city-48851_640 (1)

Czy kupno mieszkania chroni przed inflacją?

Jeszcze kilka lat temu bardzo często można było usłyszeć/przeczytać, że nieruchomości nigdy nie tanieją. Twierdzili tak oczywiście deweloperzy, pośrednicy, (pseudo) analitycy oraz niektórzy dziennikarze (pewnie spore grono czytelników pamięta dokonania niejakiego Marka W. w tym temacie ;) Oczywiście każdy, kto nieco bardziej obiektywnie spoglądał na rynek, wiedział, że jest to typowa bzdura – wystarczyło spojrzeć na przykłady USA, Hiszpanii, Irlandii, czy „dokonania” wielu krajów w latach 80-tych (zwłaszcza Japonii). 

Oczywiście w Polsce miało być inaczej ;) Zielona wyspa była podobno zupełnie innym rynkiem, z brakującymi 3 milionami mieszkań, więc tu ceny nieruchomości miały tylko rosnąć (prosto do nieba). Jak było potem, wszyscy wiemy… nawet HB/OF przyznaje, że ceny spadły (mimo iż przez wszystkie lata twierdził, że mamy do czynienia ze stabilizacją ;)

O ile nikt już nie wierzy w ciągły wzrost cen, o tyle nadal powszechne (zwłaszcza wśród „naganiaczy”) wydaje się być twierdzenie, że w długiej perspektywie wartość nieruchomości wzrasta. Czy to jest prawdą, zależy oczywiście od długości owej perspektywy – dobierając odpowiedni przedział czasu można udowodnić wszystko. Jednak ku przestrodze polecam przykład Japonii, w której ceny nieruchomości (na wykresie akurat ceny ziemi) w ciągu ostatnich 30 lat kształtowały się mniej więcej tak:

 Z wykresu widać, że czasami nawet perspektywa rzędu 25-30 lat jest zbyt krótka, aby wykazać wzrost cen ;)

Jest tu jeszcze jedna uwaga – zwykle w tego typu rozważaniach pomija się pewną bardzo istotną kwestię. Otóż ceny mogą sobie rosnąć/spadać, ale z reguły takie dywagacje dotyczą ceny mieszkań/domów nowych. Trudno oczekiwać, aby mieszkanie kupione dziś, za 30 lat miało porównywalną wartość do mieszkania nowego (jeśli założymy taką samą lokalizację itd.). Mieszkanie, jak każdy inny produkt, zwyczajnie się zużywa – gdyby tak nie remontować go przez 30 lat, to jego wartość będzie najpewniej zasadniczo niższa niż odpowiedniego (wykończonego) mieszkania nowego. Poza tym… w bardzo długiej perspektywie cena mieszkania raczej nie wzrasta, tylko zmierza w okolice 0 (w końcu przy pewnym wieku budynku przestaje się opłacać go remontować i trzeba go zwyczajnie zburzyć, a wartość mieszkania przeznaczonego do rozbiórki najwyższa pewnie nie jest).

Jeśli więc rozpatrujemy zachowanie ceny konkretnego mieszkania w długiej perspektywie, należy mieć na uwadze konieczność dokonywania remontów lub spadku wartości tego mieszkania przy braku remontów.

Jak widać, ze wzrostem cen mieszkań w długiej perspektywie jest kilka „problemów”. Jednocześnie chyba najbardziej powszechną teorią w tym temacie jest to, że kupno mieszkania chroni przed inflacją. Skoro ciężko udowodnić, że w długiej perspektywie cena mieszkań rośnie (a inflacja w systemie rezerwy cząstkowej występuje zawsze), to już na wstępie ta teoria wydaje się być nieco podejrzana. Dlatego przyjrzymy się jej trochę bardziej dokładnie.

Zobaczmy, jak kształtowały się ceny mieszkań w Polsce, w ciągu ostatnich kilkunastu lat (wykres mojego autorstwa na podstawie danych GUS – wartość ważona liczbą mieszkań w poszczególnych miastach, stad widocznym cenom najbliżej do cen warszawskich).

Gdyby wyjść z założenia, że cena mieszkania podąża (chociażby mniej więcej) za inflacją, powyższy wykres powinien wyglądać nieco inaczej. Linia niebieska, oznaczająca ceny w ujęciu nominalnym (czyli ceny „prawdziwe”), powinna przypominać parabolę o „nachyleniu” zależnym od inflacji z odpowiedniego okresu, a linia czerwona (czyli cena z uwzględnieniem inflacji) powinna być linią poziomą.

Na razie nie odkryliśmy więc niczego ciekawego ;) Wiemy, że ceny wzrosły w ciągu 3-4 lat o prawie 200% – z pewnością inflacja w tamtym okresie była niższa (i to nawet ta prawdziwa inflacja, a nie oficjalne „dane” podawane przez rząd). Później ceny mieszkań zaczęły spadać, a inflacja wciąż była „dodatnia”. 

W tym momencie mógłbym zakończyć wpis, bo widać, że cena mieszkania ma w Polsce z inflacją bardzo niewiele wspólnego ;) Na szczęście jest jeszcze kilka ciekawych rzeczy, o których za moment.

Na razie ten sam wykres, ale w ciekawszej wersji – oprócz cen znalazły się na nim wartości inflacji oraz stóp procentowych NBP z tego samego czasu.

Na wykresie widać 2 podstawowe rzeczy. Po pierwsze, w warunkach wysokiej inflacji w latach 2000-2003 ceny nominalne rosły bardzo nieznacznie, a ceny z uwzględnieniem inflacji spadały (zakładając, że wysokość średniego wynagrodzenia podąża za inflacją, rosła wtedy liczba m2, które można kupić za równowartość takiego wynagrodzenia). Po drugie, stopa procentowa NBP zawsze była wyższa niż (oficjalna) inflacja (im wyższa inflacja, tym większa różnica).

Mieszkanie kupione w 2000 roku nie było dobrym zabezpieczeniem przed wysoką inflacją z początku tamtej dekady. Dopiero kiedy inflacja, a co za tym idzie także stopy procentowe, bardzo spadły, ceny mieszkań ruszyły ostro w górę. Widać więc, że ceny mieszkań nie dość, że nie rosną szybko w warunkach wysokiej inflacji, to jeszcze potrafią (niespodziewanie? ;) rosnąć bardzo szybko w warunkach inflacji niskiej. Jednocześnie przy niskiej inflacji potrafią także spadać (lata 2007+), co jest wynikiem sztucznego „napompowania” cen przez ogromny napływ kredytu na rynek, w początkowej fazie cyklu obniżania stóp procentowych.

Na przykładzie Polski z ostatnich kilkunastu lat widać, że aktualnie ceny mieszkań nie mają specjalnego związku z inflacją. Cały rynek jest bardzo zależny od kredytu, czyli w praktyce od wysokości stóp procentowych. Kiedy stopy są wysoko, ceny mogą spadać, mimo stosunkowo wysokiej inflacji. Kiedy stopy są nisko, ceny mogą rosnąć mimo niskiej inflacji, dopóki nie osiągną granic absurdu – wtedy jedno przełomowe wydarzenie (np. początek światowego kryzysu finansowego w 2008 roku) odwraca tę tendencję, mimo jeszcze większego obniżenia stóp procentowych.

Polska jest całkiem niezłym przykładem do tego wpisu, jednak przyjrzyjmy się także nieco bardziej stabilnemu rynkowi mieszkań, o znacznie dłuższej tradycji niż nasz. Wykres dla Stanów Zjednoczonych wygląda tak:

Jak widać, przez 30 lat, mniej więcej do roku 2000 ceny mieszkań (chociaż w tym wypadku bardziej domów) utrzymywały się na w miarę stabilnym poziomie. Ceny w ujęciu nominalnym rosły sobie praktycznie liniowo, a ceny z uwzględnieniem inflacji wahały się nieznacznie, w zależności od aktualnej wysokości stóp procentowych. Mieliśmy sytuację zrównoważoną, w której wzrost cen w dłuższym czasie minimalnie przekraczał inflację – mogło się tak dziać z dwóch powodów (i pewnie działo się z obydwu jednocześnie). Po pierwsze, oficjalna inflacja była najpewniej jak zwykle niedoszacowana (żeby zbytnio nie wkurzać obywateli), a po drugie, z czasem rósł standard/powierzchnia kupowanych domów (społeczeństwo się bogaciło), więc i średnie wydatki na dom/mieszkanie mogły być większe.

Dopiero od 2000 roku, po znacznej obniżce stóp procentowych przez FED (w ramach walki z konsekwencjami bańki „dot-com’ów”) sytuacja uległa diametralnej zmianie i zaczęła przypominać nasze polskie podwórko (chociaż ściśle rzecz biorąc, to raczej sytuacja w Polsce przypomina tę z USA, bo u nas wszystko działo się z kilkuletnim opóźnieniem). Zmiany cen mieszkań zupełnie oderwały się od inflacji – najpierw ceny bardzo szybko rosły mimo stosunkowo niewielkiej inflacji, a potem (w podobnych warunkach) bardzo szybko spadały. 

Dobrze widać tę sytuację na wykresie, porównującym (w pewnym uproszczeniu) cenę kupna domu z kosztami jego wynajęcia.

Widać tu, że przez wiele lat koszt wynajęcia domu rósł stabilnie (inflacja), a ceny kupna domu były do tego dostosowane. W latach 2000-2006 ceny kupna zupełnie oderwały się od cen wynajmu – aż dziw bierze, że „cały” świat był potem zaskoczony bańką (i jej pęknięciem) na amerykańskim rynku nieruchomości – wygląd tego typu wykresów już w roku 2006 musiał być mocno niepokojący ;)

Spójrzmy jeszcze na rynek amerykański w znacznie dłuższej perspektywie:

Jak widać, ceny domów z uwzględnieniem inflacji nie zmieniły się praktycznie przez 100 lat! To sugeruje, że tak długo, jak długo banki centralne prowadzą odpowiedzialną politykę (dostosowując wysokość stóp procentowych do realiów rynkowych, a nie tak, jak od 2000 roku, sztucznie je zaniżając) tak długo cena mieszkania/domu (oczywiście nowego, nie starzejącego się!) podąża za inflacją. Dodatkowo, nawet jeśli ceny zaliczą nagły skok w górę, na końcu sytuacja i tak wraca do historycznej normy (lata 2006-2012). Tak samo jest i w drugą stronę – bardzo niekorzystne zmiany gospodarcze/demograficzne, jak chociażby amerykańska wielka depresja, sprowadzają ceny poniżej historycznego trendu, jednak po „unormowaniu” sytuacji (tu poprzez 2 wojnę światową) ceny wracają do punktu wyjścia. Wszak ostatecznie rynkiem zawsze rządzą fundamenty, a podstawowym fundamentem są koszty budowy. Człowiek jest w stanie przeznaczyć na dom/mieszkanie pewną część swojego dochodu (czyli pewną część swojej „pracy”). Wraz z postępem technologicznym buduje się coraz bardziej zaawansowane konstrukcje, jednak idea się nie zmienia – co by nie wybudować, średnio rzecz biorąc, ludzie nie poświęcą na zdobycie mieszkania więcej niż powiedzmy 30% swojego dochodu/pracy/życia. Dlatego w długiej perspektywie, przy braku innych czynników (np. zaburzeń demograficznych, gospodarczych) ceny dążą do takiego właśnie poziomu.

Na kolejnym wykresie widzimy porównanie baniek nieruchomościowych USA i Japonii – schemat bardzo zbliżony, jednak dla Japonii, z racji dużo wcześniejszego wystąpienia bańki, mamy dłuższą perspektywę czasową.


Jak widać, w obu przypadkach główna część „zabawy” trwała kilkanaście lat – po solidnych wzrostach ceny powróciły do punktu wyjścia (oczywiście uwzględniając inflację). Jednak w Japonii, z racji dużo większej skali problemu oraz dodatkowych problemów demograficznych, ceny nie przestały spadać i spadają właściwie do tej pory (dopiero szalone drukowanie jenów przez BoJ w ostatnim czasie ma szansę przełamać tę tendencję). Czy tak samo będzie w Polsce, przekonamy się za kilka lat – kto uważnie czyta niniejszego bloga, pewnie zna już teorię autora w tym względzie ;)

Patrząc na wszystkie dotychczasowe wykresy widać, że w niekorzystnych okolicznościach gospodarczych/demograficznych ceny mieszkań potrafią spadać znacznie poniżej historycznego trendu. Koronnym przykładem jest tu Republika Weimarska. Poniżej obrazek, pokazujący procentowy rozkład wydatków typowej rodziny na poszczególne kategorie dóbr, w czasach poprzedzających hiperinflację oraz w jej trakcie (na niebiesko zaznaczono udział wydatków na mieszkanie oraz na żywność).

Mamy tu wyjątkowo ciekawy przypadek oderwania się cen mieszkań/wynajmu od inflacji. Wraz z galopującą inflacją rósł procentowy udział żywności w wydatkach gospodarstw domowych, a wydatki na mieszkanie stanowiły coraz mniejszy procent, by osiągnąć wartość bliską 0 w szczytowej fazie kryzysu. Kto zabezpieczał się przed inflacją kupując mieszkanie, musiał się nieźle zdziwić ;) W końcu ostatecznie człowiek coś musi jeść i jedzenie to trzeba wyprodukować/zdobyć. Mieszkać z reguły każdy gdzieś mieszka, więc mieszkania mogą się stać przejściowo nawet bezwartościowe z powodu braku „nowych” klientów (w sytuacji, w której ogromna większość wysiłku społeczeństwa zmierza w kierunku zaspokojenia bardziej podstawowych potrzeb).

Na koniec jeszcze jedna rzecz. Aktualnie wszystkie główne banki centralne prześcigają się w „drukowaniu” pieniędzy, co najpewniej doprowadzi w końcu do wysokiej inflacji. Gdyby ktoś się jeszcze łudził, że w takiej sytuacji jego kredyt (na zmienny procent) będzie łatwiej spłacić, polecam poniższy wykres dla USA.

Widać tu kilka ciekawych rzeczy. Po pierwsze, można zauważyć znaczny spadek oprocentowania (względem inflacji) po roku 2000, co umożliwiło napompowanie amerykańskiej bańki mieszkaniowej. Po drugie widać, jak wzrost oprocentowania w latach 2005-2008 spowodował pęknięcie tej bańki. Po trzecie da się zauważyć, że Amerykanie mają szansę na kolejną bańkę ;) Wreszcie po czwarte (dla nas chyba najważniejsze) widać, że dokładnie tak samo, jak na wykresie dotyczącym Polski, oprocentowanie kredytu mieszkaniowego jest praktycznie zawsze powyżej inflacji. Dodatkowo, w czasach największych kryzysów (początek lat 80-tych oraz lata 2008-2009) oprocentowanie ma silną „skłonność” do jej znacznego przekraczania, co jest jednocześnie połączone ze spadkami cen mieszkań (wszak jedno z drugim ma ścisły związek).

Podsumowując całe dzisiejsze rozważania można wyprowadzić kilka krótkich wniosków:

1. Cena mieszkań podąża mniej więcej za inflacją, ale tylko w czasach, w których nie udziela się na szeroką skalę kredytów mieszkaniowych, bądź ich oprocentowanie odpowiada realiom rynkowym.

2. Banki centralne, poprzez mechanizm stóp procentowych, mają ogromny wpływ na rynek mieszkaniowy – sztuczne zaniżenie stóp powoduje, że ceny mieszkań zupełnie tracą związek z inflacją (przy okazji tracąc też związek z rzeczywistością ;) W przypadku dłuższych okresów zbyt niskich stóp mamy do czynienia najpierw z ogromnym wzrostem cen, a później ich spadkiem, który z reguły (z uwzględnieniem inflacji) „zjada” cały wzrost (o czym już zresztą kiedyś pisałem w oddzielnym artykule).

3. Historia rozwiniętych i w miarę stabilnych rynków pokazuje, że mieszkanie nie jest zbyt dobrym zabezpieczeniem na czasy kryzysu, gdyż w takich czasach, wartość mieszkań z reguły znacznie spada (w stosunku do dochodów). Jednocześnie widać, że mieszkanie powinno się kupować właśnie w czasach dużego kryzysu, bo wtedy jest ono stosunkowo najtańsze ;)

4. Niezależnie od wysokości inflacji, oprocentowanie kredytu jest zawsze od niej wyższe, a hiperinflacja potrafi sprowadzić ceny mieszkań do bardzo niskiego poziomu względem dochodów (co nie znaczy, że wtedy jest łatwiej mieszkanie kupić – wtedy są po prostu ważniejsze wydatki).

Jeśli więc ktoś chciałby potraktować mieszkanie jako ochronę przed inflacją, należy to czynić z głową. Z pewnością nie jest tak, że każdy moment jest tu dobry. Kupując w „złym” momencie może bez problemu dojść do sytuacji, w której cena mieszkania spada, mimo wysokiej inflacji. Dodatkowo przykład Japonii pokazuje, jak duże znaczenie ma demografia – mimo wielu lat praktycznie zerowych stóp procentowych, tam ceny wciąż spadają.

Podsumowując (już ostatecznie;) – coś, czego cena zależy w głównej mierze od zdolności kredytowej innych, nie jest dobrym zabezpieczeniem przed inflacją w każdym momencie. Takie dobro należy kupować wtedy, kiedy zdolność kredytowa potencjalnych klientów jest możliwie niska (i najlepiej wtedy, kiedy spodziewamy się jej wzrostu). Czy tak jest w tej chwili? Hmm…

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu
Warto pamiętać o jednej, bardzo istotnej rzeczy. Od 1971 roku, od upadku systemu z Breton Woods (odejście od standardu złota), pieniądze tracą na wartości wykładniczo! Generowany jest coraz większy dług, bo przyszłość ma być "większa" niż teraźniejszość. Czyli trzeba ciągle kupować więcej niż w roku poprzednim. Niestety wiadomo, że to kolejna mrzonka (patrz: demografia na świecie oraz peak oil). Kiedyś to się zawali i to z ogromnym hukiem! Im dłużej będą "duszone" stopy procentowe, tym będzie większy huk! Co ciekawe np.dług USA rośnie 5,6 -krotnie szybciej niż PKB! Faktem jest, że dług jest roszczeniem do przyszłej pracy ludzkiej. Czyli biorąc… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Czyli dla Wrocławia gdyby nie było bani ceny prezentowały by się mnie więcej tak.
http://przeklej.net/down/55487492287297573188691592628196805f48d4221d76695f1d7c46d.html

marek
Gość
2 lata 11 miesiące temu
@Albo stopy procentowe będą w nieskończoność bardzo niskie, albo cała gospodarka światowa się załamie i będzie hiperinflacja. Innej drogi nie ma, no chyba, że Wojna Światowa. jak narazie w głównych motorach gospodarczych są presje obniżki cen a nie hiperinflacja. Taka miała sytuację w niemczech w latach 20 ale to było związane z blokowaniem dla niemiec dostaw ważnych surowców przez francję co spowodowało wzrost cen wszystkiego bo dużym kosztem trzebabyło zrobić to co do życia potrzebne. Węgiel był na wagę złota !Obecnie ceny spadają i taki trend będzie latami się wlekł z okresami niby poprawy chwilowo na parę-parenaście miesięcy. Ceny weszły… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 11 miesiące temu
poprostu dzisiaj jest zatrzesienie i to w zasadzie od lat wszystkiego co chemy na polkach sklepowych. Towaru jest tyle, ze konsumpcja nie pochlania tego wszystkiego i to nie pozwoli drozec w tempie niemiec z lat 20! to byly inne czasy teraz sa inne i tak jak porownanie liczenia ifnlacji jeszcze 20 lat temu ma sie inaczej jak teraz tak tamtejsza hipera nie nic wspolnego z niby obecna w glownych motorach gospodarczych. Na moje oko wzsroly ceny spozywki ale jesc trzeba bo brzuchy rozpasione od lat zostaly. Motoryzacja. mieszkaniowka, agd, rtv tanieje z roku na rok a to wyznacza i pociaga… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 11 miesiące temu
tutaj dla hiperinflacjonistow i science fiction przyrzyny hipery w niemczech w latach 20 http://www.psz.pl/tekst-18618/Kryzysy-XX-wieku-Kryzys-hiperinflacji-w-Republice-Weimarskiej czy obecnie macie blokowane surowce na swiecie zeby drozaly bo sa na wage wszystkiego aby dac nam energie i jedzienie ? NIE zatem opcja jak w japonii niskich stop bardzo realna a pomimo to w realnej gospodarce deflacja i spadki cen wszystkiego co nie jest potrzebne na juz a na juz jest potrzebne zarcie !! mieszkac mozna u rodziny i sie da. Jesc i ogrzac sie trzeba. Tak wlasnie tez widze od paru lat po peknieciu banki. Gdzies cos ceny na zachodzie proboja nadgonicc 2007 bo… Czytaj więcej »
Daniel Nofap
Gość
2 lata 11 miesiące temu

Był przypadek goldmana w USA ktory skupować aluminium tonami i magazynować opóźniających tez dostawy i tym samym podbijają cenę tego surowca, jednocześnie grał na derywatach zeby podbić ceny

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu
Nie zgadzam się, że sytuacja z niskimi stopami procentowymi będzie trwała latami. Napisałem, że w ciągu 10 lat wszystko się rozwiąże. Nikt o tym nie mówi głośno w tv, ale przecież od lat mamy wojny, wojny walutowe. USA aby prowadzić wojny w wielu miejscach na świecie musi wydawać 300 000 000 $ DZIENNIE! Nic dziwnego, że muszą drukować dolary jak szaleni. Ale przecież za tą ogromną ilość wydrukowanych dolarów by mogli wykupić cały świat, więc Chiny, Europa też musi drukować. Wojna walutowa trwa, obywatel traci, lub straci, innego wyjścia nie ma, bo każda bańka się kończy dokładnie w ten sam… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 11 miesiące temu
no i na tym polega cały cyrk. Iluzjonosci z usa go zapoczatkowali i ciezko im go skoncczyc. Bo wyjscia sa ale sie ich boja bo kazde wyjscie to jedno wielkie szambo a poki kabaret jako tako mozna ciagnac i nikt nie interweniuje to wszystko gra. Niespodziewane na pewno przyjdzie bo nic nie trwa wiecznie pytanie kiedy ? dla mnie w kazdym momencie od 2 lat sytuacja moze sie pogorszyc ale skoro wyszly kroplowki dla trupow i nowe akcje kredytowe jako tako bedziemy dalej isc do przodu. Zawsze ktos pomoze i kredyt wezmie dla pozostalych co z niego zyja. Im ich… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Rezerwy wielu państw są w złocie i w razie wielkiego dupnięcia będą wyprzedawane, co jeszcze bardziej obniży cenę złota. Już dziś sama ZAPOWIEDŹ, że dany kraj z grupy PIIGS chce wyprzedawać złotowe rezerwy powoduje raptowne dołowanie ceny tego kruszcu. Ile było warte złoto w Powstaniu Warszawskim? Za złotą świnkę (4,30 g złoto próby 900 ; 0,1489oz) można było kupić kilo pomidorów.

Imho lepiej już lokować kasę w mieszkania niż w złoto.

z17 (z17@gazeta.pl)

midas
Gość
midas
2 lata 11 miesiące temu
Nieprawda! Rezerwy państw typu Rosja, Indie, Chiny w razie wielkiego dupnięcia nie będą wyprzedawane! Chiny gdy wyjdą na pozycję nr 1 i gdy będą mieć najwięcej złota ( a przecież cały czas od roku 2009 kupują PO CICHU ogromne ilości złota) ustalą taki kurs nowej światowej waluty-JUANA CHIŃSKIEGO, jaki im się będzie podobał!Chiny mają 30% amerykańskich długów – śmieciowych obligacji i będą mieć najwięcej złota na świecie. Mają wszystko aby trzymać cały świat w garści! Złota nikt nie będzie wyprzedawać, no chyba, że jakieś małe kraje aby przeżyć. Rosja, Indie, Chiny łykną to od razu! CHINY – 1, 4 mld… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Midas, chyba jednak trochę za dużo czytałeś naganiaczy na złoto. Goldblogi i inne independenttrejdery. Jeżeli ktoś twierdzi, że wie co planują tajne służby USA czy Chin to jest bardzo zuchwały. Wydaje mi się, że jak zwykle 99,9% z tych przewidywań, które można wyczytać w Internecie na temat tego kto kogo, się nie sprawdzi. Już teraz leszczyna liże rany po naganiających na złoto po 1900$. Żadne "Cypry" im nie straszne nawet jak zabiorą 10%, bo już teraz umoczyli kilkadziesiąt % na złocie, które "nigdy nie tanieje" (skąd my to znamy?).

midas
Gość
midas
2 lata 11 miesiące temu
No tak, leszczyna "straciła" (teoretycznie, bo tylko na papierze) w ciągu kilku miesięcy na inwestycji DŁUGOTERMINOWEJ o nazwie złoto, a żadne "Cypry" im nie straszne, bo tam zabrali realne pieniądze, ale przynajmniej tylko 10%, a nie teoretycznie 20%. Nigdzie nie napisałem, że wiem co planują tajne służby USA czy Chin. Zakładam prawdopodobne scenariusze. Natomiast są pewniki, a nie "przewidywania", które wszyscy znamy z prasy i tv. Oto one:-kryzys zakończony i same wzrosty nas czekają (patrz wzrosty na Wall Street)-banki nie upadną, bo są w super kondycji-nieruchomości i ziemia, to pewna inwestycja-giełda jeszcze pewniejsza (patrz wzrosty na Wall Street)-no i co… Czytaj więcej »
Daniel Nofap
Gość
2 lata 11 miesiące temu
W przypadku kryzysu na duża skale bądź wojny, tak rezerw złota mogą byc początkowo wyprzedawane aby sfinansować pomoc, bieżące potrzeby czy zakup broni. Poza tym w przypadku ostrego kryzysu banki ściągają kasę z rynku wyprzedają wszystko co sie da. Ci co maja troche rozumu skupia wtedy tanie złoto gdyż ono pózniej i tak zyska na wartości w niepewnych czasach. W przypadku Chin jest cię inaczej. Chiny mają mnóstwo obligacji USA i nie mogą od tak zacząć ich wyprzedawac gdyz załamały by rynek i przez to obniżyły wartość posiadanych obligacji. Dlatego jesli sprzedają to powoli. Wykupują za dolary kopalnie oraz firmy… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 11 miesiące temu
ta data 2022-204 dziwnym zbiegiem okolicznosci zbiega sie jak patrze z prognoza najnizszej liczby studentow w polsce a zatem deflacyjny japonski model przesuniety dla nas o 10 i wiecej alt jak najabrdziej realny i tak denko cen motorow napedowych naszej gospodarki. Zatem kupe lat lezenia i kroczenia w dol aby wyrownac ceny sprzed banii. Tego sie trzymam i chwilowe porywy wiatru mnie nie ruszaja poki kazdy z anali mowi bedzie rosli to juz okazja i taniej nie bedzie. Zatem bedzie ale potrwa wiele lat. Czekajacym zyczyc cierpliwosci i powiekszania i tak coraz gorzej wypracowywanych oszczednosci ale poki tak mozna to… Czytaj więcej »
marek
Gość
2 lata 11 miesiące temu
a co do zarobkow bo wielu czeka na wzrost no i widzi w tv, ze idzie lepsze:w ciagu pol roku w pracy u zony w-wa kierownicy działow dostali obniżkę pensji o 30% !!!!! i tak dalej mają te 5 tyś netto ale tylko tyle i nie wiecej. Zaczelo sie od kierownictwa kiedys przyjdzie i do maluczkich a takich mlodych sie juz zatrudnia za coraz mniej a konkurencja za mniej wezme jest bo mlodzi wola siedziec u rodzicow. Wiec skad te podwyzki ? kolo sie zamyka. W dodatku prosze rozpatrzec aspekt pensji minimalnej jak dziala i co powoduje. Wystarczy moze ktos… Czytaj więcej »
Michał
Gość
Michał
2 lata 11 miesiące temu

To świadczy tylko o tym że Twoja żona pracuje w słabej firmie. Podwyżki biorą się z wyników finansowych firmy, na który wpływ ma nie tylko ogólna koniunktura na danym rynku ale również a możę przede wszystkim zarządzanie firmą.
W skali całej gospodarki mamy jeszcze dużo do nadrobienia, podwyżki są, dlatego właśnie bańka na rynku nieruchmości nie pęka gwałtownie. Po prostu ceny wyrównują się do płac i będzie to jeszcze trochę trwało.

marek
Gość
2 lata 11 miesiące temu

dlatego o podwyzkach dziwnym zbiegiem okoliczosci dowiaduje sie tylko z prasy i tv a nikt ze zanjomych ich nie ma i wszyscy racja pracuja w slabych firmach a pozostali na blogu w rewelacyjnych dobrych firmach. No coz dlatego stad ta srednia. Rozbawiles mnie kolego ta slaba firma zony :)

Moim Skromnym Zdaniem
Gość
2 lata 11 miesiące temu
@MichałSytuacja w firmie w której ja pracuję. Warszawa. Firma notowana na WIG20. Pensje w ostatnich latach rosły tylko członkom zarządu i najwyższej kadrze. Pensje pracowników stoją w miejscu ale stopniowo zabierane są wszelkie dodatki i premie które do tej pory ratowały kiepskie podstawy wynagrodzenia. Oczywiści kadra nazywa to systemem motywacyjnym (chyba do zmiany pracodawcy). W ramach restrukturyzacji zwalnia się ludzi z etatów, a na ich miejsce bierze się studentów na umowy zlecenia ze śmieszną stawką godzinową – chociaż wg zarządzających to i tak za dużo bo już zaczyna się powoli przenoszenie części pracy do biedniejszych miast bo tam studenciaki jeszcze… Czytaj więcej »
W domach z betonu
Gość
2 lata 11 miesiące temu

Mi się nie wydaje, że podwyżki biorą się z wyników finansowych firmy. Gdyby tak było, nasz kochany rząd już dawno musiałby dopłacać do swoich stanowisk, a tymczasem, o ile mi wiadomo, nadal pobiera wynagrodzenie ;)
A tak na poważnie, to… pensje kierownictwa wysokiego szczebla pewnie od wyników zależą. Ale pensje szeregowych pracowników to już chyba tylko gra rynkowa – skoro ktoś pracuje za aktualną stawkę i się nie buntuje, to po co dawać mu podwyżkę? Lepiej dać sobie ;)

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Też tak sądzę. Z drugiej strony smutne, że ci szeregowi młodzi pracownicy dostają piany na samo słowo związki zawodowe. Związki? Wiadomo: złodzieje, lenie, darmozjady. Czyli de facto powtarzają to, co słyszą na własny temat od swojego pracodawcy. Ot taki przykład spranego mózgu. W tym sensie mają to na co sami zapracowali.

midas
Gość
midas
2 lata 11 miesiące temu
Ktoś napisał, że podwyżki płac biorą się z wyników finansowych firmy….Niby tak, ale czysto w teorii.80 000 000 nowych, pachnących dolarów co miesiąc. I tak już od dośc dawna… Akcje firm na Wall Street szybują do góry od wielu lat. Dobra czy zła firma,… pompuj stary, dolców mamy pod dostatkiem! A w firmach jak wygląda sytuacja? Skoro dają nam takie zastrzyki gotówki, to chyba możemy sobie dać podwyżkę, co? Przykład drugi. Too big to fail. Skoro jestem prezesem banku prywatnego, bardzo dużego banku, to mogę wszystko, nawet mogę dać sobie podwyżkę podczas krachu na rynku finansowym. Jestem za duży aby… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Moim skromnym zdaniem, za jakiś czas czeka nas wielkie światowe UMORZENIE DŁUGÓW państw drukujących obecnie pierdyliardy pustej waluty, z USA na czele. Będzie to zapewne kolejna wspaniała ekwilibrystyka banksterów. Raczej nieunikniona, bo alternatywą jest hiperinflacja i/lub wojna.

z17 (z17@gazeta.pl)

dd
Gość
dd
2 lata 11 miesiące temu
Moim Skromnym Zdaniem
Gość
2 lata 11 miesiące temu

Każdemu zdarza się błąd w obliczeniach albo wyciągnięcie błędnych wniosków ;). Zapewne mówi o cenach ofertowych które w miastach gdzie ceny są poniżej limitów MDM, deweloperzy od razu walić podwyżki w górę do limitu. Niektórzy już zaczęli to robić. Ważniejsze są jednak ceny transakcyjne i wolumen sprzedaży.

k-dek
Gość
2 lata 11 miesiące temu

Prof. Łaszek, został "przywołany do porządku" front wypowiedzi zmienił się jakiś czas temu, nagle i radykalnie.
Raporty NBP i wypowiedzi p.Łaszka, po prostu psuły krew deweloperom i naganiaczom.
Jeżeli można podpłacić limit dopłat w rządowym programie na miliardy złotych, to jaki problem uciszyć rządową instytucję :)

wywiad z prof. Łaszkiem, z kwietnia:
http://www.tvncnbc.pl/raport-z-rynku-nieruchomosci,317984.html

początek rozmowy to jasny przekaz, "ja tu nie przyszedłem rozmawiać o tym jak to fajnie jak ceny mieszkań rosną"

…i właśnie za takie wypowiedzi i wiele innych publikacji w podobnym tonie prof.Łaszek się doigrał…

dd
Gość
dd
2 lata 11 miesiące temu

a myslicie ze limitów nie podpłacą?

W domach z betonu
Gość
2 lata 11 miesiące temu

Świetna diagnoza prof. Łaszka – jego nagła zmiana "frontu" wręcz poraża. To tak, jakby nagle Bartek T. zaczął mówić coś o demografii, bańce, zmniejszającej się dramatycznie liczbie studentów itd ;)

Co do limitów MdM, to też mnie ciekawi, czy będą jakieś zmiany (mnożnika). W niektórych miastach limity już są absurdalnie wysokie, a cały program ma powszechną opinię niesprawiedliwego (także w mediach głównego nurtu). Czy w tej sytuacji można podnieść mnożnik? Hmm… nie wiem, czy kondycja finansowa deweloperów jest do tego wystarczająco dobra ;)

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Też się zastanawiam, czy nie zrobią tak jak w RNS. Iloczyn współczynnika w mdm z 1,1 na 1,2, 1,3 itd.

w RNS było z tym różnie:
od dnia 15 sierpnia 2007 r. iloczyn współczynnika 1,3
od dnia 01.01.2009 r. iloczyn współczynnika 1,4
od dnia 31 sierpnia 2011 r. dla rynku pierwotniego iloczyn współczynnika 1,0
od dnia 31 sierpnia 2011 r. dla rynku wtórnego iloczyn współczynnika 0,8

Źródło: http://www.bgk.com.pl/storage/2854/woj%20mazowieckie%20i%20Warszawa.pdf

W domach z betonu
Gość
2 lata 11 miesiące temu

Trochę przypadkowo odpowiedziałem wyżej ;) Jak zwykle, nic nie wiadomo. Tak, czy inaczej, 10-15% dopłaty nie będzie aż tak istotne jak 40% "zniżka" w RnS, dlatego moim zdaniem MdM nigdy nie osiągnie tak dużego wpływu na rynek, jaki miała RnS. Chociaż na rynek wtórny wpływ pewnie będzie spory ;)

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu
Na zdrowy rozum ceny mieszkań mogą jako tako podążać za inflacją jeśli typowy klient kupuje za gotówkę. Ludzie mają pieniądze, widzą wzrost kosztów utrzymania, w tym pensji robotników budowlanych, materiałów budowlanych czy ziemi, po czym stwierdzają iż lepiej kupić mieszkanie niż trzymać je na lokacie z oprocentowaniem w wysokości oficjalnej inflacji minus podatek Belki. Przeciętny posiadacz większej gotówki, skoro ja potrafił zarobić, to raczej dobrze przekalkuluje sobie perspektywy wzrostu. Ogromny wzrost cen mieszkań w Polsce wynikał przede wszystkim z obdarowania potężną gotówką ludzi, którzy wielokrotnie nie potrafili zgromadzić nawet 5 procent ceny lokalu, którą gotowi byli beztrosko zapłacić. Innymi słowy… Czytaj więcej »
W domach z betonu
Gość
2 lata 11 miesiące temu

Pełna zgoda. Treść wypowiedzi całkowicie zgodna z poglądami prezentowanymi na niniejszym blogu :) Takich komentatorów lubię ;) ;)

W domach z betonu
Gość
2 lata 11 miesiące temu
W odpowiedzi na wszystkie komentarze dotyczące inflacji/hiperinflacji/drukowania pieniędzy/złota/umorzenia długów… Prawdą jest, że stopy procentowe na całym świecie są bardzo niskie – ich podniesienie doprowadziłoby do bankructwa większość tzw. cywilizacji zachodniej (z USA na czele). Jednak na razie nikt tego nie chce. Chińczycy mają jeszcze sporo amerykańskich śmieci do wymiany na surowce Afryki, Rosji też za bardzo nie leżałaby plajta zachodu, bo to zachwiałoby kursem ropy (co natychmiast doprowadziłoby do kolejnej dewaluacji rubla). Na razie chłopaki sobie drukują i pobudzają tym wzrost gospodarczy/zmniejszają bezrobocie (hahaha…), kupując praktycznie tylko obligacje rządowe i kredyty hipoteczne (nie pozwalając na "rynkowe" podniesienie stóp procentowych). Problem… Czytaj więcej »
midas
Gość
midas
2 lata 11 miesiące temu
Tak, zdecydują o tym Chiny, ale…Jestem przekonany, że odpowiednie służby w USA/Izraelu i innych krajach opracowują plan B, bo przecież każdy, kto choć trochę jest w temacie, to wie, że USA dogorywa i krwawi…Skoro na dzień dzisiejszy USA wydaje na swoją armie, więcej niż wszystkie kraje razem wzięte i obecnie USA jest mocarstwem militarnym nr 1, to może warto coś zamieszać w geopolityce, coś podpalić (oczywiście używając do tego zadania innych), a jak już się zacznie palić na świecie, to można taki świat w ogniu bohatersko uratować, a tym samym znowu wprowadzić swoje warunki w rządzeniu światem! Taki np.: Izrael… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu
Przepraszam bardzo, ale jaki niby interes miałyby Chiny w swojej super mocnej walucie opartej na parytecie złota? Toż wszystko wytwarzane w tym kraju stało by się nagle masakrycznie drogie i niekonkurencyjne! Chiny mogą już teraz wykupić na świecie co chcą – i to po cichutku czynią. Niepotrzebna im do tego silna waluta. I nieprawdą jest, że wszyscy rzucają się na nadwyżki złota na rynku, oferowane przez banki centralne bankrutujących krajów. To jest płytki rynek i każda większa podaż powoduje trzęsienie ziemi. A tak się dziwnie składa, że akurat europejscy bankruci mają b. wielkie ilości złota, które może popłynąć szerokim strumieniem… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu
Te wykresy są ładne ale sytuacja w Polsce jest zasadniczo inna od japońskiej czy amerykańskiej. W Ameryce importuje się ludzi do pracy także po to, by dmuchali bańkę nieruchomościową, by bogacze mieli gdzie lokować kapitał. Do nas nikt nie przyjedzie. Za parę lat budownictwo mieszkaniowe będzie w odwrocie, bo nas zwyczajnie ubywa. W kwestii inflacji, była wysoka bo nominalnie mieliśmy ceny niższe niż w sąsiednich krajach. Teraz po kursie jest w zasadzie tak samo jak w europie zachodniej. Ceny takie same, stopy bardzo podobne – inflacji nie będzie bo konsumpcja jest słaba podaż bardzo duża. Ceny mieszkań spadną, jeśli właściciele… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,12882224,Koniec_swiata_deweloperow__W_Polsce_bedzie____za_duzo.htmlTu jest ciekawy artykuł pokazujący ile naprawę będzie brakowało mieszkań już za 4 lata. Także rekomendacja 2017 – 20% wkładu własnego jest właśnie po to. Ale tak naprawdę ciężko jest im to oszacować bo wiele osób ma miejsce zameldowania tam gdzie rodzice a dawno już sobie spokojnie mieszka na emigracji i ani myśli o powrocie do tego kraju. Także około 2018 koniec deficytu i do tego wiele osób będzie miało podwyższone ratki z RNS no i pewnie stopy w Szwajcarii coś podniosą. Mimo wszystko życzę spokojnej spłaty i jak najmniej niespodzianek tym co uwierzyli bądź uwierzą, że może być tylko… Czytaj więcej »
k-dek
Gość
2 lata 11 miesiące temu

…i teraz słupek na rok 2013:
niedobór 511 tys. sztuk

ilość mieszkań w budowie IX 2013:
708,5 tys. sztuk
http://www.bankier.pl/wiadomosc/W-koncu-IX-w-budowie-bylo-708-5-tys-mieszkan-GUS-3010151.html

Przyjmijmy, że wszystkie budowy zostały rozpoczęte we wrześniu…za 1,5-2 lata (bo tyle zwykle trwa proces budowlany) będzie nadwyżka ~200tys mieszkań.

Późno już, chyba coś źle liczę :D

Mam nowe hasło dla naganiaczy, którzy znowu będą golić prowizje :D

"Sprzedawajcie, sprzedawajcie, bo drożej nikt nie kupi"

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Według "rocznika demograficznego 2013" GUS, w roku 2011 było 13,56 miliona gospodarstw domowych. Z kolei zgodnie z opublikowanymi niedawno statystykami "Mieszkania – Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań 2011" wynika, że w 2011 w Polsce było 13,5 mln mieszkań. Wynika z tego, że już dwa lata temu deficyt mieszkaniowy był nieomal zerowy i wynosił 60 000 mieszkań. Biorąc pod uwagę, że w 2012 oddano do użytkowania 152 904, a w 2013 przez dziesięć miesięcy 117 647 mieszkań, to można stwierdzić, że statystycznie mamy w Polsce nadwyżkę mieszkaniową, która wynosi 208 551. Oczywiście jeśli wierzyć danym GUS.

W domach z betonu
Gość
2 lata 11 miesiące temu

O "braku" mieszkań pisałem szerzej jakiś czas temu:

http://wdomachzbetonu.blogspot.com/2013/09/ilu-mieszkan-brakuje-w-polsce-hmm.html

A tak naprawdę, to może tu wyjść tyle, ile kto chce (niektórym nadal brakuje 1.5mln mieszkań ;) Tak, czy inaczej, co roku oddaje się około 150.000 domów/mieszkań, co przy pogarszającej się demografii (z czasem ten proces będzie jeszcze przyspieszał) niechybnie doprowadzi do znacznej nadpodaży na rynku. Coś, co dziś wydaje się niemożliwe, czyli mieszkanie dostępne dla "każdego", ma ogromne szanse spełnić się za kilkanaście lat. A niektórzy będą mieli wtedy przed sobą już tylko 15 lat spłacania… ;)

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu
W domach z betonu napisał: > Coś, co dziś wydaje się niemożliwe, czyli mieszkanie dostępne dla "każdego", ma ogromne szanse spełnić się > za kilkanaście lat. A niektórzy będą mieli wtedy przed sobą już tylko 15 lat spłacania… ;) A inni będą mieli wtedy przed sobą już tylko 15 lat życia… Trzeba im koniecznie powiedzieć, żeby kolejne półtorej dekady broń Boże nic nie kupowali, bo jak będą w wieku circa emerytalnym to ceny, panie dzieju, spadną. Przepraszam, ale to jest akademickie pitolenie. Co kogo -poza długookresowymi spekulantami- obchodzi spadek cen za kilkanaście lat? Powtarzam jak mantrę – są ludzie tu… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Bardzo dobra inicjatywa UE:

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Kredyty-hipoteczne-wkrotce-bez-zbednych-dodatkow-3012270.html

Podoba mi się szczególnie obowiązek informowania o wysokości raty dla kredytów o zmiennym oprocentowaniu przy wariancie wysokich stóp. Przepisy zostaną wprowadzone w życie do 2015.

W domach z betonu
Gość
2 lata 11 miesiące temu

Tak… wysokość raty przy najwyższych stopach z ostatnich 20 lat zrobi na pewno spore wrażenie na polskim kredytobiorcy. Dla "średniego" kredytu w wysokości 200.000 PLN będzie to coś koło 5 tys. PLN miesięcznie (a może i więcej – starszych danych po prostu nie widziałem ;)

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Jednak jako kraj przechodzący transformację tak wysokie stopy mamy raczej za sobą. Poza tym struktura demograficzna zacznie przypominać Japonię czy Niemcy a to jest prawie gwarancja niskich stóp. Tutaj bym się zagrożenia nie spodziewał. ale na pewno zobaczenie takiej symulacji ostudzi nieco zapał kredytobiorców. Na spotkaniu z HB przekonywano mnie że teraz właśnie jest najlepszy moment na zaciągnięcie kredytu bo są rekordowo niskie stopy. WTF…

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu
Wycinki z raportu HB I OF:http://stooq.pl/n/?f=824183warto zauważyć, że: "Według Home Broker, do końca roku powinno utrzymać się ożywienie na rynku nieruchomości, a to ze względu na znikające z rynku kredyty na 100 proc. wartości nieruchomości. Dla części osób wkład własny jest nieosiągalny i przyśpieszają one decyzję zakupową, by zdążyć przed zmianą zasad panujących na rynku" Kolejna ciekawostka: http://biznes.onet.pl/bedzie-zycie-po-kredycie-hipotecznym,18490,5593084,1,prasa-detal Ułatwiona upadłość konsumencka może doprowadzić do wyprzedaży licytacyjnych prowadzonych przez banki. Jeśli ceny najmu analogicznych mieszkań będą znacząco niższe niż spłacane raty, wiele osób może się skusić. Btw. jest to pewna odpowiedź na postulaty frankowców o pomoc przy spłacie. Moim zdaniem bardzo… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Gorąca prośba do W domach z betonu o to, aby jeden z kolejnych wpisów mowił o Stopach Procentowych. Bardzo interesuje mnie to zagadnieni, wiem że według Twoich opini stopy wzrosną, niemniej jednak część komentarzy mówi o pewnej stagnacji ich poziomu lub dalszym spadku. Czy mógłbyś opisać swoje spostrzeżenia dotyczace tego problemu?

Pozdrowienia ze słonecznego Gdańska
Karol

Daniel Nofap
Gość
2 lata 11 miesiące temu

Właśnie mnie tez zainteresowałby taki dedykowany artykuł o stopach bo widać ze jest to jeden z ważniejszych czynników jesli chodzi o ceny mieszkań, wysokość kredytu

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu
Nikt nie jest wyrocznią i nie oczekuj że ktoś ci powie jak będzie. Wysokie (jednak w trwałym trendzie spadkowym) stopy w Polsce w przeszłości wynikały z transformacji i będącej jej następstwem wysokiej inflacji. Obecnie nie ma na horyzoncie zagrożenia inflacyjnego. Wzrost gospodarczy jest raczej powolny, a ekonomiści obniżyli potencjalny polski wzrost PKB w przyszłości do 2,5% z 3,5% w poprzedniej dekadzie. Stopy zaczną rosnąć ale nieznacznie prawdopodobnie od połowy przyszłego roku (spodziewany wzrost w 2Q 2014 o 25pkt bazowych). Im dalej w przyszłość, tym większą rolę odgrywać będzie starzenie się i kurczenie polskiego społeczeństwa a więc czynniki wyhamowujące inflację. Kolejnym… Czytaj więcej »
W domach z betonu
Gość
2 lata 11 miesiące temu
Odpisałem, ale komentarz się nie wysłał i "zaginął" (a szkoda, bo trochę się rozpisałem ;) Więc teraz krótko:1. Cel inflacyjny NBP to 2.5% – stopy procentowe powinny być od niego wyższe.2. Stopy "rynkowe" odrywają się powoli od stóp banku centralnego (patrz USA, Chiny) i to może mieć ogromne znaczenie w przyszłości (zwłaszcza, jeśli zbankrutuje jakiś większy kraj typu Hiszpania, Włochy, czy USA albo Japonia).3. Tak długo, jak długo kredyty na 30 lat będą udzielane na zmienny procent, będę się od nich trzymał z daleka z jednego prostego powodu – w tak długim czasie stopy po prostu "muszą" wzrosnąć (wystarczy spojrzeć… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

oczywiście, że nikt nie jest wyrocznią, ale z takim podejściem cały ten blog nie miałby sensu :)
Dla mnie sprawa jest na tyle oczywista, że czytając tenże blog odroczyłem zamiar zakupu mieszkania z przyszłego na co najmniej 2016/17 rok, głównie argumentując to aspektem posiadania 15-20% wkładu własnego, którego jestem pewien, że Polacy nie będą mieli. Do tego chciałbym po prostu dołożyć aspekty związane ze stopami, myślę, że panowie jako ogromni znawcy tematu, umieją bazując na trendach i przyszłej sytuacji w kraju stwierdzić, czy stopy będą wyższe czy też nie właśnie na przełomie najbliższych 3-5 lat.

dd
Gość
dd
2 lata 11 miesiące temu

wieszcza połowe przyszłego roku….paanowie w mediach…
i zdaje sie banki juz daja lepsze oprocentowanie za gotówke, jak im zaczęło ubywac:)

panie sa tu tez:)
tez kupują mieszkania:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

najmocniej przepraszam, oczywiście panie również i to myślę, że z równie jeśli nie większym zacięciem do obserwowania zmienności naszego rynku mieszkaniowego :)

"zdaje sie banki juz daja lepsze oprocentowanie za gotówke" – a to mi strasznie przypadło do gustu :)

pozdrawiam
Karol

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu
Do porównań cen nieruchomości w różnych miastach polecam stronkę numbeo.com Poniżej link do danych dla Budapesztu. Węgry od lat w permanentnym kryzysie gospodarczym, również od lat ich populacja się kurczy i wskaźnik urodzeń jestniższy niż w PL. Mają również wyższe stopy procentowe. Popatrzmy jak w relacji do dochodów netto kształtują się ceny nieruchomości: http://www.numbeo.com/property-investment/city_result.jsp?country=Hungary&city=Budapest&displayCurrency=PLN Można zauważyć że cena metra mieszkania poza centrum to 1,75*dochód netto. Dla Warszawy identyczny poziom wyniósłby 1,75*3452=6050. Jest 7000. Podobny poziom jest prawdziwy dla czeskiej Pragi. Tak wyliczony potencjał spadków to 14%. Innymi słowy program MDM zakłada bardzo dobry poziom cenowy. Uważam że jeśli można kupić… Czytaj więcej »
Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Co do inflacji:

http://stooq.pl/n/?f=824812

Także presji nie ma żadnej. Ożywienie w Europie przebiega powolniej niż się spodziewano, bezrobocie nie spada. Nie ma szans na inflacje a zatem podwyżki stóp wykluczone przez najbliższe pół roku.

W domach z betonu
Gość
2 lata 11 miesiące temu

Z tym nie ma szans na inflację, to byłbym ostrożny. Przez 30 lat jakaś szansa się pewnie znajdzie ;) Do tego tak, jak pisałem wyżej, ona może się pojawić bardzo niespodziewanie wraz z bankructwem jakiegoś kraju – kto wtedy będzie chciał komuś pożyczać pieniądze na 3-4%?

Anonimowy
Gość
Anonimowy
2 lata 11 miesiące temu

Oczywiście jest to prorokowanie i nie ma co się podejmować tego w długim okresie. Jednak w przewidywalnej przyszłości nie widać presji która miałaby wynieść inflację powyżej celu RPP. Ożywienie gospodarcze jest na tyle kruche i niemrawe że RPP raczej nie będzie się spieszyła z podnoszeniem stóp i raczej będą to podwyżki łagodne.

cyfrowyja
Gość
2 lata 11 miesiące temu

Jedna z najlepszych analiz w internecie zagadnienia inflacji vs ceny mieszkań. Absolutny respect dla Autora. Dodać parę stron i praca dyplomowa gotowa.

Monika
Gość
2 lata 8 miesiące temu

Pierwsze słyszę by kupno mieszkania mogło uchronić przed wysoką inflacją – bardzo ciekawy artykuł, ciekawe analizy

wpDiscuz