tusk

Jak rząd (nie) pomaga mieszkaniówce

Niedawno Sejm przyjął projekt ustawy, dotyczącej programu „Mieszkanie dla Młodych”. Ustawa trafiła do Senatu, w którym zostanie najprawdopodobniej „przepchnięta” bez żadnych poprawek. Można więc uznać, że aktualne założenia programu, mimo wielu głosów sprzeciwu (nie tylko opozycji, ale także i organizacji branżowych) już się nie zmienią i ustawa wejdzie w życie w obecnym kształcie na początku przyszłego roku.

Przypomnę podstawowe zasady programu:

  • osoby do 35 roku życia, które nie były wcześniej posiadaczami mieszkania będą mogły ubiegać się o dofinansowanie kredytu mieszkaniowego – w przypadku małżeństw liczy się wiek młodszego z małżonków
  • wsparcie rządowe (albo raczej nasze… wszak rząd ma pieniądze tylko z naszych podatków) wyniesie 10% (dla osób samotnych/małżeństw nieposiadających potomstwa) lub 15% (dla rodzin z dziećmi). Dodatkowo, jeśli w ciągu 5 lat od udzielenia kredytu urodzi się trzecie lub kolejne dziecko, będzie można wnioskować o kolejne 5% dopłaty. Dofinansowanie będzie traktowane jako wkład własny przy zaciąganiu kredytu
  • maksymalna powierzchnia mieszkania/domu, którego kupno będzie można sfinansować kredytem z dopłatą, to 75/100 m2 (dla rodzin z co najmniej trójką dzieci będzie to 85/110 m2)
  • w ramach MdM będzie można „kupować” tylko mieszkania/domy deweloperskie – rynek wtórny nie wchodzi w grę (dotyczy to zarówno mieszkań, jak i domów, dlatego budowa domu „na własną rękę” nie będzie podlegała dopłatom)
  • w każdym przypadku dofinansowanie obejmie maksymalnie 50 m2, niezależnie od powierzchni całego mieszkania/domu
  • warunkiem uzyskania wsparcia jest zaciągnięcie kredytu na minimum 15 lat, z maksymalnym wkładem własny wynoszącym 50%
  • limity cen, kwalifikujące mieszkania do udziału w programie, określane są na podstawie średniej z dwóch ostatnich wartości wskaźnika kosztu odtworzeniowego, publikowanego przez wojewodów poszczególnych województw, pomnożonego przez współczynnik 1.1 (do tej pory nikt nie zdołał określić, w jaki dokładnie sposób owe wskaźniki są wyznaczane).
    Na początku roku limity będą następujące:

    Miasto Limit w MdM Średnia cena ofertowa (wrzesień 2013)
    Wrocław 4 774 6156
    Toruń/Bydgoszcz 4 440 4341/4702
    Lublin 4 230 4942
    Gorzów Wlkp./Zielona Góra 4 252 3519/3596
    Łódź 5 031 4984
    Kraków 4 894 6481
    Warszawa 5 865 7590
    Opole 4 207 4578
    Poznań 5 605 6127
    Szczecin 4 340 4505
    Rzeszów 4 105 4678
    Białystok 4 225 4931
    Gdańsk (szacowane) 5 718 5825
    Katowice 4 695 5008
    Kielce 4 538 4603
    Olsztyn 4 731 4872

    Kolorem zielonym oznaczyłem miasta, w których limit w programie MdM jest wyższy bądź bardzo bliski średniej cenie ofertowej na rynku pierwotnym, co oznacza, że bardzo duża część oferty deweloperów będzie spełniała warunki programu. Kolor pomarańczowy to miasta, w których limit jest nieco niższy od średniej, co w praktyce także oznacza szeroką ofertę dostępnych w ramach programu mieszkań. Natomiast na czerwono zaznaczyłem miasta, w których limit jest zauważalnie niższy niż średnia cena ofertowa. Oznacza to, że, po pierwsze, niezbyt duża część oferty będzie spełniała warunki programu, a po drugie, w tych miastach spodziewałbym się z czasem sytuacji podobnej do końcówki obowiązywania RnS (ostatni kwartał 2012 roku), kiedy to deweloperzy obniżali ceny tak, aby ich mieszkania spełniały warunki programu (proponując często przedziwne warunki zakupu – „sprzedamy panu mieszkanie w limicie RnS, ale różnica względem aktualnej ceny zostanie doliczona do ceny obowiązkowego miejsca postojowego, które w tym układzie będzie kosztować 70.000 złotych” :)

Jak widać z powyższych założeń, program „Mieszkanie dla Młodych” nie ma absolutnie na celu poprawy warunków mieszkaniowych Polaków. Po pierwsze, dziwi ograniczenie na wiek potencjalnego klienta – nie bardzo rozumiem, dlaczego „pomoc” miałaby przysługiwać komuś, kto ma 35 lat a temu, kto ma 36, już nie. Po drugie, program dotyczy jedynie rynku pierwotnego – widać, że chodzi tu o skanalizowanie popytu na ten właśnie rynek (trochę podobnie, jak obniżenie mnożnika w RnS dla rynku wtórnego, pod koniec działania programu). Rząd tłumaczy, że kupując na rynku pierwotnym klienci przyczyniają się do wzrostu liczby nowych inwestycji i ogólnej „pomocy” gospodarce. Tyle tylko, że sprzedający mieszkanie na rynku wtórnym też raczej nie schowa otrzymanych pieniędzy w skarpecie, tylko na coś je wyda (często będzie to inne mieszkanie, być może deweloperskie). Do tego powstaje pytanie, czy w momencie, w którym na sprzedaż w bardzo wysokich cenach czeka ponad 50 tys. nowych mieszkań (oraz dużo więcej na rynku wtórnym), powstawanie nowych inwestycji mieszkaniowych jest rzeczywiście tym, do czego trzeba dążyć (patrz przykłady Hiszpanii oraz Irlandii). 

Niestety rząd powiela ewidentne błędy krajów zachodnich. Dążąc do poprawy warunków mieszkaniowych (o ile jest ona w ogóle potrzebna) nie powinno się sztucznie zwiększać popytu, poprzez wzrost ilości kredytu. Powinno się raczej ułatwić proces budowlany, poprawić prawo ochrony lokatorów (aby pozwalało bezpiecznie wynajmować mieszkania), wymusić tworzenie planów zagospodarowania przestrzennego… ogólnie, ułatwić budowanie mieszkań. W końcu najlepszy sposób na poprawę warunków mieszkaniowych to naturalny spadek cen, wynikający ze znacznego zwiększenia skali produkcji – wtedy zwyczajnie większą liczbę osób będzie stać na „lepsze” mieszkania. Próba „dorzucenia” pieniędzy do rynku, na którym nie da się szybko zwiększyć podaży, zawsze będzie prowadziła do cen wyższych, niż w sytuacji pozostawienia rynku samemu sobie. Amerykanie próbowali już takiej zabawy (kredyty subprime) – efekt takiej polityki odczuwa do dziś właściwie cały świat.

Powszechnie panuje przekonanie, że wprowadzenie MdM sprawi, że ceny będą wyższe niż bez tego programu. W miastach oznaczonych w tabeli wyżej kolorami pomarańczowym oraz zielonym nie spodziewałbym się jednak specjalnego wpływu MdM na ceny mieszkań – domyślam się, że część potencjalnych klientów rynku wtórnego skorzysta z oferty pierwotnego – w końcu 10, czy 15% dopłaty (zwłaszcza w obliczu pojawienia się wymaganego wkładu własnego) to całkiem spora kwota. Ciekawe jest, jak w tej sytuacji zachowają się sprzedający na rynku wtórnym – teoretycznie powinno być tak, że, aby sprzedać swoje mieszkania, właściciele musieliby przedstawić konkurencyjną cenowo ofertę (czyli obniżyć ceny o wartość mniej więcej równą kwocie dopłaty). Jednak, jak pokazuje doświadczenie, większość z nich nie jest specjalnie świadoma zmian zachodzących na rynku, więc najpewniej nadal pozostaną przy swoich (w tej sytuacji jeszcze bardziej zawyżonych) cenach i stracą potencjalnych klientów na rzecz mieszkań deweloperskich. Wszak o to najwyraźniej chodzi autorom projektu.

Ciekawszym przypadkiem są miasta oznaczone kolorem czerwonym – tam limit programu jest znacząco niższy niż średnia cena ofertowa. Jak już wspominałem, 10/15% to kwota, o którą warto powalczyć, więc klienci będą dużo bardziej zainteresowani mieszkaniami, spełniającymi warunki dopłaty niż tymi, które ich nie spełniają (przynajmniej w segmencie popularnym). W tej sytuacji część deweloperów będzie musiała obniżyć ceny tak, aby zmieścić się w limicie. Prosty przykład – jeśli jedno mieszkanie będzie kosztowało w Warszawie 6.200 zł za metr kwadratowy, a inne 5800, to różnica w cenie dla klientów spełniających warunki programu będzie w praktyce wynosiła nie 400, ale od 900 do nawet 1200 złotych na metrze (jeśli posiadają dzieci). To już jest znacząca zachęta do kupna drugiego z mieszkań. W obliczu sporej konkurencji na rynku, deweloperzy, którzy nie dostosują cen do poziomu limitu, mogą mieć spore problemy ze sprzedażą swoich mieszkań, bo różnica cenowa między ich ofertą, a ofertą spełniającą warunki MdM będzie w praktyce bardzo wysoka.

Podsumowując… program MdM wygląda na próbę wsparcia deweloperów, kosztem sprzedawców na rynku wtórnym. Do tego w praktyce nie zapewni on mieszkań tym, których teraz na nie nie stać – 10, czy nawet 15% dopłaty to za mało, żeby zmienić położenie takich osób. Dlatego z dopłaty skorzystają głównie ci, których i tak byłoby stać na wzięcie kredytu mieszkaniowego. Co gorsze, na dopłatę dla nich będą składali się w podatkach w większości właśnie ci, których na mieszkanie nie stać i pewnie nigdy stać nie będzie.

Jednak MdM to jeszcze nic. Rząd szykuje kolejny „ciekawy inaczej” projekt, który w zamierzeniach ma poprawić dostępność mieszkań w Polsce, a w praktyce okaże się kolejną pomocną dłonią, wyciągniętą w stronę „biednych” deweloperów. 

Tym razem chodzi o mieszkania na wynajem. Planowane jest powstanie Funduszu mieszkań na wynajem, którego rolą byłoby kupowanie mieszkań (oczywiście tylko od deweloperów), a potem wynajmowanie ich ludziom. I tu pojawia się szereg problemów. Po pierwsze, z kwoty przeznaczonej na program (5 mld złotych w ciągu 4 lat), planowanej liczby mieszkań (20.000) oraz ich typu (kawalerki oraz mieszkania 2-pokojowe) wynika, że będą to mieszkania kupowane po aktualnej cenie rynkowej. Oznacza to, że pieniądze funduszu będą finansować wciąż bardzo wysokie marże deweloperów. Założenia programu mówią, że mieszkania miałyby być wynajmowane poniżej kosztów rynkowych (nawet o 50%). Jednocześnie Fundusz zakłada, że jego zysk (po odliczeniu wszystkich kosztów) będzie wynosił 4%. Jest to zupełnie niemożliwe. We wpisie

Czy opłaca się inwestować w mieszkania na wynajem? 

przedstawiłem symulację dla Warszawy. Wynikało z niej, że przy „dobrych wiatrach” rentowność wynajmu mieszkania, kupionego w tej chwili, wyniesie w okolicach 3%. Z racji podobnej relacji ceny sprzedaży do ceny wynajmu w pozostałych głównych miastach Polski, można się spodziewać, że dla większości dużych miast sytuacja będzie bardzo podobna. Jak w takim razie Fundusz planuje osiągnąć 4% zysku, pobierając tylko połowę, czy nawet 2/3 czynszu rynkowego, pozostaje dla mnie nieodgadnioną tajemnicą. Ciekawi mnie też, czy w wyliczeniach przyszłych zysków autorzy projektu uwzględniają zmianę cen kupowanych mieszkań (najpewniej będzie to spora zmiana na minus). Generalnie, całość zupełnie nie trzyma się kupy ;) 

Do tego należy zauważyć, skąd wezmą się pieniądze na program. Rząd przecież nie ma pieniędzy… dlatego pieniądze wezmą się z Banku Gospodarstwa Krajowego. Tyle tylko, że ten bank też właściwie nie ma pieniędzy – z wypowiedzi prezesa na temat tego, że współczynnik wypłacalności banku wynosi aż 64% wynika, że pieniądze na program będą po prostu pieniędzmi depozytariuszy. Jeśli otworzymy sobie konto w BGK i wpłacimy tam jakieś pieniądze, to może się okazać, że zostaną one „zainwestowane” właśnie w ten fundusz. Fantastyczna perspektywa…

Jest jeszcze jeden (pozytywny?) aspekt całej tej sprawy – co będzie, jeśli osoba najmująca mieszkanie od funduszu przestanie płacić? W tej chwili pozbycie się niepłacącego lokatora jest co najmniej kłopotliwe, a takie przypadki mogłyby już zupełnie pogrążyć biznes plan całego pomysłu. Być może przy tej okazji rząd znowelizuje wreszcie ustawę o ochronie lokatorów, ułatwiając znacznie proces pozbycia się lokatora, który nie wywiązuje się z umowy. Byłby to jedyny pozytywny efekt całego pomysłu z funduszem. Chociaż może jednak nie jedyny… gdyby fundusz rzeczywiście wynajmował mieszkania poniżej ceny rynkowej (co szybko doprowadziłoby go do bankructwa), to wygenerowałby znaczną konkurencję dla mieszkań, przeznaczonych aktualnie na wynajem. Powinniśmy wtedy zobaczyć poważniejsze spadki na tym rynku – ciekawe, czy po bankructwie funduszu ceny wróciłyby do obecnych poziomów…

Na przykładach dwóch aktualnych pomysłów rządowych na wspieranie(?) budownictwa mieszkaniowego widać, że rząd albo nie ma pojęcia, co robi, albo po prostu robi wszystko, by ułatwić życie (przeżycie?) deweloperom. Program MdM jest wybitnie skierowany do nich, próbując napędzić im być może niczego nieświadomych klientów, cieszących się z „dopłaty” do kredytu (tymczasem bez żadnych dopłat mieszkania byłby zwyczajnie tańsze). Fundusz mieszkań na wynajem to już w ogóle pomysł, który „zalatuje przekrętem na kilometr”. Zupełnie nierealistyczne założenia finansowe oraz kupowanie mieszkań tylko od deweloperów każą przypuszczać, że program jest z góry skazany przez autorów na porażkę, a jego głównym celem jest upłynnienie aktualnie niesprzedawalnych mieszkań. Dodatkowo, jeśli fundusz naprawdę wystartuje w obecnej formie, a potem zbankrutuje (co jest nieuniknione przy obecnych założeniach), to być może odkupią od niego mieszkania po „okazyjnej” cenie ci, którzy „mają” kupić. Aż dziw bierze, że powstają tego rodzaju projekty, a… Hanka dalej na stanowisku ;)

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
mk
Gość
mk
3 lata 1 miesiąc temu
co do funduszu, calkowita zgoda, jest to dla ligicznie myslacej osoby bezsens calkowity, albo przekret calkowity. Majac takie pieniadze do wydania, rzad moglby -jak juz musi- skupic te mieszkania z rabatem (sporym), ale tak czy tak wyglada to na interwencyjny skup :/ co do MDM – z perspektywy osoby myslacej nad zakupem mieszkania w Stolicy, mam nadzieje ze raczej pozytywnie zamiesza. Limit ceny jest dosc rozsadnie skalkulowany i sadze, ze wielu deweloperow bedzie starac sie pchnac mieszkania (ktorych maja opor) w tej cenie. Przewaly z garazem za 70K sa oczywiscie mozliwe, ale Jendak mamy teraz wieksza podaz i konkurencje niz… Czytaj więcej »
mk
Gość
mk
3 lata 1 miesiąc temu

a bym zapomnial – masz jakis pomysl skad takie artykuly ostatnio?

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,14771816,Gdzie_sa_najtansze_mieszkania__W_Lodzi__Dlugo_jeszcze_.html

to juz chyba 3ci, gdzie wypisuja o xx% zwyzce cen mieszkan:D niestety dalszych danych skad taka statystyka brak – ale ogolnie bardzo odwaznie, biorac pod uwage realia i fakty

k-dek
Gość
3 lata 1 miesiąc temu
Witam,Gratuluję ciekawego bloga i dość obszernych wpisów Zaglądam od jakiegoś czasu i nadeszła pora dodać coś od siebie. W tekście mały błąd odnośnie kolorów limitów w MdM; raz jest mowa o pomarańczowym raz o żółtym – ale oczywiście wiadomo o co chodzi. Co do samych limitów to ja (z perspektywy Lublina – kolor pomarańczowy) podzieliłbym je tylko na 2 bieguny.Limity:1) Poniżej średniej cen ofertowych2) Powyżej średniej cen ofertowych W obu przypadkach może nastąpić podążanie średniej w kierunku limitów dopłat; co w jednym przypadku będzie średnią zmniejszało, w drugim podnosiło. Nie zgodzę się, że w Lublinie będzie "niespecjalny" wpływ limitów dopłat… Czytaj więcej »
k-dek
Gość
3 lata 1 miesiąc temu
Sama kwestia tego, że developer może wystawić na miejsce postojowe / garaż cenę z kosmosu i w ten sposób po prostu okraść beneficjenta programu jest potężnym problemem i czystym wyłudzeniem – dobrze jakby ktoś się tym zajął (NIK, NBP, ktokolwiek…)3. Deweloperzy jeszcze w inny sposób kombinowali ze sprzedażą (przy RnS) tak aby "wyjść na swoje" tzn, cuda-wianki w umowie, że sprzedane zostaje mieszkanie w ramach RnS – ale biały montaż, gładzie, malowanie, a niekiedy nawet instalacje! nie są wliczone w cenę mieszkania – prace dodatkowe na oddzielną fakturę – i ludzie szli na takie rozwiązania! I właśnie jedyna szansa –… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
3 lata 1 miesiąc temu

Lublin chyba też powinien być na czerwono

W domach z betonu
Gość
3 lata 1 miesiąc temu

Racja, wartości praktycznie takie same jak w Białymstoku. Dzięki!

W domach z betonu

Anonimowy
Gość
Anonimowy
3 lata 1 miesiąc temu
WitamNa wstępie chciałem pogratulować bardzo dobrego bloga. Przeczytałem całego Pana bloga w jeden wieczór. Czytam różne blogi o tematyce finansowej, czy też na temat rynku nieruchomości. Jak spoglądam na „reklamowane” blogi u Pana, praktycznie czytałem wszystkie promowane. Niniejszy blog ujmuje temat nieruchomości w takim kontekście, jaki mi najbardziej odpowiada i posługuje się również danymi, z których również korzystałem /dane GUS, raporty NBP, raporty giełdowe/. Dlatego cieszę się bardzo, że tutaj trafiłem, gdyż przytoczoną na niniejszym blogu argumentację uważam za prawdziwą. Jedynie co do tworzenia kredytu „z powietrza” nie zgodziłbym się z autorem. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewien aspekt. Wśród… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
3 lata 1 miesiąc temu
c.d.Moim zdaniem zarówno MDM, jak i Fundusz Mieszkań na wynajem to interwencja rządu, aby pomóc deweloperom. Jednak jak słusznie zauważa autor programy te będą miały również inne skutki. Moim zdaniem pomogą deweloperom wyzbyć się zapasów mieszkań po przyzwoitych cenach. Nie wiem jednak, czy nadal będą oni rozpoczynać nowe inwestycje. Skutek będzie taki, że nawet jeśli ceny na rynku wtórnym spadną, to niewiele będzie nowych mieszkań na sprzedaż. Dlatego też, jeśli ktoś chce kupić nowe mieszkanie to moim zdaniem powinien skorzystać z programu MDM i kupić w miarę tanie mieszkanie. Proszę bowiem zauważyć, że przy limicie 5700 zł dla Gdańska –… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
3 lata 1 miesiąc temu
Jeszcze nie przeczytałem ostatniego wpisu, ale mam dwie uwagi. Ciężko trafić na ten jakże ciekawy blog. Ja znalazłem go przez Twoją wypowiedź na forum. Z wyszukiwarką jeszcze słabo i fajnie było by to poprawić.Druga sprawa dotyczy cen domów. W jednej z prelekcji red. Stanisław Michalkiewicz zauważył kwestie, które mi wcześniej nie przyszła do głowy, a pokazuje w czasach jakiego ucisku państwowego żyjemy. Mianowicie podniósł, że słusznie krytykuje się feudalizm, ale … co by złego o nim nie powiedzieć to chłop pańszczyźniany chałupę miał. Dziś mimo ogromnego postępu technicznego, dużej wydajności pracy etc. młody obywatel idący do pracy nie jest w… Czytaj więcej »
MarcinB
Gość
MarcinB
3 lata 1 miesiąc temu

Moim zdaniem banki podniosą marże przy korzystaniu z kredytu MDM, aże stopy sa niskie to klient chwyci to a w rezultacie na MDM straci, niezla granda sa ceny w Gdansku i w Poznaniu.

W domach z betonu
Gość
3 lata 1 miesiąc temu
Bardzo się cieszę z ilości oraz (przede wszystkim) z zawartości merytorycznej komentarzy – niestety w tej chwili nie mam czasu odpisać na każdy z osobna, dlatego pozwolę sobie na odpowiedź zbiorczą. Jedną z ciekawszych uwag jest kwestia podwyżki marży przy kredycie w MdM – niestety nie wiem, jak to będzie formalnie wyglądać. Dopłata wyniesie "tylko" 10-15%, co proporcjonalnie obniży ratę… więc gdyby marża była wyższa o 0.5-0.7 p.p. od standardowej, to w całości zniwelowałaby spadek wysokości raty, wynikający z dopłaty (oczywiście przy aktualnym, bardzo niskim WIBOR'ze). A ogromna większość klientów właśnie na ratę zwraca uwagę. Także podwyżka marż pewnie nastąpi… Czytaj więcej »
W domach z betonu
Gość
3 lata 1 miesiąc temu
… W kwestii ucisku państwowego w pełni się zgadzam. Kiedyś ludzie płacili dziesięcinę, albo odrabiali pańszczyznę przez 2(?) dni w tygodniu. A teraz dzień wolności podatkowej wypada jakoś koło lipca… Najgorsze jest jednak to, że podatki zbiera się często w sposób bardzo ukryty, czasem wręcz absurdalny (pod płaszczykiem emerytur, czy bezpieczeństwa – patrz fotoradary). Co do ostatnio popularnych artykułów na temat wzrostu cen na rynku pierwotnym… mam podejrzenie, że mamy tu echa RnS i cały ten wzrost (zawsze rok do roku, nigdy miesiąc do miesiąca) wynika z obniżania ceny (zwłaszcza przez deweloperów) w końcówce 2012 roku po to, aby załapać… Czytaj więcej »
Encjusz
Gość
3 lata 1 miesiąc temu
Za bankier.pl:"– Z przykrością muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o wspieranie rynku wtórnego, to tu nowe mieszkania nie powstają… – odnosił się do uwag senator Czarnobaj. – Oczywiście nie jestem przeciwny wspieraniu rynku wtórnego, bo to również ma swoje zalety. Ale na pytanie, czy w ramach wsparcia rynku wtórnego pojawiają się nowe mieszkania, odpowiem, że zapewne tak, ale zdecydowanie więcej mieszkań powstaje w ramach wsparcia rynku pierwotnego. Zatem wspieramy to, co dotyczy zwiększenia podaży na rynku pierwotnym, mieszkań nowych, ze względów, o których mówiłem we wcześniejszym wystąpieniu, chociażby jeśli chodzi o warunki, które muszą spełniać nowe obiekty." Jak się okazuje… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
3 lata 1 miesiąc temu

Podoba mi się zawartość bloga, ale mam dwie uwagi. Wprowadzasz chaos semantyczny myląc "wynajem" z "najmem" oraz "czynsz" z "opłatami eksploatacyjnymi". Przy obliczaniu całkowitego kosztu kredytu, nie uwzględniach inflacji. To by było na razie na tyle :)

W domach z betonu
Gość
3 lata 1 miesiąc temu

W całym blogu starałem się używać określenia "wynajem" jako użyczenie komuś mieszkania za opłatą oraz "najem" jako wzięcie takiego mieszkania w używanie. Jednak słownik PWN nie rozróżnia tych haseł i pozwala obu używać w obu w przypadkach (to pocieszające, bo w związku z tym ciężko te hasła pomylić ;)

Co do czynszu i opłat eksploatacyjnych… jako "czynsz" rozumiem popularne znaczenie tego słowa, występujące w ogłoszeniach typu "cena zawiera czynsz" itd. Do czynszu zaliczam wszystkie opłaty "nielicznikowe" (czyli wszystko poza opłatami za prąd, gaz oraz wodę).

Co do inflacji przy kosztach kredytu… to prosiłbym o dokładniejsze wyjaśnienie, bo nie bardzo rozumiem ;)

Encjusz
Gość
3 lata 1 miesiąc temu
Weź pod uwagę że w Polsce inflacja to wzrost cen towarów i usług, za którymi próbują nadążyć nasze płace.Znam kilka osób które w ten sposób myślały. Za jakiś czas będę zarabiał więcej więc szybciej spłacę kredyt bo rata kredytu w stosunku do pensji będzie malała. W połowie mieli rację, rata kredytu maleje w stosunku do zarobków, niestety koszty życia rosną tak bardzo że wciąż nie są wstanie spłacać szybciej kredytu.Dodam jeszcze że mieszkanie w Warszawie wynajmowałem prawie 5 lat, przez ten czas wynajmowałem 3 mieszkania, z jednego się musiałem ale też i chciałem wyprowadzić (za oknem rozpoczęła się budowa), z… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
3 lata 1 miesiąc temu

Nie patrz w słownik tylko w kodeks cywilny :-) Czynsz to wynagrodzenie z tytułu najmu lub dzierżawy. To co się płaci do wspólnoty, spółdzielni to opłaty eksploatacyjne. Co do inflacji. Chodzi o to, że w miare upływu lat kwota raty będzie miała niższą wartość niż na początku.

Paweł Budrewicz
Gość
2 lata 4 miesiące temu
Jako że autor bloga nie zostawił żadnego kontaktu do siebie, nie mam innego wyjścia jak napisać publiczny komentarz. Chciałbym zaproponować autorowi rozważenie, czy chciałby wziąć udział w konferencji w Krakowie we wrześniu 2014r. Konferencję organizuje Fundacja PAFERE (www.pafere.org), której od czerwca br. jestem prezesem. 1) W czasie konferencji będzie dzień poświęcony własności prywatnej. Chcę to wykorzystać jako pretekst do dyskusji nt. rządowych programów pomocy na przykładzie rynku nieruchomości (w praktyce Mdm). 2) Kompletuję prelegentów do panelu dyskusyjnego. Mam paru zainteresowanych, w tym deweloperów. Zależy mi na tym, aby w dyskusji wzięli udział praktycy, blogerzy, publicyści. 3) Trwają ustalenia co do… Czytaj więcej »
wpDiscuz