Dlaczego nadal nie inwestuję w nieruchomości

Nasza dłuższa przerwa w działalności blogowej, spowodowana narodzinami kolejnego członka „zespołu” (przy tej okazji zapewniamy, że da się wynajmować mieszkanie z dwójką dzieci i nie trzeba koniecznie być na swoim/bankowym ;) powoli dobiega końca, ale nim dobiegnie ostatecznie, miną pewnie jeszcze dwa tygodnie (żeby nie było, w międzyczasie procesowany jest jeszcze jeden duży temat, o którym najpewniej w ciągu miesiąca). W tym samym międzyczasie rozpoczęliśmy współpracę z portalem independenttrader.pl – polecaliśmy go od „zawsze”, a kto go jeszcze nie zna, warto, żeby poznał. Można tam znaleźć mnóstwo interesujących informacji, głównie na tematy, nazwijmy to, makro ekonomiczne. Trzeba pamiętać, że sytuacja mieszkaniowa jest pochodną większych procesów zachodzących w światowej gospodarce (takich chociażby stóp procentowych nie obniża się przecież tylko po to, żeby mieszkania mogły być drogie ;) Żeby dobrze zrozumieć chociażby to, dlaczego frank był po 2 złote, a teraz jest po 3.70 (chwilowo z tendencją spadkową), ogólna wiedza na temat tego, co się dzieje w gospodarce i polityce na świecie, jest właściwie niezbędna. I wszystkie te rzeczy można znaleźć na powyższym portalu. A nasza współpraca będzie polegała na tym, że będziemy gościnnie „przedrukowywać” te artykuły Tradera21, które dotyczą tematyki mieszkaniowej. Kto regularnie zagląda na independenttrader.pl, ten nie znajdzie tu niczego, czego jeszcze nie przeczytał (poza naszym komentarzem na końcu). Kto nie zagląda, może poczytać u nas lub odnaleźć stosowny artykuł bezpośrednio u źródła.

Dziś pierwszy tekst, który opisuje ogólną sytuację na polskim rynku i jest świetnym podsumowaniem tego, o czym można u nas poczytać od lat (że jest drogo, że stopy nisko, że frank nie będzie po dwa złote, że demografia itd. ;) Zgadzamy się ze wszystkimi tezami Tradera21, więc śmiało podpisujemy się pod całością, dodając na końcu kilka zdań od siebie. No, to czytamy! ;)

Dlaczego nadal nie inwestuję w nieruchomości? (independenttrader.pl)

W jednym z pierwszych artykułów na blogu („Czemu mamy przed sobą zapaść na rynku nieruchomości?”), opublikowanym prawie 5 lat temu sygnalizowałem, iż przy ówczesnych cenach zakup mieszkania, delikatnie mówiąc, nie był dobrym pomysłem. Mimo, że już wtedy mieliśmy za sobą 4 lata spadków cen, to moim zdaniem nieruchomości nadal były przewartościowane, a czynników przemawiających za dalszymi spadkami było co niemiara.

Na przestrzeni owych 5 lat, które minęły od publikacji artykułu ceny nominalne mieszkań w Polsce się nie zmieniły, a w Warszawie nawet nieznacznie wzrosły.

Źródło: NBP

Ceny nominalne są jednak wypaczone inflacją i absolutnie nie oddają rzeczywistości. Jak wiecie, inflacja CPI jest silnie zaniżana. Niestety, w Polsce nikt nie liczy rzeczywistej inflacji. Na bazie danych z NBP policzyłem przyrost waluty w obiegu, czyli M3 oraz odjąłem od niej 2,5% naturalnej deflacji wynikającej ze wzrostu produktywności.

Źródło: opracowanie własne.

Z moich obliczeń wynika, że w ciągu ostatnich 5 lat ceny rosły pomiędzy 2 – 7% rocznie. Skumulowana inflacja za lata 2012 – 2016 wyniosła ok. 24%.

Wielu z Was pewnie się z tym nie zgodzi, ale co zaskakujące skumulowana wartość inflacji dość dobrze pokrywa się ze wzrostem siły nabywczej przeciętnego wynagrodzenia w relacji do cen nieruchomości.

W roku 2012 za przeciętne wynagrodzenie mogliśmy kupić 0,73 m2 mieszkania (średnia z 7 największy miast). Dziś stać nas na 0,87 m2 czyli o 19% więcej.

Źródło: NBP


Przeciętne wynagrodzenie wg GUS wzrosło w tym czasie o 26%. Wynagrodzenia wzrosły tyle, ile wyniosła inflacja.

Mamy zatem kilkuprocentową inflację przy jednoczesnej stagnacji na rynku nieruchomości, co w praktyce oznacza spadek cen.

Czemu nadal jestem sceptycznie nastawiony do nieruchomości w Polsce?


1. Relacja najem – koszt nieruchomości.

Absolutna większość nieruchomości mieszkalnych w Polsce generuje negatywny cash-flow. Oznacza to, że przychody z wynajmu są niższe od wszystkich kosztów związanych z posiadaniem mieszkania. Co to za koszty:

–    podatek od przychodu z najmu

–    podatek od nieruchomości

–    zaliczki na remonty pozwalające na utrzymanie mieszkania w stanie niepogorszonym

–    starzenie się budynku oraz dzielnicy przekładające się na spadek ceny, ostatecznie każdy z nas woli mieszkać w nowymi mieszkaniu na nowym osiedlu

–    inflacja, która przy niezmienionej cenie nominalnej jest największym ukrytym kosztem

Największym problemem jest fakt, że większość osób posiadających mieszkania na wynajem absolutnie nie przywiązuje żadnej uwagi do wymienionych powyżej czynników, licząc wyłącznie gotówkę, którą otrzymują od najemcy.

Nawet w takim przypadku wartość czynszu najemnego w ujęciu rocznym nie przekracza 2 – 3,5% co jest poziomem znacznie poniżej rzeczywistej inflacji.


2. Frankowicze utknęli

W latach 2005 – 2008 ponad 90% kredytów udzielano w walutach obcych, w szczególności w CHF. Obecnie, wartość większości z tych kredytów w ujęciu złotówkowym, przekracza wartości na jakie kredyty były zaciągane. Jest to efekt umocnienia franka. Rząd mimo wielu zapowiedzi nie ma wielu możliwości działania.

Jeżeli rząd wprowadzi ustawowe rozwiązanie chroniące frankowiczów, to w odwecie międzynarodowa finansjera pokazowo odwróci się od PLN oraz od polskich obligacji. Efekt będzie taki, że polski rząd będzie miał ogromny problem z rolowaniem długu (spłata starego zadłużenia poprzez emisję nowych obligacji).  Otwarcie nikt o tym nie mówi, ale odsetki od 10-letnich polskich obligacji wzrosły w ciągu dwóch lat z 2% do 3,7% obecnie (wzrost o 80%).

Celowo wspominam o frankowiczach. Jest to ogromna grupa osób, która na lata utknęła z kredytami przekraczającymi możliwości spłaty. Jeżeli kredyt jest zbyt dużym obciążeniem, to nie myślisz o kupieniu większego mieszkania, co w normalnych warunkach byłoby standardem. Wiele osób które przed laty kupiło wymarzone 40 m2 przez kolejne lata nie będzie mogło sobie pozwolić na zamianę na 60m2 czy 70m2 co bardzo negatywnie oddziałuje na cały sektor nieruchomości.


3. Stopy procentowe!!!

Od dłuższego czasu powtarzam, że historycznie niskie stopy procentowe są anomalią, tak jak anomalią była ekstremalnie przewartościowana złotówka, gdy frank kosztował 2 PLN’y. Nie jest to stan normalny i na pewno nie do utrzymania na dłuższą metę. Zresztą w zeszłym roku w podobnym tonie wypowiedział się KNF.

Stopy procentowe są czynnikiem, który najsilniej oddziałuje na ceny nieruchomości. W Polsce rekordowo niskie stopy procentowe utrzymują się od 2 lat i wynoszą 1,5%. Średnia marża kredytu hipotecznego na 300 tys. PLN na 30 lat wynosi 2,1% co przekłada się na odsetki na poziomie 3,6%. Wydaje się tanio.

Tylko się wydaje. W latach 2006 – 2008 mieliśmy taniego franka, który miał nadal tanieć. Ostatecznie Polska była zieloną wyspą. Nieruchomości podobno także nigdy nie tanieją. Efekt lekkomyślnego podejścia lub po prostu braku wiedzy odbija się dziś na rodzinach, których wartość kredytu znacznie przekracza wartość nieruchomości.


Czemu odnoszę się do frankowiczów?

Dlatego, że za 5 czy 10 lat kolejną grupę pokrzywdzonych stanowić będą osoby, które zaciągnęły kredyty na nieruchomości w latach historycznie niskich stóp procentowych. Raty ich kredytów drastycznie wzrosną w wyniku rosnącej inflacji oraz wzrostu stóp do normalnych poziomów. Czy będzie to 5 – 10 czy 15% tego nikt nie wie. Widząc wykres przyrostu podaży waluty możemy się tylko domyślać, co będzie dalej, ale dobrze to nie wygląda.

NBP doskonale zdaje sobie sprawę, że realna inflacja jest dużo wyższa niż CPI. Niedługo rząd zacznie łatać deficyt dodrukiem, o ile po chichu już tego nie robi. Do obiegu trafiły właśnie nowe 500 zł banknoty. Tylko ślepiec nie widzi rosnącej inflacji. W takim otoczeniu Rada Polityki Pieniężnej za jakiś czas zacznie podnosić stopy. Polska jest krajem rozwijającym się, a w takich stopy podnosi się nie o 0,25% lecz o 1% czy 2%. Poza tym gdy dojdzie do pierwszej podwyżki, kolejne są tylko kwestią czasu. Co bardzo ważne nawet w mediach głównego nurtu pojawiają się już pierwsze informacje odnośnie wzrostu inflacji czy możliwej podwyżki stóp. Różnica pomiędzy stopami wyznaczanymi przez RPP a rentownością 10-letnich obligacji wynosi obecnie 2,25% i rośnie.

Dla mnie jest to czytelny sygnał, że podwyżki stóp, a tym samym wyższe koszty kredytu, są wyłącznie kwestią czasu. Zwróćcie uwagę jak zmienia się wysokość raty kredytu na 300 tys. PLN zaciągniętego na 30 lat z marżą 2,1%.


Źródło: opracowanie własne.

W najgorszym wariancie założyłem, że RPP podniesie stopy wyłącznie do 10%. W ramach przestrogi warto jednak przypomnieć że na przełomie lat 1998 – 2001 stopy procentowe w Polsce przekraczały 20%. Wielu z Was stwierdzi – było to dawno i do takich czasów już nie wrócimy.

Dobrze, to może teraz zastanówcie się na jaki okres udzielane są kredyty? Albo jak silnie podnosiły stopy Rosja czy Ukraina, aby bronić się przed ucieczką kapitału w trakcie paniki na rynkach finansowych? W pierwszym przypadku stopy wzrosły z 5,5% do 15%. W drugim z 7 % do 30%, a wszystko w ciągu zaledwie 2 lat.


4. Nasycenie rynku

W ostatnim czasie zresztą widzimy nasycenie rynku. Coraz więcej transakcji dokonywanych jest za gotówkę. Jest to jednak znowu efekt anomalii jaką są historycznie niskie stopy procentowe. Wiele osób dysponujących gotówką woli kupić mieszkanie nawet jeżeli ma ono stać puste niż trzymać pieniądze na lokatach, które nic nie płacą.

Jest to kolejna grupa osób, dla których zakup mieszkania przy wyższych stopach przestanie być interesujący z punktu widzenia inwestycyjnego. Poza tym im wyższe mamy stopy procentowe, tym silniej spada nam zdolność kredytowa. W pewnym momencie, zazwyczaj w trakcie niepokojów na rynkach finansowych chęć banków do udzielania kredytów zamiera całkowicie. W takich okresach najłatwiej jest oszacować ile nasze mieszkanie powinno kosztować, aby określić je jako tanie. Dla mnie jest to ekwiwalent 10 lat czynszy najemnych pomniejszonych o koszty utrzymania nieruchomości. W dzisiejszych warunkach oznacza to ceny niższe o co najmniej 60%. Niemożliwe?

Właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w Polsce w latach 2002 – 2003.


5. Demografia

Stopy procentowe, a w zasadzie ich wzrost jest dużym problemem dla rynku nieruchomości. Największym jest jednak fatalna demografia. Poniżej zamieściłem strukturę społeczeństwa z podziałem na wiek. Jak widzicie najliczniejszą grupę stanowią obecnie osoby w wieku 30 lat, które jednocześnie stanowią najliczniejszą grupę nabywców. Na przestrzeni kolejnych 10 lat grupa ta skurczy się o ok 40%. Jak to przełoży się na popyt na mieszkania chyba nie muszę mówić.

Być może spadek ludności w Polsce wywołany najniższym w Europie współczynnikiem dzietności oraz migracją zarobkową zostanie częściowo zrekompensowany napływem emigrantów z Ukrainy. Nie ma najmniejszych szans, aby wypełnili oni lukę chociażby w 20%.

Źródło: GUS


6. Podatki

Rząd w Polsce, podobnie jak i inne w Europie, zmaga się z ciężarem długu oraz permanentnymi deficytami. Redukować wydatków nikt nie chce, zostaje zatem ich podnoszenie lub dodruk. W mojej ocenie posiadacze jednej nieruchomości nie mają się czego obawiać. Ostatecznie na fali równości nie uderzamy wyższymi podatkami w biednych, a zamiast tego równamy wszystkich w dół.

Ciekawym” rozwiązaniem, które może służyć za podstawę do zwiększenia dochodów budżetowych może być rozwiązanie greckie. Masz jedną nieruchomość płacisz jeden podatek. Masz dwie nieruchomości płacisz dwa podatki ale podwójne. Masz cztery nieruchomości (najwyraźniej za dobrze Ci się wiedzie) płać cztery podatki wg stawki razy cztery. Efekt jest taki, że dziś w Atenach ceny nieruchomości spadły do poziomów nienotowanych od lat, gdyż ludzi zwyczajnie nie stać na utrzymanie wielu mieszkań, a przychód z najmu nie rekompensuje wyższych podatków.

Czy podobny case zostanie zastosowany w Polsce, gdy znowu zabraknie pieniędzy? Jest to możliwe, ale na pierwszy ogień pójdą chyba pozostałości z OFE. Nie zapominajmy jednak, że nieruchomość jest najłatwiej opodatkować. Nie przeniesiesz jej przecież do przyjaznej jurysdykcji.


Podsumowanie

Artykułu nie piszę absolutnie aby Was przerazić czy zniechęcić do zakupu własnych 4 kątów. Ostatecznie gdzieś trzeba mieszkać, a większość woli mieszkanie własne niż najem, nawet długoterminowy. Decydując się jednak na zakup nieruchomości musicie zdawać sobie sprawę, że przed Wami ciężkie czasy, zwłaszcza jeżeli chodzi o wysokość rat kredytowych. Po 20 latach spadków stóp procentowych trend zaczyna się odwracać. Mieszkania są znacznie tańsze niż były w trakcie bańki z 2007 roku, kiedy nasza siła nabywcza była o 40% niższa. Dziś jest dużo lepiej, ale nieruchomości absolutnie nie są tanie.

W problemy kredytów w CHF wpadły setki tysięcy rodzin. Kolejne setki tysięcy wpadną w pułapkę „tanich kredytów w PLN”. Nie mam co do tego wątpliwości. Największym problemem jest brak sensownej oferty kredytów o stałym oprocentowaniu. Coś, co w USA, UK czy Szwajcarii jest standardem, u nas jest egzotyką. Kredyty oparte o stałą stopę procentową są stosowane powszechnie u naszych południowych sąsiadów. Czemu u nas są niedostępne? Nie wiem, ostatecznie banki mogłyby je bez żadnych problemów zabezpieczyć na długoterminowych obligacjach. Możliwe, że komuś zależy, aby w polskim społeczeństwie powstała kolejna grupa uzależnionych od kredytu.

Być może odbieracie mnie jako przeciwnika inwestowania w nieruchomości. Absolutnie tak nie jest. Dużo bardziej wolę aktywa płacące dywidendę (akcje, REIT’y) niż metale których utrzymanie mnie trochę kosztuje. Sytuacja jest inna. Nie lubię drogich aktywów o kiepskich perspektywach, a do takich zaliczam obecnie nieruchomości. Co prawda już pojawiają się okazje. Dwa miesiące temu przegapiłem licytację na której sprzedano działkę w bardzo dobrej lokalizacji za 42 tys EUR. Co ciekawe, podobne działki są wyceniane na ok 200 tys. EUR. Ograniczone grono chętnych (tylko gotówka) + czyjaś tragedia (licytacja) sprowadzają ceny do poziomów przy których zaczynają pojawiać się okazje. Problem jest taki, że dla większości osób „inwestowanie” w nieruchomość nie polega na szukaniu prawdziwych okazji, lecz kupnie mieszkania na kredyt ograniczając analizę do wysokości raty jaką muszą zapłacić do banku. Niestety, ale tego typu podejście zazwyczaj kończy się tragicznie.


Trader21
http://independenttrader.pl

Tyle Trader21, a teraz kilka zdań od nas. Jak widać, nie tylko my podzielamy pogląd, że ceny mieszkań w długiej perspektywie (dziesięciolecia) zależą od demografii oraz ogólnej sytuacji ekonomicznej państwa, a w krótkiej zależą prawie wyłącznie od wysokości stóp procentowych (w końcu nie po to wymyślono mechanizm stóp procentowych, sterowanych odgórnie przez bank centralny lub jego „pochodne”, żeby wymknęła się spod jego wpływu tak ważna klasa aktywów jak nieruchomości). Jak widać, w gospodarce, którą nazywa się rynkową, jej najważniejszy parametr jest sterowany centralnie i jakoś nikogo to nie dziwi. Dodatkowo, mając do dyspozycji tego rodzaju narzędzie, można spokojnie wywoływać kryzysy i sztuczne hossy (każdy niech sobie teraz odpowie na pytanie, czy mając taką władzę bank centralny aby na pewno działa tylko na rzecz „stabilności cen” ;) 30-letni okres spadających stóp procentowych zakończył się zejściem do zera (a gdzieniegdzie nawet niżej). Dalej zejść jest ciężko (przynajmniej tak długo, jak ludzie mogą używać gotówki – kiedy się ja wyeliminuje, otworzą się w tym względzie nowe możliwości). FED zaczął podnosić stopy (i ma w planach podnosić je dalej), dołączają się powoli kolejne kraje (Kanada, niedawno Czechy), nawet w mediach głównego nurtu zaczyna dominować pogląd, że stopy będą wyższe. Czy to będzie w tym roku, czy w przyszłym, czy może za 5 lat, nie powinno mieć znaczenia dla kogoś, kto planuje kredyt na lat 30. Dodatkowo należy pamiętać, że Polska to nie jest kraj tak stabilny jak USA, czy inna Szwajcaria – pewnie bliżej nam do Rosji, więc należy mieć na uwadze, że tak, jak pisał Trader, u nas wahania stóp będą najpewniej dużo wyższe.
Niestety planowanie długoterminowe to nie jest mocna strona ludzi (nie tylko w Polsce), więc bierzemy kredyt, bo aktualnie jest tanio (czasami, o zgrozo, bierzemy „póki jeszcze jest tanio”). Niektórzy ulegają także propagandzie i kupują mieszkania pod wynajem, bo lokaty (chwilowo) są oprocentowane niżej niż, najczęściej mocno naciągany, poziom zysków z wynajmu. Trzeba pamiętać, że gdy stopy wzrosną (a ceny mieszkań spadną), będzie dokładnie tak samo, tylko odwrotnie ;) Ludzie przestaną brać kredyty, bo będzie (chwilowo?) drogo, przestaną kupować mieszkania pod wynajem, bo lokaty będą (chwilowo?) wyżej oprocentowane itd. I wtedy będzie dobry moment na kupowanie (może nawet na inwestowanie?). Ci, którzy patrzą na sytuację mieszkaniową w perspektywie co najwyżej kilku lat, znowu popełnią błąd (tylko w drugą stronę). Ale to będzie mniejszy błąd niż ci, którzy „kupili na kredyt” w czasach taniego franka, albo „kupili na kredyt” w czasach taniego kredytu. Pierwsza grupa ma problem podwójny, bo ostatni mocny spadek kursu franka może skłonić wkrótce bank centralny Szwajcarii do zaniechania stosowania polityki ujemnych stóp, skoro nie trzeba już sztucznie osłabiać kursu franka…

A w następnym wpisie przyjrzymy się bardziej dokładnie temu, co było słychać na polskim rynku w ciągu ostatnich kilku miesięcy (nie zapominając o tym, że to, co słychać przez kilka miesięcy, jest tylko kawałkiem wiedzy, który należy zawsze rozpatrywać w szerszym kontekście).

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
tomek123
Użytkownik

Czeski Bank Centralny podjął tę decyzję jednogłośnie na czwartkowym posiedzeniu. Podwyższona została główna stopa procentowa z 0,05 proc. do 0,25 proc. – zaznacza FT.
Bank obniżył główną stopę procentową z najwyższego poziomu 3,75 procent w 2008 r. do rekordowo niskiego poziomu 0,05 procent pod koniec 2012 r.

https://www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/czesi-stopy-procentowe,186,0,2351802.html

Sabarolus
Użytkownik
Czy autorzy są w stanie wyjaśnić sytuację, która panuje w Japonii? Bardzo niskie stopy procentoweod bardzo wielu lat, nieruchomości, które są drogie od bardzo wielu lat i mimo takiej, a nie innej demografii nie tanieją… Druga rzecz… Stopy procentowe wzrosną. Zapewne tak będzie. Pojawia się tu jednak pytanie o ile wzrosną? 0,25 punkta procentowego to bardzo niewiele, 1 punkt procentowy to nadal bardzo niewiele. Zakładam, że autor sądzi, że stopy procentowe wzrosną o 4-5 punktów procentowych. Jest to jak najbardziej mozliwe, jednakże musi się pojawić ku temu jakiś realny czynnik, którym będzie zapewne inflacja. Zakładam, zatem, że autorzy będą bardzo… Czytaj więcej »
Gamo
Użytkownik
Na bieżąco czytam Tradera21 i naprawdę jest to jeden z najbardziej wartościowych, pod względem treści, blogów w polskim internecie. Zwłaszcza, że opisywane w nim zjawiska są obiektywnie oceniane. I zawsze ciekawa dyskusja pod tematami, która potrafi pochłonąć na godziny. Niemniej jednak w przypadku rynku lokali mieszkalnych w Polsce w krótkiej perspektywie spadki nie nastąpią. Rynek nieruchomości reaguje bardzo powoli na zachodzące zmiany. Ale w dłuższej perspektywie wszystko wskazuje na to, że jednak będą. I znowu Ci co teraz kupują mieszkanie będą „uwięzieni” przez niższą wartość za kilka lat względem ceny zakupu. Co do najmu zauważyłem, że rynek jest teraz bardziej… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik
„Z moich obliczeń wynika, że w ciągu ostatnich 5 lat ceny rosły pomiędzy 2 – 7% rocznie. Skumulowana inflacja za lata 2012 – 2016 wyniosła ok. 24%.” dlaczego nikt z was tego nie zauważa ? jeśli utrata wartości pieniądza to 7 procent a nasz koszt to powiedzmy 4 to te 3 procent jest zyskiem czy stratą ? a gdy ktoś ma lokatę na 2 procent ? zyskuje czy traci ? albo to ciągłe wracanie do początku lat 2k ! dlaczego nie wspominacie przy okazji że były to lata kryzysowe ? bo nie widzicie tego po wskaźnikach ? bo za młodzi… Czytaj więcej »
Sabarolus
Użytkownik
Fajnie, że zwróciłeś uwagę na aspekt zaufania do waluty. Często w ostatnim czasie spotykałem się z motywacją zakupu mieszkania pt. „to najlepszy z łatwodostępnych sposobów na przechowanie kapitału” Ludzie dysponujący kwotami 200-400k i więcej w gotówce mogą się obawiać tego co może planować rząd (może jakiś podatek od oszczędności powyżej 100k? ) i wolą dmuchać na zimne pozbywając się gotówki i kupując coś materialnego. W obecnej sytuacji mieszkanie pozwala zachować wartość wpłaconego kapitału, a przy odrobinie pomyślunku da zarobek większy niż jakakolwiek lokata dostępna na rynku. Dodatkowo, wbrew temu co tu czasami czytałem, sensowne mieszkanie jest na ten moment towarem… Czytaj więcej »
Slawek
Użytkownik
” Często w ostatnim czasie spotykałem się z motywacją zakupu mieszkania pt. „to najlepszy z łatwodostępnych sposobów na przechowanie kapitału”- ja to widzę inaczej. Ludzie po prostu nie mają pojęcia co można zrobić z gotówką. Jakiś czas temu kolega wygrał kilkaset tysięcy w pewnej loterii. Co zrobił? Kupił nowe mieszkanie, używany samochód i wyjechał na wypasione wakacje. Zamienił studnię w suche źródełko. Skarbonkę pękającą w szwach w worek bez dna pochłaniający teraz dużą część jego pensji. Dlaczego to zrobił? Bo nie miał pomysłu na taki nagły przypływ dużej gotówki. Kiedyś ludzie budowali wielkie domy. Dwa, trzy, czasem nawet cztery pełne… Czytaj więcej »
Sabarolus
Użytkownik
Nie wiem kto to Bartek T, ale wiem, że ktoś kto pieniądze zarobił sam, a nie wygrał na loterii będzie w stanie tak skalkulować kwestię ewentualnej inwestycji w nieruchomość, że osiągnie realny zysk. Poza tym, kto mówi o mieszkaniu? Można kupić lokal pod cele gospodarcze. Inne warunki, inna ochrona najemcy, inne realia rynkowe. Wiesz, ja w Łodzi też widzę sporo mieszkań, które nie mogą się sprzedać. Kiedy sobie podzwoniłem okazuję się, że właściciele są przekonani o wyjątkowości posiadanego domu/mieszkania i chcą go sprzedać np. 30% drożej niż cena rynkowa podobnego lokalu. Ewentualnie fakt, że w mieszkaniu jest czysto przyrównują do… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik
Sławek postaraj się o odrobinę obiektywizmu ! czy człowiek powiedzmy zaskoczony przypływem gotówki ma lepsze przygotowanie w jakiejkolwiek innej formie inwestowania ? czy jakby stracił ten kapitał we własnym biznesie to byś go bardziej szanował ? czy strata na giełdzie jest bardziej chwalebna ? no nie wiem… jak człowiek nie ma przygotowania to nie ma i tyle w temacie ! każda inna forma inwestowania jest obarczona ryzykiem ! nie ma gwarancji zysku… nawet lokata… i tu pytanie zakładając że mam kapitał i chciałbym go skonsumować za 30..40 lat gdy przejdę na emeryturę ponoć głodową a zdrowie czasem kosztuje w tym… Czytaj więcej »
wpDiscuz