Ciekawe, który teraz mamy rok

Na końcu poprzedniego wpisu zachęcaliśmy do czytania komentarzy – zdecydowanie warto, bo ich poziom to nie żaden onet, tylko poważna, merytoryczna dyskusja. Czasami komentarze są tak obszerne, że mogą stanowić oddzielny artykuł i tak mamy właśnie w tym przypadku. Jeden z naszych stałych czytelników (Jaja Robię), popełnił dłuższą wypowiedź w odpowiedzi na komentarz innego z naszych stałych czytelników, którą to wypowiedź publikujemy poniżej.
Nim jednak przejdziemy do meritum, warto napisać kilka słów wstępu. Jak się tak spojrzy na ogólną sytuację na świecie (a co za tym idzie także i w Polsce), można odnieść wrażenie, że już to kiedyś widzieliśmy – nam to przypomina czas sprzed kryzysu 2007-2008. Jednak do tej pory nie zdołaliśmy uzyskać pewności, czy to wygląda bardziej jak rok 2006, kiedy wszystko się jeszcze rozkręcało (poza amerykańskim rynkiem nieruchomości, właśnie przeżywającym zawał, którego konsekwencje wszyscy znamy), czy to może bardziej rok 2007, kiedy pierwsze trupy zaczęły wypadać z szafy, ale wielu nadal widziało przed światem tylko świetlaną przyszłość, czy może to już jednak rok 2008, kiedy z szafy wypadł trup ciężkiego kalibru (Lehman).

Zakładając, że to FED prowokuje kryzysy (tak samo jak bumy gospodarcze), sterując stopą procentową, powinniśmy być raczej u początków tamtego okresu. Na poniższym wykresie widać, że koniec podwyżek stóp zbiegł się w czasie z rozbiciem amerykańskiego rynku nieruchomości, ale nie spowodował jeszcze kryzysu (i była to połowa roku 2006):

Mniej więcej rok później amerykańskie giełdy ustanawiają szczyty, po czym zaczyna się szybki zjazd w dół, ale dopiero kolejny rok (2008) przynosi spektakularne fajerwerki i zwykle ten moment jest uznawany (niesłusznie) za początek kryzysu. Na poniższym wykresie widać, że amerykańskie indeksy potrafiły rosnąć jeszcze całkiem długo po zacieśnieniu polityki monetarnej przez FED (i po pierwszych poważnych problemach rynku nieruchomości), a poważne kłopoty zaczęły się dopiero po większych spadkach:

Wniosek z tego jest taki, że, aby się w końcu wszystko wyłożyło, potrzeba czasu. Poza czasem, potrzeba oczywiście powodów (np. wysokie stopy, albo super droga ropa), ale cały rynek jest dosyć bezwładny i nie wywala się wtedy, kiedy ma ku temu powody, ale dodaje do tego pewne opóźnienie. W chwili obecnej powodów wywałki mamy sporo (mega zadłużenie na całym świecie przy rosnących stopach), ale, po pierwsze, FED jest dopiero w trakcie podnoszenia stóp, a, po drugie, na razie z szafy wypadają tylko małe trupy (Wenezuela, Argentyna, Turcja), a te większe (jak Włochy, Japonia, Grecja, Deutsche Bank, czy Tesla) nadal jeszcze czekają w kolejce. Na giełdach ciągle wszystko blisko szczytów, więc paniki nie widać (aczkolwiek zdarzają się pojedyncze poważne dni spadkowe, które sugerują, że sporo osób dostrzega nieuchronne i reaguje dosyć nerwowo). W naszej ocenie jesteśmy więc gdzieś pomiędzy rokiem 2006, a 2007 – na horyzoncie widać poważne problemy, ale muzyka nadal gra i wszystko się jakoś kręci. Pytanie tylko, czy z racji skali obecnego zadłużenia i istniejącej bańki prawie na wszystkim (niektórzy nazywają ją “matką wszystkich baniek”), sytuacja nie rozwinie się nieco bardziej dynamicznie niż w latach 2007-2008 (to, że rozwinie się bardziej dramatycznie, raczej nie podlega wątpliwości). Zobaczmy więc, co na ten temat sądzą nasi czytelnicy i jak oni widzą aktualną sytuację na tle historycznym.

Tomasz_Wielblad (z typową dla siebie krytyką naszej twórczości) pisze tak:

kolejna bajka na dobranoc napisana ;) więcej w tym pobożnych życzeń niż rzetelnych wniosków…
ostatnim razem gdy w Polsce stopy były niższe niż w USA nie było opisywanej tu tragedii… dlaczego mimo niższej stopy w Polsce dolar mocno słabł? nawet poniżej 2 zł? dlaczego dziś ma być inaczej? co różni te dwa okresy? i dlaczego pomijacie ten fakt w prognozowaniu???? nie pasuje do bajki??? o mieszkaniach za 30 lat za darmo????

Odpowiedź Jaja Robię:

Tomaszku, powiedz mi tak szczerze, skąd u Ciebie taka presja na rozliczanie się z wyników, za których analizę nic nie płacisz. Czy może jestem w błędzie i sypnąłeś dzięgami dla autorów blogu, bo jak nie, to co Ty się spodziewasz, że ktoś za free analizę Ci zrobi. To, czy oni z tego mają jakiś grosz, czy też piszą z czystej przyjemności pisania, czy tez czują jakąś misję w celu uświadomienia mas, to już tylko ich prywatna sprawa.

Ja mogę Ci analizę przeprowadzić, do wniosków doprowadzić i Ty możesz mnie z tego rozliczać, ale nie za darmo. Ty wyciągnij żmije z kieszeni i płać. Może być  w bitcoinach, żebyś się nie musiał fatygować koperty mnie dostarczać. A jak Ty płacić  nie chcesz, to ja mogę bajki o księciu na białym koniu na dobranoc opowiadać jak dla moich dzieci.

Jeśli Ty nie zauważyłeś, to tutaj jest wymiana poglądów, do których ja na ten przykład nie roszczę sobie monopolu na prawdę, nie za darmo bynajmniej. Jak wszyscy tutaj (tak podejrzewam) piszemy z darmo, podpierając się faktami. Możliwe jest, że ktoś wyciąga wnioski błędne, ale dopóki robi to w ramach wolontariatu, to ma do tego prawo. I należałoby dziękować zarówno autorowi jak i komentującym, że są one na coraz wyższym poziomie i coraz bardziej merytoryczne. A Ty  wdzięczność powinieneś okazać, że masz gdzie się uzewnętrzniać.

Jeśli ty masz inne zdanie, to Ty zacznij się podpierać danymi , linkami i darmową analizą, co jak i dlaczego. Ktoś będzie miał ochotę to z Tobą podyskutuje.

Co do dolara, to będzie darmowe – za następne zapłacisz, ale ponieważ nie samym „chlebem człowiek żyje”, odpowiesz dlaczego popełniłem błąd ja i autorzy bloga w sposób podobny do mojego.  To Cię uwiarygodni, że Tyś nie jest zrozpaczony „inwestor”.

W Polsce niższe stopy procentowe od jankeskich były tylko w okresie 2006-2008 według tego wykresu

Od 2008 czy tez końcówki 2007 ciężko wyczytać, a za darmo aż takiej głębokiej analizy nie chce mi się robić. Mam ciekawsze, rzeczy choćby artykuł dla wdzb, który obiecałem, a u mnie słowo droższe od pieniądza. Zresztą czymże jest mamona jeśli konkuruje z misją uświadamiania ludzi, żeby sobie zagrali na nosie bankierom mających ich za bydło. Najniższy kurs dolara spadł rzeczywiście, poniżej 2 zł ale tylko w niektórych kantorach na ulicy, cenna nie pokazała się w notowaniach

https://www.salon24.pl/u/marekwojciechowski/95670,dolar-spadl-ponizej-2-zl

Ale nie będziemy się kłócić o resztki z pańskiego stołu. Jest poniedziałek 21 lipca 2008 roku, cisza przed burzą oficjalny kurs dolara to 2,0173 zł

https://www.bankier.pl/waluty/kursy-walut/forex/USDPLN

Co wpłynęło na to, że  zielony jest tak tani? Napływ kapitału spekulacyjnego. Polska jest od 4 lat w UE, nasz kraj rozwija się w tempie naprawdę dobrym. Podobnie jak gdzie indziej, w wyniku napływu funduszy europejskich, spodziewana jest eksplozja inwestycji. Wszyscy, ale to wszyscy już wiedzą, jak to będzie wyglądało. Polska będzie jednym wielkim placem budowy z obcym kapitałem. Realizowane są wielki inwestycję.  Niżej podpisany w tamtym w czasie i świeżo po studiach dorabiał w budowlance (na stażu, po moim podobno niezłym kierunku studiów, dostałem 476,76 zł na m-cha więc wróciłem do bycia robolem, zarobionym), zanim postanowił udać się na kilkuletnią emigrację. To był szał. I już wtedy ja, młody chłopak, wiedziałem, że to się może źle skończyć. Ale któż słuchałby się małolata, co zamiast światłej kariery wybierał przerzucanie cegieł (przenośnia).  Brano wszystkich do pracy, materiały drożały, pensję skakały do góry (nie pamiętam już, czy tak gwałtownie jak teraz). Z czego to wynikało, no z kredytu:

https://www.money.pl/banki/wiadomosci/artykul/na;czym;zarabiac;beda;banki;po;wejsciu;polski;do;unii,43,0,36651.html

Do tego sami emigranci przysyłają  miliony dewiz:

https://www.tygodnikprzeglad.pl/zyjemy-emigrantow/

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Emigranci-z-Wysp-wysylaja-grube-miliardy-do-Polski-1744674.html

W ciągu tylko jednego roku 2007 Polacy przekazali 20,4 miliarda (tak miliarda) zł. Nic dziwnego, że złotówka była pożądana.

A potem jak zwykle wszystko się…potoczyło po staremu.

Mamy zatem poniedziałek, końcówkę ciepłego lipca 2008 roku. I najtańszą dewizę w ciągu ostatnich 20 lat.

USD:

https://www.money.pl/pieniadze/nbparch/srednie/waluta=787/format=chart/period=95/

EUR (marka niemiecka do momentu powstania wspólnej waluty):

https://www.money.pl/pieniadze/nbparch/srednie/waluta=787/format=chart/period=95/

CHF:

https://www.money.pl/pieniadze/nbparch/srednie/waluta=787/format=chart/period=95/

Wszyscy pieją z zachwytu, nawet Gazeta Wyborcza (cóż, nie przepadam za nimi, ale dla rzetelności mojego wpisu – nie ich gazety, wkleję linka):

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,5443385,Dolar_kosztuje_mniej_niz_dwa_zlote_.html

I nagle, ale to nagle, koniec… nie, nie polskiej zielonej wyspy, cytując naszego obecnie najbardziej eksponowanego i znanego emigranta, imiennika prezydenta USA. Bankrutuje Lehman Brothers, jeden z najstarszych działających banków świata. Czwarty największy w Stanach. Jeden z tych, o których się mówi „zbyt duży by upaść”. Ale pycha kroczy przed upadkiem. System finansowy się chwieje. Na całym globie. Kryzys sub-pirime w USA, bańka na rynku nieruchomości, brak płynności instytucji finansowych.

I co się wtedy dzieje. Pomimo podniesienia stóp procentowych, doskonałych perspektyw Polski na rozwój (fundusze UE, inwestycje pod Euro2012, dewizy spływające do kraju od emigrantów) kurs złotego się łamie. W ciągu kilku, dosłownie kilku, miesięcy USD poszybuje w górę o ponad  1,5 zł, euro  o tyle samo mniej więcej, słabiej zareaguje helwecka waluta – jedynie o 1,2 zł (zresztą ona sobie to odbije znacznie później).

Co to pokazuje, ano to, że mimo usilnych starań i pragnień (moich też, zapewniam) polska  złotówka to tzw. szmacianka. I to gdzie ucieka kapitał w razie W, pokazane jest wyraźnie w wykresach. Ale teraz to my jesteśmy safe heaven, gospodarka rozwinięta a nie wschodząca, to teraz może do nas będzie emigrował  kapitał jako do bezpiecznej przystani.

https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/kraje-rozwijniete-polska-wsrod-krajow,208,0,2377168.html

Problem z tym, że nawet dojrzałych gospodarek nie chroni to przed utrata wartości waluty. Przykładem jest Australia:

https://www.businessinsider.com.au/aud-australia-dollar-boj-gdp-ecb-eur-2018-4

https://www.commbank.com.au/guidance/economy/what-makes-the-australian-dollar-move–201605.html

Kanada:

https://baskinwealth.com/blog/loonie-losing-altitude-four-reasons-why/

I strefa Euro:

https://www.poundsterlinglive.com/eurusd/8897-euro-to-dollar-rate-vulnerable-to-a-slide-over-coming-months-says-danske-bank

Jednak z  wykresów nie da się wyczytać, co było tego przyczyną. Są fetyszyści, co się w wykresach zaczytują i na ich podstawie próbują coś ugrać. To takie trochę dla mnie jak ze średniowiecznymi astrologami – wyczytajmy z gwiazd. To, że się czasami uda, nie znaczy, że działa.

Co mamy zatem teraz, stopy w USA są na wyższym poziomie niż w PL (poprzednio niecałe 2 lata 2006-2008), co się wydarzy w dalszej lub bliższej perspektywie, możemy wyczytać znowu z tego wykresu:

Dewizy dalej płyną do starego kraju, chociaż już w mniejszej ilości:

http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1097056,transfery-finansowe-emigrantow.html

Zapewne nie jest to związane z otworzeniem się niemieckiego rynku pracy. Co ciekawe, tych transferów jest coraz mniej, bo coraz większa liczba osób pochodzenia polskiego decyduje się na zostanie na obczyźnie – wyraźnie zwiększyła się też liczba ludzi kupujących np. nieruchomości (co może, ale wcale nie musi oznaczać, że nie sposobią się do powrotu).

Z drugiej strony, bilansuje się balans wpływów i wypływów z PL. Obcokrajowcy prawie tyle samo wyprowadzają z kraju, co do niego wpływa. Co rzuca inne światło na sprawę ich ewentualnego zostania w naszej ojczyźnie. Być może jednak, jak w przypadku naszej rodzimej emigracji, jest to okres przejściowy. Nie wiem – pożyjemy, zobaczymy.

Mamy bum na rynku nieruchomości, brakuje rąk do pracy, rosną wynagrodzenia, rosną ceny materiałów… nie tylko budowlanych, ale też maszyn, cześć zamiennych, wzrasta liczba kredytów, a jednocześnie widocznie powiększają się problemy firm z płynnością finansową. Zupełnie jak wtedy, gdy moja skromna osoba, jak zwykle zresztą w okresie wolnym od nauki, dorabiała sobie na budowie. Wtedy też było łatwiej (być może to się zresztą nie zmieniło) bo mamona z pominięciem fiskusa, ZUS-u wędrowała do kiermany. To, czego  w księgach nie ma (a być powinno, wszak księga i władza ma monopol ma prawdę) to i w ekonomi niet. Zatem wynagrodzenia według statystyków w tamtym okresie szły dość opornie pod górę :)

Na świcie natomiast mamy podwyżki stóp procentowych nie tylko w USA, rozgrzana ekonomię, kilkuprocentowe wzrosty PKB, a poza tym problemy – tradycyjnie zresztą, banków umoczonych w różne aktywa, wzmożoną akcję kredytową, zadłużenie w kwotach bezwzględnych największe w historii (bo procentowo do PKB jak się robi sztuczki księgowe, co by ładnie wyglądało, to już nie). Niektóre kraje z powodu obsługi długu już się przewróciły, inne ledwie zipią.

Wróćmy jednak do macierzy. Czy Ty, Tomaszku myślisz, że ja źle życzę  ojczyźnie? Otóż nie. Ja chce dla niej jak najlepiej. Żebyśmy my byli potęgą, od morza do morza. Jak w czasach RON. Jeśli się uda, to bez użycia przemocy i tak, jak w okresie naszego „Złotego Wieku”, bez podboju a za dobrowolnym przyłączeniem się do nas (przynajmniej na początku i za zgoda większości reprezentantów owych krain). Jeśli się nie uda, cóż… może być drogą podboju, jeśli innej nie ma. A że nasza niezwyciężona armia samodzielnie ostatnio wygrała wojnę  z sowietem (i to jeszcze wtedy, gdy zwano ich bolszewikami) coś ze sto lat temu, to musimy się kimś podeprzeć. Chwilowo mamy wspólnotę interesów z jankesami. Jak długo to potrwa – nie wiadomo. Już wcześniej pisałem, że z dwojga złego wolę okupantów zachodnich niż bratnia pomoc ze wschodu (czy to azjatycką, czy też tą bliższą nam, słowiańską). Tamci przynajmniej pompują dolary i złoto (taka mała dygresja – NBP trzeci miesiąc z rzędu kupuje złoto, dostali pozwolenie?), a nie jak sowiet przez 50 lat Marksa i Engelsa.

Najbardziej to chciałbym, żebyśmy prowadzili politykę nie pro-unijną, pro-amerykańską, czy tez pro-rosyjską, ale swoja własną pro-polską. Żeby NASZ rząd myślał o nas, a nie o innych i swoich czterech literach. Do tego rozbija mnie przekonanie polityków od lewa do prawa, od rządzących po opozycję, że oni zawsze wiedzą, co jest najlepsze dla nas, a samych obywateli mają za bydło.

Wracając do tematu… sektor budowlany jest w Polsce odpowiedzialny za niewiele ponad 10 % PKB i za 1 pp wzrostu.  W kwotach bezwzględnych to jest 200 miliardów złotych. Ale jak to bywa w naczyniach połączonych, ma wpływ na inne gałęzi gospodarki. W niejednej krainie o lepszych perspektywach budowlanka była w stanie doprowadzić do poważnych problemów.

https://budownictwo.wnp.pl/polski-rynek-budowlany-bedzie-w-2018-r-warty-ponad-200-mld-zl,317508_1_0_0.html

http://wgospodarce.pl/informacje/54593-gazeta-bankowa-paradoks-budowlanki

Największy wpływ na wzrost PKB jak i na całą gospodarkę mają wydatki konsumenckie.

https://www.money.pl/gielda/wiadomosci/artykul/wzrost-pkb-bedzie-wyhamowywac-w-ii-polr-w,170,0,2414762.html

Gdyby przypadkiem coś poszło nie tak (wzrost stóp procentowych, jakiś krach, zbyt duże zadłużenie), to wydatki się zmniejszą. Tłumacząc na ludzki – obywatel będzie się szczypać z każdym groszem, nieważne czy z powodu tego, że coś mu zdrożeje, czy też tego,  z czegoś będzie musiał zrezygnować.

Cała nadzieja wtedy w jankesach, że nie zostawią sojusznika i nas wspomogą, a moje dywagację nic nie będą warte. Czego sobie i Tobie życzę. Problem w tym, że w tym świecie nie ma nic za free i, jeśli nasi obecni włodarze czegoś się nauczyli, to, cytując klasyka, nie powinni być „kompletnymi frajerami  robić zdradka za darmo”.

W takim wypadku ja, jak już wcześniej pisałem, jeśli mam ryzykować życiem, spokojem i dobrobytem, życzę sobie kamienicę we Lwowie i nie na kredyt, wziąłbym w Moskwie, ale złe wspomnienia tam my Polacy mamy, jakoś tak ten Kreml opuszczaliśmy szybko, zupełnie bez godności, jaka cechowała naszą wielce urodzoną, kwiat narodu, szlachtę. Wypisz wymaluj nasze elity polityczne, intelektualne i kulturowe.

Jaja Robię.

Jak widać, z tych samych danych można wyciągać skrajnie różne wnioski i często tak właśnie wygląda dyskusja w komentarzach – nikt nie wie, jak będzie, ale chyba wszyscy się zgadzają, że żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Otwartym pozostaje pytanie, czy ta “ciekawość” czasów okaże się być pozytywna, czy wręcz przeciwnie. Wydaje się, że większość czytelników (przynajmniej tych komentujących), podziela nasze poglądy, co byłoby swego rodzaju ostrzeżeniem (wszak większość się zawsze myli), gdyby nie fakt, że tego bloga czytają tylko nieliczni. I to raczej ci, którzy się interesują czymś więcej niż kolejne (siłowe?) miłosne podboje Cristiano Ronaldo. Większość (zwana pieszczotliwie “ulicą”), bierze nadal “tanie” kredyty na mieszkania, które mogą tylko drożeć, żeby zrobić super interes na wynajmie i to nas tylko utwierdza w przekonaniu, że poglądy prezentowane na tym blogu może i są błędne, ale może znowu nie aż tak bardzo ;)

PS. Jeśli ktoś chciałby napisać wpis na bloga, a nie ma śmiałości, to… niech się ośmieli! :) Wielu komentujących ma bardzo ciekawe poglądy – warto, żeby zapoznała się z nimi szersza grupa odbiorców.

Podziel się z innymi
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Slawek
Użytkownik

Bardzo dobry wpis. Aż by się chciało powiedzieć “wincyj takich!!!”.
Jeśli chodzi o stopy procentowe to jakiś czas temu pisałem w komentarzach o powtórce z historii, a w odpowiedzi usłyszałem, że stopy w USA nigdy nie były wyższe niż w Polsce… Wspomniałem nawet, że rządzili ci sami wtedy i dzisiaj :-) Taka tam analogia.
P.S. Wie ktoś ile mieszkań mają obecnie w ofercie deweloperzy? Ciekawi mnie, czy ich ilość bardzo się zmienia w ostatnim czasie.

Slawek
Użytkownik
Niedawno zgłosił się do mnie kolega (nazwijmy go Janusz), z prośbą, żeby mu doradzić w sprawach mieszkaniowych. I tak spotykając się co jakiś czas przy browarku dyskutujemy sobie o jego “problemie”. W sumie to ciężko to nazwać problemem, bo w takiej sytuacji, w jakiej on się znajduje, pewnie by chciała być większość mieszkańców naszego dziwnego kraju. Może i Wy się wypowiecie w tej sprawie, może ja mu źle doradzam, może na jego przypadek powinien spojrzeć całkowicie ktoś “z boku”… No więc, sprawa wygląda tak, że Janusz postanowił się ustatkować i za kilka miesięcy zostanie mężem, a niedługo później zapewne też… Czytaj więcej »
lockvestor
Użytkownik
Też bym tak poradził włącznie z odłożeniem o kilka lat z racji dzisiejszych cen. Mieszkania są płynniejsze w sprzedaży, ale nie dają takiej niezależności jak domy. Sąsiad zrobi imprezę – wszyscy mieszkańcy czy chcą, czy nie chcą to uczestniczą. Problemy ze wspólnotami – teraz w Krakowie w niektórych blokach chcą usunąć piecyki gazowe i wspólnoty opłacają projekty za pieniądze z funduszy remontowych, ciekawe czy ktoś kto zrobił remont łazienki będzie szczęśliwy; mało kto wie, że wspólnota ma sporo praw, które czasami mogą przyspożyć problemów. Nawet segment daje większą niezależność i komfort niż mieszkanie. Wiadomo, że mieszkanie w centrum to co… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik
lockvestor w domach są również problemy i wcale nie mniejsze od tych z mieszkań… to indywidualna sprawa z którymi problemami człowiek radzi sobie lepiej… w domu jest problem w tym że wszystkim musisz zająć się sam bądź wynająć “zarządcę” co będzie łączyć się ze sporymi wydatkami… uciążliwi sąsiedzi to problem również w domkach i nie trzeba mieć wspólnej ściany… problemem mogą być równie dobrze podwórkowe imprezy ;) smród z grilla pijackie okrzyki… a ty rano do pracy ;) problemem ostatnio mocno dyskutowanym jest smog który domki produkują… bezpośrednie sąsiedztwo z takim domkiem to tragedia… próbujecie doradzać “koledze” który nie ma… Czytaj więcej »
Slawek
Użytkownik

“niech kupią mieszkanie w centrum miasta i dom w pięknym przyrodniczo miejscu oddalonym od miasta ( las jezioro rzeka itd)”- nie no, bez przesady. Milionerami to oni raczej nie są żeby i mieszkanie i dom kupować. Pracować też jakoś muszą, więc dom w lesie daleko od miasta pewnie odpada.

“co do tego “artykułu” to osiągnięto dno… nawet nie ma co o tym dyskutować…”- a jakiś argument? Mały argumencik chociaż.

Tomasz_Wielblad
Użytkownik
“Milionerami to oni raczej nie są żeby i mieszkanie i dom kupować. Pracować też jakoś muszą, więc dom w lesie daleko od miasta pewnie odpada.” rozsądnie wydając pieniądze rozwiązanie takie nie jest znacząco droższe od domu w mieście… mieszkanie w mieście by mieć bliżej pracy a dom by wykorzystać wszelkie dłuższe chwile na odpoczynek… w okresie letnim zamieszkanie z dala od miasta nie jest jakoś szczególnie uciążliwe a “zyski spore”… jednak to rozwiązanie to inne spojrzenie na zaspakajanie swoich potrzeb mieszkaniowych… dalekie od liczenia każdej złotówki za metr kwadratowy… ale skoro ludzie ci potrzebują rozwiązania problemu dom czy mieszkanie to… Czytaj więcej »
lockvestor
Użytkownik
Szczerze, wolę sam zajmować się swoim domem niż dawać w zarządzanie jakiejś wspólnocie, gdzie w zasadzie mój głos nie ma znaczenia, bo decyduje większość mieszkańców. Głupich pomysłów nie brakuje ludziom, którzy widzą okrągłe sumki na rachunkach z funduszy remontowych. Nie wspomnę już o spółdzielniach i ludziach, którzy znaleźli tam ciepłe posadki na całe życie. Jak ktoś ma możliwości to buduje dom na działce, a nie gnieździ się w bloku i toleruje zachowania sąsiadów. Im większa działka tym lepiej. Jeszcze teraz, gdy ludzie “rzucili” się na kupowanie mieszkań jako inwestycja pod najem, to już w ogóle – życie w bloku z… Czytaj więcej »
zeroxx
Użytkownik

“Mieszkanie w Warszawie? Trzeba na nie pracować trzy razy dłużej niż w Chicago”
https://www.rmf24.pl/ekonomia/news-mieszkanie-w-warszawie-trzeba-na-nie-pracowac-trzy-razy-dluz,nId,2643906

Harmonijka
Użytkownik

Wystarczy zamienić Chicago na Łódź i już zdziwienie będzie na pewno mniejsze

Jaja Robie
Użytkownik

No nie bardzo bo jeśli dobrze widzę na tej mapce to mieszkaniec Łodzi musi odkłada na wymarzone M dokładnie tyle samo czasu co mieszkaniec stolicy. Zatem to wciąż jest 3 razy dłużej. Ale może coś źle zobaczyłem popraw mnie jeśli się mylę

Jaja Robie
Użytkownik
@Sławek. Widzisz kolego, Jaśnie Pan ci nie odpowie,gdyż podobnie jak szlachetnie urodzeni przed wiekami, a dzisiaj nasze pożal się Boże elity polityczne, akademickie i kulturowe On stwierdza. I biada temu kto tego stwierdzenia nie jest w stanie zaakceptować, dłubać zaczyna, na czynniki pierwsze rozkłada i jest na tyle bezczelny, że jeszcze argumentacji i odpowiedzi żąda. To już jest poniżej jego godności. Cenny rosną i rosnąc mają i nawet jeśli nic za tym nie przemawia to tak ma być i basta. Pan kazał sługa musi. On słonce narodu, stwierdził dekretem niczym wujaszek Stalin ukazem przekazał światu, że Związek Radziecki z partią… Czytaj więcej »
Tomasz_Wielblad
Użytkownik
Jajeczko kochane skąd przekonanie że jestem zobowiązany odpowiedzieć na każde pytanie? płaci mi ktoś za to? to twój argument… dlaczego więc to krytykujesz? bo dotyczy mojej osoby? i tu jest ten twój problem… ty nie oddzielasz tego co napisałem od mojej osoby… atakujesz mnie osobiście tylko dlatego że mam inne niż twoje zdanie… dlaczego to robisz? przecież raz niczego to nie daje bo to o czym napiszę nie jest jakimkolwiek wyznacznikiem dla rynku/rynek nie kieruje się moimi opiniami a dwa bardzo źle to o tobie samym świadczy… choć prawdopodobnie wielu prostaczków tego nie zrozumie ;) bo skoro ja coś napisałem… Czytaj więcej »
Slawek
Użytkownik

@Jaja Robie przyzwyczaiłem się już do jego stylu pisania i nawet nie liczyłem, że odpowie na moje pytanie. Mi dyskusja z nim przypomina grę w szachy z gołębiem- poprzewraca wszystkie figury, nasra na szachownice i odleci dumny ze swojej wygranej.