Światełko w tunelu, czy zwyczajny dupochron?

Ostatnio coraz bardziej modny staje się temat kredytów ze stałym oprocentowaniem – coś, co w cywilizowanych krajach od dawna jest standardem lub jest przynajmniej bardzo popularne. O ile zawsze twierdzimy, że nasza zielona wyspa nie jest krajem szczególnie wyjątkowym i zachodzą na niej takie same procesy na rynku mieszkaniowym, jak gdzie indziej (tak samo powstają bańki, takie same są ich powody), o tyle w przypadku oprocentowania kredytów nasz kraj wyróżnia się w sposób wybitny (jak łatwo się domyślać, nie jest to bynajmniej wyróżnienie na plus).

Jak jest?

W Polsce praktycznie 100% kredytów udzielanych jest na zmienny procent i można by odnieść mylne wrażenie, że tak jest wszędzie. Tymczasem wszędzie jest inaczej, co widać na poniższej tabeli pochodzącej stąd

Nawet w Rumunii, czy na Węgrzech, których nikt specjalnie o wielką normalność na rynku mieszkaniowym by podejrzewał, występują kredyty z mniej lub bardziej stałym oprocentowaniem. Tymczasem u nas to zupełna abstrakcja. Nie jest zatem dziwne, że prędzej czy później i nasz rynek zacznie zmierzać w kierunku normalności (za taką należy uznać umowę kredytu, w której jest napisane, ile dokładnie trzeba będzie spłacić, a nie tak, jak jest to teraz – wiadomo, ile lat trzeba będzie spłacać, ale nie wiadomo jaka to będzie kwota).

Jak ma być?

Aby zmienić ten (niekorzystny?) stan rzeczy, KNF planuje zmusić banki do kilku rzeczy. Na razie opublikowała projekt znowelizowanej Rekomendacji S, który ma za zadanie sprowokować banki do zaoferowania Polakom prawdziwych(?) kredytów ze stałym lub częściowo stałym oprocentowaniem. Całość, która jest wyjątkowo nudna, można znaleźć tu:

https://www.knf.gov.pl/knf/pl/komponenty/img/projekt_znowelizowanej_Rekomendacji_S_62603.pdf

Rekomendacja ma skłonić banki do oferowania kredytów ze “stałą” stopą procentową, przy czym owa stałość ma być niekrótsza niż 5 lat (oczywiście obok tego nadal będzie można oferować typowe kredyty ze zmiennym oprocentowaniem). Co ciekawe, nowa oferta ma być skierowana także do aktualnych kredytobiorców, co pozwala mieć nadzieję, że nie jest to tylko działanie pokazowe i mogłoby rzeczywiście przynieść komuś korzyści w czasach rekordowo niskich stóp procentowych, które mają spory potencjał wzrostowy i znacząco mniejszy potencjał spadkowy.

Obok stałego oprocentowania (które nie jest niestety tak naprawdę stałe, o czym dalej), rekomendacja ma wprowadzić tzw. opcję “klucz za dług”, czyli coś, co postulowaliśmy od zawsze – pozbycie się kredytu w zamian za oddanie bankowi mieszkania, które było jego zabezpieczeniem (w aktualnym “porządku prawnym”, jak się już nie chce spłacać kredytu mieszkaniowego, trzeba oddać bankowi całą pożyczoną kwotę, nawet wtedy, gdyby to oznaczało pozbycie się ostatniej skarpety, a jedynym “ratunkiem” jest ogłoszenie upadłości konsumenckiej). Niestety możliwość oddania mieszkania (która powinna być absolutną podstawą każdego kredytu hipotecznego) nie będzie dostępna dla tych, którzy są już szczęśliwymi “posiadaczami kredytu” – będzie to zupełnie nowy, jak to mówią bankowcy, “produkt”, dodatkowo obwarowany specjalnymi warunkami (tak, aby w razie czego bank nie był stratny). Aby uzyskać możliwość zwrotu mieszkania w zamian za pozbycie się kredytu, trzeba będzie spełnić kilka podstawowych warunków:
a. zapewnić co najmniej 30% wkładu własnego – ten warunek pokazuje, w imię czyjego bezpieczeństwa działa nadzorca. 30% to wystarczająco dużo, żeby klient zwracał klucze bardzo niechętnie (w końcu pozbycie się 30% ceny mieszkania, plus to, co się potem spłaciło, to silny demotywator), a z drugiej strony daje to niezłe zabezpieczenie bankowi na wypadek wymuszonej sprzedaży/windykacji lub zauważalnego spadku cen
b. osiągać dochody wyższe niż średnia i spełniać bardziej restrykcyjne wymagania, jeśli chodzi o zdolność kredytową – to znowu pokazuje, o czyje bezpieczeństwo tu chodzi. Kredytobiorcy o niskich dochodach i gorszej zdolności kredytowej (czyli biedniejsi) powinni wg KNF zaciągać kredyty nawet na 90% wartości mieszkania, a ci bogatsi na 70% (tymczasem powinno być chyba zupełnie na odwrót?). A chodzi oczywiście o to, aby z tego “produktu” korzystali tylko ci, którzy i tak nie skorzystają z jego najważniejszego elementu (czyli zwrotu kluczy), bo zwyczajnie z dużym prawdopodobieństwem uda im się spłacić kredyt bez komplikacji (pamiętajmy, że opcja “klucz za dług” z zasady musi być droższa niż “normalny” kredyt)
c. maksymalne obciążenie ratą (DTI) może wynosić 35% – ten punkt idzie dokładnie z duchem poprzednich. Opcja ratunkowa w postaci zwrotu kluczy ma nie być dostępna dla tych, którzy mają dużą szansę jej potrzebować (bo płacą np. teraz ratę w wysokości 50% swoich dochodów), a ma być dostępna dla tych, którzy i tak mają jeszcze sporą rezerwę (czyli kompletny absurd z punktu widzenia klienta).

Wszystko przez rezerwę

W proponowanej rekomendacji wyraźnie widać, że nadzorcy chodzi głównie o bezpieczeństwo banków. Nawet stałe lub częściowo stałe oprocentowanie kredytu, które wydaje się być korzystne dla klienta, jest korzystne także dla banku. W uzasadnieniu do rekomendacji znajdziemy sugestię, że wprowadzenie kredytów na stały procent pozwoli uzyskać wyższą i jednorodną jakość kredytów, co z kolei pozwoli na przekształcenie takich kredytów w “paczki” i sprzedawanie tych paczek dalej na rynku (od lat ćwiczą to Amerykanie w postaci papierów MBS, co pośrednio doprowadziło do ostatniego kryzysu i upadku Lehman’a). Zaleta tego jest taka, że bank (hipoteczny?) staje się poniekąd tylko pośrednikiem przy udzielaniu kredytów – sprzedaje kredyt, zgarnia prowizję, pakuje ileś tam kredytów w paczkę, agencja ratingowa wystawia temu jakąś ocenę z kapelusza i można to dalej sprzedać jako papier wartościowy, pozbywając się jakiegokolwiek ryzyka, że ktoś czegoś nie spłaci (ryzyko bierze na siebie nabywca takiego szitu). Kredyty ze zmienny oprocentowaniem są znacznie bardziej ryzykowne (bo zdolność kredytową liczy się wg oprocentowania aktualnego, a nie przyszłego, bo przyszłe jest zwyczajnie nieznane), więc czegoś takiego nikt specjalnie kupić nie chce i w zasadzie jedynym sposobem na udzielanie takich kredytów są depozyty w typowych bankach depozytowo-kredytowych. W przypadku kredytów na stały procent mają szansę rozwinąć się banki hipoteczne, które korzystając np. z listów zastawnych (na stały procent), będą mogły takich kredytów udzielać, przenosząc całe ryzyko z posiadaczy depozytów z zwykłym banku na nabywców takich listów.

Całe zamieszanie bierze się oczywiście z natury systemu rezerwy cząstkowej – ponieważ praktycznie cały pieniądz pochodzi z długu (a więc praktycznie wszystkie depozyty istnieją tylko dlatego, że ktoś zaciągnął dług i obiecał go spłacić), to w przypadku braku spłaty pieniądze oparte na takim długu zwyczajnie przestają istnieć. Jeśli są to pieniądze nabywców listów zastawnych, czy papierów MBS, to pół biedy –  jest chęć zysku, musi być też ryzyko. Jeśli natomiast są to pieniądze Kowalskiego, który w całym procederze uczestniczy zupełnie nieświadomie, bo po prostu ma jakieś tam pieniądze na koncie, to pojawia się poważny problem dla całego systemu – utrata depozytów momentalnie eliminuje zaufanie do całego systemu i ludzie ruszają do banku po pieniądze. A że tych pieniędzy tam nie ma (gotówka stanowi w Polsce mniej więcej 10% całej podaży pieniądza, a przecież większość z tej gotówki jest w obrocie, a nie w kasach banków!), to raz dwa upada cały system bankowy (ćwiczyli to Cypryjczycy i Grecy na dwa dość różne sposoby, z których żaden nie zakończył się zbyt dobrze dla posiadaczy oszczędności). Być może spodziewając się problemów na rynku mieszkaniowym, które to problemy z racji natury systemu rezerwy cząstkowej mają szansę wysadzić w powietrze cały sektor bankowy, nadzorca chciałby przerzucić możliwie dużą część ryzyka ze zwyczajnych deponentów na profesjonalnych inwestorów (jak nie będzie chętnych na cały ten szajs, to zawsze można do tego ustawowo przymusić OFE, czy OFE-bis w postaci PPK).

Zakład o stopę

Kredyty na stały procent mają być oferowane z różną długością owej “stałości”, ale musi to być co najmniej 5 lat. W praktyce będą to pewnie wartości od 5 do 10 lat (trudno znaleźć głupiego, który chciałby sfinansować 30-letni kredyt ze stałym oprocentowaniem w takim kraju jak Polska zwłaszcza, że nawet w USA bez quasi-rządowych organizacji typu Fannie Mae, czy Freddie Mac, byłoby to bardzo trudne). Wniosek z tego jest taki, że 25-letni kredyt z tym nowym “stałym” oprocentowaniem będzie tak naprawdę nadal kredytem z oprocentowaniem zmiennym, tyle że zmiana nie będzie zachodziła, jak teraz, co miesiąc czy kwartał, tylko raz na 5-10 lat. Trudno powiedzieć, czy to jakoś znacząco wpływa na ostateczne ryzyko kredytobiorcy – na pewno zmniejsza ryzyko w początkowej fazie spłaty, w sumarycznym rozrachunku ryzyko wydaje się być jednak dosyć zbliżone. Dodatkowo, cała zabawa ze stałym oprocentowaniem nadal pozostaje tak naprawdę zakładem o wysokość stóp procentowych w przyszłości, w których dodatkowo kredytobiorca obstawia, że stopy w ciągu najbliższych lat nie spadną (teraz obstawia po prostu, że stopy nie wzrosną na tyle, żeby dług go rozłożył). Jeśli spadną, na kredycie ze stałym oprocentowaniem przez x lat, będzie oczywiście w plecy. Można by potencjalnie taki kredyt refinansować (czyli… jeśli stopy spadną, zaciągamy kolejny kredyt ze “stałym”, tym razem niższym, oprocentowaniem i spłacamy stary), ale przed tym nadzorca zabezpiecza banki – być może nie będzie tego można zrobić w ogóle, być może (co jest bardziej prawdopodobne) będzie to podlegało zniechęcającej opłacie.

Jak wspominaliśmy, kredyt z okresowo stałym oprocentowaniem (a takie będą dominować) jest zakładem o stopę procentową i ma sens raczej tylko w czasach, kiedy stopy procentowe ogólnie rosną. Jeśli spojrzymy na polskie stopy procentowe z ostatnich kilkunastu lat, to bardzo ciężko znaleźć tu moment, w którym wzięcie kredytu z oprocentowaniem stałym na 5 (a tym bardziej 10) lat, byłoby korzystne dla klienta:

Jeśli w długiej perspektywie stopy procentowe spadają, to kredyty z okresowo stałym oprocentowaniem prawie zawsze będą mniej korzystne niż ze zmiennym (a pewnie i tak będą miały wyższą marżę), o ile oczywiście nie można ich refinansować w dowolnym momencie. Jeśli natomiast stopy będą przez wiele lat rosły, wtedy sytuacja się odwróci. Widać więc, że decyzja: okresowo-stałe, czy całkowicie zmienne oprocentowanie, jest kwestią obstawienia wysokości stóp procentowych w przyszłości. Ponieważ większość osób nie wie nawet, co to jest stopa procentowa, to wydaje się, że wynik takiego rozstrzygnięcia będzie taki, jaki okaże się być korzystniejszy dla banków, które mają ogromne możliwości marketingowe i dziwną chęć do wykorzystywania ogólnej niewiedzy z zakresu makroekonomii (patrz kredyty frankowe).

Ile to ma kosztować?

No właśnie… nie wiadomo, czy kredyt z okresowo stałym oprocentowaniem będzie w ogóle korzystny dla klienta, ale wiadomo prawie na pewno, że na wejściu będzie droższy od tego z oprocentowaniem zmiennym (nie mówiąc już o opcji “klucz za dług”, która będzie jeszcze droższa). Tak jest prawie w każdym kraju – im dłuższy okres stałego oprocentowania, tym jest ono wyższe:

Suma wszystkich korzyści… dla banków

Podsumowując pomysł KNF – wygląda to jak próba ucywilizowania rynku kredytów hipotecznych, ale jest to bardziej pół kroku, niż krok do przodu. Opcja, w której możemy oddać klucze w zamian za pozbycie się długu, jest obwarowana tyloma dodatkowymi obostrzeniami, że w praktyce tylko nieliczni będą mogli z niej skorzystać, a spośród nich tylko “wybitne” jednostki rzeczywiście oddadzą klucze – reszta po prostu normalnie spłaci kredyt, bo inna możliwość będzie wyjątkowo nieopłacalna. Z tego powodu tym aspektem rekomendacji można się w zasadzie nie zajmować, a szkoda, bo możliwość zwrotu mieszkania i pozbycie się długu powinno być w kredycie hipotecznym rzeczą oczywistą – zrzucałaby ona część ryzyka na banki, które przestałyby liczyć zdolność kredytową (przy najniższych stopach w historii!) na 9-krotność rocznych dochodów, tylko wreszcie podchodziły do tematu sensownie. Tyle tylko, że statutowym zadaniem KNF nie jest dbanie o dobro Kowalskiego, tylko o “stabilność sektora finansowego“, czyli o to, żeby Kowalski brał na swoje barki całe ryzyko, a banki nie mogły z tego powodu zrobić sobie kuku.

W przypadku kredytów ze stałym oprocentowaniem, które stałe jest tylko z nazwy, bo będzie stałe przez 5, czy 10 lat, całe to zamieszanie będzie miało małe przełożenie na sytuację Kowalskiego, bo 2/3 Kowalskich kamikaze bierze kredyty na 25 lat lub więcej, więc dla nich w praktyce oprocentowanie i tak pozostanie zmienne (a jedynie pozbawione chwilowych wyskoków w tę, czy we w tę). Za to bankom może pozwolić zdjąć część ryzyka z banków depozytowo-kredytowych i przenieść je na barki głup… znaczy inwestorów, którzy kupią papiery oparte na takich kredytach. Jedynie w przypadku kredytów na krótszy okres, który obejmie cały czas oprocentowania stałego, zmiana będzie zmianą praktyczną – tyle że nadal nie wiadomo, czy korzystną dla klienta (bo musi on obstawiać przyszły wzrost stóp procentowych).

Obecne działania KNF przypominają trochę dawną wersję Rekomendacji S o kredytach w walutach obcych (z 2006 roku), która miała niby ograniczyć kredytowanie tego typu, podnosząc wymagania w kwestii liczenia zdolności kredytowej o 20% oraz dodając trochę papierologii do umów kredytowych. Jak to się skończyło, wiemy wszyscy – kiedy frank był najtańszy w historii, 3/4 kredytów zaciągano właśnie w tej walucie. Tym razem KNF też coś niby robi, żeby nie było, że nie robiła, jak już stopy wzrosną i pojawią się problemy.
Paradoksalnie, zanim cały proces się “przeprocesuje” i rzeczywiście pojawią/upowszechnią się kredyty z częściowo stałym oprocentowaniem, stopy mogą już zdążyć wzrosnąć i narobić sporo szkody. Wtedy się stwierdzi (przy wyższych stopach), że kredyty ze zmiennym oprocentowaniem to samo zło (tak, jak frankowe) i może się ich zwyczajnie zakaże (tak, jak przy franku po 3.50 – 3.80). I znowu będzie pod górkę – tak, jak można było brać kredyty we frankach po 2 złote, a nie można po 3.80, tak też może być z oprocentowaniem – można brać ze zmiennym przy historycznie niskich stopach, ale czy będzie można nadal takie brać, jak już stopy wzrosną i będą miały wreszcie jakiś poważny potencjał spadkowy?

Podziel się z innymi
  • 12
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
wojciech kordos
Użytkownik
Ogólnie cały post to jedno wielkie narzekanie że źle banki chcą zarabiać , i jak już dają kredyty mieszkaniowe z oddawać iem kluczy to nie będą ich rozdawali wszystkim januszom Mbs oczywiście też źle , no bo ktoś finansuje kredyt hipoteczny , facet to nie twoje pieniądze to co cię to boli Kredyt na stałą stopę procentowa na 5 lat też źle bo zakład o stopę procentowa , zamiast fakt że na 5 lat masz święty spokój Najlepiej jak by banki dawały wszystko na stałe stopę bez prowizji i każdemu No i ostatnia perełka “ponieważ praktycznie cały pieniądz pochodzi z… Czytaj więcej »
Tomasz_Kulig
Użytkownik

Wojciechu,

no offence, ale kompletnie nic nie zrozumiałeś z tego tekstu.

Polecam też używać więcej znaków interpunkcyjnych, łatwiej się czyta taki tekst.

Maciek
Użytkownik

“facet to nie twoje pieniądze to co cię to boli Kredyt”
Januszu co sie podszywasz pod wojciecha.. doucz sie lepiej co to rezerwa czastkowa i w jakis sposob przyrasta podaz srodow pienieznych w ekonomii zamiast zamiast wypisywac takie nonsensy.
Kazdego kto nie jest zadluzonym po uszy nieudacznikiem boli kazdy jeden kredyt udziekony w walucie w ktorej on zarabia.. wbij soie to do glowy zanim bedziesz powtarzac “urban legend” jak to banki finansuja gospodarke.

Mis
Użytkownik

Czytam i nie wierzę. Od kilku lat postulujesz że ceny mieszkań (nominalnie) będę spadać, a oprocentowanie kredytów będzie rosło. Zobacz, że nic z tych rzeczy się nie dzieje, jest zupełnie odwrotnie. Czy porażka w tych przepowiedniach dalej uprawnia Cię do podważania wiarygodności systemu bankowego?

Zastanawiam się jaki w tym wszystkim masz cel. Prawdopodobnie postanowiłeś “zarobić” na najmie mieszkania zamiast jego kupnie i pochwalić się publicznie sukcesem. To się nie udało – jak zrobisz rzetelną kalkulację, wtedy przejrzysz na oczy. Musiałbyś jednak odstawić emocje i silną potrzebę zaprzeczenia faktom,.

g-six
Użytkownik
Witaj, Czy większym zagrożeniem nie są zapisy w umowach w stylu ‘bank ma prawo wymówić umowę w ciągu 30 dni roboczych’? Wydaje mi się, że to oznaczania mniej więcej tyle, że bank może w dowolnym momencie przysłać list ‘Szanowni Państwo, było fajnie, zarobiliśmy co swoje, dalszą współpracę sobie odpuszczamy (wstaw dowolny powód), proszę wpłacić pozostałą do spłaty kwotę na konto xxxx w ciągu 30 dni od daty otrzymania listu’. No i wtedy stopy stałe czy zmienne nie mają znaczenia. Każdy chyba rozumie co to oznacza. Problemem jest znaczna asymetria w umowach o kredyt. Bank może wszystko, ty możesz niewiele. Temat… Czytaj więcej »
bromsky
Użytkownik

W przypadku umów kredytowych raczej nie stosuje się tego typu zapisów. Bank ma prawo wymówić umowę kredytową w ścisłe określonych sytuacjach, czyli np. przy łamaniu warunków umowy przez klienta lub opóźnieniu z zapłatą raty przez 2 lub więcej miesięcy.

zeroxx
Użytkownik
zeroxx
Użytkownik
Oni już wiedzą co nas niedługo czeka. https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/sektor-bankowy-w-polsce-zagrozenia/c55e1e4 “Na kondycję krajowej bankowości może w przyszłości mieć również wpływ kwestia ewentualnego pogorszenia się jakości portfela kredytowego. – Co prawda, obecnie jakość portfeli kredytowych jest oceniana jako dobra, jednakże w przypadku osłabienia się koniunktury można przewidywać, iż spłata części kredytów może być zagrożona – dodają eksperci ZBP.” I kolejny : https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/kryzys-gospodarczy-prawdopodobny-badanie-zbp/rfj2w02 “Aż 77 proc. szefów banków w Polsce obawia się wybuchu kryzysu w Unii Europejskiej w najbliższych pięciu latach. ” Jak zwykle będzie płacz i lamenty jak to banki nas oszukały. Swoją drogą K. Kolany może trafić idealnie z timingiem :) z… Czytaj więcej »
zeroxx
Użytkownik
fromZero
Użytkownik

juz zaraz, juz za chwile za darmo maja dawac , jeszcze tylko roczek trzeba poczekac, jeszcze kilka miesiecy … ale na pewno beda tanie jak barszcz, beda doplacali do mieszkania w nich

az sprawdzilem z ciekawosci wyniki dom development, maja marze na poziomie 13 % , a historycznie najnizsze marze kiery rynek zamarl (2011) mieli 6% – to jako komentarz ze niby developerzy to maja po 30% marzy (23% marzy mieli na szczycie 2008 roku )

to tyle na temat mozliwych spadkow , i jak to developerzy beda robili promocje po 20%

zeroxx
Użytkownik

@fromZero weź sie proszę nie kompromituj. Jeżeli podajesz już jakieś informacje to podaj źródło.
http://www.parkiet.com/Budownictwo/308259987-Dom-Development-broni-tempa-sprzedazy-i-marz.html

Dom Development
“W I półroczu spółka przekazała 1,44 tys. mieszkań, a marża brutto ze sprzedaży wyniosła prawie 28 proc. Wiceprezes ds. finansowych Janusz Zalewski powiedział, że w całym 2018 r. spodziewana jest marża nieco niższa niż w 2017 r. (27,5 proc.) z uwagi na inną strukturę sprzedaży lokali.”

Pamiętaj rózenież, że podczas spowolnienia tanieją grunty i zmniejszają się koszty, więc końcowa cena i tak może być niższa bez zmniejszenia marży samego developera.

fromZero
Użytkownik

a netto ile wyniosla ? bo brutto to wiesz … od tego trzeba odliczyc koszty operacyjne, koszty stale, finansowanie no i podatki …
marza brutto to zysk ze sprzedazy – bezposrednie koszta budowy (czyli grunty, projetky, materialy, robocizna)

a zrodlo to ich sprawozdanie finansowe

a jak sprawdzisz sprawozdania innych developerow to sie okaze ze to i tak zajebisty wynik , bo nieslawne jwc ma okolo 6-7% , ronson chyba 5%

fromZero
Użytkownik

ja pierdole, jak mozna minusowac fakty .
tutaj sa sprawozdania
https://www.biznesradar.pl/raporty-finansowe-rachunek-zyskow-i-strat/DOM-DEVELOPMENT

podzielcie sobie zysk netto przez przychody ze sprzedazy
220/1660 = 13%

tyle zarobil domd na czysto w pierwszym kwartale , czy to sie wpasowuje w wasze wyobrazenia o deweloperach czy tez nie

a marza brutto to
1600 – 1160 / 1600 = 27%

Mad Hatter
Użytkownik
Fakty można minusować na przykład wtedy kiedy a) nie są niczym poparte (zwłaszcza mimo wcześniej próby o podanie źródła – stwierdzenia ‘wygooglaj sobie’ to nie jest podanie źródła) bądź b) kiedy oprócz nich w komentarzu zawarte są bluzgi. A to ile wynosi marża netto / zysk netto dużej firmy jest bardziej wypadkową tego czego się spodziewają udziałowcy i tego ile podatku chce firma zapłacić, a mniej tego ile naprawdę zarabia. Jeśli nie wiesz dlaczego, to mogę zaproponować na przykład – symetrycznie do Twojej propozycji – żebyś sobie sprawdził co to jest ‘optymalizacja podatkowa’. Jak będzie kryzys i nie będzie można… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik

Mad Hatter zastanawiam się czy taka głupota bardziej mnie śmieszy czy przeraża… zacznij od potwierdzenia swoich faktów tak jak to sam wypunktowałeś…

czekam na waszą reakcję na to gówno
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ceny-transakcyjne-mieszkan-II-kw-2018-r-Raport-7613465.html

Jaja Robie
Użytkownik
Cóż mogę ci powiedzieć Tomaszu? Czarne chmury się zbierają nad światową gospodarką, ale wiadomo powszechnie, że Polska to wyjątek i jej zawirowania na plancie nie dotyczą. Zatem przemówmy słowami naszego zacnego premiera: Zapytany, szef rządu zaznaczył, że wyzwaniem i zagrożeniem dla polskiej gospodarki mogą być jakieś “zawirowania za granicą”. “One są niezależne od nas, one się zawsze mogą zdarzyć” – powiedział Morawiecki. Jak wskazał, “w dużym stopniu dzisiejsze paliwo do wzrostu gospodarczego na świecie podawane jest przez banki centralne, poprzez luźną – a w niektórych przypadkach ultraluźną – politykę monetarną”. W związku z tym – jak mówił – Polska, Europa… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik

dla mnie jesteś takim wcieleniem Kononowicza… nie będzie nic i niczego… zapomnij o cenach nieruchomościach… gdy sprawdzi się twoje proroctwo to dziad przy Polaku będzie bogaczem… zastanów się czego nam i sobie życzysz… zastanawia mnie jak daleko mógłbyś się posunąć aby tylko postawić na swoim… ja nie potrafię tego zrozumieć…

Jaja Robie
Użytkownik
Widzisz Tomaszu syty nie zrozumie głodnego, bogaty biednego, a ty człowieka rozumnego. Homo sapiens taki jak ja ma dlatego większą czaszkę nie po to żeby stawiała większy opór powietrzu, ale żeby tam kłębiły się jakieś myśli. Najlepiej z sensem. Ale żeby takowe tam występowały to musi być przewodni w postaci mózgu i zdrowych neuronów. Wybacz, że tak Cię tak potraktowałem . Normalnie tego nie robię, ale wraz z wiekiem i doświadczeniem wiem, że do ludzi twojego pokroju należy walić prosto z mostu bo inaczej mogę nie wyczytać tego co jest napisane między wierszami. Przepraszam raz jeszcze. I koniec z tym,… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik

myślę że nie mam niczego do tego by musieć ci cokolwiek wybaczać… wszak czy mogę mieć pretensje do gówna że śmierdzi?
czas rozliczy to o czym napisałem… na pewno nie ty takimi komentarzami….

zeroxx
Użytkownik
Rosło, rosło i zdechło. Co za tytuł :) “Ceny mieszkań poszły tak w górę, że sprzedaż siadła. Widmo bankructwa zawisło nad częścią deweloperów” https://manager.money.pl/wiadomosci/artykul/ceny-mieszkan-poszly-tak-w-gore-ze-sprzedaz,84,0,2415444.html Jacy biedni ci deweloperzy. Mysimy szybko chyba coś kupić bo jeszcze nam pobankrutują. “Eksperci wskazują, że załamanie popytu na nowe mieszkania to znak, że ceny w końcu osiągnęły poziom nie do zaakceptowania przez wielu nabywców.” “Jak pisze “Puls Biznesu”, o zbliżającym się załamaniu na rynku mieszkaniowym mówiło się już na początku roku. Jak wskazują dane dotyczące sprzedaży mieszkań i tempa nowych inwestycji, kryzys już się rozpoczął.” “Oznacza to koniec świetnej passy deweloperów, którzy w ostatnich latach… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik

wklejasz już tak długo ten wykres a niczego mądrego napisać nie potrafisz… hehe twierdzisz że jesteśmy przed kolejnym załamaniem? ja twierdzę że w drugiej fazie i przed nami być może chwilowe spadki i jazda bez trzymanki…. w górę… czas nas rozsądzi…

Tomasz_Wielblad
Użytkownik

a może tak zamiast plusów czy minusów zaczniecie wypowiadać własne zdanie na ten temat? w którym miejscu znajduje się teraz rynek nieruchomości? patrząc na powyższy wykres oczywiście… czy racje ma zeroxx a może uważacie że bliższy prawdy jestem ja? a może zaskoczycie własnym innym wariantem? potraficie? czy ogarnął was paraliż decyzyjny? hmm jeśli tak to może nie cena mieszkania jest przeszkodą a wasz brak odwagi by podjąć jakąkolwiek własną decyzję? sądząc po ilości plusominusów jest tu jeszcze parę osób…