Światełko w tunelu, czy zwyczajny dupochron?

Ostatnio coraz bardziej modny staje się temat kredytów ze stałym oprocentowaniem – coś, co w cywilizowanych krajach od dawna jest standardem lub jest przynajmniej bardzo popularne. O ile zawsze twierdzimy, że nasza zielona wyspa nie jest krajem szczególnie wyjątkowym i zachodzą na niej takie same procesy na rynku mieszkaniowym, jak gdzie indziej (tak samo powstają bańki, takie same są ich powody), o tyle w przypadku oprocentowania kredytów nasz kraj wyróżnia się w sposób wybitny (jak łatwo się domyślać, nie jest to bynajmniej wyróżnienie na plus).

Jak jest?

W Polsce praktycznie 100% kredytów udzielanych jest na zmienny procent i można by odnieść mylne wrażenie, że tak jest wszędzie. Tymczasem wszędzie jest inaczej, co widać na poniższej tabeli pochodzącej stąd

Nawet w Rumunii, czy na Węgrzech, których nikt specjalnie o wielką normalność na rynku mieszkaniowym by podejrzewał, występują kredyty z mniej lub bardziej stałym oprocentowaniem. Tymczasem u nas to zupełna abstrakcja. Nie jest zatem dziwne, że prędzej czy później i nasz rynek zacznie zmierzać w kierunku normalności (za taką należy uznać umowę kredytu, w której jest napisane, ile dokładnie trzeba będzie spłacić, a nie tak, jak jest to teraz – wiadomo, ile lat trzeba będzie spłacać, ale nie wiadomo jaka to będzie kwota).

Jak ma być?

Aby zmienić ten (niekorzystny?) stan rzeczy, KNF planuje zmusić banki do kilku rzeczy. Na razie opublikowała projekt znowelizowanej Rekomendacji S, który ma za zadanie sprowokować banki do zaoferowania Polakom prawdziwych(?) kredytów ze stałym lub częściowo stałym oprocentowaniem. Całość, która jest wyjątkowo nudna, można znaleźć tu:

https://www.knf.gov.pl/knf/pl/komponenty/img/projekt_znowelizowanej_Rekomendacji_S_62603.pdf

Rekomendacja ma skłonić banki do oferowania kredytów ze “stałą” stopą procentową, przy czym owa stałość ma być niekrótsza niż 5 lat (oczywiście obok tego nadal będzie można oferować typowe kredyty ze zmiennym oprocentowaniem). Co ciekawe, nowa oferta ma być skierowana także do aktualnych kredytobiorców, co pozwala mieć nadzieję, że nie jest to tylko działanie pokazowe i mogłoby rzeczywiście przynieść komuś korzyści w czasach rekordowo niskich stóp procentowych, które mają spory potencjał wzrostowy i znacząco mniejszy potencjał spadkowy.

Obok stałego oprocentowania (które nie jest niestety tak naprawdę stałe, o czym dalej), rekomendacja ma wprowadzić tzw. opcję “klucz za dług”, czyli coś, co postulowaliśmy od zawsze – pozbycie się kredytu w zamian za oddanie bankowi mieszkania, które było jego zabezpieczeniem (w aktualnym “porządku prawnym”, jak się już nie chce spłacać kredytu mieszkaniowego, trzeba oddać bankowi całą pożyczoną kwotę, nawet wtedy, gdyby to oznaczało pozbycie się ostatniej skarpety, a jedynym “ratunkiem” jest ogłoszenie upadłości konsumenckiej). Niestety możliwość oddania mieszkania (która powinna być absolutną podstawą każdego kredytu hipotecznego) nie będzie dostępna dla tych, którzy są już szczęśliwymi “posiadaczami kredytu” – będzie to zupełn