Jakiś tam nowy wpis o wszystkim

Jednak nie będzie przewalutowania?

Powoli opada kurz po środowym głosowaniu w Sejmie na temat restrukturyzacji mieszkaniowych kredytów walutowych, o którym pisaliśmy poprzednio:

http://wdomachzbetonu.pl/jednak-przewalutowanie/

Można w końcu uściślić wszystkie informacje na ten temat, bo chaos medialny, spowodowany sporą liczbą zmian w oryginalnym projekcie, był bardzo duży. Na stronach Sejmu pojawił się w końcu tekst ustawy w jej aktualnej formie – zachęcamy do przeczytania, bo jest krótki:

http://orka.sejm.gov.pl/proc7.nsf/ustawy/3660_u.htm

Przypomnijmy podstawowe zasady:

  • rzecz dotyczy mieszkaniowych kredytów/pożyczek walutowych, dla których wartość kredytu przekracza 80% wartości nieruchomości (czyli LTV powyżej 80%)
  • maksymalna powierzchnia mieszkania (domu), która uprawnia do skorzystania z przewalutowania, wynosi 100m2 (150m2); przy czym dla rodzin z co najmniej 3 dzieci takie ograniczenie nie obowiązuje
  • kredytobiorca może być właścicielem tylko jednego mieszkania (domu), chyba że odziedziczył kolejne po zaciągnięciu kredytu
  • zasady przeliczenia kredytu są następujące (od razu opatrzymy je przykładowymi liczbami, na podstawie kredytu na 100 tys. CHF, zaciągniętego w 2008 roku przy kursie 2.2 PLN/CHF, z marżą 1%, gdzie aktualna wysokość raty to 1200 PLN):
    • bank wyznacza aktualny stan zadłużenia kredytu walutowego w złotówkach na podstawie kursu NBP (u nas będzie to 310 tys. PLN) – nazwijmy tę wartość C (od kredytu w CHF ;)
    • bank wyznacza aktualną, hipotetyczną wysokość zadłużenia dla kredytu o takich samych parametrach (kwota bazowa, marża, prowizja itd.), jednak zaciągniętego w złotówkach i oprocentowanego wg stawki WIBOR, chyba że oprocentowanie było ustalane decyzją zarządu (u nas będzie to 190 tys. PLN) – nazwiemy ją P (od kredytu w  PLN)
    • bank wyznacza sumę do tej pory spłaconych rat, przeliczoną na złotówki (u nas 100 tys. PLN) – nazwiemy ją rC (od rat CHF)
    • bank wyznacza sumę wysokości do tej pory spłaconych rat dla hipotetycznego kredytu w złotówkach, czyli takiego, który został użyty do obliczenia wartości P (u nas będzie to 110 tys. PLN) – nazwiemy tę kwotę rP (od rat w PLN)
    • „nowy” kredyt po przewalutowaniu (czyli już w PLN), to będzie po prostu wartość P (190 tys. PLN) – tyle kredytobiorca będzie spłacał dalej, ale już w złotówkach i wg odpowiedniej stawki WIBOR lub oprocentowania wynikającego z decyzji zarządu, jeśli w tej chwili tak jest ono ustalane (marża zostanie niezmieniona)
    • wyliczona zostanie różnica w wysokości zadłużenia kredytu walutowego oraz hipotetycznego kredytu złotówkowego – nazwiemy ją R (różnica) = C – P (u nas 120 tys. PLN). 90% z tej kwoty zostanie umorzone przez bank, pozostałe 10% klient będzie musiał spłacić – te 10% dla klienta nazwiemy Rk (jak różnica kursowa pozostała dla klienta – u nas będzie to 12 tys. PLN)
    • wyliczona zostanie także różnica w wysokości dotychczas spłaconych rat kredytu walutowego i hipotetycznej wysokości „dotychczas spłaconych” rat „takiego samego” kredytu złotówkowego, czyli Rr (różnica rat) = rP – rC (u nas będzie to 10 tys. PLN)
    • wartości Rk (różnica kursowa pozostała do spłaty przez klienta) oraz Rr (różnica w wysokości dotychczasowych rat CHF-PLN) zostaną zsumowane, a na całość zostanie udzielony nowy kredyt, na okres taki, jaki pozostał do spłaty oryginalnego kredytu, oprocentowany wg stawki wynoszącej maksymalnie wartość stopy referencyjnej NBP (w tej chwili to 1.5%) – będzie to K (jak kolejny kredyt) = Rk + Rr (czyli u nas 22 tys. PLN)
    • ostatecznie klient pozostanie z kredytem w złotówkach, zabezpieczonym na mieszkaniu P (190 tys. PLN) oraz niezabezpieczonym kredytem K (u nas 22 tys. PLN) – łączna rata takiego kredytu wyniesie 940 PLN + 100 PLN, czyli 1040 PLN
    • podsumowując… z kredytu frankowego o aktualnej wartości 310 tys. PLN i racie 1.200 PLN kredytobiorca pozostanie z kredytem (kredytami) o wartości 212 tys. PLN i racie 1040 PLN, czyli deal jest naprawdę niezły – zadłużenie spadnie o 30%, a rata o 13% – nic, tylko brać… albo raczej nie brać (ale o tym za chwilę)

Przy okazji całego tego zamieszania, pojawiło się wiele ciekawych kwestii. Straty banków początkowo miały wynieść poniżej 10mld złotych, ale to zakładało pierwotną wersję ustawy, w której umorzeniu miało podlegać 50% wartości R (zamiast 90%). Dodatkowo, wg wersji zaprezentowanej przez PO, ograniczenie na powierzchnię mieszkania (domu) miało być mniejsze – 75m2 (100m2) a LTV podlegające przewalutowaniu wyższe – na początku 120%, w kolejnym roku 100%, a dopiero w następnym 80%. Po wprowadzeniu zmian straty banków mają być mniej więcej dwukrotnie wyższe (20mld złotych), a dodatkowo, mają zostać poniesione już w pierwszym roku po wprowadzeniu ustawy, a nie rozłożone na 3 lata, zgodnie z pierwotną wersją, zakładającą „stopniowanie LTV”. W związku z tym nie jest dziwne, że w ciągu dwóch dni kursy akcji banków poważnie spadły – od razu też widać, które banki są najbardziej „umoczone” w kredytach walutowych (na czele oczywiście nasz ulubieniec, Getin Noble Bank, który słynął z tego, że jak człowiek nie miał zdolności kredytowej w innych bankach, to szedł do ówczesnego Getin/Dom banku i tam już zdolność miał… tylko musiał się zgodzić na wyższą marżę i gorsze warunki). Kurs GNB spadł więc o ponad 14%, Millenium o 11.5%, mbanku o 10%, a PKO BP o 9%.

Skoro już wiemy, jak jest (albo raczej jak może będzie), to zobaczmy, kto z takiej propozycji może skorzystać, a potem zastanowimy się, czy warto. Większość kredytów frankowych udzielona została (co chyba nie dziwi) po kursie poniżej 2.50 PLN/CHF (dane z ostatniego raportu KNF):

struktura w latach

Dane o wartości kredytów wyglądają jeszcze bardziej spektakularnie (co wynika oczywiście z różnicy kursowej – im niższy był kurs danego roku, tym wyższa teraz jest wartość kredytów z tego roku):

struktura wartości w latach

Kurs franka oraz stawka LIBOR wyglądała tak:

libor

Piękna korelacja (odwrotna)… im niższy kurs, tym więcej kredytów. Na zawsze pozostanie zagadką, dlaczego banki udzielały kredytów frankowych w czasach, w których kurs był bardzo niekorzystny dla kredytobiorców, a w czasach, w których był dla nich korzystny (dodatkowo przy praktycznie zerowym LIBOR’ze!) takich kredytów udzielać nie chciały. Skoro banki nie zarabiają na różnicach kursowych, to dlaczego nie pozwoliły zarobić kredytobiorcom, za to pozwoliły im stracić? Wyjaśnienie wydaje się być proste – po drugiej stronie tej walutowej „spekulacji” była oczywiście jakaś druga strona ;) Skoro kredytobiorca stracił na różnicy kursowej, to owa druga strona zyskała (a bank tylko pośredniczył) – pytanie, czy ta druga strona nie była przypadkiem z tej samej grupy kapitałowej co bank… ;)

Skoro już wiemy, przy jakim kursie udzielano kredytów, zobaczmy jeszcze, co KNF mówi o wartości mieszkania oraz w konsekwencji o aktualnej wysokości LTV kredytów z poszczególnych lat:

cena a kurs

Na tym obrazku KNF dość optymistycznie wypowiada się w kwestii cen mieszkań – wg niej ceny względem 2008 roku spadły, względem 2007  się nie zmieniły, a względem 2006 roku wzrosły (nawet o ponad 100%!) – nie wiemy, co tam w KNF’ie jarają (może jakiegoś cenowego Mocarza? ;) bo w raportach NBP ceny wyglądają tak:

nbp

W różnych miastach to wygląda trochę różnie, ale tych wzrostów o ponad 100% nie widać w żadnym mieście (za to w niektórych miastach widać, że wzrost cen od 2006 roku jest w tej chwili raczej symboliczny).

Struktura wysokości LTV wygląda tak:

struktura ltv

Widać więc, że z nowej ustawy może skorzystać prawie połowa kredytobiorców frankowych, którzy odpowiadają za 2/3 wartości wszystkich kredytów. Z tego jest dodatkowo taki wniosek, że szacowane straty banków w wysokości 20 mld złotych mogą być jednak trochę niedoszacowane (w naszym przykładzie bank „stracił” prawie 1/3 kredytu – dla wyższego wyjściowego kursu franka strata będzie mniejsza, a dla niższego większa – patrząc jednak na wykresy można przyjąć, że średni ważony kurs, po którym brane były kredyty frankowe, jest niewiele wyższy od tego z naszego przykładu, w związku z czym banki mogą stracić nawet 25% wartości tych kredytów, które będą podlegały ustawie, czyli jakieś 30 mld PLN).

Oczywiście należy pamiętać o kryterium powierzchni mieszkania (domu), które nieco ogranicza liczbę beneficjentów ustawy (z drugiej strony aktualne limity 100/150m2 są raczej duże, a w razie czego można szybko „wyprodukować” jakieś dzieci ;) oraz o tym, że ustawa ma nie dotyczyć „inwestorów”, którzy kupili mieszkanie nie po to, aby w nim mieszkać, ale po to, aby na nim zarobić. Z tym, że w tym drugim przypadku to może być trudne, bo ustawa mówi o konieczności posiadania jednego mieszkania, tymczasem nic nie stoi na przeszkodzie, aby właściciel dwóch mieszkań przekazał jedno „na ten czas” komuś z rodziny, przewalutował sobie kredyt, a potem mieszkanie „odzyskał” (inwestorzy, którzy brali kredyty frankowe na większą liczbę mieszkań to chyba jakaś wyjątkowa rzadkość, bo to oznacza mimo wszystko ludzi bogatszych, którzy pewnie takich głupot nie robili… gdyby robili, to pewnie już dawno nie byliby bogatsi ;)

Skoro więc bardzo wiele osób może skorzystać z nowej ustawy, to… czy warto?

Na pierwszy rzut oka wygląda, że zdecydowanie warto, bo:

  • zmniejszy się aktualny stan zadłużenia (dla kursu wyjściowego 2.2 PLN/CHF o prawie 1/3)
  • spadnie rata (dla tego samego warunku o kilkanaście procent)
  • zniknie ostatecznie ryzyko kursowe po stronie kredytobiorcy

Są tu jednak pewne „ale”. O ile trudno zastanawiać się nad wysokością stóp procentowych, czy lepiej mieć kredyt opary o WIBOR, czy o LIBOR (po przewalutowaniu kredytobiorca będzie spłacał kredyt wg polskich stóp), o tyle kwestia kursu nie jest już taka oczywista. Ze względu na fakt, że wnioski można będzie składać do 30 czerwca 2020, ustawodawca niejako zapewnił kredytobiorcy coś w rodzaju opcji walutowej, zgodnie z którą w praktyce bank musi „sprzedać” klientowi franki po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu + ~10% (to 10% zależy oczywiście od wysokości kursu, bo jest to wartość równa: (aktualny kurs CHF – ~kurs CHF z dnia zaciągnięcia kredytu) * 10% / kurs CHF z dnia zaciągnięcia kredytu * 100%). Efekt tego jest taki, że klient może prawie bezkarnie czekać i obserwować zmiany kursu franka (a przy okazji spłacać kredyt, którego oprocentowanie jest bliskie 0), a 90% kosztów tej zabawy i tak weźmie na siebie bank. Tyle, że teraz obie strony działają w tej samej drużynie – przy wzroście kursu franka rosną straty obu stron (banku 9 razy bardziej ;) przy spadku także obie strony odniosą korzyści (bank 9 razy większe). Każdy może sobie przeliczyć, czy po przewalutowaniu jego rata spadnie/wzrośnie, a potem zastanowić się, czy warto dalej „spekulować” na franku (licząc na spadek kursu, albo na mniejszy wpływ ewentualnego wzrostu LIBOR na wysokość raty od wpływu WIBOR na nową ratę). W całości problem kredytów frankowych nadal może więc pozostać nierozwiązany, generując potencjalnie jeszcze większe straty dla banków niż w tej chwili!

Niedawno odpowiadaliśmy na list czytelnika w sprawie kredytu frankowego, radząc mu czekać na jakieś większe zmiany i mieć nadzieję na zapowiadaną przez wiele kręgów politycznych jakąś formę wsparcia kredytobiorców walutowych:

http://wdomachzbetonu.pl/co-zrobic-z-kredytem-we-frankac/

Wsparcie nadeszło nawet szybciej niż się spodziewaliśmy i to jeszcze (z punktu widzenia kredytobiorcy) okazało się być bardzo korzystne. Teraz można się zastanowić nad przewalutowaniem kredytu, jednak, jak pisaliśmy wyżej, wcale się z tym nie pali (zwłaszcza, jeśli w wyniku tej operacji wysokość raty nie spadnie).

W tekście ustawy są jeszcze dwa ciekawe zapisy:

  • Art. 4. 1. 3. mówi tak: „Wartość rat w walucie polskiej ustala się według kursu kupna waluty obcej z dnia poprzedzającego dzień spłaty poszczególnych rat odsetkowych, publikowanego przez Narodowy Bank Polski. Dla rat, które kredytobiorca zobowiązany był spłacić według kursu kupna waluty obcej, ustalonego przez kredytodawcę, stosuje się ten kurs.” – widać z tego, że jeśli kredytobiorca mógł spłacać raty bezpośrednio w walucie obcej, to jego kwota rC (suma spłaconych rat frankowych w naszym przykładzie przeliczana na złotówki) będzie wyznaczona po kursie kupna NBP (czyli tym niższym). Jeśli natomiast klient musiał spłacać kredyt wg tabeli kursów banku (czyli przed wprowadzeniem tzw. ustawy „antyspreadowej”), to… będzie „w plecy” właśnie o koszty spread’u. Wynika to z tego, że raty spłaca się (praktycznie zawsze) wg kursu sprzedaży z tabeli banku (czyli tego wyższego), a nie wg kursu kupna (wg kursu kupna wypłacana jest klientowi początkowa kwota kredytu). W związku z tym druga przesłanka z cytowanego ustępu nigdy w praktyce nie zachodzi! Nie ma to jak dobra ustawa ;)
  • Art. 9. brzmi z kolei tak: „Przepisy ustawy stosuje się do umów o walutowy kredyt mieszkaniowy zawartych przed dniem jej wejścia w życie.” – jak więc widać, prawo jednak działa wstecz, bo można ustawowo wprowadzić zmiany do wcześniej zawartych umów :) Tymczasem z artykułu 2 Konstytucji RP, który brzmi tak:
    „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”
    wywodzi się podobno zasadę, że prawo działać wstecz jednak nie może (trochę nam trudno powiedzieć, dlaczego akurat z tego artykułu wywodzi się tę zasadę, ale wierzymy prawnikom na słowo ;)
    Z drugiej strony Art. 3. Kodeksu cywilnego stwierdza:
    „Art. 3. Ustawa nie ma mocy wstecznej, chyba że to wynika z jej brzmienia lub celu.”, czyli… prawo nie działa wstecz, chyba że działa :) To się nazywa prawo!
    Nigdy nie zrozumiemy, jak można wprowadzać tego rodzaju wsteczne zmiany do dobrowolnie zawartych umów – albo umowa jest zgodna z prawem i nie można jej naruszyć, albo jest niezgodna i trzeba ją w całości wycofać. Ewentualnie można wycofać tylko część niezgodnych z prawem zapisów, tyle że kredyt denominowany w walucie obcej nigdy niezgodny z prawem nie był!

Ale może czas w końcu wyjaśnić, skąd tytuł artykułu, który nie ma związku z jego treścią ;)

Ano okazuje się, że cała ta ustawa mogła zostać przegłosowana przez pomyłkę(!). Niejaki senator Kleina stwierdził, że PO będzie chciała przywrócić w Senacie pierwotną wersję tej ustawy (czyli umorzenie 50% różnicy kursu, ostrzejsze ograniczenia powierzchni oraz stopniowe zmniejszanie dopuszczalnego LTV):

„Zdecydowanie jestem przeciwnikiem tego rozwiązania, które zostało przyjęte w Sejmie, mam nadzieję, że była to tylko pomyłka. Bo ta decyzja jest bardzo szkodliwa dla systemu bankowego w Polsce i będziemy starali się co najmniej(!) przywrócić propozycje, jakie były w pierwotnej wersji projektu ustawy, a więc podziału kosztów 50 proc. na 50 proc.”

Ponieważ PO ma w Senacie prawie 60% mandatów, to kwestia zmiany jest raczej tylko sprawą tego, co dla PO jest ważniejsze – interes banków, czy wyborcy-kredytobiorcy. O ile tym, że prawie 1/5 strat banków weźmie na siebie budżet państwa (w związku z zaliczeniem strat na kredytach do kosztów, zmniejszających podatek CIT) nikt się właściwie nie przejmuje, o tyle właśnie kwestia wyborców zdaje się tu być kluczowa. Bardzo mało ludzi w tym kraju lubi banki (pewnie to dlatego, że czytali nasz wpis o rezerwie cząstkowej ;) więc jak można im dokopać, to się większości taki pomysł podoba. Trochę gorzej z tym, że „pomaga” się ludziom, którzy zachowywali się nieodpowiedzialnie, spekulując na walutach ogromnymi kwotami poprzez zaciąganie kredytów mieszkaniowych chociażby we frankach (mając przy okazji ogromny udział w napompowaniu bańki na polskim rynku mieszkaniowym) – im większa nieodpowiedzialność (niższy kurs franka), tym pomoc będzie większa.
W związku z tym wszystkim, pierwotny pomysł PO był taki ni w tę, ni we w tę. Niby coś tam dokopywał bankom (umorzenie 50% wzrostu kursu), trochę karał kredytobiorców (ostatecznie przewalutowaliby przecież kredyt w praktyce po kursie nawet 50% wyższym niż go zaciągali), trochę im pomagał (wartość zadłużenia spadłaby o jakieś 20%), ale w praktyce mógł spowodować, że mało kto na przewalutowanie by się zdecydował (w wyniku pierwotnej propozycji rata najczęściej by wzrosła, a to przecież jest wciąż kluczowe dla większości kredytobiorców). Czyli problem zostałby zamieciony pod dywan – w mediach ogłoszono by, że rząd pomaga społeczeństwu, banki by niewiele straciły, przeciwnicy kredytobiorców walutowych nie byliby tym pomysłem zbyt rozsierdzeni… czyli same korzyści ;) A teraz będzie problem. Jeśli PO zdecyduje się na siłę przywracać pierwotną wersję ustawy, to opozycja z pewnością wykorzysta to jako argument za tym, że rząd nie działa w interesie społeczeństwa, a w interesie banków. A ludzie przecież nie lubią banków… Dodatkowo, 42 posłów PO, którzy mają kredyty we frankach, też pewnie niezbyt chętnie będzie głosować przeciwko aktualnej wersji ustawy (zwłaszcza, jeśli nie spodziewają się reelekcji ;)

Pozostaje oczywiście kwestia lobbingu bankowego – już same doświadczenia rynku mieszkaniowego pokazują, że rząd (nie tylko ten) praktycznie zawsze działał w interesie banków (samowola w udzielaniu kredytów walutowych, spóźnione rekomendacje, absurdalne limity zdolności kredytowej, czy wskaźników LTV, finansowanie kredytów długoterminowych poprzez depozyty krótkoterminowe, Rns/Mdm). Teraz gra idzie o 20, może nawet 30 mld złotych, co stanowi dwukrotność rocznych zysków całego sektora bankowego w Polsce. Aż trudno uwierzyć, że nie zostaną użyte „stosowne” argumenty, żeby jednak uchwaloną wersję ustawy zmienić…

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik
Marian
1 rok 7 miesiące temu
„Zdecydowanie jestem przeciwnikiem tego rozwiązania, które zostało przyjęte w Sejmie, mam nadzieję, że była to tylko pomyłka.” Fajna pomyłka, przez którą realną kasę stracili np. posiadacze akcji banków… Po prostu klawy dowcip… Swoją drogą ostatnio przypomniało mi się to: http://www.pis.org.pl/article.php?id=4415 ” Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość z niepokojem przyjmuje zalecenia Komisji Nadzoru Bankowego tzw. „Rekomendację S” wprowadzające ograniczenia w dostępności do kredytów walutowych, których głównym skutkiem będzie zmniejszenie możliwości nabywania przez obywateli (szczególnie przez młode osoby) własnych mieszkań. 4. Podstawowe uzasadnienie Komisji Nadzoru Bankowego „Rekomendacji S” powołujące się na ogromne ryzyko związane przede wszystkim z nagłymi spadkami wartości walut, możliwością… Czytaj więcej »
Użytkownik
1 rok 7 miesiące temu

@Marian

Z tego samego linku

„Rozwiązanie problemu deficytu mieszkaniowego w Polsce ma dla nas priorytetowe znaczenie”

„walutowe kredyty mieszkaniowe były niewątpliwe czynnikiem sprzyjającym nabywaniu mieszkań po znacznie niższych kosztach”

Jestem naprawdę ciekaw czy to da się kiedyś jakoś podpiąć pod zdradę stanu, działanie na szkodę państwa czy coś takiego.

Użytkownik
1 rok 7 miesiące temu
eh. wyliczenia, wyliczenia, wyliczenia. temu tyle tamtemu tyle. wystarczy przestrzegać prawa. W 2010 roku na listę klauzul niedozwolonych Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów trafił zapis z umów kredytowych Banku Millennium, o sposobie przeliczania kredytu hipotecznego wypłacanego w złotówkach, ale indeksowanego we frankach szwajcarskich. Za niedozwoloną uznana została klauzula, która pozwalała bankowi praktycznie dowolnie ustalać kurs wymiany. Wpis na listę klauzul niedozwolonych oznacza, że zapis taki nie wiąże prawnie klienta. Prawomocny wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów potwierdza, że klauzula ustanowiona przez bank stanowi naruszenie prawa, inaczej mówiąc – jest nielegalna od chwili wpisu w umowy hipoteczne. Bank Millennium postanowił… Czytaj więcej »
Użytkownik
1 rok 7 miesiące temu

Ponoć ta druga strona jest soros, który wygrał z narodowym bankiem Anglii

Użytkownik
1 rok 7 miesiące temu

Po pierwsze zaden bank nie straci ani zlotòwki, bo nikomu nie pozyczyl zadnego franka. Mowimy o zatrzymaniu okradania 700 tys. Kredytobiorcow. Po drugiej kredytobiorcy nie spekulowali na kursie franka bo go nie posiadali. Mozna spekulowac ma liczbach ujemnych? Po trzecie umowy SWAP. To jest klucz zagadki. Obecnie odbywa sie gigantyczny wielomiliardowy transfer na podstawie tych umow. Oczywiscie niektore banki jeszcze bardziej wirualnie zaksiegowaly tzw. Kredyty denominowane. W latach 2005 2008 zostala przeprowadzona gigantyczna gra wielkich funduszy inwestycyjnycg na aprecjacje zlotego by wyeliminowac jakiekowliek ryzyko zumow SWAP.

Użytkownik
1 rok 7 miesiące temu
A ja może troszkę z innej beczki. Martwi mnie szczerze powiedziawszy ogólnoświatowy trend do zachęcania ludzi/instytucji/państw/rządów do nieodpowiedzialnych zachowań, bo zawsze „ktoś” wyratuje. Zaciąganie kredytu w CHF czy innej walucie obcej, jest de facto spekulacją typu carry trade, czyli pożyczamy pieniądze na rynku, gdzie stopy procentowe są niskie (np. w Japonii) i realizujemy inwestycje w innym miejscu na świecie, gdzie „miejscowy” kredyt byłby droższy. Tyle, że bierzemy na siebie ryzyko kursowe. W tym wypadku okazuje się, że taka spekulacja nie mogła się nie udać. Cokolwiek by się nie wydarzyło, to człowiek zawsze wygrywał. Jeśli kurs był niski, to korzystał z… Czytaj więcej »
Makia
Użytkownik
Makia
1 rok 7 miesiące temu

Owszem, kto ryzykuje zostanie uratowany w razie przegranej. Jeśli się mu poszczęści zgarnie on niebywałe zyski, bo duże ryzyko = duży potencjalny zysk. Tylko wszystko to pod warunkiem, że jest wystarczająco dużym graczem. Dlatego też duże banki zasysają małe, by rosnąć w siłę. Wielkiemu bankowi raczej nikt nie da upaść, bo to pociągnęłoby za sobą efekt domina i niekontrolowaną lawinę zdarzeń.

W tym kontekście warto obejrzeć sobie godzinny film dokumentalny. Co prawda po angielsku, ale większość na pewno sobie poradzi:

https://www.youtube.com/watch?v=4ECi6WJpbzE&spfreload=10

:)

k-dek
Użytkownik
k-dek
1 rok 7 miesiące temu
http://serwisy.gazetaprawna.pl/nieruchomosci/artykuly/887393,limity-mdm-u-wymagaja-szybkich-poprawek-to-bylo-wiadome-juz-5-lat-temu.html Z jednej strony limity w RnS ~9000zł/m2 były „kuriozalne”, ale te co są teraz też są złe, bo odbiegają od rynku… Czyli skomlenie i lobbowanie 2.0 – „Podnieście nam limity do wciąż przeszacowanego rynku” Nowe limity dopłat w MdM od 01.10. więc już tak wcale niedaleko i pomimo, takich działań jak: 1. MdM będzie na rynku wtórnym (co ma osłabić pozycję deweloperki, bo nieco odciągnie i tak spadający już popyt) 2. Wciąż spodziewanych podwyżek stóp % – jak wiemy lekkie wahnięcie w górę odcina bardzo mocno popyt od finansowania, przy obecnie rekordowej podaży na rynku 3. Możliwe uwolnienie części… Czytaj więcej »
Użytkownik
1 rok 7 miesiące temu
To mnie nieco rozweseliło: „Każdy może sobie przeliczyć, czy po przewalutowaniu jego rata spadnie/wzrośnie”. Naprawdę Autor uważa, że przecięty frankowicz-kredytobiorca może sobie „machnąć” taki kalkulatorek? :)) https://docs.google.com/spreadsheets/d/11OOGvunSUUSkid1-fgfeTEibsAT6e2lm6VbUCnNBNlw/edit?usp=sharing Dodatkowo przy okazji tej ustawy mamy coś a’la „lub czasopisma”. Pętaki wpisały do art. 4. ust. 1 pkt. 3 rozliczanie rat archiwalnymi kursami kupna z tabel kursowych banku – czyli sposób rozliczania wybitnie niekorzystny dla kredytobiorcy i skrajnie korzystny dla banku. Oczywiście przez przypadek wpisali, bo czy kurs kupna, czy sprzedaży, to dla posła jest i tak mentalnie nie do ogarnięcia. Nie wierzę po prostu w celowe działanie posłów mające na celu maksymalizację… Czytaj więcej »
maciasos
Użytkownik
maciasos
1 rok 7 miesiące temu

To chyba wtedy bedziemy juz wszystko wiedzieli:
http://www.senat.gov.pl/prace/senat/posiedzenia/tematy,424,1.html
pkt 1 81. posiedzenia Senatu planowanego w dniach 2 i 3 wrzesnia 2015

Użytkownik
1 rok 7 miesiące temu
Byli i tacy co chcieli podwójnie oszukać system i kupowali mieszkania pod wynajem za kredyty w CHF. http://samcik.blox.pl/2013/07/Kupil-mieszkania-pod-wynajem-za-kredyt-we.html Nie twierdzę, że żadna pomoc nie jest potrzebna ale jakoś rozglądając się za kredytem kilka lat temu miałem pełną świadomość tego, że kurs może wzrosnąć, a wraz z nim moje zadłużenie. Brałem ewentualnie pod uwagę kredyt w Euro mając nadzieję, że w ciągu ~5 lat Polska wejdzie do strefy. Niestety czytając jak w mediach straszą przyjęciem euro i wzrostem cen (które już mamy takie jak na zachodzie, a w wielu przypadkach i wyższe) podjąłem decyzję o wzięciu kredytu w PLN bez żadnych… Czytaj więcej »
Użytkownik
Paradoks
1 rok 7 miesiące temu
Już mi się trochę przejadł ten socjalistyczny jazgot z „pomocą” dla ludzi, którzy podejmowali suwerenne decyzje i siedzieli cicho, albo śmiali się ze wszystkich wokół, dopóki im się to opłacało. Za chwilę będzie trzeba pomagać złotówkowiczom, którzy zapewne również „nie zdawali sobie sprawy”, że jak zawierają umowę na zmienny procent, to to oznacza, że on może być wyższy niż w momencie zaciągnięcia kredytu. W związku z powyższym mam pomysł – a może by tak nie posiadający własnego lokum i zmuszeni do wynajmowania, świadomie NIE zaciągający ryzykownych kredytów na dożywocie, zwrócili się do państwa o pomoc i refundację części kosztów wynajmu?… Czytaj więcej »
Użytkownik
1 rok 7 miesiące temu

hmmm

Czyli teraz kredyty będą w złotych. Na jesieni nastanie nowa władza, gospodarka ruszy z kopyta, inflacja zacznie rosnąć więc bank centralny zareaguje podniesieniem stóp i znowu zacznie się ciemna dupa dla kredytobiorców :)

zeroxx
Użytkownik
zeroxx
1 rok 7 miesiące temu
Coraz częściej pojawia się temat jednego z najlepszych rozwiązań – zabezpieczenie kredytu do wysokości nieruchomości, która jest zabezpieczeniem kredytu. Szkoda,że tak proste rozwiązanie tak cięzko u nas wprowadzić. http://samcik.blox.pl/2015/08/Kazdy-kredyt-hipoteczny-to-dla-kredytobiorcy.html „A tu wystarczyłoby napisać prostą ustawę, która ograniczałaby odpowiedzialność kredytobiorców hipotecznych za długi tylko do wysokości nieruchomości, która jest zabezpieczeniem kredytu. Dziś zabezpieczeniem jest nieruchomość, ale tak naprawdę dług jest od jej wartości oderwany. Jeśli wartość zadłużenia z jakichś przyczyn urośnie, bądź też wartość nieruchomości spadnie, to klient musi zorganizować więcej pieniędzy. W ostateczności bank sprzeda jego nieruchomość, ale resztę długów i tak będzie ściągał z pensji lub innego majątku dłużnika.… Czytaj więcej »
trackback
Użytkownik
1 rok 6 miesiące temu

Kennedy’ego, ale Kennedym; Nicholasem (nie: Nicholas’em), ale już tylko George’a lub Pierre’a (bo ostatniej głoski e nie czytamy): LIBORze.

Poza tym merytorycznie bez zarzutu. ;)

trackback
wpDiscuz