond 50%. Jak dla mnie te założenia są bez sensu i nie pokrywają się z rzeczywistością. Proszę również zwrócić uwagę na wykres numer 28. Kwoty udzielonych kredytów się nie zgadzają z tabelką numer 1. Czy w ogóle jest sens robić takie opracowanie jak w tabelce numer 1 – wszystkie te średnie w ogóle nie mają pokrycia z rzeczywistością. Poza tym w jednym raporcie korzysta się z różnych metod i źródeł i to zaciemnia obraz. A potem… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
Nawrzucali tych wykresów jeden przy drugim byle tylko zająć miejsce. Podejrzewam, że ci którzy to pisali nawet tego nie weryfikowali. Wiem jak jest w urzędach bo pracowałem. W ogóle to wniosek nasuwa mi się tylko jeden. Polska zaczęła istnieć od 2006 czasem od 2005. Wcześniej nie wiem co się działo z tym krajem (choć nawet raz ujrzałem 2002 na wykresie, więc jakby był). Szczerze, to jak dla mnie mogą sobie porobić miliony takich opracowań z których niewiele wynika. Dane wyjściowe są agregowane na podstawie wejściowych, a te mogą być jakiekolwiek. Ja wiem tylko jedno. Nie kupuje się mieszkań przy niskich… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Porównajcie sobie wykres dla danego miasta nr 37-40 do wykresu nr 44 – chodzi o koszty – niezła rozbieżność wychodzi i chyba o dane z REAS :)

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu
Problem polega na tym, że nikt nie oczekuje od czytających analizy publikacji. Chodzi o to, żeby pojawił się jakiś tekst, koniecznie z tytułem sugerującym stan pożądany przez sponsora publikacji (najczęsciej dewelopera, pośrednika czy bank), żeby później można było powoływać się na te wpisy w następnych publikacjach i tworzyć wirtualną rzeczywistość., w skrócie opisywaną jako "kupujcie, bo taniej nie będzie". Taki PR obliczony na brak refleksji i starą metodę propagandy ćwiczoną (niestety z sukcesami) od czasu Goebbelsa. Co jakiś czas w celu uwiarygodnienia dodaje się jakąś quasi-ekspercką publikację. Na szczęście autorzy nie są zwykle w stanie konsekwentnie popierać swoich naczelnych tez… Czytaj więcej »
Mateusz Kłos
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Dziękuję za otworzenie mi oczu na pewne sprawy ! Mam propozycje następnego wpisu – jak zmiana waluty z PLN na EUR może ew. wpłynąć na wysokość raty. Pozdrawiam Serdecznie

Lukasz Kardas
Gość
2 lata 9 miesiące temu

http://www.ekonomia.rp.pl/artykul/706205,1089506-11-mln-domow-stoi-pustych-w-Europie.html

"11 mln domów stoi pustych w Europie. To ponad dwa razy więcej niż potrzeba, by pomieścić wszystkich bezdomnych w UE"

"To nieprawdopodobne. To olbrzymia liczba. Te dane będą szokiem dla zwykłych ludzi. Domy buduje się przecież, by w nich ktoś mieszkał. Jeśli nikt nigdy w nich nie mieszkał, to coś złego dzieje się z rynkiem nieruchomości – twierdzi David Ireland, prezes organizacji charytatywnej Empty Homes."

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

chciałbym poprosić autora o wpis dotyczący analizy wpływu wstąpienia do strefy euro na ceny mieszkań.
MArcin

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Powinno tu być chyba korzystne dla kredytobiorców. Kurs przejścia nie ma aż tak wielkiego znaczenia – bowiem zarówno zobowiązanie kredytowe, jak i nasze zarobki zostaną przeliczone po tym samym kursie. Oprocentowanie powinno spaść – bo stopy procentowe w UE są bardzo niskie, a marże kredytów złotówkowych są, chyba wyższe niż walutowych. Tylko ciekawe co na to banki ???? Ciekawe czy w umowach kredytowych są ewentualne klauzulę na taką okoliczność – bo takie "przymusowe przewalutowanie na euro" mogłoby być dla nich niekorzystne, jeśli marże kredytów złotówkowych automatycznie stałyby się marżami kredytu w euro. Czy się mylę ?? Jak sądzicie ??

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Miało być, że marże kredytów złotówkowych są niższe niż kredytów walutowych

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

Wtedy to dopiero byłoby widać różnicę pomiędzy obecnymi kredytami w CHF, a kredytami złotówkowymi przeliczonymi na Euro – kredyty miałyby podobne oprocentowanie, ale kwoty kredytów do spłaty w stosunku do zarobków byłyby diametralnie różne. Raty obecnych kredytów złotówkowych po przeliczeniu na Euro spadłyby znacząco, raty kredytów w CHF pozostałyby bez zmian i byłyby znacząco wyższe przy tej samej kwocie pierwotnie zaciągniętego kredytu w latach boomu.

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 9 miesiące temu

A co do przyszłych kupujących to przyjęcie Euro wpłynęłoby na większą zdolność kredytową, a co za tym idzie większą kredytową dostępność mieszkania, teoretycznie powinno to wpłynąć na wzrost cen nieruchomości – ale patrząc na inne czynniki opisywane na tym blogu raczej to nie nastąpi. Po prostu łatwiej byłoby ludziom w przyszłości kupić mieszkanie i być może nie obciążałoby to tak budżetu domowego jak dzisiaj. Kredytobiorcy z okresu boomu byliby mocno rozżaleni – nie dość, że tańsze mieszkania, to jeszcze dodatkowo tańsze kredyty.

exter
Gość
exter
2 lata 9 miesiące temu
Może ja czegoś nie rozumiem, ale prof. Łaszek kolejny raz napisał coś dziwnego (http://biznes.pl/magazyny/nieruchomosci/mieszkania/dobra-sytuacja-w-branzy-ceny-powinny-rosnac,5605124,magazyn-detal.html): "Tym, co zwraca uwagę w raportach NBP i AMRON, to dane o akcji kredytowej agregowane według różnych źródeł oraz w różny sposób. Wypłaty kredytów są stabilne z niewielką w ostatnich miesiącach tendencją wzrostową, rośnie z roku na rok liczba podpisanych umów kredytowych (dane SARFIN, wykres 1) oraz ich wartość." poniżej jest wykres prezentujący wartość podpisanych umów kredytowych – od 2011 nie widać "wzrostów z roku na rok". Skoro oba parametry rosną (liczba podpisanych umów i ich wartość) to sumaryczna kwota zadłużenia powinna być wyższa. Z wykresu… Czytaj więcej »
zeroxx
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Tutaj odpowiedź.
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Kiepska-sprzedaz-hipotek-kupujemy-za-gotowke-3068246.html

Czekamy jeszcze na raport Amron w wersji bo na razie jeszcze nie udostępnili.

exter
Gość
exter
2 lata 9 miesiące temu

Dziękuję za link, faktycznie odsłania trochę więcej. Jednak chodziło mi o niespójność między tekstem prof. Łaszka a wykresem, który w tym artykule jest załączony. O ile jestem w stanie zrozumieć ludzi żyjących z naganiania i kreowania rzeczywistości, to osoba z tytułem profesora powinna trzymać się faktów i być spójna w swoich wypowiedziach.

k-dek
Gość
2 lata 9 miesiące temu

Jak widać, z linka z bankier.pl, czasy są trudne, więc naganiacze "upomnieli się" też o prof.Łaszka -> kolejny wpis Autora Bloga "Dlaczego?" i akapit o NBP, wykres z 2009r. i ujawniona marża deweloperska i wykres z 2013r. bezczelnie zmieniona wartość,

NBP dołączyło do wszystkich "niezależnych" opiniotwórczych źródeł wiedzy

Credit Cash
Gość
1 rok 6 miesiące temu

Czy potrzebujesz pilnie pożyczki? jesteś w długach? Czy potrzebujesz natychmiastowej pożyczki na finansowanie firmy ?, czy odmówiono przez bank, nie martw się więcej, nasze usługi są szybkie, łatwe i bezpieczne pożyczki obecnie w każdych okolicznościach. Pożyczyć do 2000 dolarów – 1,000.000 $ już dziś! Informacji, skontaktuj się z nami e-mail kredytu w tym: noramildred.loans@hotmail.com

Uwaga: Można się spodziewać wstępną odpowiedź i finansowania w ciągu 24 godzin

Pozdrawiam.
Pani Nora

wpDiscuz