Hossa pełną gębą – część 2

4. Jeszcze trochę o cenach.

Temat cen wyglądał na opisany, a to poranna niespodzianka:

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Ceny-transakcyjne-mieszkan-I-kw-2018-r-Raport-7595563.html

W artykule czytamy, że ceny rosną już w zasadzie wszędzie i nie są to jakieś tam zmiany kosmetyczne, tylko porządne wzrosty, często ponad 10%. Jednak “autorzy” tych wzrostów trochę nie mogą się zdecydować – w takiej Warszawie w każdej kategorii powierzchni mniejszej niż 80 m2 odnotowano wzrosty ponad 10%, tymczasem indeks podsumowujący dla całego miasta pokazuje wzrost (rok do roku) o jakieś 3%:

Jest to o tyle ciekawe, że inne źródła pokazują zmiany cen zdecydowanie bliższe tej drugiej wartości (a do tego jeszcze niższe). Ba… nawet to samo źródło w innym miejscu pokazuje coś innego:

Podobnie sprawa ma się dla całego kraju – mimo rzekomych dużych wzrostów prawie wszędzie, łączny wynik dla dużych miast wskazuje na co najwyżej rachityczny wzrost cen:

Trzeba będzie zaczekać, aż się chłopaki ostatecznie zdecydują, czy te wzrosty cen to są małe, czy jednak duże. Bo jeśli są małe (rzędu tych 2-3%), to może mieć na to wpływ chociażby zmniejszenie udziału transakcji w ramach Mdm (przypominamy, że w minionym kwartale rozdysponowano połowę puli przeznaczonej na rok 2018, a w 1 kwartale 2017 rozdysponowano połowę z 2017 roku i pierwszą połowę z 2018). Limity Mdm były (najczęściej) niższe niż średnie ceny, więc większy udział takich transakcji bardziej “zaniżał” średnią. Tak, czy inaczej, ceny jakoś tam rosną – dla jednych będzie to potwierdzeniem tego, że w Polsce jest tanio i nadal mamy spory potencjał wzrostowy, dla innych będzie to po prostu przykład tego, że aktywa, które są drogie (albo i bardzo drogie) mogą stać się jeszcze droższe.

5. Transakcje gotówkowe.

W tym temacie też mamy jakiś dziwny rozdźwięk w ramach jednego źródła. Z jednej strony możemy przeczytać, że 3/4 transakcji odbywa się za gotówkę, a z drugiej zaprzecza się temu już w tym samym artykule:

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Gotowka-i-negocjacje-cenowe-Tak-kupuja-mieszkania-Polacy-7593335.html

Całe zamieszanie bierze się stąd, że NBP rozpowszechnia bzdury, jakoby prawie 75% mieszkań było kupowane za gotówkę. Z drugiej strony nijak nie potwierdzają tego nawet sami deweloperzy (którzy dość dobrze wiedzą, kto od nich kupuje mieszkania). W przypadku takich, którzy sprzedają więcej niż 2 inwestycje na krzyż, udział transakcji gotówkowych wynosi z reguły od 30 do 40%, co jest zgodne z naszymi szacunkami na podstawie liczby udzielanych kredytów i skali sprzedaży:

NBP niestety popełnia w swoich obliczeniach kilka błędów (przyjmując nieprawdziwe założenia) – bierze do obliczeń zbyt małą kwotę udzielonych kredytów (zbyt mały udział największych miast w całej puli kredytów), nie doszacowuje o około 15% udziału rynku pierwotnego w aktualnych transakcjach, a na koniec podaje udział zakupów gotówkowych obejmujący także wkład własny do kredytów. Finał jest taki, że uzyskany wynik jest prawie dwukrotnie zawyżony, co zupełnie wypacza obraz rynku (wg NBP zdecydowana większość transakcji przeprowadzana jest za gotówkę, a jest tymczasem dokładnie odwrotnie). Zresztą… w to, że 3 mieszkania na 4 kupowane są bez kredytu, chyba zupełnie nikt nie wierzy, bo jest to nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi.

6. Inflacja/stopy procentowe.

Po nagłej zadyszce (przypadkowo skorelowanej ze zmianą koszyka), inflacja znowu nieco rośnie, ale nadal nie jest to wzrost, który miałby sprowokować RPP do podwyżki stóp procentowych (jeden z jej członków twardo obstawia obniżki, a nawet drukowanie PLN przez NBP :) Do wyborów w 2019 roku szanse na podwyżki są praktycznie zerowe (jeśli nie wydarzy się jakaś “katastrofa”), a najpopularniejszym w tej chwili terminem na ich wzrost zdaje się być rok 2020. Żyjemy więc w stanie “represji finansowej”, w której realna stopa procentowa jest ujemna (czyli główna stopa banku centralnego jest niższa od inflacji). Jest to możliwe tak długo, jak długo Europejski Bank Centralny nie podniesie swoich stóp procentowych. Na razie w planach jest zakończenie drukowania euro we wrześniu, ale planów podwyżek stóp za bardzo nie widać. Tymczasem w USA za 2 dni dojdzie do kolejnej podwyżki (we wrześniu prawdopodobnie następna) a poziom stóp amerykańskich coraz bardziej przewyższa europejskie i nasze. Planowaną dalszą ścieżkę podwyżek można zobaczyć na poniższej stronie:

http://www.cmegroup.com/trading/interest-rates/countdown-to-fomc.html

Trudno się spodziewać, aby nasza “niezależna” RPP dokonała jakichś zmian, do których nie będzie zmuszona, przed wyborami, gdyż mogłoby to szybko zakończyć cud gospodarczy (finansowany kredytem) “dobrej zmiany”. A to właśnie to prosperity, obok rozdawnictwa pieniędzy podatników i księgowych sztuczek nazywanych walką z mafiami vat-owskimi, będzie pewnie kołem zamachowym w kampanii wyborczej rządu. W związku z aktualną sytuacją gospodarczo-kredytową nadal utrzymuje się wzrost akcji kredytowej względem poprzedniego roku – dane za ostatnie 2 miesiące pokazują, że różnica ta wciąż wynosi około 10% liczby kredytów, także kredytowe ożywienie z początku roku ma się dobrze. Podobne wartości obserwujemy także, jeśli chodzi o liczbę rozpoczynanych budów, czy uzyskiwanych pozwoleń na budowę – boom w mieszkaniówce nie dość, że trwa, to rozwija się coraz bardziej.

Tymczasem echa zaniżania stóp procentowych widać na wielu różnych płaszczyznach, a ciekawym przykładem jest afera GetBacku, gdzie wykorzystywana była naiwność ludzi, szukających czegoś więcej niż 1% na lokacie bankowej. Im dłuższy okres (zbyt) niskich stóp, tym więcej tego typu “nietrafionych” inwestycji – dużą szansę mają się o tym przekonać ci, którzy teraz “inwestują” w mieszkania pod wynajem, bo lokaty to dla nich za mało. Rosnąca podaż na tym rynku zderzy się prędzej czy później ze spadkiem popytu, przy jednoczesnym wzroście atrakcyjności lokat bankowych – ale to wszystko dopiero po wzroście stóp, czyli… na razie zabawa może trwać w najlepsze.

Coraz wyższe stopy procentowe w USA już teraz powodują szereg ciekawych zjawisk na świecie – 2-letnie obligacje amerykańskie (czyli kraju, który posiada drukarkę globalnej waluty rezerwowej i całkiem “niezłą” gospodarkę) są oprocentowane wyżej niż polskie, co jest historyczną abstrakcją (i raczej nie wynika z naszej potęgi gospodarczej ;) Stopy zaczynają podnosić kolejne kraje (Kanada, Czechy, Rumunia) – w przypadku tego pierwszego bańka mieszkaniowa ma (miała?) się chyba nawet lepiej niż u nas. Zaczynają się pojawiać też większe fajerwerki w stylu ryzyka kolejnego bankructwa Argentyny (stopy procentowe podniesiono tam ratunkowo do 40%), czy “problemy walutowe” Turcji, która także musiała awaryjnie podnieść stopy (aktualnie do 17.75%). Ten ostatni przykład jest dość ciekawy dla tych, którzy uważają, że stopy procentowe zawsze już będą niskie – wydawać by się mogło, że inflacja i wysokie stopy w Turcji były od zawsze, ale to nie jest prawda. Jeszcze niedawno obowiązywała tam stopa procentowa w okolicach 4%, co było oczywiście wartością sztucznie zaniżoną i miało swój spory udział w aktualnych problemach:

7. Kryzys włoski.

Niedawno mieliśmy do czynienia z gwałtownym (jak na najważniejszą parę walutową świata) ruchem kursu euro-dolar. Najczęściej było to wiązane z włoskim kryzysem rządowym i próbą powołania nowego rządu przez 2 partie, które nazywane są eurosceptycznymi, czy wręcz populistycznymi (ostatnio, jakimś dziwnym trafem, te określenia bardzo często idą w parze). Efekt tego zamieszania był taki, że euro zostało mocno poturbowane, w czym nie byłoby niczego specjalnie dla nas ciekawego, gdyby nie fakt, że, jak zawsze przy takich okazjach, złotówka oberwała rykoszetem, spadając mocno nie tylko względem dolara, czy franka, ale także względem słabującego euro. Jest to kolejny przykład na to, że w przypadku poważniejszego kryzysu (tu mieliśmy ledwie jego groźbę) śmieciowe waluty typu PLN obrywają bardzo mocno. Z punktu widzenia rynku mieszkaniowego niebezpieczny był zwłaszcza szybki wzrost kursu franka (do poziomu 3.75 PLN/CHF) – ze względu na liczbę i wartość kredytów frankowych, większy wzrost kursu lub podniesienie szwajcarskich stóp procentowych, nadal stanowi poważne zagrożenie dla polskiego sektora bankowego (a co za tym idzie także dla rynku mieszkaniowego, bo nagły potencjalny wzrost liczby niespłacanych kredytów przełożyłby się na zauważalny wzrost podaży mieszkań z licytacji). Temat kredytów frankowych prawdopodobnie znowu pojawi się przy okazji wyborów w 2019 roku, ale raczej nie można spodziewać się tu przełomu, bo w zasadzie wszystkie frakcje polityczne (poza Kukizem) są już na tym polu spalone – miały szansę coś zrobić (niektórzy nawet obiecywali, że coś zrobią) i niczego nie zrobiły, więc trudno, aby tym razem ktoś uwierzył w to, że coś jednak zrobią.

Generalnie, ostatnie włoskie zamieszanie uczy, że sytuacja jest niestabilna, a projekt euro-waluty wciąż jest zagrożony (i z racji swej konstrukcji, chyba nieuchronnie skazany na porażkę). Włochy, Grecja, Portugalia, Hiszpania i najpewniej Francja są w zasadzie bankrutami – bez skupowania obligacji przez EBC te kraje nie będą w stanie na dłuższą metę obsługiwać swojego zadłużenia (nie mówiąc już o jakimś jego znaczącym zmniejszeniu). Systematyczne podnoszenie stóp procentowych przez FED powinno z czasem zmusić bank centralny w Europie do podobnych ruchów, a wtedy kryzys euro-południa jest murowany. I fajerwerki dosięgną też wtedy oczywiście nas.

Na razie jednak większość zdaje się nie zauważać lub ignorować problemy, o czym świadczy chociażby odwrót od złota, o czym pisał niezawodny K. Kolany:

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Zainteresowanie-zlotem-najnizsze-od-dekady-7595252.html

Wszystko to przypomina sytuację przed poprzednim kryzysem finansowym – widać było, do czego doprowadziła kredytowa bonanza i że będzie z tego poważny problem, ale większość i tak wierzyła, że tym razem będzie inaczej i nic się złego nie stanie. Tymczasem fundamenty jak zawsze są najważniejsze – różne rzeczy można odwlekać różnymi sposobami, ale reanimowanie trupa prędzej czy później i tak kończy się zgonem.

8. Rząd zawsze będzie nienasycony.

W poprzedniej części wspominaliśmy o wynajmie pokoi na dni/dla turystów, dostrzegając zagrożenie z innych krajów, że rząd postanowi tego zakazać lub znacząco biznes utrudnić. Nie trzeba było długo czekać i pojawiają się pierwsze pomysły opodatkowania i wprowadzenia wymogów “licencji” na ten biznes:

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Pokoje-dla-turystow-pod-nadzorem-4124889.html

Jeśli coś jest zbyt dochodowe, to pewnym jest, że mafia rządowa zgłosi się po haracz. Jak to dokładnie będzie wyglądało w Polsce, tego jeszcze nie wiadomo, ale w zasadzie pewnym jest, że opłacalność tego interesu ma szansę mocno spaść.

9. Nie dla pieniądza (nie)suwerennego.

Na koniec coś, co wydaje się nie mieć związku z mieszkaniami, tymczasem ma fundamentalny związek… ze wszystkim. W niedzielnym referendum Szwajcarzy odrzucili pomysł wprowadzenia pieniądza suwerennego, czyli zablokowania możliwości kreacji pieniędzy przez banki komercyjne (rezerwa cząstkowa) i pozostawienie tego przywileju tylko dla banku centralnego (rezerwa całkowita). O ile sama idea jest słuszna, bo system rezerwy cząstkowej jest ze swej definicji systemem przestępczym, o tyle ciężko sobie wyobrazić, żeby system rezerwy całkowitej oparty na walucie emitowanej przez bank centralny, można było nazwać suwerennym. W aktualnym stanie bank centralny steruje podażą pieniądza w sposób pośredni, przez ustalanie wysokości stopy procentowej – w systemie proponowanym w Szwajcarii bank centralny emitowałby pieniądze bezpośrednio, z pominięciem banków komercyjnych. Miałoby to tę podstawową zaletę, że uniemożliwiłoby bezpośrednią utratę depozytów klientów w przypadku bankructwa banku (bail-in), co wydaje się mieć wielkie znaczenie w sytuacji, w której cały świat siedzi na stercie niespłacalnych długów. Problem polega na tym, że to w zasadzie jedyna zaleta szwajcarskiego pomysłu. Prawdziwy pieniądz suwerenny nie powinien zależeć od banku centralnego. Pieniądz suwerenny powinien być niezależny od niczego, ani od nikogo. Przez tysiąclecia znakomicie ten postulat spełniało złoto – nie dość, że nie dało się go dodrukować, co trzymało w ryzach pokusy zadłużania społeczeństw przez rządy (w pewnym momencie po prostu nikt już nie chciał pożyczać rządowi), to jeszcze nie pozwalało nikomu sterować w sposób skuteczny stopą procentową (posiadacz złota mógł je komuś pożyczyć na taki procent, na jaki uznawał za stosowne – nie musiał, jak jest poniekąd teraz, “pożyczać” pieniędzy bankom z oprocentowaniem poniżej inflacji). Temat jest bardzo szeroki i został omówiony w najczęściej czytanym, a jednocześnie najważniejszym artykule w historii tego bloga:

W świecie z betonu

Aktualny system finansowy osiągnął już kres swoich możliwości (poziom zadłużenia sprawia, że niespecjalnie da się zwiększać podaż pieniądza przez kredyt, a ciągłe zwiększanie podaży pieniądza jest immanentną częścią tego systemu, bez której zwyczajnie się on zawali – pamiętajmy, że system rezerwy cząstkowej pozwala generować nowe pieniądze poprzez kredyt, ale że jest to kredyt oprocentowany, to kolejne “emisje” pieniądza muszą być coraz większe, aby dało się spłacić poprzednie + odsetki). Dodatkowo brak spłaty kredytu powoduje, że w systemie rezerwy cząstkowej pieniądze zwyczajnie przestają istnieć, co w sposób bardzo szybki może doprowadzić do upadku całego świata finansowego jaki znamy (z taką sytuacją mieliśmy właśnie do czynienia w roku 2008, kiedy to do akcji musiały wkroczyć banki centralne, dodrukowując zwyczajnie waluty, czyli wprowadzając do obiegu nowy pieniądz, który nie jest pieniądzem kredytowym). Ponieważ aktualnie dług rośnie szybciej niż PKB (czyli niż możliwości jego obsługi), to system rezerwy cząstkowej (bez dodruku banków centralnych) skazany jest na upadek. Wiedzą o tym oczywiście decydenci najwyższego szczebla i, naszym zdaniem, inicjatywa szwajcarska jest właśnie taką próbą rozeznania, co o tym sądzi jako tako ogarnięte społeczeństwo i na co można sobie bezpiecznie pozwolić przy zmianie systemu na inny. Należy mieć na uwadze, że wszelkie inicjatywy, które zdobędą jakieś większe poparcie, będą najpewniej inicjatywami sterowanymi przez aktualne elity – nieważne, czy to będzie pieniądz suwerenny jak w Szwajcarii (który z suwerennością niczego wspólnego nie ma), czy jakaś globalna kryptowaluta. Kontrola nad podażą pieniądza daje tak wielką władzę i możliwości kontroli całych społeczeństw, że z pewnością jest wiele osób, które z takiego narzędzia pragną korzystać (i korzystają).

Warto tu jeszcze zwrócić uwagę, że wszystkie problemy z aktualnym i przyszłymi systemami finansowymi biorą się z jednego prostego zjawiska, czyli z lichwy. We wszystkich głównych religiach (judaizm, chrześcijaństwo, islam) lichwa (czyli pożyczanie pieniędzy na procent) jest lub było uznawane za jeden z najcięższych występków (nieprzypadkowo Jezus tylko raz w całej Ewangelii użył siły i było to wypędzenie bankierów ze świątyni). Tak długo, jak długo lichwa będzie dozwolona, nie uda się stworzyć systemu finansowego, który byłby stabilny i sprawiedliwy (czerpanie zysków z posiadania i pożyczania pieniędzy bez własnej pracy jest tak wielką pokusą, że w każdym systemie, w którym jest to możliwe, ludzie o ten przywilej będą walczyć bardziej niż o cokolwiek innego).

I jaki to wszystko ma związek z mieszkaniami? Ano taki, że aktualny system zostanie kiedyś wymieniony na inny (obstawiamy, że na jeszcze gorszy, który akurat na początku będzie dla większości wyglądał bardzo atrakcyjnie), być może przez klasyczną operację “fałszywej flagi”, która może w tym wypadku przybrać postać globalnego kryzysu finansowego, dużo poważniejszego niż ten z 2008 roku. Wszystkie narzędzia już są gotowe – gospodarki na świecie są bardzo mocno zsynchronizowane, system finansowy jest niebotycznie rozrośnięty, stopy procentowe właściwie wszędzie zaniżone, państwa i społeczeństwa zadłużone pod korek – wystarczy teraz podnieść znacznie stopy w ramach walki z inflacją (skoro można zaniżać oficjalną inflację przez lata, to można ją przecież też zawyżyć – w to społeczeństwom będzie nawet łatwiej uwierzyć). Kredyt przestanie być spłacany, dojdzie do implozji systemu bankowego (ludzie stracą “depozyty”) – wystarczy wtedy zaproponować panaceum na wszystkie problemy, czyli walutę światową, “niezależną” od rządów/banków/obywateli, zarządzaną przez garstkę “specjalistów”. Którzy będą oczywiście zarządzać dla naszego dobra :)
Rynek nieruchomości wybitnie zależy od długu, więc implozja systemu opartego właśnie na długu, miałaby dla niego wyjątkowo zabójcze skutki.

Podsumowując… poważne problemy całego systemu finansowego to jeszcze śpiew przyszłości, a tymczasem polska hossa mieszkaniowa się rozkręca. Sprzedaż deweloperów jest na historycznych maksimach, powoli rozkręca się akcja kredytowa, ceny zaczynają rosnąć (w zależności od źródła rosną minimalnie lub znacząco), liczba budowanych mieszkań systematycznie bije rekordy, nieświadomi niczego “inwestorzy” kupują mieszkania pod wynajem (zwykły lub krótkoterminowy), a inni biorą kredyty ze zmiennym oprocentowaniem na 25, czy 30 lat, tylko dlatego, że dostali niedawno pracę. Wszystko to przypomina nam czasy sprzed poprzedniego kryzysu – pośród ogólnego zadowolenia i rozkręcającej się hossy, pojawiają się pierwsze symptomy problemów. Poprzednim razem też Amerykanie po prostu podnieśli stopy i zrobili wszystkim duże kuku…

Podziel się z innymi
  • 4
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
zeroxx
Użytkownik

Kolejny kawał porządnej analizy. Z tego co widzę bmen zaklinował 2 ostatnie posty u siebie na blogu http://www.bogaty.men/linkchat/ więc on również zgadza się z autorem, w którym kierunku to pójdzie. Zachęcam do poczytania jego bloga, bo naprawdę zna się na rzeczy.

Robert
Użytkownik

Nie tylko skrajna sytuacja finansowa, która może odświeżyć system podobnie do 2008, ale również nowe czynniki takie jak kryptowaluty i pieniądze, które mogą w tym kierunku popłynąć. Także zgadzam się całkowicie. W Polsce już teraz wygląda to nieciekawie a kredytów na pęczki, tymczasem stanie się jeszcze gorzej, stopy procentowe wzrosną, ciężko będzie spłacać kredyty, możliwe że niektórych to zniszczy.

Bardzo dobrze jest to wszystko przedstawione również przez poniższego YouTubera: https://www.youtube.com/watch?v=N9YSh-AxvrA

Nie zapowiada się ciekawie, tymczasem niektórych wręcz pogięło i tylko wpędzają się w inwestycje nieruchomościowe w Polsce…

Tomasz_Wielblad
Użytkownik
wy to chyba nigdy niczego się nie nauczycie… przez was przemawia bardziej małomiasteczkowa zawiść niż trzeba to jasno powiedzieć jakakolwiek i czegokolwiek analiza… macie jakieś swoje wizje i choćby po trupach chcecie je osiągnąć tyle że swoje ambicje kierujecie przeciw rynkowi a nie aby wzmocnić własną pozycję… choć zapewne całkiem inaczej to sami oceniacie… gdy w poprzednim wpisie pisałem żebyście poczekali na dane o cenach transakcyjnych za pierwszy kwartał to wy nie widzieliście z tym żadnych problemów… wg was ceny ofertowe w Gdańsku były oderwane od cen transakcyjnych… obecne do tych z tamtego roku… ale pasowało wam to do teorii… Czytaj więcej »
Jaja Robie
Użytkownik
narazie punkt 7 nie mam czasu teraz. Zgoda stracili ci którzy posiadali gotówkę złotówkową, nie stracili ci którzy posiali gotówkę w walucie obcej-dolar marka niemiecka, złoto. Za śmieszne kwoty w dolarach można było wtedy zrobić poważne interesy,kupić maszyny, nieruchomości. W obiegu były dwie waluty, przy czym nikt nie wyceniał aktywów w złotówce ale w dolcach. małolat wtedy byłem ale ojciec co nieco opowiedział. Zgoda nieruchy ci pozwolą przechować wartość majątku pod warunkiem że nie jest ona kredytowana, kiedys wklejałem tutaj artykuł z czasów republiki weimarskiej po angielsku. tam było napisane co i jak przevhowuje wartość. jesli autorzy blogu nie wykasują… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik

nie do końca to przemyślałeś… zauważ ludzie wtedy zarabiali parędziesiąt dolarów miesięcznie a w latach 90 tych szybko wskoczyli na setki… zysk? za to nieruchomości kosztowały x wypłat przed i x wypłat po… co było lepszym sposobem? przechowywanie kapitału w walucie było bezpieczne tylko dlatego że nasz pieniądz był gówniany… straty na sile nabywczej waluty były niewspółmiernie niższe ale nadal to były straty choć zer w wycenie złotowej przybywało…

Jaja Robie
Użytkownik
Nie zrozumieliśmy się. Ja nie mówiłem że nieruchomości nie są w stanie przechować wartości. Są, pod pewnymi warunkami-a) jeśli nie musisz ich opylić w czasie zawieruchy(jak naród pasterzy z bliskiego wschodu podczas rządów kosmitów) b) ktoś ich ci nie zabierze(np bojcy z Syberii w ramach równości społecznej). Problem z nieruchami jest taki że nie możesz ich wsadzić na plecy. Ale drogi kolego czym my się martwimy przecież Polska jest w okresie dobrobytu jakiego nie znaznała od lat tysięcy. Nic nam nie grozi. Mamy własną niezwyciężona armie i sojuszników. Weź na ten przykład całą jedna dywizję amerykańska która będzie nas kosztować… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik
postarajmy się nie zauważać krótkoterminowych inwestycji bo do tego jest potrzebna wiedza której brakuje przeciętnemu człowiekowi… innymi słowy choć zysk mógłby być przyzwoity to człowiek bez wiedzy zapewne wygeneruje straty… gdy założymy że złoty “leci” jest już za późno dla inwestora długoterminowego… taka bolesna prawda taki inwestor nie podejmuje szybkich decyzji a brak wiedzy mu w tym wcale nie pomaga… po przejściu kryzysu majątek najwięcej wartości zachowa w nieruchomościach… dlatego są one atrakcyjne choć nie z powodu ponadprzeciętnych zysków… spekulacja daje znacznie większe dochody ale… potrzeba jest nie tylko wiedza… gdy Polska jest ostoją a złoty jest słaby to niezaprzeczalnie… Czytaj więcej »
Robert
Użytkownik

comment image?itok=-j_w_SVo
Wystarczy przecież spojrzeć na taki oto wykres żeby gołym okiem zauważyć bańkę nieruchomościową, a to akurat tylko w przypadku Polski. Zdarzenie jest natomiast światowe.
W takim wypadku przechowanie wartości w nieruchomościach na dany moment nie jest dobrym wyborem.

Jaja Robie
Użytkownik

przepraszam pomyliłem się jeszcze Rumuni sa przed nami

comment image?itok=hpUiLA34

TnT
Użytkownik
Dobry artykuł, ale złe podejście do terminu lichwa. Pożyczka na procent jest naturalnym zjawiskiem, ba świetnym zjawiskiem dla gospodarki. Ja nie znam się na inwestowaniu/przedsiębiorczości pożyczam swoją siłę nabywczą jakiemuś inwestorowi, a w zamian po ustalonym czasie otrzymuje procent. A ten procent jest konieczny, bo inaczej nie zdecyduję się pożyczyć pieniędzy. Naturalne jest, że wolę mieć za swoje pieniądze towar teraz niż za np. rok. Jak mam to odwlec w czasie to oczekuje jakiejś rekompensaty. Przy dobrowolnej umowie pożyczki ja zyskuję skoro się zdecydowałem to musiałem dostać satysfakcjonującą mnie kwotę(procent kwoty), a pożyczkobiorca mógł dzięki temu (szybciej) zrealizować inwestycje i… Czytaj więcej »
TnT
Użytkownik

Oczywiście nie mówię tu w kontekście stopy procentowej ustalanej przez BC, ani o sytuacji gdy jest inflacja, więc decyduję się pożyczyć komuś bez procentu. O ciekawe pytanie! Czy jak mamy np.5% inflację, ja pożyczę komuś pieniądze na rok i ma mi oddać tyle samo, czy to jest też wg was lichwa?

zeroxx
Użytkownik

Powiedz to frankowiczom, którzy mają defakto oddać tyle samo (przy ujemnej stopie) :) tylko, że CHF a na PLN to już wygląda trochę inaczej. Druga sprawą jest, że tu dyskutujemy o tematyce mieszkaniowej. Nikt nie pożycza 300 000 PLN na rok, a to czy to będzie lichwa czy nie to się okaże po całkowitej spłacie kredytu, który przeciez jest na zmienny procent. Niskie stopy mają dostarczyć owieczek do strzyżenia w czasie wysokich stóp, kiedy przejmuje się wartościowe aktywa za ułamek wartości. Zawsze tak było i będzie tym razem.

TnT
Użytkownik
Frankowicze zagrali też na giełdzie walutowej i tu jest ich główna strata. Dobrze rozumiem że nie wiadomo czy pożyczka jest lichwą w momencie brania tylko po czasie? Biorąc kredyt mieszkaniowy OCZEKUJĘ, że na tym zyskam (tak jak każda inna transakcja na wolnym rynku). Ale to nie oznacza, że tak musi być, a jak źle przewidziałem/planowałem i będę straty to nie oznacza, że pożyczkodawca mnie oszukał. Zgadzam się, że kompletnie oderwane od rzeczywistości stopy procentowe są destruktywne dla gospodarki i to jest jeden z problemów (obok rezerwy cząstkowej i pieniądza papierowego bez pokrycia). Ale rynkowa stopa procentowa mówi mi jaka jest… Czytaj więcej »
Robert
Użytkownik

Człowiek jest istotą chcącą dorobić się więcej i więcej. Także idea pożyczkowa na różnych zasadach będzie czymś naturalnie występującym w społeczności. Tak długo jak znajdą się dwie strony chcące wziąć w tym udział (pożyczkobiorca być może głupiec, ale to nic – czasem na głupcach buduje się fortuny), natomiast obydwie strony powinny być świadome tego, co się dzieje. W obecnym systemie zazwyczaj tak nie jest i ma on wiele zawirowań, które przewróciły by nie jednego na plecy w momencie uświadomienia sobie.

Jaja Robie
Użytkownik
Włochy, Grecja, Portugalia, Hiszpania i najpewniej Francja są w zasadzie bankrutami – bez skupowania obligacji przez EBC te kraje nie będą w stanie na dłuższą metę obsługiwać swojego zadłużenia  Wydaje mi się i jest to tylko moje prywatne zdanie, że wszystkie kraje strefy euro, poza Niemcami i być może Holendrami nie są przygotowane na taką sytuację. EBC zapowiedziało koniec QE i możliwe podwyżki stóp procentowych w następnym roku. https://www.bankier.pl/wiadomosc/EBC-zapowiada-koniec-QE-Podwyzka-stop-mozliwa-jesienia-2019-r-7596928.html Taj jak pisałem wyżej pisałem myśle że kraje strefy euro nie są w stanie same obsłużyć swojego zadłużenia, zatem muszą zrobić coś żeby tych inwestorów skusić. Moim skromnym zdaniem EBC podniesie… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik

a jak nadejdzie kryzys to co lepiej posiadać lokaty czy nieruchomości????

Jaja Robie
Użytkownik

https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/inflacja-konsumencka-dane-gus-czerwiec-2018/m00jrvc

W porównaniu z majem 2017 roku wyższe ceny żywności (o 3,2 proc.) oraz w zakresie mieszkania (o 1,7 proc.) i transportu (o 4,8% proc.) podwyższyły wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych odpowiednio o: 0,7 pkt proc., 0,43 pkt proc. i 0,42 pkt proc. Niższe ceny odzieży i obuwia (o 3,8 proc.) obniżyły ten wskaźnik o 0,21 pkt proc.

Tomasz_Kulig
Użytkownik

To obuwie od tylu lat tanieje, że buty powinny być za darmo xD

Tomasz_Wielblad
Użytkownik

patrząc na indeksy nieruchomości widać wg mnie wyraźnie “uklepywanie dna” i to w długim terminie… analizując takie zachowanie należy się spodziewać silnego wybicia górą… co wy na to? kto z was zna się na analizie technicznej? o czym świadczą takie wykresy indeksów cen nieruchomości?

fromZero
Użytkownik

wykresy bardzo piekne – tylko 3% wzrostu cen mieszkan dla warszawy – to polecam teraz odejsc od monitora i wykresow i sprobowac kupic mieszkanie w warszawie , wszystko co sie buduje juz dawno jest sprzedane albo ceny grubo ponad 10k za metr