O zaletach wynajmu

Nim powstanie wpis podsumowujący najważniejsze wydarzenia ostatnich miesięcy (choć wpis właściwie już powstał… w głowie i czeka tylko na przelanie na „papier”), nasz stały czytelnik postanowił kontynuować wątek wynajmu, tym razem z punktu widzenia pewnej zalety wynajmowania mieszkania, o której mówi się bardzo rzadko, tymczasem jest to zaleta dość zacna.
Mad Hatter pisze tak:

Od czasu do czasu spotykamy się – nie tylko na tej stronie, ale też w rozmowach z rodziną czy znajomymi – z opiniami że wynajem to coś fundamentalnie gorszego niż posiadanie własnego mieszkania.

Wiele zostało już powiedziane na ten temat, zarówno na korzyść wynajmu, jak i posiadania własnego M. Nie jest moim celem tutaj powtarzać argumenty jednej lub drugiej strony (chociaż zebranie ich w jednym miejscu może być pomysłem na artykuł, więc zachęcam kogoś, kto ma więcej czasu ;) ), ale dorzucenie swojej cegiełki w postaci argumentu, z którym do tej pory się nie spotkałem, a który – przynajmniej w mojej opinii – może mieć duże znaczenie.

Otóż wynajmując mieszkanie – a jeszcze lepiej więcej niż jedno, niekoniecznie naraz – mamy okazję na własnej skórze przekonać się, w jakim mieszkaniu chcielibyśmy mieszkać. Innymi słowy, korzystając z cudzych mieszkań, mamy okazję zebrać doświadczenia, których nie mamy szans zebrać, kupując mieszkanie na samym początku życiowej drogi.

Co ciekawe, jest to wniosek, który uderzył mnie zupełnie niedawno. Ostatnio się bowiem tak złożyło, że osiadłem w nowym mieszkaniu, sporo większym niż poprzednio. To już czwarte miejsce, w którym mieszkam (nie licząc krótkich epizodów w dzieciństwie) i drugie odkąd skończyłem studia. Kiedy już byłem dość dobrze rozgoszczony w nowym miejscu i zdążyłem się kilka razy zirytować na baterię przy łazienkowej umywalce (mniejsza z tym, dlaczego), zajrzała do nas w odwiedziny znajoma, która przygotowywała się właśnie do swojego ślubu, między innymi remontując mieszkanie, które dostała wraz z narzeczonym od babci w ramach ślubnego prezentu. Dla niej było to drugie miejsce do mieszkania, po domu rodzinnym w którym spędziła całe dotychczasowe życie (nie wyprowadzała się z niego na studia) i wraz z narzeczonym zaczęli nas pytać o różne rozwiązania związane z urządzaniem mieszkania –  wtedy właśnie mnie to uderzyło.

Ponieważ mieszkałem do tej pory w czterech różnych miejscach, gdzie były cztery różne umywalki i cztery różne baterie, mogłem z czystym sumieniem wymienić problem jaki miałem z obecną baterią, wyjaśnić skąd się on bierze oraz zasugerować lepsze rozwiązanie. Jeśli sam postanowię osiąść gdzieś na stałe, kupując mieszkanie, będę w stanie zwrócić uwagę na to jaka jest tam bateria łazienkowa, i wziąć na to poprawkę – na przykład uwzględnić koszty wymiany przy szacowaniu ceny remontu. Dla kogoś kto do tej pory mieszkał tylko w jednym miejscu konieczne jest oparcie się na mieszance intuicji, pytań do innych i bardzo jednak ograniczonych doświadczeń które można wynieść z użytkowania przeróżnych sprzętów będąc przykładowo u kogoś w odwiedzinach.

Ale bateria umywalkowa to oczywiście nie jedyne doświadczenie, które zebrałem w trakcie paru lat wynajmowania mieszkań. Wiele z nich byłoby jeszcze trudniej zebrać w inny sposób. Wymienię tutaj kilka przykładów rzeczy, za które jestem skłonny dopłacić w kupowanym mieszkaniu, a w których zorientowałem się dopiero wynajmując:

* Duża łazienka z wanną i prysznicem (w wynajmowanym mieszkaniu nie byłbym skłonny płacić więcej za coś takiego, ale już w kupowanym i owszem). Zarówno wanna, jak i prysznic mają swoje zalety i zastosowania, których nie doceniłbym, gdybym nie spędził paru lat mając do dyspozycji tylko jedno albo tylko drugie.
* Drzwi do pokoi. Moje obecne mieszkanie nie ma drzwi do kuchni, salonu i gabinetu, tylko do sypialni/łazienki. Z różnych powodów doszedłem do wniosku, że w następnym mieszkaniu jednak tych drzwi potrzebuję. Których dokładnie, to zależy od układu mieszkania, ale na pewno więcej niż mi się wydawało, zanim zostałem zmuszony do mieszkania bez nich.
* Pociągnięcie własnych kabli. Jeżeli zdecyduję się kiedyś kupić mieszkanie z rynku wtórnego, to z pewnością uwzględnię dodatkową kwotę na wymianę instalacji elektrycznej i położenie wraz z nią kabli do sieci lokalnej. W mieszkaniu moich rodziców nigdy nie miałem z tym problemów, jednak w tych które wynajmowałem od tego czasu już tak i wolę założyć, że gdziekolwiek nie kupię mieszkania, prawie na pewno będę chciał instalację co najmniej poprawić.

Oczywiście, niekoniecznie są to cechy, za które byłby skłonny zapłacić ktoś inny. Może Ty, drogi czytelniku, wynajmując mieszkanie z niewielką kuchnią zrozumiesz, że i tak z niej zbytnio nie korzystasz i wystarczy Ci aneks, co pozwala zaoszczędzić? Albo z kolei uznasz, że drzwi do każdego pomieszczenia bardziej Cię denerwują, niż Ci pomagają i zdecydujesz się na mieszkanie na planie otwartym? Albo że tak uwielbiasz przebywanie na balkonie, że jesteś skłonny dopłacić do mieszkania z balkonem? Tak czy inaczej, wynajmując mieszkanie i testując dane rozwiązanie przez rok czy dwa, możesz sprawdzić je dużo taniej i łatwiej niż mieszkanie kupując.

Jest takie powiedzenie, że pierwszy dom buduje się na próbę, drugi dla kogoś, a dopiero trzeci dla siebie. Jestem zdania że dużo taniej jest pierwsze dwa wynająć, a zbudować dopiero ten dla siebie.

Mad Hatter

Temat opisany przez naszego drogiego czytelnika jest wyjątkowo bliski naszemu sercu, bo mamy bardzo podobne doświadczenia (może niekoniecznie z umywalką/baterią, ale jednak). Poza domem rodzinnym przyszło nam do tej pory mieszkać w dwóch akademikach (mało istotne) oraz  w 5 mieszkaniach. Dodatkowo los chciał, że pracowaliśmy także w 4 różnych domach (mimo że praca wciąż ta sama), więc doświadczenia w tej kwestii udało się zdobyć całkiem różnorodne. W każdym mieszkaniu/domu coś nas zaskakiwało. Najczęściej nie była to jedna rzecz, tylko kilka – zawsze znalazło się jakieś zaskoczenie na plus i jakieś zaskoczenie na minus.
W pierwszym mieszkaniu dowiedzieliśmy się chociażby tego, że parkowanie samochodu bez garażu, albo co najmniej wyznaczonego miejsca postojowego, jest w zasadzie niemożliwe (przynajmniej dla kogoś, kto uważa, że samochód ma duszę – jeśli komuś nie przeszkadza „rysa” raz na trzy miesiące, albo utrata radia wartego 50 złotych w najbardziej „elitarnej” dzielnicy stolicy, to inna sprawa). Zobaczyliśmy, że ludzie z własnej woli żyją za kratami (dodatkowe metalowe przejście z klatki do 3 mieszkań, zamykane na klucz) oraz widzieliśmy na własne oczy piwnice, które wyglądały tak, jakby tydzień temu mordowano tam powstańców warszawskich (autentycznie takie było nasze pierwsze skojarzenie!). Przy tym wszystkim fakt, że istnieją kuchnie, w których tylko jedna osoba z dwóch jest w stanie postawić swoją herbatę na stole, a druga musi ją postawić na pralce(!), bo inaczej się nie da, a okno z rzeczonej kuchni prowadzi wprost na drugą ścianę budynku w odległości około jednego metra, był tylko nic nie znaczącą ciekawostką.
W drugim mieszkaniu dowiedzieliśmy się rzeczy, która wartościowa stała się dopiero po latach – okazuje się, że w jako tako normalnych czasach (przełom tysiącleci) budowano mieszkania dwupokojowe o powierzchni 60m2 – rzecz zupełnie niespotykana w czasach obecnych, w których deweloperzy stworzyli modę na mieszkania „kompaktowe” (żeby obniżyć cenę za całe mieszkanie, ale nie cenę za metr), gdzie na 45m2 potrafią się spokojnie zmieścić 3 pokoje (masakra). W tym samym mieszkaniu dowiedzieliśmy się również, że da się usłyszeć, jak sąsiad podciera sobie pupę (nawet kiedy nie ma specjalnego zatwardzenia), tymczasem nam się zdawało, że niemożliwością jest to usłyszeć przez drzwi, a co dopiero przez ścianę pomiędzy mieszkaniami. Niemniej jednak to mieszkanie miało więcej niespodzianek na plus niż na minus – budynek (kamienica?) kameralny, mili sąsiedzi, którzy się jako tako kojarzą, fajne miejsca garażowe (człowiekowi się wtedy wydaje, że jego ukochane auto jest niezagrożone, bo od obu sąsiadów oddziela je porządne 10cm pustaka… do czasu, aż przyjedzie z koleżanką, która nie wie, że drzwi nie zawsze trzeba otwierać na maksa :(
Trzecie mieszkanie wzbudziło w nas najbardziej mieszane uczucia (zaczęło się od efektu „wow!”, a skończyło się na „uciekajmy stąd! Jak można tu mieszkać całe życie?”). Okolica to było zatrzęsienie bloków powered by JWC, które przy pierwszej wizycie robiły wrażenie apartamentowców (nie tylko z nazwy). Bardzo ładna klatka, wszędzie czysto i schludnie, basen dla mieszkańców… jednym słowem mieszkać i nie umierać! Niestety z czasem czar prysł, a zaczęło się od rzeczy dość prozaicznej – jak człowiek spojrzał na wejście do windy, które było krzywe (na oko coś ze 3cm różnicy pomiędzy dołem i górą), to zaczął mieć wątpliwości, dlaczego to wszystko jeszcze stoi. Potem ze stropów w garażu popadało trochę deszczu (na szczęście ominął on kilka miejsc, w tym akurat nasze), a na korytarzu spotkaliśmy jakaś „wnękę”, która wyglądała jak zsyp na śmieci, ale bez zsypu (dobrze, że Ruda jest kreatywna i wymyśliła dla niej zastosowanie, w sam raz na dwie osoby ;) Po kilku dniach okazało się, że deweloper zaoszczędził na kominach wentylacyjnych i z racji ich mniejszej średnicy zastosował „wyciąg mechaniczny”, który nie dość, że niewiele wyciągał, to hałasował niemiłosiernie – mimo że lubimy ciszę, to różne dźwięki potrafimy znieść (łezka się kręci w oku na wspomnienie o grupach japońskich „suszarek” startujących w środku nocy spod świateł pod pierwszym mieszkaniem, potrafiących się rozpędzić na pełnym gazie nawet i do czwartego biegu – tego można było słuchać dla przyjemności!), ale odgłos wentylatora „Helios” to była masakra (choć widocznie nie taka wielka, skoro mieszkaliśmy tam przez 4 lata). W tym mieszkaniu dowiedzieliśmy się też, że istnieją sedesy zawieszone tak wysoko, że podczas tego i owego można sobie radośnie fikać nóżkami (a nie jesteśmy jakiegoś specjalnie mizernego wzrostu, skoro dajemy radę na siatce 2.43 ;)
Czwarte mieszkanie w ostatecznym rozrachunku było chyba najbardziej pozytywnym doświadczeniem (kto by się spodziewał, że kuchnia zintegrowana z przedpokojem to będzie absolutny hit?). Wymiana pionów w 10-letnim budynku jakoś nas nie zdziwiła, ani nie ruszyła (z racji uzasadnionych przekonań o „solidności” naszych wiodących stołecznych deweloperów), wieczorna ciemność oraz pobudki o czwartej rano też niespecjalnie (jak się ma świadomość, że mieszkanie jest na parterze i ma kierunek południowo-wschodni). Zaskoczyło nas tylko to, że można dzień w dzień przez 20 godzin na dobę kozłować piłką od kosza na boisku tuż obok… Aaa… no i jeszcze ten wyjazd z garażu, który nie był równy tylko „pofałdowany” – najpewniej po to, żeby auto nie ślizgało się pod górkę na deszczu lub śniegu, co byłoby pewnie chwalebnym rozwiązaniem, gdyby nie fakt, że… cały wyjazd był pod dachem. W tym mieszkaniu nauczyliśmy się obsługiwać prysznic z przedziwną regulacją temperatury (skala ze stopniami przy pokrętle!) oraz, co najciekawsze, spotkaliśmy kolegę z pracy w bloku obok. Generalnie prawie same zalety – gdyby nie fakt, że trzeba było się przenieść razem z miejscem pracy, to mieszkalibyśmy tam pewnie do dziś.
Piąte mieszkanie jest trochę podobne do trzeciego – początkowe bardzo pozytywne nastawienie z czasem zaczęło się pogarszać (jak można postawić duże osiedle z wyjazdem drogą wewnętrzną na skrzyżowanie bez sygnalizacji, na którym pierwszeństwo mają wszyscy inni, jadący z czterech różnych kierunków… a że miejsce ruchliwe, to wyjazd jest możliwy w zasadzie tylko przy dobrej woli kilku kierowców jednocześnie lub techniką „na perwera”). Okazało się, że w apartamentowcu 7-letnim połowa sufitu potrafi sobie odpaść tak po prostu, informując nieco wcześniej podejrzanymi „rysami”. W tym mieszkaniu dobitnie przekonaliśmy się o tym, że aneks kuchenny połączony z salonem to lepszy sposób na ograniczenie populacji niż środki antykoncepcyjne („Ignaś, nie ściągaj znowu garnków z kuchenki!”) oraz o tym, że na 67m2 można wszystko tak rozplanować, żeby nie starczyło miejsca na piekarnik (a i zmywarka jakaś taka wąska, wymagająca częstego załadunku).
Z drugiej strony… to pierwszy raz, kiedy zdarza nam się wyjść i nie zamykać drzwi od mieszkania (2 mieszkania na klatce… sąsiada lubimy, ale nie wbijamy do siebie bez uprzedzenia ;) No i ten balkon, który ma coś ze 25m2, a człowiek i tak z zazdrością patrzy na sąsiadów niżej, którzy mają ogródki po 150m2 (aż się prosi, żeby im tam jakiś kamyk wrzucić ;)

Podsumowując… nasze doświadczenia z mieszkaniami były przeróżne, ale zawsze bardzo pouczające. Domami do pracy tak bardzo się nie przejmowaliśmy, choć bawił nas fakt, że pod domem za 4 miliony nie da się zaparkować własnego auta – w garażu też nie, bo jest ten jeden centymetr za wąski… Do tego „załatwienie internetu” potrafi trwać 3 miesiące, a podczas „wprowadzki” można zastać sedes zapchany… gruzem(!?). O sąsiadach, byłych SB-ekach, chyba nie ma co wspominać ;)

Jak w każdej dziedzinie, tak i w tematyce mieszkaniowej doświadczenie bardzo się przydaje. Po latach mieszkania w różnych mieszkaniach wiemy już, na co najbardziej zwracać uwagę i co jest dla nas absolutnie krytyczne (oczywiście na pewno nadal są rzeczy, z których nie zdajemy sobie sprawy, skoro każde mieszkanie potrafiło nas mocno zaskoczyć). Znalezienie mieszkania spełniającego wszystkie warunki jest wg nas całkowicie niewykonalne (zwłaszcza w przypadku produktów mieszkaniopodobnych tworzonych przez dzielnych deweloperów). Dlatego kiedyś trzeba będzie iść na kompromis… i to jest kolejny argument, który odwodzi nas od kupna po aktualnych (wysokich) cenach. W końcu jeśli iść na kompromis, to tylko za cenę, która też jest kompromisowa… ;)

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Slawek
Użytkownik

Doswiadczenia zdobyte w czasie wynajmowania- bezcenne. Ja w ten sposob wyleczylem sie z kuchni laczonej z salonem i wspolnej lazienki z WC. Czlowiek tez wyrabia sobie zdanie na temat systemow budowania blokow. U mnie na pierwszym miejscu jest cegla (nawet bloki z polowy lat ’90), a wielka plyta chyba by musiala byc rozdawana za darmo zebym sie zdecydowal w niej zamieszkac.

sing.dst
Użytkownik
@Mad ostatnio z żoną również doszliśmy do takiego wniosku :) Niektórzy mają taką lipę rozwiązaną, że na początku też nie dostrzegaliśmy wad, ale po krótkim użytkowaniu wyprowadzaliśmy się z uśmiechem na twarzy, że danych rzeczy nigdy sobie nie zafundujemy aby zaoszczędzić nerwów. Tzn. że dzięki wynajmowaniu różnych lokali w różnych lokalizacjach wiemy czego chcemy od życia… I… Jak zauważył autor bloga – nic takiego na rynku nie ma co by chociaż się zbliżyło do oczekiwań – jakby co nie patrzymy z grubsza na cenę:) Tzn. nawet akceptujemy 7k we Wrocławiu przy rozglądaniu się, a mimo wszystko to co znajdujemy to… Czytaj więcej »
D.
Użytkownik
Zgodzę się z tym co napisałeś. Dodam od siebie parę punktów: -WINDA – może nikt z was nie wspomina o tym, bo jest to według was podstawa ale ludzie na prawdę kupują mieszkania na 4-tym piętrze bez windy (mam taki przypadek w rodzinie – po peerelowskie bloki), rozumiem, że trzeba prowadzić aktywny tryb życia ale targanie dzieci lub wnoszenie zakupów (np. w wieku emerytalnym) na 4-te piętro to kiepski pomysł, – koniecznie parking podziemny – walka z odśnieżaniem samochodu i walka o miejsce parkingowe pod blokiem, nie mówiąc już o ciągle upieprz…. samochodzie od spalin, kurzu i smogu, – mieszkanie… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik

Odnośnie kabli: ja po prostu jestem taki już oldschoolowy. ;) A nieco poważniej – w obecnym mieszkaniu, ze względu na to gdzie musiał stać router (tylko jedno gniazdo do którego można go było podłączyć), miałem spore problemy z WiFi w gabinecie. Także dopóki świat nie będzie w stanie dostarczyć moich 100 Mbps (+inflacja ;) ) do mojego routera bezprzewodowo, to zapewniam, że kable w ścianach się przydadzą. Są też inne powody, ale ponownie: każdemu według potrzeb. Podejrzewam że komuś normalnemu (czyt. nie pracującemu w IT) tego typu bajery nie są potrzebne.

TRD
Użytkownik
Ale to nie oldskulowość :) to konieczność… Policzmy: 1. NAS w gabinecie 2. HTPC w salonie 3. Konsola w salonie 4. PC do grania męża w gabinecie 5. Laptop żony prywatny + laptop służbowy 6. Laptop męża prywatny + laptop służbowy (oba najczęściej w gabinecie) 7. TV wysokiej rozdzielczości w salonie 8. TV w pokoju dzieciaków 9. Telefon żony, telefon męża, tablet 10. Na razie nie liczę odbiorników dla dzieci :) bo za małe W sumie 13 odbiorników dla 4 osobowej rodziny z dziećmi niemalże w kołyskach jeszcze. Powodzenia po WiFi :) przy czym części tych urządzeń nie ma sensu… Czytaj więcej »
D.
Użytkownik
Jeśli mówimy o zaletach wynajmu to dla mnie jedna z głównych zalet to możliwość przeprowadzenia się niedaleko pracy. Do tej pory uważałem, że to oszczędność czasu i zdrowia. Teraz policzyłem jeszcze, ile oszczędzam pieniędzy. Przyjąłem założenia: 1 wariant – bilet miesięczny kosztuje 110 zł, co roku drożeje o 2 procent a pieniądze które w ten sposób zaoszczędzimy trzymamy na 2 %; 2 wariant dojeżdżamy do pracy autem paliwo kosztuje 300 zł miesięcznie i również drożeje co roku 2 % a zaoszczędzone pieniądze trzymamy na lokacie 2 %. Wg. mnie założenia są zaniżone. W 1 wariancie jedna osoba przez 20 lat… Czytaj więcej »
bromsky
Użytkownik
To jest fajna teoria, która się sprawdza, gdy nie mamy dzieci (szkoła, koledzy z podwórka, różne zajęcia dodatkowe w okolicy) rodziny, która mieszka w pobliżu i nie mamy dobrej komunikacji publicznej. Jak to wygląda w praktyce (mój przypadek) – mieszkam przy metrze, praca w centrum/zdalnie lub 20 minut rowerem, żona podobnie. Teściowa mieszka obok nas i przychodzi codziennie (na piechotę) i zajmuje się dzieckiem, kiedy my jesteśmy w pracy. Koszty: 2 bilety kwartalne (84 zł miesięcznie). Nie chce mi się przeliczać odsetek, ale prosty rachunek pokazuje po 20 latach 20 000 zł, czyli znacznie mniej niż zakładasz. Do tego dochodzi… Czytaj więcej »
Dexter
Użytkownik
Czytuję bloga od dawna i generalnie zgadzam się z argumentami i komentarzami w 99%. Z tym artykułem w 100%. Życie w wynajętym mieszkaniu jest bardzo pouczające, ale też uciążliwe. Ogólnie pisząc to każdy przypadek jest inny, każdy ma inną sytuację życiąwą i finansową itd. Ja jestem zwolennikiem najmu. Ale w takim dzikim kraju jak Polska (w moim przypadku) jest to męczące. Zapewnienia landlordów, że mogę sobie mieszkać ile chcę znaczą tyle, że po 2 miesiącach może być już koniec najmu. Na dłuższą metę jest to męczące. Ja wiem, że liczby liczbami, ale mimo wszystko do najmu trzeba też mieć szczęście.… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik
W zasadzie to jest rozwiązanie – przynajmniej częściowe – tego problemu, do którego rządzących nam nie potrzeba. Trzeba za to zorganizować się, że tak powiem, oddolnie – skoro oceniamy już w Internecie restauracje, sklepy, a nawet numery telefonów, że o filmach czy książkach nie wspomnę, to czemu by nie spróbować zorganizować podobnego systemu oceniania kamieniczników (nie używajmy już tego nieszczęsnego landlord, mamy dość zapożyczeń, a słowo kamienicznik jest takie ładne ;) ). Jakiś system zbliżony do Opineo, który pozwalałby ocenić mieszkanie do wynajęcia w różnych kategoriach + właściciela, i w ciągu paru lat przynajmniej troszkę by się ucywilizowało… Nie ma… Czytaj więcej »
Slawek
Użytkownik

Chetnie bym zalozyl konto na takim portalu. Mysle, ze to by byl lepszy pomysl niz mapa cen transakcyjnych. Co na to autor bloga? :)

Makia
Użytkownik
Podpisuję się pod poniższym wpisem wszystkimi czterema łapkami. Ja również mam za sobą już kilka przeprowadzek, nie licząc wyprowadzki po 5 latach mieszkania w akademiku na warszawskim kicu :). W każdym mieszkaniu była jakaś znacząca wada. W jednym (Praga Południe, Kobielska) było ciemno, zimno wilgotno (kamienica z 56 roku – parter, za oknem krzak bzu – czyli swoisty grobowiec), w kolejnym był to poziom (mieszkanie na parterze, jak się okazało przerobione ze starej kotłowni – w korytarzu były jakieś dziwne schodki i stropik, o który można się było walnąć głową. Do tego dziwny układ tego mieszkania z ogromnym salonem 35… Czytaj więcej »
zeroxx
Użytkownik

Co do zalet wynajmu to należy dodać możliwość poznania okolicy. Jak daleko do szkoły, sklepu , przedszkola lub pracy. Mamy możliwość przetestowania okolicy pod względem korków itp. Chociaż w praktyce wygląda to tak, że ludzie wynajmują blisko centrum, z komunikacją, a jak przychodzi do kupna to wielu wybiera kiepskie lokalizacje bo jest taniej.

Co do inwestowania w nieruchomości to Trader21 wyskrobał nowy artykuł
http://independenttrader.pl/dlaczego-nadal-nie-inwestuje-w-nieruchomosci.html
Dla niego tanie mieszkanie to ceny niższe o 60 % od dzisiejszych. Grubo :)

Dexter
Użytkownik

Czytałem. 60% to b. dużo. No, ale wszystko jest możliwe. Wystarczy odciąć ludzi od kredytu i koniec z eldorado banków i deweloperów. Moim zdaniem wtedy cała gospodarka siądzie i nikomu nie wyjdzie to na dobre.

zeroxx
Użytkownik

Masz racje. Mimo, że liczę na spadki to taki spadek to już kompletne załamanie gospodarki. To dotknie nas wszystkich i każdy na tym ucierpi.
Tak właśnie stało się w Grecji
http://biznes.onet.pl/wiadomosci/nieruchomosci/grecja-coraz-bardziej-spadaja-ceny-nieruchomosci/dkcp28
Mieszkanie za 17 000 zł :) w stolicy!!! Dom za > 43 000 :)
„W niektórych ateńskich dzielnicach, gdzie są duże skupiska imigrantów można kupić mieszkanie nawet za cztery tysiące euro albo dom w dobrym stanie za 10 – 20 tysięcy euro.”

Tomasz_Wielblad
Użytkownik
zupełnie was nie rozumiem… o czym może mówić przykład tanich mieszkań w slumsach ???? dom za 43 tyś zł plus życie jednego z mieszkańca raz na 3 lata bo tak wynika ze statystyk ??? to tak jakby podać cenę samochodu po kasacji… co to ma wspólnego z cenami ??? ja nie wiem a wy tak hehehehehe nie wiem po co ktoś płodzi takie bzdurne „artykuły”…. albo ten „trader” wypisuje tyle bzdur że szok… np. liczy inflację z której wynika że w Polsce jest głęboka depresja PKB !!!! też tak uważacie że PKB realnie aż tak mocno spada ???? albo założenie… Czytaj więcej »
Slawek
Użytkownik

Trader o tych 60% pisze raczej jako inwestor. Tyle by musialy spasc ceny zeby oplacilo mu sie wejsc w ten biznes. Dla zwyklego konsumenta bedzie to raczej 20-30% i na tyle wlasnie szacuje przewartosciowanie mieszkan w okolicy, ktora mnie ineresuje.

Makia
Użytkownik
Moim zdaniem możliwa przecena to maks 20% i to też rozciągnięta w czasie, bo dla wielu ludzi 40 metrów w płycie po babci to jedyny majątek, jaki posiadają i nie chcą go ‚tracić’. No i to też na mieszkaniach ‚z wadami’ opisanymi powyżej. W przypadku fajnych lokali ceny mogą nawet pójść w górę, bo takowych jest bardzo mało o ile w ogóle istnieją? Ja się z takimi nie spotkałam a widziałam sporo. Również imho małe mieszkania nie będą tanieć, bo coraz więcej jest singli/samotnych osób starszych/ ludzi po rozwodzie którzy takie lokale będą kupować. Ja bym stawiała na coraz większą… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik
W zasadzie wzrost amplitudy cenowej jest całkiem możliwy, ale nie sądzę, żeby mogła ona wzrosnąć za bardzo. Z kilku powodów – jeśli cena za metr małego mieszkania stanie się zbyt wysoka (a rzeczywiście jest to kategoria która ma spore szanse podrożeć przy wzroście atomizacji społeczeństwa), to po prostu samotni ludzie zaczną kupować większe mieszkania, bo będą niewiele droższe od tych małych. Ponadto trzeba pamiętać, że wraz ze wzrostem liczby samochodów będą rosły trudności w poruszaniu się po miastach, co może spowodować że wzrośnie atrakcyjność mieszkań położonych bliżej centrum – a to premiuje mieszkania stare, z oczywistych przyczyn. Wyeksploatowane mieszkania z… Czytaj więcej »
Makia
Użytkownik
„Z kilku powodów – jeśli cena za metr małego mieszkania stanie się zbyt wysoka (a rzeczywiście jest to kategoria która ma spore szanse podrożeć przy wzroście atomizacji społeczeństwa), to po prostu samotni ludzie zaczną kupować większe mieszkania, bo będą niewiele droższe od tych małych.” A co z bieżącymi kosztami utrzymania mieszkania? Czy widzisz, jakie są czynsze w Warszawie? Średnio 10 zł za m2, nie liczę kosztów ‚zarządu spółdzielni’, spłacania kredytu za remont kamienicy itd., o hipotece nie wspominając. Zsumuj te koszty. Uważasz, że na emeryturze / po rozwodzie (alimenty, podział majątku) / jak jesteś singlem/ stać Cię na tak wysokie… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Użytkownik
@czynsze – ja zwracam, Ty zwracasz, ale wielu ludzi nie zwróci. Albo zwróci, ale stwierdzi, że jak mają zapłacić trochę więcej, ale za to za mieć większe mieszkanie za tę samą cenę, to chętnie wezmą. Ba, wobec kosztów kredytu zaryzykowałbym tezę że koszty okołoczynszowe są mało znaczące (choć nie całkiem bez znaczenia na pewno). A co do tego co będzie na emeryturze, to w ogóle się nie odniosę, bo na jakiej emeryturze? ;) Jasne, że jeśli czynsze będą dalej rosły netto (czyli szybciej niż inflacja), to będzie to pewien argument za tym, żeby ceny małych i dużych mieszkań dalej się… Czytaj więcej »
Makia
Użytkownik
OK, masz swoje racje, skoro tak postrzegasz rzeczywistość masz do tego prawo. Moim zdaniem tendencja jest taka, że koszty utrzymania mieszkań rosną, opłaty za grunty na których stoją bloki też rosną, spółdzielnie się zadłużają żeby remontować swoje lokale, na duże mieszkania będzie stać nieliczne osoby mające jednoosobowe gospodarstwa domowe (a tych przybywa), liczba samochodów rośnie i to się szybko nie zmieni (samochodu ludzie używają nie tylko by dojechać do pracy, a ten samochód gdzieś musi fizycznie stać). @opłaty za użytkowanie wieczyste – przypominam że trafiają do samorządu, to tak jeśli chodzi o ‚szaleństwa rządzących’. Hmm, owszem, takie chociażby 500+ jest… Czytaj więcej »
Paradoks
Użytkownik
@MadHatter Poruszyłeś ciekawy temat, odnośnie tych przestrzeni i trendów. Po pierwsze fałszywe wydaje mi się założenie, że na „bogatym zachodzie” jest tak cudownie z tą przestrzenią. Widziałeś kiedyś, ile kosztują mieszkania do wynajęcia w Paryżu i jakie to są metraże i standard? Szukałem jakiś czas temu sensownej oferty w pobliżu Wersalu, chciałem się zmieścić w czymś tanim 500-600 EUR – w tym zakresie cenowym tam jest całkiem sporo „mieszkań”, których u nas nikt by nawet nie określił tym mianem, typu 14-17 m2 ;) Trend jest co więcej bardzo negatywny, również wraz z napływem wielkiej masy roszczeniowej i niepracujacej nowej populacji,… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik
Mad Hatter bardzo przemyślane podejście do tematu :) i choć mogę z tym dyskutować to generalnie zgadzam się ze wszystkimi wątkami :) zaczynając od początku to miło że zauważyłeś że wysokie ceny mieszkań to więcej remontów starych i to jest plus takich cen ! i tu generalnie nie chodzi o określenie co to są te wysokie ceny ale chodzi o to że opłaca się remontować stare bo nowe jest równie kapitałochłonne co nie jest takie oczywiste przy niskich cenach… remonty starych mieszkań i starych budynków zazwyczaj przyczyniają się do rewitalizacji okolicy ! mieszkańcy również mają więcej aspiracji i zaczynają dbać… Czytaj więcej »
Mad Hatter
Gość
Rewitalizacja to w ogóle bolesny temat jest, zwłaszcza we Wrocławiu (gdzie zazwyczaj ogranicza się do fasady budynku, bez ruszania czegokolwiek wewnątrz). Ale to w znacznej mierze pokłosie komunizmu (znów ;) ), w tym sensie że w wielu miejscach ludzie nie czują się odpowiedzialni za swoje mieszkania… Bo nie są ich, tylko komunalne/spółdzielcze. A co gorsza, jeśli w klatce jest np. 20 mieszkań, to wystarczy że jedno ma właściciela który wszystko oprotestowuje, i już nikomu się nic nie chce, bo wiele spraw wymaga jednomyślności (wykupienie gruntu pod blokiem zamiast męczenia się z użytkowaniem wieczystym na przykład). Gdyby mieszkania były długoterminowo wynajmowane… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik
co do rewitalizacji to widać jak na dłoni że nikt z „władzy” nie wie na czym ona ma polegać ! i takim „gwiazdorem” jest owe malowanie fasad ;) no przecież teraz ładnie to wygląda ;) a przecież rewitalizacja to usunięcie przeszkód które doprowadziły do upadku ! zapuszczone fasady to efekt zapaści a nie jej przyczyna… rewitalizować to także odtworzyć poprawne stosunki społeczne organizacje itd. itp… niestety pozostaje nam tylko nówka fasada… co do wyburzeń to uważam że wysokie ceny są niezbędne ! do tego potrzebny jest wzrost wymagań co do budynku a to wprost związane jest z dostępnością alternatywnych dla… Czytaj więcej »
pomatol
Użytkownik
Z traderem21 jest taki problem, ze od wielu lat przewidywal krach na gieldach i zyski na zlocie. Co oczywiscie sie nie sprawdzilo i wielu nasladowcow stracilo pieniadze :) Ta nagonka trwa od lat. Gosc kreuje sie na guru, a tak naprawde jest slaby. Przewidywanie spadku cen nieruchomosci o 60% jest kompletnym idiotyzmem. Wychodziloby na to, ze dzisiejsze mieszkania na mokotowie za 8k/m2 bylyby za 3.2k/m2. 70m2 za 224k – dobre :) Duzo ludzi ma zyski na najmie przy obecnych cenach wiec niby po co mieliby obnizac ceny, zwlaszcza ze chetnych nie brakuje? Zeby o tym sie przekonac pojdzcie na pierwsza… Czytaj więcej »
sing.dst
Użytkownik
też uważam że trader21 jest słaby. Widziałem jeden z jego wykładów gdzie nie znał podstawowych pojęć. W kółko powtarza to samo co przeczytał w kilku książkach. I ok, ma wiedzę większą od przeciętnego szaraczka o te kilka książek, ale to tylko tyle. Nie ma góru, jest koleś który coś przeczytał i fajnie się sprzedaje. Co do cen budowy vs ceny ofertowe tutaj jest jakieś info. Inwestycja z opisanymi prognozami – Warszawa. Dałem w aktualnościach ale może ktoś nie czyta, więc wklejam tutaj: https://sites.google.com/view/inwestycja/inwestycja „Wynajem to niestety po wielu latach musze to stwierdzic w moim przypadku wegetacja w oczekiwaniu na zakup… Czytaj więcej »
pomatol
Użytkownik

„Można żyć bez konsumpcyjnej fazy, w zgodzie z naturą (oczywiście nie da się odizolować od cywilizacji itd) i minimalizować rzeczy które się posiada – kwestia podejścia do życia. ”

To prawda. Problem z moim przypadku polega na tym, ze mieszkaie 2p, ktore wynajmuje w W-ie powoli staje sie zbyt male. Przez to irytujace..
Wynajecie wiekszego, w dodatku w lepszym standardzie to juz sporo wyzszy koszt ~2.7k/mc, ktory pozwolilby kupic nowe mieszkanie z podobna rata i czynszem. Juz nawet bez liczenia tego ile mozna wyciagnac dodatkowo od oszczednosci na lokacie czy inwestycjach.

zeroxx
Użytkownik

Bartosz Turek znowu prognozuje rynek.
https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/rynki-finansowe/podwyzki-stop-utrudnia-zycie-deweloperom/
Tym razem nie mówi o Madrycie, ale kierunku jakby przeciwnym. Dalej słowo spadki nie przeszło mu przez gardło. Ale cały sens opakował w takie oto zdanie
„W najczarniejszym dla deweloperów scenariuszu nabywcy mieszkań będą więc mogli w 2018 roku liczyć na większą niż dziś uległość negocjacyjną pracowników biur sprzedaży” :)

Dexter
Użytkownik

Zakładając, że w wyniku wzrostu stóp procentowych zdolność kredytowa niektórych chętnych na kredyt spadnie mieszkania powinny tanieć. Ale… Jak znam życie cena m2 pozostanie bez zmian tylko ogólna powierzchnia mieszkania będzie coraz mniejsza. Zamiast 3 pokoi na 65m2, będą 3 pokoje na 50m2. I ludzie kupią takie coś z pocałowaniem dewelopera w rękę. Dlaczego…? Bo ciągle brakuje mieszkań.

zeroxx
Użytkownik

W 2012 i 2013 brakowało jakby jakieś 600 000 mieszkań więcej, a sprzedawało się wtedy tylko połowa co teraz. Jak myślisz z czym to było związane? Co do stóp to nie chodzi tylko o to czy mam zdolność. Pamiętaj, że ludzie porównują ratę do wynajmu a stosunek ten znowu się odwróci na korzyść wynajmu, dodatkowo ci co kupują za gotówkę znowu zwrócą się ku lokatom bo będą więcej płacić.

Dexter
Użytkownik

Trochę nie rozumiem co chcesz powiedzieć. W moim przekonaniu jeśli będzie trudniej o kredyt to ceny najmu twzrosną. Dlatego, że część ludzi nie kupi mieszkania, a gdzieś mieszkać musi. Tak więc wzrośnie popyt na najem, a to spowoduje wzrost cen.

zeroxx
Użytkownik

A tu troszkę o szwajcarskiej bańce na rynku nieruchomości.
https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/rynki-finansowe/rosnie-kolejna-szwajcarska-banka-nieruchomosciowa/

„Co może doprowadzić do pęknięcia bańki? Oczywiście, podobnie jak w 1989 roku, podwyżka stóp, która zwiększy koszt pieniądza. „Podwyższenie kosztu kredytu hipotecznego nawet o jeden punkt procentowy spowoduje znaczącą korektę na rynku nieruchomości” – ostrzegają w raporcie z lutego tego roku analitycy UBS.

– Gdyby główna stopa procentowa podskoczyła do 1 proc., należałoby się spodziewać zniżki cen nieruchomości rzędu 10-15 proc. ”

Gdyby doszło do podwyżki stóp w Szwajcarii i na naszym rynku było by nieciekawie.

pomatol
Użytkownik

Od dobrych kilku lat czytam te lub podobne prognozy spadkow. I one sa ale nie tak duze jak wielu spodziewalo sie. Na podstawie jednego osiedla, na ktorym sledze ceny kolejnych etapow spadek cen jest, ale rzedu 4-6%.

Paradoks
Użytkownik

To może trwać i dekadę, i dwie dekady, a może być nagły krach. Przecież nikt nie wie, jak konkretnie będzie, rozmawiamy o trendach i możliwościach, a nie wróżymy ze szklanej kuli. Mieszkania tanieją, i to jest fakt. Tanieją wolno, i to też jest fakt. Na decyzję o zakupie mieszkania dla siebie to raczej nie wpływa, ale na „długoterminowe inwestycje” na kredyt już tak – a to jest zdaje się poważna część popytu, więc jest szansa na efekt śnieżnej kuli. Który nastąpi, lub nie.

zeroxx
Użytkownik
Slawek
Użytkownik
No i stało się… Kolejna przeprowadzka przede mną. Znowu pójdzie 1500 zł dla pośrednika, 1000 zł za przewóz mebli, 1000 zł kaucji, pewnie z 500 zł za rozliczenie rachunków, dwa tygodnie ogarniania tego całego bałaganu… Zgrywam się oczywiście :-) Za długo siedzę w jednym miejscu i czas na zmiany. Przyszła wiosna i postanowiłem zmienić otoczenie. Obecny kamienicznik powiadomiony, nowe gniazdko znalezione i o dziwo nic mnie to nie kosztowało, a trwało jakieś 20-30 minut, które poświęciłem na przeglądanie ofert przez weekend. Ostatecznie wybierałem między dwoma ofertami, a wszystkie były poniżej cen rynkowych. I nie były to rozpadające się rudery z… Czytaj więcej »
pomatol
Użytkownik

Wszystko super, tylko co jesli w pewnym momencie staje sie wazne urzadzenie mieszkania po swojemu i brak checi na dalsza tulaczke po roznych katach :)
Wg mnie w pewnym momencie zycia wynajem ma ta powazna wade, ze nie wstawisz wszystkich sprzetow jakie tylko ze chcesz, nie urzadzisz kuchni czy salonu po swojemu, nie dobierzesz koloru podlog itd.
Po prawie dekadzie wynajmowania uwazam, ze takie rzeczy tez sa wazne i w pewnym momencie zycia trzeba wziac kredyt, szybko go splacic i byc niezaleznym :)

Bartosz_Chmielewski
Użytkownik

Le Pen, Frexit, Eurocrash
http://papug.pl/le-pen-frexit-eurocrash/

wpDiscuz