Podatek katastralny na tle innych podatków

Dziś artykuł naszego czytelnika na temat podatku katastralnego, o którym wspominaliśmy niedawno, jako ewentualnej alternatywie dla podatków dochodowych (lepszą alternatywą dla takich podatków jest oczywiście ich całkowita likwidacja ;) Wyszło nam wtedy (w sporym przybliżeniu), że wystarczyłaby stawka liniowa na poziomie 1.25%, aby zrównoważyć aktualne wpływy z podatków dochodowych PIT/CIT – dziś możemy poczytać o temacie z nieco bardziej „strategicznego” punktu widzenia.

Mad Hatter pisze tak:

Na stronie temat podatku katastralnego pojawił się już dość dawno i od tego czasu przewija się on w artykułach i komentarzach raczej regularnie. W związku z tym zadałem sobie pytanie: czy podatek katastralny, czyli płacony cyklicznie podatek od wartości posiadanej nieruchomości, jest dobrym, czy złym rozwiązaniem podatkowym?

Co to znaczy: dobrym czy złym? Oczywiście, będą na to różne spojrzenia, dlatego zadajmy sobie inne, bardziej obiektywne pytanie – „Czym podatek katastralny różni się od innych podatków?”. Kiedy będziemy znali cechy różnych możliwych podatków, każdy będzie mógł sam odpowiedzieć sobie czy kataster jest dobry, czy zły (a może: lepszy czy gorszy od -tu-wstaw-inny-podatek-).

Żeby jednak jakoś rozsądnie porównywać ze sobą podatki, musimy najpierw zauważyć, że należą one do dwóch grup. Są mianowicie podatki mające na celu zapewnić przychód skarbowi państwa – nazwę je na potrzeby tego felietonu „finansującymi” – ale są też podatki mające na celu sterować zachowaniami obywatela, czyli podatki „sterujące”. W ich przypadku podnoszenie dochodów budżetowych jest na dalszym planie, a kluczowa jest zmiana zachowań obywatela na bardziej pożądane, niż te zachodzące w stanie równowagi (tzn. bez opodatkowania).

Klasycznym przykładem podatku „sterującego” jest akcyza, zaś „finansującego” – podatek od towarów i usług, znany szerzej jako VAT. Jak widać, grupy te przenikają się wzajemnie. Różne stawki podatku VAT nadają mu charakteru „sterującego”, na przykład ustawodawca uważa, że Polak powinien chętniej kupować książki, niż iPhone’y, więc stosuje wobec książek stawkę VAT preferencyjną, a wobec iPhone’ów nie. Akcyza zaś, zwłaszcza na paliwo, ma silny charakter finansujący (akcyzy dostarczają do polskiego budżetu prawie tyle pieniędzy, co PIT i CIT razem, przynajmniej według projektu budżetu na 2013 dostępnego na Wikipedii).

Oczywiście, te dwa rodzaje podatków mają zupełnie różne cechy pożądane. Spróbuję omówić je poniżej, a następnie zastanowić się, która kategoria lepiej opisuje podatek katastralny… Bo jest to bardzo nieoczywiste.

Podatek „finansujący” powinien być:
a) sprawiedliwy – to znaczy, obciążać każdego obywatela w podobnym stopniu. Skoro służy finansowaniu zadań państwa, z których teoretycznie obywatele korzystają każdy tak samo, jego ściąganie powinno być oparte na podobnym schemacie;
b) prosty w ściąganiu – im prostszy, tym jego ściągnięcie tańsze, a sam podatek może być dzięki temu niższy;
c) trudny do uniknięcia – gdyż jeśli jest możliwość unikania go, na pewno będzie ona wykorzystywana i podatek przestanie być sprawiedliwy.

Podatek „sterujący” powinien z kolei być:
a) skuteczny – to znaczy, że powinien zmieniać nawyki obywateli zgodnie ze swoją filozofią;
b) selektywny – obciążać tylko tych ludzi i te towary, które ma obciążać, czyli nie może być możliwości przeniesienia go na kogoś/coś innego.

Widzimy tutaj od razu, że cechy pożądane w każdym z tych podatków są inne. W szczególności, w przypadku podatku „sterującego” nie interesują nas zbytnio koszty jego ściągania (skoro ma on służyć zmianie zachowań obywateli, a normalnie jeszcze musielibyśmy za to zapłacić). Akcyza nie jest tutaj najlepszym przykładem, ale za to praktycznie każdy zasiłek otrzymywany od państwa można potraktować jako podatek „sterujący”, tyle że ujemny (zamiast zabierać pieniądze obywatelowi, to mu je dajemy). I wtedy widać, że koszty przestają mieć znaczenie – przynajmniej w naszym, jakże bogatym kraju.

Jako ciekawostkę warto zauważyć, że podatki, które obecnie mamy w Polsce (i w większości pozostałych miejsc świata też, żeby nie było), są bardzo kiepsko dopasowane do tych założeń. VAT, który powinien być podatkiem „finansującym”, według swoich założeń jest silnie niesprawiedliwy (nie od dziś wiadomo, że bogaci płacą go znacząco mniej, bo nie przejadają wszystkich dochodów) i trudny w ściąganiu (dwa słowa: karuzela VATowska). Jeśli zaś chodzi o unikanie go, to każdy, kto ma firmę lub chociaż znajomego z firmą, wie, ile można na nią kupić (bez VATu). PIT z kolei jest w zasadzie podatkiem, który kłamstwo ma zawarte już w nazwie, nazywa się bowiem podatkiem dochodowym, a jest w praktyce podatkiem od przychodu, skoro koszty są w nim zryczałtowane (i śmiesznie niskie). Akcyza na alkohol i tytoń jest pod tym względem nieco lepsza (chociaż wysyp sklepów z niepociętym tytoniem i glizami pokazuje, że wcale nie taka całkiem dobra), ale już akcyza na paliwo jest kompletnie nieselektywna, co wynika z faktu, że we współczesnej gospodarce koszty transportu stanowią niebanalny procent ceny każdego towaru.

Ale dość znęcania się nad podatkami już istniejącymi. Spróbujmy wrócić do pytania: jakim podatkiem miałby być podatek katastralny? „Finansującym” czy „sterującym”?
I tutaj padnie nieco wymijająca odpowiedź: może być i takim, i takim. Ponieważ w praktyce będzie płacony przez użytkownika mieszkania, a nie właściciela (bo przecież jeśli ktoś wynajmuje mieszkania, to nie po to, żeby do tego interesu dopłacać), można wpływać na decyzje mieszkaniowe za jego pomocą. Ale jeśli będzie liniowy (np. 2% od wartości, niezależnie od rodzaju czy ceny lokalu), będzie pełnił raczej rolę „finansującego”. W związku z tym rozpatrzę obie te możliwości.

1. Kataster jako podatek „finansujący”.
Jeśli zastosować podatek katastralny w tej roli, najrozsądniejsze wydaje się zastosowanie stawki liniowej (czyli takiej, jaka najczęściej pojawia się w propozycjach: 0.5%, 1% czy też 2%). Wtedy podatek będzie najbardziej „sprawiedliwy”, bo każdy będzie mógł wybrać, czy interesuje go droższa nieruchomość, czy tańsza – i od jakiej będzie płacił podatek. Trudność uniknięcia jest niejako „wbudowana” w podatek katastralny, bo nieruchomość trudno ukryć czy wywieźć za granicę, więc również i ta cecha jest zapewniona. Jest w końcu prosty do ściągnięcia: są księgi wieczyste, wiadomo kto jest właścicielem, jeśli nie płaci w terminie, gmina zajmuje mieszkanie i licytuje albo wykorzystuje jako lokal socjalny, wcześniej eksmitując mieszkańców*.

2. Kataster jako podatek „sterujący”.
Ponieważ podatki „sterujące” są bardzo popularne, można przewidywać, że i tutaj znajdzie się wiele pomysłów. Przykładowo można wprowadzić progresywną stawkę katastru (0.5% od mieszkań o wartości do 250 000 zł, 1% za mieszkania od 250 000 zł do 500 000 zł i 2% za droższe), albo zasadę, że od pierwszego lokalu mieszkalnego płaci się 0.5%, a od pozostałych 2%… Jestem pewien, że czytelnicy zdołają podpowiedzieć kolejne propozycje. Skuteczność katastru jako podatku „sterującego” mogłaby być jednak dużo bardziej dyskusyjna. Po pierwsze, najpierw konieczne byłoby długotrwałe czekanie, aż sytuacja po jego wprowadzeniu się ustabilizuje (jeśli bułka drożeje o 20%, to już następnego dnia kupisz chleb; ale jeśli musisz zapłacić więcej za mieszkanie, które już masz, albo co gorsza takie, które ma bank, oczywiste jest, że przejście do stanu równowagi potrwa o wiele dłużej). Po drugie, żeby stanowić silny bodziec, musiałby być wysoki (pomyślcie jak wysoka jest akcyza np. na papierosy czy alkohol), co może utrudniać realizację innych zadań państwa (takich jak zapewnienie obywatelom dachu nad głową). No i oczywiście kataster natychmiast zostanie przeniesiony na użytkownika końcowego, co niekoniecznie może przyjść do głowy komuś, kto będzie go wprowadzał jako bat na „kamieniczników”.

Niestety, kataster ma też bardzo duży problem – określanie jego wysokości. A to dlatego, że jest podatkiem od wartości towaru o bardzo małej płynności. Jak wie każdy, kto miał do czynienia z rzeczoznawcami od nieruchomości, bardzo trudno jest wycenić nieruchomość w jakiś rozsądny sposób; dwóch ludzi robiących to zawsze dojdzie do rozbieżnych wniosków, a gdy ta rozbieżność oznacza grube tysiące złotych co roku, pojawia się bardzo poważny problem. Oczywiście, już teraz są gotowe spore bazy danych, mapy cen itp., ale wyobraźmy sobie sytuację domów na wsiach, gdzie często przez całe lata, jeśli nie dekady, żaden dom w całej miejscowości nie jest kupowany ani sprzedawany. A przecież niektóre są remontowane, inne niszczeją i to w różnym tempie… Czy co roku będą wyceniane od nowa? Co dwa lata? Co pięć? Dwadzieścia? Czy dom, który dwadzieścia lat temu został kupiony za 150 000 zł na wsi pod lasem na Podkarpaciu, teraz jest wart tyle samo? A pamiętajmy, że jest jeszcze inflacja i inne takie drobiazgi, które wpływają i na wartość lokalu, i na wartość pieniędzy, którymi płacimy podatek. W efekcie może się okazać, że obrotny obywatel może jednak uniknąć przynajmniej części katastru, opłacając odpowiedniego rzeczoznawcę. Co gorsza, nieuczciwy urzędnik może wykorzystać podobną drogę do tego, żeby utrudnić komuś życie (zwłaszcza że zapewne za ewentualnego rzeczoznawcę sam nie zapłaci). Co więcej, znając praktykę stanowienia polskiego prawa, ktoś może wpaść na pomysł, że wartość wpisana w rejestrach jest co roku podnoszona o wartość inflacji (przecież mieszkania nigdy nie tanieją (c)(r) ), albo i np. średni wzrost płac według GUS (bo inflacja ostatnio niska), a wtedy okaże się, że im dłużej mieszkasz w jednym miejscu, tym gorzej dla ciebie. I zacznie się sprzedawanie mieszkania dzieciom za 60% wartości co trzy lata, żeby utrzymać niską wartość rejestrową nieruchomości…

Ponadto, w każdym przypadku, kataster wpłynie oczywiście na zmniejszenie opłacalności posiadania nieruchomości. Może to oznaczać dla niektórych ludzi np. rezygnację z domków letniskowych. Ten aspekt też należy wziąć pod uwagę, jako że może to stanowić zarówno bodziec do zwiększenia tempa obrotów ziemią i mieszkaniami, jak i też spowodować odpływ kapitału do innych form inwestycji. To pierwsze ma oczywiście tę zaletę, że wymusi niejako urealnienie cen na rynku wtórnym (bo mieszkanie/działka zaczną „wołać jeść”).

Podsumowując, jak widać z powyższych rozważań, podatek katastralny jako podatek „finansujący” mógłby być niezłym rozwiązaniem. Jako „sterujący” ma raczej więcej wad niż zalet, o ile w ogóle przyjmiemy, że rynkiem nieruchomości trzeba sterować (raczej należy zmniejszyć ilość sterowania w tym obszarze, niż je podnosić). Ale zanim zakończymy tę analizę, warto byłoby zadać jeszcze dwa pytania. Po pierwsze, jaki podatek można zastąpić katastralnym, a po drugie, jakim podatkiem można zastąpić katastralny? Oczywiście pozostaje jeszcze opcja wprowadzenia podatku katastralnego jako dodatkowego, ale takiej wolimy tutaj nie rozważać, bo wtedy jedynym wartym zadawania pytaniem będzie: dokąd emigrować?**

Jeśli podatek katastralny ma być podatkiem „finansującym”, to powinien zastąpić inny podatek tego samego typu: PIT, CIT albo VAT. VATu oczywiście nie zastąpi (bo musiałby być na poziomie chyba 15% ;) ), CITu raczej też nie (zupełnie inni płatnicy), więc pozostaje tylko PIT. Ale PIT jako narzędzie kontroli jest chyba za mocno osadzony w naszej rzeczywistości, żeby tak łatwo się go pozbyć…

Z drugiej strony, czy jest jakiś podatek lepszy niż katastralny? Generalnie wydaje się, że najlepszym podatkiem typu „finansującego” jest podatek obrotowy, płacony przez firmy. Oczywiście, musiałby on zastąpić CIT, który należy do najgorszych pod względem ściągalności podatków (i nic dziwnego; łatwo go uniknąć, a płacą go tylko duże firmy, które mają rozbudowane działy księgowe, z łatwością minimalizujące płacone podatki). Podatek obrotowy jest bardzo trudny do uniknięcia, prosty w ściąganiu i równomiernie rozłożony na wszystkie branże. Jako metoda finansowania budżetu wydaje się być lepszym rozwiązaniem niż podatek katastralny.

Warto zwrócić też uwagę na dwie rzeczy, wynikające raczej ze specyfiki naszego kraju, niż z samego podatku katastralnego. Po pierwsze, kultura stanowienia i stosowania prawa nie stoją w Polsce obecnie na wysokim poziomie i każde miejsce, w którym pojawia się ryzyko uznaniowości, należy uznać za spore zagrożenie. Z drugiej strony, podatek katastralny nie może być odprowadzany inaczej niż poprzez samego płatnika; to rozwiązanie pomogłoby uświadomić Polakom, jak duży odsetek ich pieniędzy przepada w czarnej dziurze budżetu. Łatwo wyobrazić sobie nastroje społeczne, gdyby osoby zarabiające obecnie na przykład 2000 zł na rękę, dostały całą swoją wypłatę, a następnie musiały same zapłacić PIT i odprowadzić składki na ZUS i NFZ (dla przypomnienia: łącznie ok. 1350 zł dla pensji 2000 zł na rękę). Podatek katastralny, zastępując PIT, przynajmniej częściowo wymusiłby właśnie takie rozwiązanie i poprzez to na pewno podniósł świadomość ekonomiczną społeczeństwa.

Na koniec należy zauważyć jednak, że prawdopodobieństwo wprowadzenia podatku katastralnego po ostatnich wyborach jest raczej niewielkie – kilkakrotnie można było spotkać się z opiniami, że to PO chciałoby taki podatek wprowadzić, co niemal z automatu czyni go „nieczystym”; można się raczej spodziewać podwyżek innych podatków, no i wprowadzenia podatku bankowego/sklepowego. Czy to dobrze? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

*Co do tej eksmisji mieszkańców: jeśli by nie eksmitowała, to bardziej by się mogło opłacać nie płacić podatku, czekać aż gmina zabierze mieszkanie, a potem dalej w nim mieszkać, płacąc jakiś śmieszny czynsz za mieszkanie socjalne i olewając np. remonty. Ale to osobne zagadnienie, przyjmijmy, że jest go dość łatwo ściągnąć.

**To bardziej żart niż poważna uwaga, ale wszyscy chyba wolelibyśmy uniknąć tego scenariusza.

Na koniec dwa zdania podsumowania z naszej strony – szanse na wprowadzenie podatku katastralnego w Polsce rzeczywiście wydają się być (na razie) niewielkie, a szkoda (o ile oczywiście miałby on zastąpić podatki dochodowe). Przy tej okazji pojawiłoby się oczywiście straszenie biednymi emerytami, których nie stać na opłacenie podatku za swoje mieszkanie (a jakoś dziwnym trafem stać ich w tej chwili na zapłacenie podatku dochodowego w podobnej wysokości), tymczasem przeciw będą tak naprawdę ci, którzy posiadają drogie nieruchomości (czyli ludzie i firmy raczej bogate), a którzy w tej chwili mają wiele sposobów na unikanie opodatkowania podatkami dochodowymi (i nie tylko nimi). Przed podatkiem katastralnym bardzo trudno uciec, więc trudno oczekiwać, że ci, którzy teraz przed podatkami skutecznie uciekają (do tej grupy można spokojnie zaliczyć także polityków z ich „wypasionymi” zwolnieniami podatkowymi), nagle poprą tego rodzaju rozwiązanie.

Tak to już jest w kondominium, że podatki mają płacić „lokalesi”, a ich „zarządcy” mają jedynie czerpać zyski…

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Maciek
Użytkownik
Podatek Katastralny jest podatkiem starym. I problem dni dzisiejszych z ustaleniem wartosci nieruchomosci (jako ze zyjemy w socjalizmie-etatyzmie) zostal juz dawno rozwiazny w sposob w jaki Aleksander rozprawil sie z wezelkiem. A ow wezel przecialbyl Napoleon B. – byl to wariant „liberalny” (nie mylic z wspolczesnymi liberalami ktorzy sa zdeprawowanymi socjalistami niemajacymi nic wspolnego z wolnoscia). Kazdy podatnik sam ustalal wartosc swojej nieruchomosci z zastrzezeniem ze panstwo mialo prawo odkupic nieruchomosc za cene zdeklarowana przez podatnika plus bufor procentowy. Np obecnie w Szwecji jako podstawa jest brana 75% wartosci rynkowej (czyli bufor jest rzedu 33%). Jedyny problem jaki tutaj widze… Czytaj więcej »
Tom Westlake
Użytkownik
Pozwól że rozwinę to co napisałeś o pomyśle Bonaparte. Nie tylko państwo miałoby prawo odkupić taką nieruchomość, ale każdy kto by miał ochotę. Mam dom, ustalam jego wartość powiedzmy na 500.000 zł. Prawo stanowi, że każdy ma wgląd w aktualną wartość mojej nieruchomości i może mnie „wydziedziczyć” za zadeklarowaną kwotę plus np. 30%. W omawianym przypadku każdy może kupić mój dom za 500.000 zł + 150.000 zł = 650.000 zł. Taki mechanizm przeciwdziała przypadkom zaniżania wartości nieruchomości celem zapłacenia mniejszego katastru. Jeśli wycenię swój dom na 100.000 zł, to zapłacę wpradzie malutki podatek, ale co z tego, skoro natychmiast ktoś… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik
Idea, o ile ciekawa, to wydaje mi się być trudna we wprowadzeniu (a już prawie na pewno czuję, że wymagałaby zmiany konstytucji). Zresztą, nie bardzo wyobrażam sobie takie rozwiązanie również w praktyce – pomijając konieczność utrzymywania _ogólnodostępnej_ bazy danych z cenami wszystkich lokali w Polsce (bo przecież każdy powinien mieć możliwość sprawdzenia ile kosztuje dany lokal i móc go odkupić) to co z ludźmi którzy wyceniają swoją nieruchomość uczciwie, ale po prostu nie chcą jej sprzedać? Zwłaszcza dotyczy to np. ziemi rolnej (za którą często znajdzie się ktoś gotowy zapłacić 30% ponad to, co można uznać za wartość rynkową). Pomijam… Czytaj więcej »
Tom Westlake
Użytkownik
Owszem, musiałaby istnieć ogólodostępna baza danych. No i? Co w tym trudnego? Uruchamiamy stronę nieruchomosci.gov.pl z mapką na której można znaleźć sobie dowolną nieruchomość i sprawdzić jej aktualną wartość. Nie muszą być podane personalia właścicieli, bo niby po co? Imię i nazwisko właściciela wypłynie się dopiero przy zawieraniu umowy kupna/sprzedaży. Gdy chcemy zaktualizować wartość swojej nieruchomości, logujemy się na swoje konto, ewentualnie idziemy do urzędu żeby poświadczyć tożsamość i dokonujemy korekty, która po 5 minutach jest nanoszona do systemu. Mamy 700.000 urzędników, niech się wreszcie do czegoś przydadzą. Czas wizyty w urzędzie – 10 minut. Koszt – śladowy. Jeśli pan… Czytaj więcej »
Paradoks
Użytkownik
Widzę tu bardzo duży problem, wynikający wprost z teorii wartości – wartość mojego domu rodzinnego dla mnie ma się zupełnie nijak do uśrednionej „wartości rynkowej” – czy to znaczy, że jeżeli ten dom ma dla mnie wartość sentymentalną, musi ona zostać opodatkowana, żeby nie narazić mnie za łatwo np. na jego wykupienie przez firmę, która akurat tędy pragnie poprowadzić trasę szybkiego ruchu albo pierdyknąć hipermarket? A jeżeli ja w ogóle nie chcę sprzedać tego domu? I nie chcę się przeprowadzać? Zresztą, nawet cena +30% mnie nie ustrzeże przed wykwaterowaniem, a dla wielkiego funduszu czy innej korpo może i tak być… Czytaj więcej »
Maciek
Użytkownik
Tuaj nie chodzi zeby kazdy mogl wykupic twoj dom za +30% tylko zeby panstwo moglo go odkupic za to. te 130% Wiadomo ze spekulanci byli sa i beda i nie chodzi o to zeby kombinowac ile procent rezerwy jest ok tylko zeby tylko wladze mogly odkupic taki dom. Akurat lokalnym wladzom nie powinno zalezy na wykupowaniu majatkow bo wladze nie maja swoich srodkow(wszystko co maja to pieniadze podatnikow). Pozatym powinno byc zastrzezenie ze taka nieruchomosc wladze musza sprzedac bez straty w ciagu np 12 miesiecy a jak sprzedadza ze strata to urzednik, ktory podjal decyzje o tym, ze nieruchomosc zostala… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik
@Maciek – ideę pozwolenia każdemu na wykup Twojego domu rzucił Tom Westlake, stąd też do jego komentarza odnosiły się później odpowiedzi. :) Wykupywanie domów/mieszkań przez państwo z kolei… Cóż, konieczność zatrudnienia kolejnych urzędników, którzy spędzaliby dnie przeglądając deklaracje wartości domów w poszukiwaniu niedoszacowanych, moim zdaniem sprawia że cały ten pomysł praktycznie nie ma sensu. A biorąc pod uwagę że w Polsce mieszkań i domów są pewnie dziesiątki milionów (a tu jeszcze działki, lokale usługowe…), i ocena który jest przeszacowany, a który nie, staje się naprawdę bardzo skomplikowana. No a na dodatek, jeśli państwo ma wykupywać dom z narzutem 30%, to… Czytaj więcej »
Maciek
Użytkownik
@Mad Hatter I tutaj sie mylisz nie potrzeba wcale tabunu urzednikow. Obecny system jest jeszcze bardziej skomplikowany – wiem bo projektowalem i wdrazalem system IT do automatyzacji podatkow dla Szczecina. I mimo ze obecne prawo jest zakrecone jak swinski ogon to dalo sie to zrobic. Robota ktora wczesniej stado urzednikow klepalo przez pol roku system robil w kilka dni (przeszlo 100k decyzji podatkowych). Przy wlasnorecznym szacowaniu system moglby byc duzo prostszy I wystarczylaby 1/4 obecnych urzednikow ktora przegladalaby kilka raportow I wylapywala takie rodzynki ktore sa mocno zanizone. To nie problem dla panstwa, ze ktos zanizy wartosc o 10-20% –… Czytaj więcej »
Tom Westlake
Użytkownik
Czasem chwytamy się za głowę słysząc w mediach, że na jakiejś licytacji w Nowym Jorku obraz przedstawiający białą kropkę na czarnym tle został sprzedany za 10 mln dolarów. Ale nie ma w tym nic dziwnego. Odwieczna zasada mówi, że produkt jest zawsze wart tyle, ile jest w stanie zapłacić za niego kupujący. Jeśli za ten obraz ktoś chciał zapłacić 10 mln (i to nie tylko jedna osoba, bo żeby dojść do tak wysokiej kwoty musiało znaleźć się co najmniej dwóch potencjalnych chętnych) to znaczy że NAPRAWDĘ jest tyle wart i nasze pukanie się w czoło nic tu nie zmieni. Przekładając… Czytaj więcej »
Paradoks
Użytkownik
Widzę, że nie udało mi się napisać jasno najważniejszej istoty tego, co chcę powiedzieć, więc dam wersję skróconą – jeżeli coś jest moją własnością, to ani Ty, ani Kapitan Państwo nie macie prawa zmuszać mnie do transakcji sprzedaży, jeżeli tego nie chcę. Koniec, kropka. Innymi słowy trzeba wymyślić inny sposób na zniechęcanie do zaniżania wartości na potrzeby podatkowe. Nie jestem przywiązany do swojej propozycji, była rzucona na szybko, więc nie będę na ten temat kruszył kopii, ale przy wycenie przy sprzedaży miałem na myśli raczej jakąś średnią odprowadzanych podatków, a nie najbardziej łatwą do obejścia formę „z zeszłego miesiąca”. Chociaż… Czytaj więcej »
sing.dst
Użytkownik
Ciekawy artykuł. Ogólnie jeżeli chodzi o kataster to jest on również niesprawiedliwy, bo dlaczego „nieruchomość” ma być opodatkowana a np. brylanty czy złoto już nie ? Tak samo jak można opodatkować nieruchomości można sobie wyobrazić opodatkowanie samochodów czy innych dóbr – dla mnie mało logiczne. Jedynie, co wydaje mi się rozsądne, to np. opodatkowanie ziemi, opodatkowanie dóbr naturalnych – jako że należą one do matki Ziemi, a że Polska ma ten kawałek matki Ziemi to należą z automatu do każdego obywatela Polski. Takie podatki zresztą istnieją w takiej czy innej postaci. Ale one moim zdaniem mają sens. Z wyceną ziemi… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik
Zaprojektowanie całego systemu podatkowego żeby był sprawiedliwy to zupełnie osobne zagadnienie. ;) Podatek od ziemi/dóbr naturalnych może i byłby sprawiedliwy, ale tylko wtedy jeśli wyceny ziemi miałyby jakikolwiek sens, a każdy kto miał do czynienia z odrolnianiem działek wie, że w Polsce jest do tego bardzo daleko… Powiedziałbym, że wcale nie byłoby sprawiedliwiej niż katastrem (pomijając już oczywiste pytanie, czy w takim razie opodatkowywujemy to nieszczęsne złoto, albo, co gorsza, brylanty – i co z brylantami wytworzonymi sztucznie?). Podatek inflacyjny… Ech, można próbować, ale tylko wtedy jeśli rzeczywiście całość produkcji waluty znalazłaby się w rękach państwa i ten podatek byłby… Czytaj więcej »
clockselector
Użytkownik
Wpis traktuje o podatkach w ogóle, a jest to temat długi jak rzeka Nil. Dlatego poprzestanę na stwierdzeniu, że zawiłość opodatkowania osób fizycznych to także element wspomnianej w poprzednich wpisach propagandy – czyli tzw. „ściemy”. Zostawmy na razie samo kondominium i przejdźmy do ew. podatku katastralnego na terenie tegoż kondominium. Najwększe emocje budzi wysokość stawki podatkowej. Trudno dać jednoznaczną odpowiedź na pytanie „Jaka powinna ona być?” – bo niby dlaczego 0.5% ma być lepsze niż np. 1.5%? Albo czy nie lepiej zastosować stawkę progresywną zamiast liniowej? Myślę, że niezależnie od wybranego wariantu ten podatek przede wszystkim nie powinien być krzywdzący,… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik

Nie jestem pewien, do czego zmierzasz: czy podatek katastralny powinien mieć w takim razie różną wartość dla różnych nieruchomości? Tzn. jeśli zbuduję sobie dom z drewna, obliczony na 20 lat, czy mam płacić 4%, a jeśli zbuduję dom z granitu (kto bogatemu zabroni) obliczony na 200 lat, to mam płacić tylko 0.4%? Czy też chcemy wyliczyć średnią przewidywaną długość życia budynku mieszkalnego i na tej podstawie wyznaczyć tę stawkę?

No i najważniejsze: co z ziemią w takim układzie? :)

clockselector
Użytkownik
Szanowny autorze, Sam przyznałeś powyżej dość eufemistycznie, że zaprojektowanie sprawiedliwego systemu podatkowego to „osobne zagadnienie”. Ja stawiam taką oto tezę: Każdy podatek jest niesprawiedliwy, jednak spośród nich wszystkich najsilniej niesprawiedliwy jest dochodowy. Organicznie nie trawię wprowadzania kolejnych haraczy bez istotnego uzasadnienia, dlatego poprę likwidację krzywdzącego PITu na rzecz mniej krzywdzącego katastralnego. Dla prostoty byłoby idealnie przyjąć stawkę liniową, ale to zrównałoby gołą ziemię z w pełni wykończonym budynkiem, co zakrawa na nonsens. Dlatego sądzę, że lepiej rozróżnić te dwie kategorie przydzielając im odrębne stawki. Budynek mieszkalny zapewnia przywilej zamieszkiwania terytorium PRL v2.0 . Trudno powiedzieć to samo o gołym placu,… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik
Czy rzeczywiście najbardziej niesprawiedliwy jest dochodowy? Powiedziałbym, że lepszy liniowy dochodowy niż progresywny katastralny. ;) Ale zgadzam się, że liniowy należy do najgorszych podatków. Jednak to nie o to mi chodzi, a bardziej o inne zagadnienie: dlaczego uważasz, że stawka powinna być zależna od średniego czasu życia budynku? Przecież budynek który ma stać 20 lat będzie miał oczywiście niższą wartość, niż taki który ma stać 40 czy 60 lat. Co więcej, człowiek będzie mieszkał w budynku tyle czasu, ile będzie żył, a nie tyle, ile budynek będzie stał (to oczywiste: jeśli zbuduję ten barak który po 20 latach się zawali,… Czytaj więcej »
clockselector
Użytkownik
Być może jesteś w stanie znaleźć moralne uzasadnienie dla ustroju, w którym pożyteczna praca wykonywana przez człowieka z jego własnej, nie przymuszonej woli może być NIELEGALNA. Ja osobiście nie potrafię. Że nie wspomnę o takim absurdzie, jak finansowanie z PITu m. in. zasiłku dla niepracujących… Cały czas podtrzymuję następujące stanowisko: należy opodatkować konsumpcję a nie pracę zarobkową – przecież ciężka, fizyczna robota to żaden luksus! Każdy podatek liniowy będzie efektywniejszy (czyli lepszy) od progresywnego z racji prostoty – tutaj zgadzam się w 100%. Nie napisałem nigdzie, że stawka powinna zleżeć od wieku budynku. Podane 60 lat dotyczyło propozycji jednolitego standardu… Czytaj więcej »
Kamil
Użytkownik
Nie wypowiadałem się jeszcze na tym zacnym blogu, ale jak przeczytałem ten artykuł, to nie widzę innej możliwości:) Pomysł, że ktokolwiek mógłby odkupić ode mnie mój dom bez mojej zgody jest po prostu absurdalny. Nie wiem, jak inaczej to ująć. Przychodzi do mnie fundusz inwestycyjny i mówi, że za miesiąc czy dwa ma mnie nie być, bo kupił mój dom za 150% wartości, jaką zadeklarowałem, że jest warty. Absurd. Skoro ludzie korzystają z infrastruktury państwa (czyli naszej) czy obrony terytorialnej wojska w takim samym zakresie, to czy nie byłby sensowny w przypadku osób fizycznych podatek pogłówny? Natomiast firmy prowadzące interesy… Czytaj więcej »
Tom Westlake
Użytkownik
Dlaczego widzisz tylko jedną stronę medalu? To tak jakbyś wygrał na loterii pobyt na Seszelach i narzekałbyś że „cholera, muszę wziąć urlop w pracy, muszę się spakować, muszę dojechać na lotnisko…”. Miałeś dom wart 500.000 zł, a już za miesiąc dostaniesz od funduszu inwestycyjnego czek na ćwierć miliona złotych! Jedyny problem – trzeba poszukać w okolicy podobnego domu do tego w którym obecnie mieszkasz. W miesiąc zarobisz tyle, co przez przez ostatnie 10 lat. Moim zdaniem sytuacja wymarzona, tyle tylko że… zupełnie nierealna. Jeśli prawidłowo zadeklarujesz wartość swojej nieruchomości, to żaden fundusz Cię nie wykupi, bo nie ma sensu płacić… Czytaj więcej »
grisby
Użytkownik
@ sing.dst Podatek węglowy! Zamiast opodatkowywać pracę, zyski, obrót czy majątek można opodatkować zużycie nieodnawialnych zasobów stojących za procesami niezbędnymi do ich wygenerowania. Istnieje idea wprowadzenia podatku węglowego obejmującego u źródła paliwa kopalne (węgiel, ropa, gaz) potrzebne do wygenerowania energii dla PKB w kwocie zastępującej obecne podatki wprowadzanego stopniowo w horyzoncie kilkunastu/kilkudziesięciu lat. Główny cel takiej formy opodatkowania to zwiększenie efektywności energetycznej, ‚sprawiedliwe’ czyli rynkowe opodatkowanie konsumpcyjnego=energochłonnego stylu życia (duże domy, paliwożerne auta, krótki cykl życia produktów itp.), uniezależnienie od zewnętrznych źródeł energii i oczywiście zapobieganie zmianom klimatu (przepraszam z góry wszystkich zwolenników JKM, do których onegdaj należałem ale w… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik

A jak w takiej sytuacji opodatkowujemy uran/rudy uranu, energię tzw. odnawialną (w szczególności słoneczną* i wiatrową**) i jak sprawdzamy ślad węglowy rzeczy importowanych z Chin (bo nie ukrywajmy, że Chińczycy raczej nie dadzą się przekonać do wprowadzenia takiego podatku, a bardzo duży procen europejskiego importu pochodzi właśnie stamtąd) i USA (oni nawet protkołu z Kioto nie chcieli ratyfikować, a co dopiero podatek węglowy!)?

*Problemy z magazynowaniem i nieodnawialnymi zasobami litu.
**Metale ziem rzadkich w wiatrakach, kolejny zasób nieodnawialny.

grisby
Użytkownik
Chiny obecnie inwestują najwięcej na świecie w odnawialne źródła energii zarówno w wartościach względnych jak i bezwzględnych więc nie wykluczałbym, że nawet od nich taka inicjatywa mogłaby wyjść. Energia jądrowa czy odnawialna byłaby oczywiście nieopodatkowana (co najwyżej pośrednio przez podatek nałożony na procesy niezbędne do wdrażania tej energetyki). Głównym celem takiej reformy podatkowej jest zwiększenie efektywności energetycznej i zmiany stylu życia na mniej energochłonny i zależny od źródeł zewnętrznych co ma szereg pozytywnych skutków makro a najważniejszym to efektywna redukcja emisji CO2 z użyciem mechanizmów rynkowych. Obecnie wzrost PKB = wzrost konsumpcji energii a w skali świata ponad 90% pochodzi… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik
Temat rzeka jak temat rzeka, ale krótko mówiąc, postulujesz podatek od emisji CO_2, celem zmniejszenia jego emisji. :) Zaryzykowałbym tezę, że to bardziej temat na dyskusję energetyczną, niż podatkową – skutki takiego podatku sięgałby o wiele, wiele, wiele dalej niż katastru, a nawet dalej niż większości innych podatków. Dlaczego? Cóż, jak sam piszesz, energia w skali świata uzyskiwana jest w ponad 90% z kopalin – nie dlatego, że źli kapitaliści chcieliby urządzić sobie dżunglę na Grenlandii, tylko dlatego, że tak jest tanio i efektywnie. Inne metody pozyskiwania energii dzielą się na niepoprawne politycznie (atom) i niepoprawne ekonomicznie (źródła odnawialne), i… Czytaj więcej »
grisby
Użytkownik

Hmm… Zaryzykuję stwierdzenie, że energetyka oparta na kopalinach zaczyna się zaliczać zarówno do niepoprawnych politycznie jak i ekonomicznie.
Politycznie bo krajom nisko położonym już teraz zagląda w oczy groźba relokacji, krajom południowym wizja klęsk głodu w wyniku ekstremalnych fal upałów, krajom północy wizja masowych migracji z południa itd. itd.
Ekonomicznie bo zaliczając do kosztów tej energii również te wszystkie wyżej wymienione koszty z przyszłości i wiele, wiele innych jest ona raczej najdroższą z tym, że cenę zapłacą przyszłe pokolenia.

Garść danych: http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/3208/bloomberg-wiatr-tanszy-niz-atom-i-wegiel

Mad Hatter
Użytkownik

Jeśli mam do wyboru „Ziemię na rozdrożu” i Korwina, to dziękuję, ale wolę Korwina. Zwłaszcza jak widzę że _wiatr_ jest tańszy niż _atom_… Po uwzględnieniu prognozowanej produkcji z wiatraków. Ja też sobie mogę wyprognozować, że temperatura na świecie spadnie o 3 stopnie w ciągu najbliższych stu lat i będę miał podobną wiarygodność…

sing.dst
Użytkownik
offtopic Słuchajcie, czy ktoś też z Was ma dylemat czy kupować/budować dom dla rodziny z dziećmi pod miastem (np. w pobliżu jeziora, lasu) czy kupować mieszkanie w dużym mieście. Przyznam szczerze, że to jedyna rzecz w której nie potrafię podjąć decyzji, motam się jak prawiczek który zalicza pierwszy raz. Znam mnóstwo stron, artykułów ale mimo tych za i przeciw każdej opcji nadal jestem w kropce, a to dlatego, że w obu wyborach „będę się wewnętrznie spalał” – nie chodzi w ogóle o koszty rozwiązań. Jeżeli wybiorę dom: – będę raczej woził dzieci do dobrych przedszkoli/szkół w dużym mieście, będę się… Czytaj więcej »
sing.dst
Użytkownik

Tutaj widać mapę zanieczyszczeń:
http://aqicn.org/map/europe#@g/50.9957/16.4766/6z

Teraz trochę popadało, ale jak nie pada dłuższy czas to Wrocław i Kraków żądzą. Na Pomorzu, Mazurach zanieczyszczenie jest minimum kilkukrotnie niższe. Nikt tego nie bierze pod uwagę. Czyżby miliony żyjący w tych miastach mogli się mylić ? <;

sing.dst
Użytkownik

*rządzą… <;

Mad Hatter
Użytkownik
Dom w mieście. We Wrocławiu jest kilka osiedli tego typu (Wielka Wyspa, okolice ulicy Grabiszyńskiej/Hallera/Odkrywców, no i mój faworyt: osiedle za WORDem przy Armii Krajowej, tj. ulica Ziębicka i okoliczne). Domy w większości są w Twoim preferowanym zakresie wielkości (100 i trochę więcej metrów kwadratowych); wprawdzie są sporo droższe niż mieszkania/domy na wsi, ale za to łączą większość zalet z obu opcji, pozostawiając poza ceną tylko problem zanieczyszczeń… Który raczej będzie się już tylko zmniejszał, choćby ze względu na to, że teraz jest to temat ‚na topie’. A jeśli chodzi o dojazdy – miałeś kiedyś okazję dojeżdżać ze wsi do… Czytaj więcej »
sing.dst
Użytkownik
Masz rację co do kosztów psychicznych dojazdów. Dużo moich znajomych w ogóle nie bierze takich rzeczy pod uwagę a teraz się spalają w tych korkach, marnują swoje życie. Co do spalin, zanieczyszczeń – też masz rację, tzn. również żywię nadzieję że będzie to szło w dobrym kierunku (pełno jest np. bilboardów dotyczących smogu w mieście etc.). Jeżeli chodzi o dom we Wrocku jasne że to rozważałem tylko tematy powyżej 1mln są już trochę grube jak dla mnie, a z kolei mniejsze szeregówki mają takie „działki” że tam grilla postawisz i zero wolności, na wsi to walniesz sobie 10-15ar działkę i… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik

Jeśli chodzi o lokalizacje, to jest ich więcej, zwłaszcza jeśli jesteś w stanie przeboleć nieco więcej dojazdów za cenę nieco większej działki – Żerniki, Stabłowice, na Leśnicy zdaje się można czegoś szukać i na Maślicach… Wbrew pozorom jest sporo domów jedno- i kilkurodzinnych we Wrocławiu, tylko fakt, tanie nie są, nawet w najlepszych momentach. :)

Tom Westlake
Użytkownik

Ja wprawdzie jestem zadeklarowanym miłośnikiem wielkomiejskiego życia i umarłbym z nudów żyjąc na wsi, ale w Twojej sytuacji wybrałbym wieś z dobrym dojazdem KOLEJOWYM do miasta. Wtedy korki Cię nie interesują, a z centrum możesz sobie szybko dojechać tramwajem do dowolnego miejsca w mieście. Nie napisałeś ile lat mają dzieci, ale sądząc po kontekście zakładam że niewiele. Dopóki są małe, nie sądzisz że lepiej żeby chodziły do lokalnej, wiejskiej szkoły? Istnieją renomowane gimnazja/licea/uniwersytety, ale o renomowanych podstawówkach nie słyszałem ;) A gimnazjum i wyżej to już taki wiek kiedy dzieci podróżują do szkoły same, więc i Tobie odpada to zmartwienie.

Michał Pańczyk
Użytkownik
Chyba nikt jeszcze nie napisał (ani w artykule, ani w komentarzach) o tym, że podatek katastralny spowodowałby obniżkę cen nieruchomości. Nieruchomości przestałyby być lokatą kapitału (przynajmniej nie w takim stopniu jak obecnie). To jest argument, który powinien zadowolić wszystkich „mających serce po lewej stronie”: obecnie najbiedniejsi nie posiadają nieruchomości, natomiast najbogatsi mają ich (wg niektórych) „aż nadto”. Np. ziemia rolna leży odłogiem i nie zarabia na siebie, bo nie musi – jej cena rośnie, więc sama w sobie jest inwestycją. Po wprowadzeniu podatku kat. byłaby kosztem prowadzenia działalności produkcyjnej. Chcę coś robić? – kupuję ziemię, magazyn, biurowiec. Kończę działalność? –… Czytaj więcej »
sing.dst
Użytkownik
Jestem za obniżką cen ale zupełnie z innej perspektywy, na pewno nie lewicowej. Im sobie szybciej uświadomisz, że całe życie jest niesprawiedliwe i tworzenie na siłę sztucznych mechanizmów normujących je jako sprawiedliwe nic nie da tym lepiej dla wszystkich i Ciebie i otoczenia. Takie jest moje zdanie. Zacznijmy od tego, że człowiek człowiekowi nierówny, już przy genach są różnice. Zatem tam też trzeba by było na siłę wyrównywać szanse podmieniając geny na te same. To oczywiście absurd, ale do tego się to na końcu sprowadza. Zaczniesz od sprawiedliwości społecznej w nieruchomościach, później powiesz że na każdą pracę ma każdy szansę,… Czytaj więcej »
Michał Pańczyk
Użytkownik
Zgadzam się z Tobą prawie ze wszystkim. Zauważ, że napisałem o tym argumencie z perspektywy lewaka, bo na moment stanąłem w jego butach. Daleko mi do tej ideologii. To miał być argument dla osób, które np. mówią, że bogaci mają płacić większe podatki, żeby było sprawiedliwie społecznie, co uważam za absurd. Od dawna jestem świadomy niesprawiedliwości świata. Natomiast nie każda próba „tworzenia na siłę sztucznych mechanizmów” jest zła. Czymże jest np. prawo rzymskie, jak nie „tworzeniem na siłę sztucznego mechanizmu normującego [życie] jako sprawiedliwe”? Inna sprawa, że prawo nie jest w stanie i nie powinno regulować życia w pełni –… Czytaj więcej »
clockselector
Użytkownik

@sing.dst
Od dawna zastanawia mnie różnica między „sprawiedliwością społeczną” a sprawiedliwością po prostu. Z doświadczenia wiem, że dodatkowe epitety uszczegółowiają pojęcie podstawowe. Jest to równoznaczne z zawężniem rozpatrywanego zbioru elementów. W kontekście społeczeństwa może chodzić o zawężenie zbioru beneficjentów „sprawiedliwości” – osobom spoza tego zbioru pozostaje już tylko jawna niesprawiedliwość…
Pozdrawiam

Mad Hatter
Użytkownik

Sprawiedliwość społeczna to sprawiedliwość na obszarze społecznym, w przeciwieństwie do sprawiedliwości np. sportowej, a nie sprawiedliwość dla społeczeństwa. :)

grimper
Użytkownik
Podatek katastralny jest chyba ulubionym podatkiem do straszenia ludzi. Przed poprzednimi wyborami regularnie pojawiały się informacje, że zostanie cichcem wprowadzony i wszyscy zapłacimy wielkie pieniądze. Była to oczywiście nieprawda, bo w Polsce obecnie nie trwają prace nad jego wprowadzeniem. Wydaje mi się również, że jego wprowadzenie nie jest do końca możliwe ze względu m in na bałagan w strukturze własnościowej wielu nieruchomości. Najbardziej dyskusyjną częścią podatku katastralnego jest jego sposób naliczania i co za tym idzie wysokość, ale to właśnie powoduje, że jest to idealny podatek sterujący. Bo gdyby tak naliczyć wszystkim nieruchomościom podatek będący ułamkiem ich wartości to efektem… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik
Super, dzięki za informacje o danych podatkowych! Przyznam, że nie szukałem za głęboko, bo też nie było to moim celem przy tym tekście, ale faktycznie, dane podane przez MF dla 2013 są też bardzo, bardzo mocno różne od tych, które znalazły się na Wikipedii (na podstawie infografiki wykonanej na podstawie projektu zamieszczonego na stronie KPRM, więc wydawałoby się, że są wiarygodne…). Odnośnie jednak różnicowania podatku katastralnego w zależności od przeznaczenia i struktury właścicielskiej nieruchomości, to też wydaje mi się że jest to o wiele dalej sięgające, niż widać na pierwszy rzut oka: 1) pierwsza nieruchomość zwolniona: a co jeśli masz… Czytaj więcej »
grimper
Użytkownik
Dane z projektu budżetu to nie to samo co w rzeczywistości spłynęło do niego na koniec roku i stąd są pewnie różnice. Co do samego podatku katastralnego – chyba jest korzystne dla wszystkich uporządkowanie własności, nieprawdaż? Obecnie wielu inwestorów narzeka na przeciągające się terminy uzyskiwania decyzji o warunkach zabudowy. No ale zbyt częste są sytuacje typu kamienica ze wspólnota mieszkaniową i co drugie mieszkanie ma po kilku właścicieli i urząd wszystkich musi zawiadomić. PK wymusiłby uproszczenie własności. ad.2 Oczywiście można kombinować, ale to jednak jest ryzyko – pokłócisz się z bratem czy szwagrem i co wtedy? Zresztą problemem raczej nie… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik
Uporządkowanie własności – pewnie korzystne… Ale czy dla wszystkich? Jeśli masz te swoje 2/5 mieszkania i jesteś z tego zadowolony, to wymuszanie zmiany struktury własności na… No właśnie, na jaką? A już wspólnota mieszkaniowa to całkiem, co mają, wszyscy przenieść własność na pana Józia spod jedynki, bo on jest bezrobotny i zawsze będzie odbierał korespondencję? ;) Zresztą, nie wiem w jaki sposób miałoby to wymusić uproszczenie własności – w końcu musi być jakiś sposób żeby obliczyć ten podatek, i to sposób ścisły, inaczej cała rzecz jest o kant tyłka rozbić. Jasne, że będzie go ciężko stworzyć… Ale to nie problem… Czytaj więcej »
grimper
Użytkownik
Nic nie pisałem o wspomaganiu takich czy innych osób, więc porównania z obdarowywaniem pana Józia są bezpodstawne. Natomiast – powiedz mi jaka jest korzyść z posiadania 1/3 mieszkania kuzynki, 1/16 ciotki i 3/32 brata? Żadna, bo jak przychodzi co do czego to powoduje tylko górę papierkowej roboty. I nie daj Boże ktoś umarł, wyjechał na Spitsbergen, Japonii lub Kamczatkę i jest z nim utrudniony kontakt. Ludzie nie rozwiązują takich sytuacji ze względu niską kulturę prawną i brak kasy. Taka sytuacja nie jest problemem ustawodawcy tylko realnych ludzi. Wystarczy poczytać księgi wieczyste. Co do 2 akapitu: pół centrum Katowic jest pustostanem.… Czytaj więcej »
wpDiscuz