CHF500_7_front_horizontal

(Przed)ostatni raz o frankach

Fajna dyskusja wywiązała się pod naszym ostatnim wpisem o frankach. Za to dyskusja w szeroko pojętych mediach (niekoniecznie na temat naszego wpisu;) przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Trudno powiedzieć, czy to efekt roku wyborczego, czy może chwilowy brak tematów pokroju mamy Madzi… jakby jednak nie było, artykułów o frankach pojawiło się mnóstwo, a niektóre pomysły były wręcz przełomowe. Ale po kolei.

Jednym z najważniejszych wydarzeń w tym temacie była wypowiedź pana Jakubiaka z KNF, który stwierdził, że może by tak te kredyty przewalutować po kursie z dnia zaciągnięcia. Jest to o tyle dziwne, że jeszcze nie tak dawno ten sam pan Jakubiak, na forum Sejmu, twierdził, że tego rodzaju operacja nie wchodzi w grę – po pierwsze dlatego, że banki poniosłyby straty w kwocie ponad 40mld złotych (a, jak powszechnie wiadomo, banki nie mogą ponosić strat ;) a po drugie dlatego, że tego rodzaju operacja byłaby niesprawiedliwa w stosunku do kredytobiorców złotówkowych (mieliśmy tu typowo polski przejaw sprawiedliwości – skoro komuś może być lepiej, to tak nie powinno być, kiedy nam nie może być lepiej). Od razu pojawiło się sporo wyliczeń, jakie byłyby konsekwencje takiego rozwiązania – tym razem wyszło coś około 34 miliardów strat dla banków (z uwzględnieniem faktu, że kredytobiorca walutowy miałby dopłacić różnicę, którą do tej pory „zaoszczędził” względem kredytu złotówkowego).

Z tego rodzaju rozwiązaniem jest kilka podstawowych problemów. Po pierwsze, banki tak łatwo się na to nie zgodzą, a jak wiemy, zdanie banków bywa niekiedy kluczowe. Po drugie, nie wiadomo nic o technicznych aspektach tego pomysłu (chociażby o tym, jaka miałaby być marża kredytu po przewalutowaniu – wszak kredyty frankowe miały z reguły niższą marżę niż złotówkowe). Po trzecie, pomysł zakłada, że kredytobiorca frankowy (tak swoją drogą, to ciekawe, czy ta idea obejmuje także kredytobiorców zadłużonych w euro) miałby dopłacić to, co do tej pory zyskał względem kredytu złotówkowego – z tym jest taki problem, że cała koncepcja bazuje na tym, żeby pomóc „biednym” kredytobiorcom, tymczasem ten, kto jest w stanie tak po prostu dorzucić z dnia na dzień powiedzmy 20 tys. PLN, nie jest chyba znowu aż taki biedny. Za to ten, który kredyt frankowy spłaca ledwo ledwo, albo już go w ogóle przestał spłacać, raczej tych 20 tys. mieć nie będzie. Abstrahując od problemów technicznych, jest tu jeszcze problem fundamentalny – wsteczna zmiana warunków umowy (podpisanej bądź co bądź dobrowolnie przez obie strony), rodzi niebezpieczny precedens. Czy pomysł pana Jakubiaka ma szansę na realizację, trudno powiedzieć – my w to wątpimy, bo tak spektakularnej akcji nie przeprowadził nawet premier Orban na Węgrzech. Jedyne, co jest pewne na temat tej sprawy, to fakt, że pan Jakubiak raczej nie dostanie już nigdy pracy w żadnym banku ;)

Pomysłów, by ulżyć w cierpieniu kredytobiorcom frankowym, było oczywiście więcej. Jeszcze przed naszym poprzednim wpisem pojawiła się inicjatywa PiS, żeby zamrozić kurs franka sprzed decyzji SNB o zerwaniu powiązania CHF do euro. Pomysł ten jest chyba jednym z bardziej bezsensownych, bo niczego właściwie nie rozwiązuje – pamiętajmy, że, wskutek wzrostu kursu franka oraz spadku LIBOR CHF do wartości już całkiem mocno ujemnych, rata kredytu frankowego wzrośnie (wszak jeszcze właściwie nie wzrosła, bo mało kto zapłacił już kolejną ratę) o około 10% i zacznie lekko przekraczać ratę odpowiedniego kredytu złotówkowego. Dlatego na razie nie ma żadnej tragedii – dla tych, którzy już wcześniej nie byli w stanie spłacać, różnica jest czysto teoretyczna, a ci, którzy jakoś tam spłacają, trochę już przywykli do wzrostu kursu franka. 

Pytanie więc, czy jest się w ogóle czym przejmować… nam się wydaje, że niespecjalnie, stąd właśnie całe to zamieszanie przypomina kolejny temat zastępczy (a nuż gdzieś w tle zmieniana jest konstytucja, żeby umożliwić sprzedaż polskich lasów? ;)

Pewnym plusem tego całego zamieszania jest to, że najpewniej uda się przy tej okazji ostatecznie rozstrzygnąć, czy w przypadków kredytów denominowanych/indeksowanych we frankach bank miał w ogóle jakieś franki. Wszystko przemawia za tym, że miał (a dokładnie nie tyle miał, co je skądś „załatwiał”), o czym było kilka ciekawych komentarzy pod poprzednim wpisem. Obrona teorii, że nie miał, jest bardzo trudna – gdyby tak było, banki pewnie już dawno zgodziłyby się na przewalutowanie po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu. Ponieważ bank nie pożycza własnych pieniędzy, tylko musi mieć odpowiednią ilość depozytów (pomijamy fakt, że bank nie pożycza dalej tych depozytów, tylko generuje kredyt z powietrza ;) to, gdyby nie miał depozytów (lub innych „mechanizmów”) frankowych, musiałby mieć odpowiednie depozyty złotówkowe. A patrząc na różnicę w oprocentowaniu kredytu CHF oraz depozytu w PLN taki kredyt przynosiłby systematyczne straty (nawet mimo dwukrotnego wzrostu wysokości kredytu frankowego w PLN). Oczywiście jest sporo głosów (i to nawet całkiem uznanych osobistości) na temat tego, że w klient nigdy żadnych franków nie dostawał, więc nie powinien spłacać kredytu wg kursu franka – ale to jest bardzo naciągana teoria. Klient franków rzeczywiście nie dostał (za to mógł we frankach spłacać, przynajmniej od ustawy „antyspreadowej” z 2011 roku), ale bank franki „mieć” musiał. A to, że całość była swego rodzaju zakładem walutowym, to zupełnie inna sprawa – skoro w czasach największego bumu taka praktyka nie była zakazana, to trudno uznać ją wstecznie za niedozwoloną.

Dlatego tym bardziej nie wydaje się nam, żeby pomysł „pełnego” przewalutowania po kursie z dnia zaciągnięcia miał jakiekolwiek praktyczne szanse na realizację.

Na razie banki starają się pomóc(?) kredytobiorcom na kilka śmiesznych sposobów. Podstawowy to obniżenie spread’u, czyli różnicy pomiędzy kursem kupna, a kursem sprzedaży waluty, w oparciu o które wyznacza się wysokość raty w PLN. Pomysł jest czysto medialny, bo każdy w miarę ogarnięty kredytobiorca i tak spłaca już kredyt bezpośrednio w walucie, kupując ją w kantorze (chociażby internetowym), gdzie kurs jest znacznie bliższy kursowi NBP niż temu z tabeli banków, nawet po obniżkach. Kolejny pomysł banków to wszelkiego rodzaju wakacje kredytowe, albo wydłużenie czasu spłaty – i to też jest pomysł czysto medialny, bo co to za różnica, czy spłacimy ten kredyt w czasie nieco dłuższym, czy nieco krótszym, skoro i tak trzeba go spłacić w całości? To byłaby pewna korzyść tylko dla tych, którzy są już zupełnie na granicy wypłacalności… ale skoro już teraz tam są, to w ciągu następnych 25 lat najpewniej i tak tę granicę przekroczą.

Banki wykazały się dużą wspaniałomyślnością (za namową rządu?) do zastosowania ujemnego LIBORu przy wyliczeniu wysokości raty – tylko skoro w umowie jest napisane, że oprocentowanie stanowi „LIBOR + marża”, to na jakiej podstawie miałyby niby tego ujemnego LIBORu nie stosować? Suma z jedną wartością dodatnią i drugą ujemną jest przecież tak samo dobrą sumą, jak suma dwóch wartości dodatnich. Co ciekawe, banki zarzekają się, że, o ile zastosują ujemny LIBOR, o tyle nie zastosują łącznego ujemnego oprocentowania kredytu, jeśli LIBOR spadnie do poziomu bardziej ujemnego niż dodatnia jest marża. Coś się obawiamy, że i tego rodzaju buńczuczne zapowiedzi będą musiały zostać porzucone – skoro mamy sumę, to trzeba ją stosować niezależnie od tego, czy jest dodatnia, czy ujemna. Być może to będzie jakiś argument za rozwiązaniem sprawy kredytów walutowych – w końcu dopłacanie klientowi do kredytu jest ewidentnie stratą dla banku, bo trudno się spodziewać, że polskim bankom uda się zdobyć depozyty frankowe z ujemnym oprocentowaniem ;)

Podstawowym argumentem, który stosują zwolennicy przewalutowania (oprócz tego, że kredyt walutowy nie jest kredytem, tylko hazardowym zakładem walutowym) jest fakt, że doszło (rzekomo) do „zmiany istotnych warunków umowy, które były nie do przewidzenia”. W związku z tym umowa powinna zostać rozwiązana, albo uznana za nieważną. Tyle tylko, że… wzrost kursu franka trudno nazwać zjawiskiem nieprzewidywalnym. Jak się spojrzy na gospodarkę Szwajcarii i na polską oraz na historyczne relacje kursu PLN (i wcześniejszego PLZ) do CHF, to trudno obronić tezę, że znaczne umocnienie się franka względem złotówki jest nieprzewidywalne (zwłaszcza wtedy, kiedy za początkowy punkt rozważań przyjmiemy franka po 2 złote). Poza tym, gdyby nawet umowa miała zostać rozwiązana, to w jakim trybie? W trybie natychmiastowej spłaty całości? :) I po jakim kursie?

W całym tym zamieszaniu są dwie (a właściwie trzy) przeciwstawne koncepcje tego, kto jest winny – wszystkie mają w sobie sporo racji, ale żadna z nich z osobna nie jest prawdziwa. 

Pierwsza teoria jest taka, że winne są banki i ich chciwość (w którą chyba nikt nie wątpi ;) Wg zwolenników teorii, że nie było żadnych franków, banki udzielały takich kredytów, żeby zarobić na nieuniknionym wzroście kursu franka. Wg tych, którzy jednak dostrzegają franki, banki chciały po prostu wciskać ludziom jak najwięcej kredytów, bo dzięki temu można było zaciągać kredyty na wyższe kwoty (niższa rata -> większa zdolność kredytowa), a dodatkowo niezły biznes był też początkowo na spread’zie. Z tą zdolnością kredytową to trudno powiedzieć, jak dokładnie było, bo wg Remendacji S z 2006 roku zdolność dla kredytu walutowego była liczona bardziej „restrykcyjnie” niż dla złotówkowego (co oczywiście nie przeszkadzało w otrzymaniu kredytu walutowego przez praktycznie każdego, czasem nawet z LTV130%). Tak, czy inaczej, wg obu tych grup banki nie informowały należycie o ryzyku i promowały kredyty walutowe zamiast złotowych (chociaż ze względu na różnice w wysokości raty takie kredyty promowały się właściwie same).

Druga teoria odnośnie winnych jest taka, że winni są kredytobiorcy, którzy chcieli albo oszukać system (licząc na dalsze wzmocnienie absurdalnie mocnego PLN), albo zwyczajnie chcieli płacić niższe raty (na początku), nie przejmując się ryzykiem. Z naszych doświadczeń wynika, że wielokrotnie zdarzało się tak, że ryzyko kredytu walutowego było przed klientem ukrywane, mimo że podpisywał on deklarację o tym, że z takiego ryzyka zdaje sobie sprawę. Niektórzy doradcy/sprzedawcy rysowali fajne wykresy, jak to frank jeszcze spadnie, mieszkanie podrożeje i kredyt spłaci się właściwie sam ;)

Wg trzeciej teorii na temat winy, winnych właściwie nie ma. Bank oferował produkt, klient miał prawo wyboru i właściwie to sam przychodził do banku. Prawo pozwalało na tego rodzaju zabawę, więc wszystko było w najlepszym porządku.

Prawda najpewniej leży gdzieś pośrodku – banki mają sporo za uszami (nachalne promowanie kredytów walutowych, spread), klienci też mają (ślepa wiara w mit zielonej wyspy i bezrefleksyjne akceptowanie absurdalnych cen mieszkań), wreszcie instytucje rządowe… skoro już podatnicy finansują organizacje, których zadaniem jest dążenie do stabilności gospodarki i uczciwości prowadzenia biznesu, to fajnie by było, gdyby te organizacje (np. KNF, albo cały rząd) wywiązywały się należycie ze swoich obowiązków. A tak mamy to, co mamy – wciąż kosmiczne ceny mieszkań, których nigdy nie osiągnęlibyśmy bez kredytów walutowych (wystarczy spojrzeć na wykresy akcji kredytowej z raportów NBP), problem wysokiego LTV (zwłaszcza dla kredytów walutowych) i nieuchronne problemy, które czekają wielu kredytobiorców wraz ze wzrostem stóp procentowych.

  Na szczęście jest nasz(?) wspaniały rząd – pani premier zapowiedziała, że do końca tygodnia przygotuje propozycje dla kredytobiorców frankowych i banków (jedną z nich ma być, o dziwo, jakaś forma przewalutowania kredytów). Pozostaje nam ufać, że będą to rozwiązania salomonowe, które raz na zawsze rozwiążą wszystkie problemy ;) Problem w tym, że patrząc na wcześniejszego dokonania tego gabinetu, to zaufanie w tej kwestii przychodzi nam z wyjątkowo dużym trudem ;)

Dlatego zaproponujemy coś, co proponowaliśmy od dawna. 

Zabezpieczeniem kredytu mieszkaniowego powinno być tylko i wyłącznie mieszkanie. Na ten temat także wywiązała się ciekawa dyskusja pod poprzednim wpisem, więc poświęcimy mu nieco więcej uwagi.

Na początek małe wyjaśnienie – tego rodzaju pomysł powinien dotyczyć tylko i wyłącznie nowo podpisywanych umów. Umowy, które już zostały podpisane, powinny pozostać nienaruszone, bo prawo nie może działać wstecz (i kropka :)

Można powiedzieć, że to narusza swobodę zawierania umów i że w gospodarce (prawdziwie) rynkowej jest niedopuszczalne, ale w naszej opinii tak nie jest. Zawierając umowę kredytu, zobowiązujemy się do jego spłaty wraz z odsetkami – tyle że już sama idea kredytu na zmienny procent jest podejrzana teoretycznie, bo umowa nie określa, ile właściwie będziemy musieli oddać. Ponieważ zakazanie tego rodzaju praktyki byłoby trudne, dobrze byłoby chociaż ustanowić poniekąd maksymalną kwotę spłaty, czyli uznać, że maksymalnym „obciążeniem” dla dłużnika jest mieszkanie, na które udzielany jest kredyt. Jeśli klient „zrezygnuje” ze spłaty kredytu, bank przejmie mieszkanie i dwie strony rozejdą się w dobrych relacjach ;) Takie rozwiązanie miałoby wiele dobrych stron – po pierwsze klient nie byłby w stanie stracić swojej wolności, bo jego zobowiązania byłyby ograniczone do wysokości „własności mieszkania”. Po drugie, banki musiałyby dużo bardziej rozważnie udzielać kredytów, bo wzięłyby na siebie część ryzyka z tym związanego. A ponieważ dysponują specjalistami pokroju Bartka T., to z pewnością byłyby w stanie znacząco lepiej ocenić perspektywy rynku mieszkaniowego niż przeciętny klient ;) Przy takim podejściu trudno byłoby o dużą bańkę spekulacyjną, bo rynek sam by się regulował – przy podejrzanie wysokich cenach banki zmniejszałyby rozmiar akcji kredytowej (lub LTV), bo zabawa robiłaby się niebezpieczna. Przy zbyt tanich mieszkaniach (mimo że to głupio brzmi;) banki mogłyby udzielać kredytów z wysokim LTV. A odnośnie zarzutu, że takie rozwiązanie ogranicza swobodę działalności gospodarczej… z tym nie możemy się zgodzić, bo udzielanie kredytu na zmienny procent, bez określenia górnego ograniczenia kwoty do spłaty, łamie podstawowe prawo wolności osobistej – klient, godząc się na takie warunki (a na razie nie ma wyjścia, bo wszystkie banki takie oferują), pozbawia się swojej wolności – tego rodzaju praktyka jest niedopuszczalna i sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem, więc ograniczenie maksymalnej kwoty do spłaty zwyczajnie przywraca zaburzony aktualnie porządek rzeczy.

Co w takim razie z obecnymi kredytobiorcami, którzy nie mogliby się załapać na takie rozwiązanie? Ano dla nich jest upadłość konsumencka. Oczywiście tylko w przypadku, w którym ktoś rzeczywiście nie jest w stanie spłacać rat, bo jeśli jest w stanie, to całe to frankowe zamieszanie w ogóle go właściwie nie interesuje. Po zmianach w ustawie o upadłości konsumenckiej pojawiła się nadzieja, że nie będzie to już martwy przepis – idea ustawy jest całkiem słuszna, a jej podstawowym celem nie jest spłacenie długów, tylko oddłużenie dłużnika (zobaczymy, jak to będzie w praktyce ;) 

Klient podpisał z bankiem średnio dla siebie korzystną umowę, ale umowa ta nie naruszała prawa (pomijając być może niczym nieuzasadniony spread, czy koszty ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, które banki mogłyby klientom zwrócić z własnej inicjatywy :) Skoro tak się stało, to umowy należy przestrzegać. Jednak, jak podkreślaliśmy, elementem dowolnej umowy nie może być „zastawienie” własnej wolności, więc przy niemożności wywiązania się z umowy klient powinien uzyskać możliwość „resetu”. Całkiem proste i… salomonowe ;)

Ufajmy, że czytuje nas ktoś z gabinetu pani premier i podrzuci jej ten pomysł jako rozwiązanie problemu. Wszak w tym rozwiązaniu każdy będzie trochę stratny – ale skoro każdy ma trochę za uszami, to wydaje się, że tak właśnie byłoby w sam raz.

Podsumowując ten już trochę przynudny temat o frankach… wiele osób próbuje coś na tym ugrać – politycy wymyślają coraz głupsze rozwiązania, jak pomóc kredytobiorcom. Jedni chcą przy okazji „dokopać” bankom (w końcu nadchodzą wybory, a pewnie większość ludzi za bankami nie przepada), inni nie chcą, a jeszcze inni wymyślają przedziwne logicznie konstrukcje, mające podważyć samą ideę kredytu walutowego. 

A tymczasem rozwiązanie jest proste – skoro umowy były zgodne z prawem i nikt w to nie wątpił, dopóki kurs franka nie poszedł mocno do góry, to nie powinno się nagle zmieniać tej interpretacji. Kredyty powinny być spłacane zgodnie z umową, a dla tych, którzy ich spłacić nie są w stanie, zostaje upadłość konsumencka (pod warunkiem, że po zmianach w ustawie ona rzeczywiście działa). Na razie problem jest raczej teoretyczny, ale kiedyś i w Szwajcarii wzrosną stopy procentowe – dobrze by było, żeby do tego czasu sprawa była ostatecznie rozwiązana.

Przy okazji warto by wprowadzić zapis o zabezpieczeniu kredytu jedynie przez nieruchomość – byłaby to ewidentna dla wszystkich korzyść z całego tego zamieszania, które w tej chwili nie ma właściwie żadnego praktycznego znaczenia.

PS. Uruchomiliśmy ankietę na temat sytuacji mieszkaniowej naszych czytelników (na górze, po prawej stronie ;) Serdecznie zachęcamy do głosowania – dajcie się trochę poznać! :)

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Spidi84
Gość
2 lata 2 miesiące temu

No! Takie coś to ja rozumiem :)

Ryszard
Gość
2 lata 2 miesiące temu

Kolega wrocil do formy. Dobrze widziec ;)

goldfinger
Gość
2 lata 2 miesiące temu

Widzę, że propozycja Senatora Biereckiego nie tylko mi chodzi po głowie. To tak proste i eleganckie rozwiązanie problemu, że na pewno nie zostanie zrealizowane. I jakie oczywiste. ;-) Tylko na czym by te biedne banki robiły kasę po takim daniu po łapach? Dajmy kredyciarzom w cywilizowany sposób zbankrutować. Uzyskane w ten sposób nieruchomości, banki, mogą sobie nawet w proteście na tory wysypać. Ich prawo. W każdym razie, żadnego grosza publicznego proszę w to nie pakować.

http://wgospodarce.pl/opinie/18124-z-pulapki-toksycznych-kredytow-we-frankach-mozna-wyjsc-senator-grzegorz-bierecki-przedstawia-precyzyjny-plan

G.F.

Mój blog
Gość
2 lata 2 miesiące temu
Witam, do tej pory czytalem bloga z duzym zainteresowaniem, ale przyznaje, ze wg mojej oceny dzisiejszy wpis jest jednym z najslabszych. Nie wiem czy autor tak na powaznie mowi o tych propozycjach kredytowych np. zastawem tylko nieruchomosc? Nic sie nie zmieni w najblizszym czasie bo Polacy akceptuja obecny stan rzeczy. Wystarczy zobaczyc jak tlumnie jeszcze do niedawna brali tak niekorzystne dla nich kredyty. Zamiast akcji pomoc dla frankowiczow wystarczylo zrobic w odpowiednim czasie akcje NIE BIORE KREDYTOW NA TYCH WARUNKACH i wtedy bylaby szansa cos zmienic. Aktualnie banki maja jeleni pod dostatkiem i moze co nieco im poluzuja, ale to… Czytaj więcej »
sing dst
Gość
2 lata 2 miesiące temu
Bank nie musiał mieć franków, mógł mieć zabezpieczenie na franki, kontrakty, swapy. Poniżej wkleję link do super artykułu ze stajni Misesa, poczytaj sobie. Edukacji nigdy dość. W obronie autora. Wpis bardzo dobry, jak zwykle super ironiczne wstawki. A nie. Wpis nie super, trochę popłynąłem. Zabrakło Rudej i wzmiance o biuście czy pupie <; Co do pytania. Bank musiał mieć franki żeby się to bilansowało. To po pierwsze. Po drugie pożyczać w PLN od banku centralnego np. po 5% a brać od klienta oprocentowanie np. 2% ?? (nie pamiętam tamtych kursów WIBOR i LIBOR ale chyba taka korelacja mniej więcej była).… Czytaj więcej »
Mój blog
Gość
2 lata 2 miesiące temu

"Co do pytania. Bank musiał mieć franki żeby się to bilansowało."

Co sie bilansowało?

Pamiętaj, że bank musi posiadać ok. 8% kredytu jako zabezpieczenie tegoż (lewar, w Polsce aktualnie 1:12) i taką ilość musi ulokować w banku centralnym czyli NBP na zabezpieczenie kreowanego kredytu.

Czyli musi posiadać 8% procent albo ze środków własnych albo pochodzących z depozytów jego klientów.

Bank nie pożycza pieniędzy od banku centralnego na kreowanie kredytu. Może co najwyżej pożyczyć od banku centralnego czy na rynku międzybankowym wtedy gdy musi wypłacić te pieniądze z własnych zasobów (np. osoba która wzięła kredyt zapłaciła nim za mieszkanie i sprzedający chce wypłacić gotówke).

W domach z betonu
Gość
2 lata 2 miesiące temu
Co do słabości (tudzież siły ;) wpisu trudno nam się wypowiedzieć obiektywnie… jakby jednak nie było, bardzo nam miło, że Czytelnik przeczytał wszystkie poprzednie – będzie tego już pewnie pod 1000 stron ;) Propozycja o zabezpieczeniu maksymalnie do "wartości" mieszkania pojawiła się dziś jako jeden z pomysłów wicepremiera Piechocińskiego, więc nie jest chyba taka znowu niemożliwa (poza tym pomysłem, w planie rządowym nie ma praktycznie żadnego innego istotnego, ale to akurat dobrze). Stopa rezerwy obowiązkowej wynosi w Polsce 3.5%, a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że banki musiały (muszą) mieć franki w tej, czy innej formie (depozyty, linie… Czytaj więcej »
Mój blog
Gość
2 lata 2 miesiące temu

Do tej pory czytalem bloga nie oznacza ze przeczytalem wszystkie wpisy :-). Pozdrawiam.

Mój blog
Gość
2 lata 2 miesiące temu

Zgoda z ta rezerwa – 3,5% (czyli jeszcze mniej potrzeba aby wykreowac zloto z powietrza). Ok. 8% to lewar czyli stosunek gotowki do kredytow.

sing dst
Gość
2 lata 2 miesiące temu

Link uzupełniający do artykułu ze stajni Misesa:
http://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/bankowosc/preludium-do-franka/

Paweł Zając
Gość
2 lata 2 miesiące temu

@sign dst uprzedziłeś mnie z linkiem ;). Potwierdzam, bardzo dobry artykuł.

miroslawmaczka
Gość
2 lata 2 miesiące temu

Na forum prawnym facet się pyta, co ma zrobić, bo na Allegro kupił fotografię komórki za cenę komórki.
Ale:
– fotografia była sprzedawana w dziale `Fotografie',
– w opisie aukcji było jasno napisane, że sprzedawana jest fotografia.
Gospodarzu. i co byś z takim zrobił?

P.S.
Polecam lektury, skądinąd nadzwyczajnie teraz smakowite:
To akurat w związku z senatorem:
http://www.pis.org.pl/article.php?id=4415
Raport Instytutu Globalizacji (zastępczy adres, bo oryginał właśnie przestał być dostępny ;) ):
http://www.mmm777.kilu.de/temp/raport_koncowy-sierpien_2006.pdf

Prawda, że ciekawe (jeżeli chodzi o wnioski)?

xellos540
Gość
2 lata 2 miesiące temu

PiS i ten ich "deficit mieszkaniowy"… Ciekawe czy rozumieją przez to stan faktyczny tzn. "deficyt mieszkań w cenie mieszkania i nadmiar mieszkań w cenie 2 mieszań".

W domach z betonu
Gość
2 lata 2 miesiące temu

@miroslawmaczka

Co do tego faceta sprzedającego fotografie w cenie komórek, to widzimy 2 opcje:
– albo to była mega super sztuka ta fotografia i cena odpowiadała rzeczywistej wartości – wtedy nic nie robimy :)
– albo była to jawna próba oszustwa, mimo że z formalnego punktu widzenia jest niby wszystko zgodnie z prawem/regulaminem – wtedy dajemy facetowi w mordę (bo zasłużył), a on oddaje pieniążki z własnej, nieprzymuszonej woli :)

Hmm…ciekawe, czy to było pytanie podchwytliwe i czy będzie jakiś ciąg dalszy ;)

Njusacz
Gość
2 lata 2 miesiące temu
JLL: Inwestorzy z Zatoki Perskiej i Indii chcą budować mieszkania w PolsceISBnews – Biznes28 Sty 2015, 11:22 Warszawa, 28.01.2015 (ISBnews) – Inwestorzy z Zatoki Perskiej i Indii chcą budować mieszkania w Polsce, poinformował dyrektor działu gruntów inwestycyjnych JLL Daniel Puchalski."Mamy deklarowany duży kapitał z kierunków takich, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Katar i Indie. To nie są spekulacyjne fundusze, u siebie budują inwestycje z wyższej półki i deklarują zakup gruntów w konkretnych miejscach, nie tylko w Warszawie. Szczególnie interesują ich projekty mieszkaniowe. Dla przykładu, jeden z deweloperów mówi o wyższych budynkach mieszkalnych w Warszawie, kolejny analizuje gigantyczny teren na… Czytaj więcej »
Greg
Gość
2 lata 2 miesiące temu

banki szybciutko wyraziły zgodę na wszystkie warunki pani prime minister i pana vice prime minister. Oczywiście że zwrócą 40 mld złotych, już zaczęły zwracać….podnosząc opłaty za ROR-y, super konta i inne chwytające za serce produkty bankowe

jannowak
Gość
2 lata 2 miesiące temu

Co myślicie o pomysle rządu i Piechocińskiego :
Za http://stooq.pl/n/?f=942350
"Zacznę od rekomendacji dla banków. Po pierwsze, uwzględnienie przez banki ujemnej stawki LIBOR, po drugie, umożliwienie zainteresowanym kredytobiorcom bezprowizyjnej zamiany waluty kredytu z CHF na PLN po kursie równym średniemu kursowi NBP w dniu przewalutowania, po trzecie, wprowadzenie tzw. wakacji kredytowych na 3 lata (także dla kredytów złotowych) oraz wprowadzenie limitu wysokości raty na poziomie z końca 2014 r. Czwarta rekomendacja to odstąpienie od żądania dodatkowego zabezpieczenia kredytu z tytułu zmian kursowych" – powiedział Piechociński podczas konferencji prasowej.

sing dst
Gość
2 lata 2 miesiące temu
Jak dla mnie bardzo słabe. Brak przede wszystkim rozwiązań stosowanych na rynku amerykańskim, że kredytobiorca odpowiada do wysokości hipoteki i tylko hipoteki. O tym jak mogłoby to wyglądać w praktyce napiszę niżej. Co do propozycji Piecha: 1. Stosowanie ujemnej stawki Libor – sorry, ale to nie jest łaska banków tylko ich obowiązek :) Rozumiem że banki chciały dodatkowo zarabiać na ujemnym liborze dając klientowi 0, stosując nowomowę, że bank nie może dopłacać do kredytów. Jakoś szwajcarski bank dopłaca stosując ujemną stopę :) Żadna propozycja. Psi obowiązek. 2. Śmiech na sali. Klient brał po 2zł, to sobie przewalutuje po 4,10zł a… Czytaj więcej »
miner_
Gość
2 lata 2 miesiące temu
"Brak przede wszystkim rozwiązań stosowanych na rynku amerykańskim, że kredytobiorca odpowiada do wysokości hipoteki i tylko hipoteki." Pomysł wydaje się dobry, ale…Spróbujmy wcielić się w bank. Rozdawał on kredyty na mieszkania, przez co ceny nieruchomości szły w górę. W każdym roku jest wprowadzany coraz większy wkład własny, co ograniczy ilość rozdawanych kredytów. Jako, że ceny mieszkań są mocno zawyżone, przez ograniczenie dostępu do kredytów zapewne spadną. Nie sądzę, aby bank chciał się zabezpieczać tylko mieszkaniem/domem, którego cena będzie szła w dół. Możemy sobie pisać, jakie to banki są chciwe, ale na pewno nie są głupie. Nie znam rynku amerykańskiego, ale… Czytaj więcej »
xellos540
Gość
2 lata 2 miesiące temu
Zdanie "mieszkanie to nie luksus" ma sens tylko w obecnej (odrealnionej) sytuacji rynku mieszkaniowego. W normalnej sytuacji luksusem jest tylko mieszkanie luksusowe (skomplikowane, nie?) i dla niego stawki 6k za m^2 mają jakiś sens. Przy normalne cenie mieszkań pieniądze wydane przez rodzinę w ciągu życia na mieszkania/wynajem jakoś nieszczególnie odbiegają od życiowych wydatków tej samej rodziny na np. jedzenie (taka podstawowa potrzeba, może ktoś zna?). Nie neguję wagi najmu, ale mamy w cholerę mieszkań do wzięcia (tzn. bez deocelowego właściciela) jak tylko ich ceny byłyby na poziomie 3000–4000 złotych. Trza było nie robić bańki i nie tworzyć nadpodaży (źle wycenianych)… Czytaj więcej »
W domach z betonu
Gość
2 lata 2 miesiące temu

Jeśli dobrze zrozumieliśmy wicepremiera, to propozycja zabezpieczenia kredytu maksymalnie do wysokości wartości mieszkania się pojawiła:

"Wprowadzenie dla nowo zawartych umów limitu roszczeń z tytułu kredytu hipotecznego (udzielonego do 100% wartości nieruchomości) w wysokości wartości nieruchomości"

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Rzad-pomoze-frankowcom-Minister-gospodarki-zaprezentowal-szczegoly-planu-7233695.html

Co do reszty, pełna zgoda!

sing dst
Gość
2 lata 2 miesiące temu

Usunąłem poprzedni wpis, bo 3 razy przeczytałem tę rekomendację i widzę, że tutaj interpretacja może być różna. Wydaje mi się, że ta rekomendacja została wprowadzona pod kredyty walutowe. Żeby wzrost kapitału w wyniku wzrostu kursu nie powodował powiększonych roszczeń banku w stosunku do kredytobiorcy, ale żeby klient oddał tyle na ile wziął kredyt na 100% wartości nieruchomości w dniu zaciągania kredytu. Chciałbym gdzieś usłyszeć szczegóły tego punktu.

Daniel Nofap
Gość
2 lata 2 miesiące temu
sing dst
Gość
2 lata 2 miesiące temu
Jak widzę tę rodzinę to mnie szlag trafia. Przez takich "półgłówków" mamy wysokie ceny mieszkań. Sorry ale inaczej tego nazwać nie mogę. Tutaj jestem niestety korwinistą – wolność ale i odpowiedzialność – dość socjalizmu. W reportażu pojawiają się sformułowania: "nie chcieliśmy płacić za wynajem tylko płacić za swoje". No i dobrze. To bułek też nie kupuj, tylko zrób sobie minipiekarnię, po co masz płacić piekarni, pośrednikowi co sprzedaje etc. Wziąłeś kredyt i zaryzykowałeś. Nie siadło, masz problem. Niech w końcu każdy zacznie odpowiadać za swoje błędne decyzje. Teraz są reklamy szybkich małych pożyczek w telewizji, jakiś rok temu był wysyp… Czytaj więcej »
Xx Yy
Gość
2 lata 2 miesiące temu
Przed chwila umiescilem na profilu https://www.facebook.com/pozwalemBankponizszego posta z kilkoma pytaniami:Nie bardzo rozumiem o co wam chodzi. Wyjasnijcie mi prosze kilka kwestii: – umowy sa dobre przy kursie 2.5, a zle przy kursie 4.0 – zadluzeni w PLN placa wiecej wy placicie mniej – podbiliscie ceny mieszkan glupkowatym zadluzaniem sie ponad norme, wiele osob wtedy oszczedzalo i wynajmowalo – hipotetycznie wyobrazmy sobie 1ch=50gr – czy doplacacie komus? – czy biorac kredyt mieliscie przystawiona bron do glowy? Naprawde, zastanowcie sie nad soba. Tak jak gornicy, policja nie powinni miec zadnych przywilejow, tak samo osoby zadluzone we frankach nie powinny miec zadnych doplat,… Czytaj więcej »
Tomasz Kanafa
Gość
2 lata 2 miesiące temu

jak to kolego wyzej napisał. kali ukrasc krowe = dobrze, kalemu ukrasc krowe = zle.
mysleli ludzie, ze oszukali system, a wyszli jak zablocki na mydle…

Dexter
Gość
2 lata 2 miesiące temu

Policjanci i wojskowi muszą mieć przywileje ponieważ władza bez nich nie istnieje (pomijam kwestie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego kraju). To są pupilki władzy i rozpieszczanie ich ma sens tylko dla utrzymania władzy w kraju. Pozostaje pytanie gdzie wyznaczyć granicę przywilejów. Można by im zapłacić więcej tu i teraz, ale zapewne nie ma na to pieniędzy. Lepiej zachęcić obiecując "coś" w przyszłości, a nóż któryś zginie na służbie i po problemie. Chciałbym też zauważyć, że nowo wstępujący do Policji lub Wojska już tak różowo-kolorowo jak starzy nie mają.

Dexter
Gość
2 lata 2 miesiące temu

Spór frankowiczów można rozstrzygać w kwestii prawa naturalnego i pozytywnego. A ponieważ te dwie koncepcje są ze sobą sprzeczne jest jak jest. Można mieć nadzieję, że z powodu tego całego zamieszania urodzi się coś pozytywnego dla przyszłych kredytobiorców.

Marian
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
bankster
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
O naturze kredytu we frankachW dyskusji o być może przejściowym osłabieniu złotego do franka nie można abstrahować od korzyści odniesionych przez ostatnie lata – pisze prezes mBanku w polemice z Witoldem Modzelewskim.Wokół hipotecznych kredytów walutowych narosło wiele mitów. Część z nich utrwaliła się już w debacie publicznej, przez co rzeczowa dyskusja na temat frankowiczów staje się prawie niemożliwa. Przykładem jest tekst mojego uniwersyteckiego kolegi z roku i z sąsiedniej uniwersyteckiej katedry prof. Witolda Modzelewskiego, który zadał „pięć pytań do banków". Polemizując z jego opinią, spróbuję choć częściowo i tylko w odniesieniu do zarzutu „mistyfikacji" i oferowania „zakładu buchmacherskiego", a nie… Czytaj więcej »
bankster
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Zakładając dla uproszczenia, że bank spłaca swoje zobowiązania zaciągnięte na rynku finansowym w takim samym rytmie jak klient spłaca kredyt (tzn. czas wpłat klienta pokrywa się z czasem spłaty zobowiązań zaciągniętych przez bank na rynku finansowym), niezależnie od zmiany kursu walutowego, sumy wpłat klienta po przewalutowaniu ze złotego na franka dokładnie wystarczają na pokrycie kosztów finansowania. Cały czas kwoty wyrażone w walucie obcej są sobie równe. Tym samym bank może, tak jak to ma miejsce w podstawowym modelu zaprezentowanym powyżej, zarabiać na różnicy pomiędzy marżą 2 i marżą 1. Ilustruje to schemat 3.Mechanika udzielania kredytów walutowych sugeruje, że – jakkolwiek… Czytaj więcej »
bankster
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Po drugie, ryzyko kursowe, jego kierunek i skala są jasne ex post, kiedy się już zrealizowały. Przekonanie o kontynuacji umocnienia złotego było przed jesienią 2008 r. rozpowszechnione zarówno wśród szeregowych pracowników banków i ich klientów, jak i wśród decydentów w sektorze prywatnym i publicznym. Dość przypomnieć prognozy Ministerstwa Finansów, które w kolejnych odsłonach programu konwergencji wskazywało rokrocznie na mocniejszego złotego. 
Wówczas argumenty za umocnieniem złotego wydawały się silne: perspektywa szybkiego przystąpienia do strefy euro, wzrost gospodarczy, napływ funduszy unijnych, agresywny cykl podwyżek stóp procentowych. W tym względzie banki nie dysponowały żadną tajemną wiedzą, która byłaby skrywana przed opinią publiczną, a… Czytaj więcej »
bankster
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Całościowa ocena kredytów walutowych musi również uwzględniać pozytywne skutki społeczne, jakie, mimo wszystko, przyniosło udostępnienie możliwości kredytowania zakupów nieruchomości w walutach obcych. Lata 2004–2008 to okres, kiedy na rynek pracy zaczęło wkraczać echo wyżu demograficznego, którego obaj jesteśmy reprezentantami, a także moment, kiedy gospodarka (w tym również rynek nieruchomości) korzystała na realizacji popytu odroczonego i stłamszonego przez kilkuletnie spowolnienie z początku wieku. Dostępność mieszkań i ich kredytowania ułatwiła tworzenie nowych gospodarstw domowych i dała wielu młodym możliwość założenia własnych rodzin. Nie jest jasne, czy permanentnie zbyt mała wielkość oszczędności krajowych i stopień rozwoju systemu finansowego w poprzedniej dekadzie pozwoliłyby na… Czytaj więcej »
Kamil I
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Długi ten tekst i "Czarek" pier…. by wmówić "niespekulacyjność" kredytów frankowych.Mnie interesuje tylko jeden fragment z tego tesktu: "Podstawowym sposobem pozwalającym na wyeliminowanie ryzyka walutowego jest zapewnienie przez bank finansowania na rynku we frankach (tak zwany hedging naturalny). Źródłem może być choćby emisja obligacji denominowanych we frankach, emisja obligacji w złotych oraz konwersja tak uzyskanej kwoty na franka w operacjach FX swap czy też krótkie (czytaj o terminie spłaty znacznie krótszym niż czas trwania udzielanego kredytu hipotecznego) kredyty uzyskiwane przez bank we frankach." Nie ważne, czy były to bezpośrednio farnki, czy inne papiery i instrumenty.Znalazł się ktoś kto wyłozył na… Czytaj więcej »
Kamil I
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Sorki pomyliłem Leszka z Czarkiem pisząc polskich o Get…X ;)

Toughwork4U
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

Wyjątkowo na tym blogu pozwolę sobie zalinkować artykuł pośrednika w obrocie nieruchomościami, który rysuje katastroficzną (wydawałoby się) wizję wzrostu rat kredytów złotówkowych:

http://strefynieruchomosci.blog.pl/2015/01/28/raty-kredytow-w-zlotych-tez-moga-znacznie-wzrosnac/

W związku z tym przyjmuję, że co inteligentniejsi doradcy już się szykują na powiedzenie za parę lat jakże irytujących słów: "A nie mówiłem?"

Moim Skromnym Zdaniem
Gość
2 lata 1 miesiąc temu
Mam kredyt złotówkowy zaciągnięty w lutym zeszłego roku na 15 lat, raty malejące. Przez te 11 miesięcy spłacania rata mojego kredytu spadła już o 10% (połowa tego to spadek oprocentowania). Od pierwszego marca zmieniam pracodawcę (+50% do wynagrodzenia). W związku z malejącymi ratami za dwa lata wysokość mojej raty będzie już 15% mniejsza w stosunku do pierwotnej wartości (jeżeli oprocentowanie się nie zmieni). Wszystko zależy od tego jak kto kalkulował biorąc kredyt. Na dzień dzisiejszy wychodzi, że oddam do banku w odsetkach mniej niż 30% kwoty pożyczonej. Oczywiście biorę pod uwagę możliwość wzrostu oprocentowania dlatego poduszką dla mnie są malejące… Czytaj więcej »
Marcin M
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@moim skromnym zdaniem Wedlug mnie malo realizmu w Twoim podejsciu. Wzrost stop procentowych jest bardzo prawdopodobny. Czy w 2000 podejscie pracodawcow do podwyzek o ktorym piszesz bylo inne niz dzis? Ja osobiscie spodziewam sie ze jak skonczy sie kasa z ofe to miedzynarodowa finansjera przestanie kryc polski rzad i wyplyna machlojki rzadu z dlugiem publicznym i w Polsce bedzie to co w Grecji. ile wtedy wyniesie Wibor ?

Toughwork4U
Gość
2 lata 1 miesiąc temu

@Moim Skromnym Zdaniem Zdaję sobie sprawę, że czasami można spotkać ludzi, którzy ostrożnie zaciągają kredyty i w dodatku odnoszą sukcesy zawodowe, a więc mogą nadpłacać w celu obniżenia kosztów. Tacy ludzie nie muszą się obawiać, że w przypadku podwyżki stóp procentowych nie będą mieli problemów ze spłacaniem swoich kredytów. Obawiam się jednak, że zdecydowana większość kredytobiorców mocno odczuje zmianę stóp. W dodatku zmiana stóp spowoduje dalsze ograniczenie akcji kredytowej banków – zresztą już teraz część banków wprowadza poważne ograniczenia w swoich kalkulatorach.

wpDiscuz